Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Migotliwy swiat
Migotliwy swiat - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Migotliwy swiat

Электронная книга - «Migotliwy swiat». Краткое содержание книги:

Aleksander Grin, właściwie Gryniewski (1880–1932), jest pisarzem znanym i chętnie czytanym w Polsce. Przełożono już na język polski sporo jego opowiadań, opowieści i niemal wszystkie powieści („Biegnąca po falach”, „Droga donikąd”, „Złoty łańcuch”). Polskiemu czytelnikowi została wreszcie udostępniona jedna z najciekawszych powieści tego pisarza rosyjskiego „Migotliwy świat”, która może przykuć uwagę swoją sensacyjno-przygodową fabułą, utopijną futurologią, nietypową fantastyką i tajemniczością.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 47
Перейти на страницу:

Niewiele mi potrzeba, ażeby udowodnić wam, jak niedoskonałe i wulgarne są te latające aparaty, którymi z takim wysiłkiem i niebezpieczeństwem orzecie powietrze, przyczepiając się do nich, bo poruszają się tylko aparaty, lecz nie wy; tak jak wygodne byłoby chodzenie w żelaznych spodniach, pływanie na klocu czy spanie na drzewie, tak wygląda w porównaniu z prawdziwym wasz lot. On przypomina was samych. Najlepszy aparat latający powinien być poręczny tak jak lekkie ubranie w biegu, w każdej chwili, w każdym kierunku i z każdą szybkością — oto co musielibyście osiągnąć. Liczyłem na dłuższą rozmowę, a spotkałem brak tolerancji i szyderstwo, dlatego nie dyskutując z waszymi wiadomościami technicznymi, przystąpimy od razu do doświadczenia. Zawczasu oświadczam wszem i wobec, bez zbędnych gestów i ubolewania, że nie odbiorę nagrody, chociaż zdecydowanie pobiję wszelkie rekordy. Patrzcie i osądźcie sami.

W głębi podwórza była otwarta nieco brama, potem została rozwarta na oścież i dwóch robotników wyniosło tak lekką konstrukcję, że żadnego wysiłku fizycznego nie zauważono na ich twarzach. Coś owiniętego w płótno kołysało się z cicha pobrzękując. Zdenerwowana Tawi powiedziała: „To jest właśnie to, co wiozła furmanka”. Usiadła, nie na długo jednak, ponownie wstała, podobnie jak wstali wszyscy wokół niej ludzie i zaczęli oglądać przyniesione kuriozum. Nastąpiło ogólne poruszenie; widzowie rzucili się w kierunku Kruksa, otaczając wynalazcę zwartym tłumem, wśród nich znalazła się również niecierpliwa podróżniczka; była w szczęśliwym miejscu, albowiem pomiędzy nią i zagadkowo podzwaniającym przedmiotem znajdowała się pusta przestrzeń.

Kruks gwałtownym ruchem zrzucił płótno. Część widzów nie wiedząc czy złościć się, czy też śmiać, odstąpiła głęboko rozczarowana, sądząc że uległa kolosalnej mistyfikacji. Druga część tłumu głośno dyskutowała: trzecia — skamieniała z zaskoczenia; czwarta… Lecz dokładniej będzie, jeśli powiemy, że ilu było ludzi, tyle reakcji, my zaś mówimy tylko pobieżnie. Czy zdarzyło się wam biec na złamanie karku, tam dokąd pobiegł już z wrzaskiem i rżeniem tłum uliczny? I Bóg jeden wie, co macie nadzieję zobaczyć, gdy przecisnąwszy się w sam gąszcz zamętu, dostrzegacie tylko dziecko z mokrym ślimakiem w ręku i z czerwoną od łez twarzą. Zgubiła je niańka. „Gdzie mieszkasz?” — pytają ludzie dziecko, a ono ze zdziwieniem, że jeszcze nie trafiło pod swój właściwy adres, żałośnie powtarza: „Tam!”

W tym czasie, gdy ponad dachami wisiały już trzy balony na uwięzi, kołysząc się w kłębach kominów fabrycznych; w tym czasie, gdy masywny aerostat, przypominający powiązaną sznurkami kiełbasę, obwieszony jakimiś piórkami poruszał się na wysokości pięciuset stóp, a cztery żwawe samoloty, burząc nierównym warkotem powietrzną ciszę, leciały nad podwórzem Klubu Awiatorów z elegancją dachów, zerwanych przez wiatr, w tym czasie, gdy rzecz jasna kurtyna powietrznych igrzysk uniosła się i rozpoczął się wyścig po zwycięstwo — przed oczami sędziów pojawił się mieniący się wynalazek o fantastycznym kształcie. Miał dziesięć stóp długości i pięć stóp wysokości. Jego przód przypominał dziób łódki, wydłużony i upiększony zygzakiem łabędziej szyi, przy tym dokładne podobieństwo do głowy łabędzia znajdowało się na końcu tej szyi-bugszprytu. Kadłub z profilu przypominał pompejański świecznik łodziopodobny; rufa tego dziwnego statku w miejscu, gdzie zwykle znajduje się ster, była, podobnie jak w przedniej części, wyciągnięta i zagięta do wewnątrz ostrym sierpem, jak gdyby nad głową siedzącego. Delikatny, zrobiony z niewiadomego materiału szkielet opinał, jak karkas abażuru, wspaniały błękitny jedwab, bogato wyszywany srebrnym i kolorowym wzorem. Deseń był tak cudowny, że wielu, szczególnie kobiety, jęknęły z zachwytu; wkrótce też rozległy się pełne aprobaty szczere i gorące okrzyki. Boki aparatu były obszyte ciemnozielonym jedwabnym materiałem ze złotym laurem; jednak najbardziej zadziwiającą i dziwaczną częścią tego cuda były błyszczące girlandy, festony, łańcuchy i frędzle z drobniutkich dzwoneczków wykonanych z czystego srebra, a przy tym tak lekkich jak pęcherzyki powietrza; pokrywały one cały statek. Kruks poruszył swoje cudo i wydawało się, że zaśmiało się ono dźwięcznym perlistym głosem.

— Cztery tysiące dzwoneczków — powiedział Kruks, gdy umilkły okrzyki zachwytu. Spojrzał na Tawi tak uważnie i ufnie, że od razu wróciła jej naturalna żywotność i prostota pomieszana z najwyższym zaciekawieniem. — Wynalazek ten to tajemnica. Mogę powiedzieć tylko, że korelacja dźwięku i sposób kierowania wywołują powietrzną wibrację, poruszającą aparat w różnych kierunkach i z różną prędkością. Teraz wsiadam i lecę, a wam nie pozostaje nic innego, jak czynić najróżniejsze techniczne domysły.

— On poleci! — powiedział jakiś niemiecki pilot z cygarem w zębach, nerwowo poruszając okrągłymi policzkami. — W teatrze, na linach i blokach — dodał ktoś inny. — To wariat! — rozległ się donośny głos. — Głupia mistyfikacja! — włączył się młodzieniec z meszkiem pod nosem. Nagle przenikliwy gwizd wdarł się w ogólne poruszenie; jak sygnał do bijatyki wywołał cały chór różnorodnych gwizdów, krzyków i obelg. Ale Kruks tylko rozejrzał się wokoło lekko roztargniony, dostrzegł Tawi i odezwał się do niej:

— Wkrótce zobaczymy się, przecież Torp zmarł i nie będzie pani jego służącą.

Te nieoczekiwane słowa tak zaskoczyły dziewczynę, że aż cofnęła się i tylko zdążyła dorzucić:

— A pan o tym wie? — i już scena rozgrywająca się przed nią zaczęła zbliżać się do końca.

Przewodniczący, widząc że Kruks sadowi się wewnątrz swojej maszyny, odepchnął energicznie ludzi, którzy mu przeszkadzali, i podszedł do tajemniczego awiatora.

— Nie mogę panu pozwolić na dokonywanie jakichkolwiek eksperymentów, które są z góry skazane na niepowodzenie — krzyknął z niepokojem w głosie. — Pan jest albo chory, albo zmierza do celów zupełnie dla nas obcych; kto o zdrowym rozsądku może chociaż na moment pomyśleć, że tfu! można polecieć z tym… z tym… nie wiem nawet, jak to określić, w tych nie nadających się do niczego gałganach! Niech pan opuści to miejsce. Proszę odejść i zabrać ze sobą to pańskie urządzenie.

— Ja otrzymałem, prawo — zimno powiedział Kruks, odpowiadając zarówno jemu, jak i tym krzykaczom z tłumu, którzy aż ochrypli popierając przewodniczącego. — Prawo! I z tego prawa nie zrezygnuję.

— To nie ja sam, nie moje zdanie, nie moje żądanie, to ogólne, powszechne żądanie! Czy pan słyszy? Co pan zrobił? Czyż mogliśmy wiedzieć, z kim i z czym będziemy mieli do czynienia? Proszę opuścić zgromadzenie.

— Proszę, niech wszyscy powiedzą, że tego chcą — powiedział Kruks.

— Wspaniale! — Przewodniczący nerwowo roześmiał się i tak energicznie potrząsnął dzwonkiem, tupiąc równocześnie nogami, że w tym momencie zaległa cisza jak makiem zasiał.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)