Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 163
Перейти на страницу:

– Pan był zazdrosny o swego przyjaciela – mówi Ambrosio.

– A zazdrość to najgorsza trucizna.

– Z Jacobem działo się to samo co ze mną-mówi Santiago.

– Ale nie pokazywaliśmy tego po sobie, ani ja, ani on.

– On też pewno czasem marzył o czarodziejskiej różdżce, żeby móc się pana pozbyć i zostać z dziewczyną – śmieje się Ambrosio.

– Był moim najlepszym przyjacielem – mówi Santiago. – Nienawidziłem go, a jednocześnie kochałem i podziwiałem.

– Nie powinieneś być takim sceptykiem – powiedział Jacobo. – To typowo burżuazyjne: wszystko albo nic.

– Nie jestem sceptykiem – mówił Santiago. – Ale my tylko gadamy i gadamy, i kręcimy się w miejscu.

– To prawda, jak dotąd była sama teoria – rzekła Aida. – Powinni byśmy zacząć coś robić, nie tylko dyskutować.

– Sami nie możemy powiedział Jacobo. – Najpierw trzeba nawiązać kontakt z postępowymi elementami na uczelni.

– Już dwa miesiące studiujemy, a nikogo takiego nie spotkaliśmy – powiedział Santiago. – Jeszcze trochę, a przestanę wierzyć w ich istnienie.

– Muszą być ostrożni, to całkiem logiczne-rzekł Jacobo. – Wcześniej czy później, ujawnią się na pewno.

I rzeczywiście pokazali się, zamknięci w sobie, nieufni, zagadkowi, ujawniali się z wolna, po trochu, jak ledwo uchwytne cienie: jesteście na pierwszym roku literatury, prawda? W przerwach między wykładami siadali zwykle na ławce w patío, wyglądało, że robią zbiórkę pieniędzy na jakiś cel, albo kręcili się wokół zbiornika z wodą na wydziale prawa, zbierali na kupno materacy dla aresztowanych studentów i podczas tych zbiórek wymieniali zawsze parę słów ze słuchaczami innych wydziałów, aresztowanych trzymają w lochach więzienia karnego, śpią na gołej ziemi, i w tych szybkich, ukradkiem wymienianych zdaniach, za zasłoną nieufności i podejrzliwości – czy nikt dotąd im nie mówił o zbiórce pieniędzy? – dostrzegali albo też sądzili, że dostrzegają ostrożne wybadywanie poglądów rozmówcy; nie było w tym nic zpo-lityki, tylko dyskretny sondaż, chodzi o humanitarną akcję, no i nie zobowiązujące wskazówki, żeby się przygotowali do czegoś, co ma nastąpić, to nawet sprawa chrześcijańskiego miłosierdzia, albo znów skryte wezwanie, żeby w ten sam zakamuflowany sposób okazać, że i na nas można polegać: czy moglibyście dać choćby jednego solą? Pojawiali się samotni i ledwo zauważalni na dziedzińcach San Marcos, podchodzili, żeby chwilę pogadać na obojętny temat, znikali na dłuższy czas i nagle znów się zjawiali, serdeczni, ale dalecy, z tym samym wyrazem uśmiechniętej rezerwy na tych samych twarzach: indiańskich, metyskich, chińskich, murzyńskich, z tymi samymi wieloznacznymi słówkami wymawianymi z prowincjonalnym akcentem, i zawsze w tych samych zniszczonych i spłowiałych ubraniach i w starych butach; czasami z jakąś książką albo pismem pod pachą. Co studiowali, skąd pochodzili, jakie były ich imiona, z czego się utrzymywali? I oto błyskawica na pochmurnym niebie, ów chłopak z wydziału prawa to jeden z tych, co zamknęli się w San Marcos podczas rewolty Odrii, nagły przypływ zwierzeń w jednej chwili łamał tok nijakich rozmów, zabrali go i w więzieniu robił strajk głodowy, rozmowa zaczynała ich rozpalać, ogarniała ich gorączka, wypuścili go zaledwie przed miesiącem, i te rewelacje, te odkrycia – a znowu tamten to delegat wydziału ekonomii z czasów, kiedy działały Zrzeszenie Studentów i Federacja Uniwersytecka – budziły w nich pełne niepokoju podniecenie – to było jeszcze zanim rozpadły się organizacje studenckie, zanim uwięziono przywódców – budziły zażartą ciekawość.

– Specjalnie się spóźniasz, żeby nie jeść razem z nami, a kiedy już nam robisz ten zaszczyt, to nawet słowa nie powiesz – mówiła señora Zoila. – Obcięli ci język w tym San Marcos?

– To, co ten mówił, było skierowane przeciw Odrii i przeciw komunistom – powiedział Jacobo. – To chyba aprista, nie? Jak myślicie?

– Udaje niemowę, bo chce być taki strasznie interesujący – powiedział Chispas. – Geniusze nie tracą czasu na rozmowy z głupcami, prawda, mądralo?

– Ile dzieci ma panienka Teté? – mówi Ambrosio. A par ile, paniczu?

– To raczej trockista, bo wyrażał się dobrze o Lechinie – oświadczyła Aida. – Sami mówiliście, że Lechin to trockista?

– Teté ma dwoje, ja nie mam dzieci-mówi Santiago. – Nii chciałem być ojcem, ale może kiedyś się namyślę. W takie sytuacji jak teraz to byłby tylko kłopot.

– Wyglądasz, jakbyś ciągle spał, a oczy masz jak zarzynan; baran – powiedziała Teté. – Może się zakochałeś w której: z tych dziewczyn z San Marcos?

– Ile razy zajrzę, zawsze się u ciebie pali nocna lampki powiedział don Fermín. – Bardzo dobrze, że tyle czytasz, al‹ mógłbyś też być trochę bardziej towarzyski, chudzino.

– Tak, zakochałem się w takiej jednej z warkoczami, c(chodzi boso i mówi tylko językiem keczua – powiedzia Santiago. – Wiesz już teraz?

– Moja stara Murzynka mówiła każde dziecko przynosi z‹ sobą na świat swój kawałek chleba – mówi Ambrosio. – Ja te bym miał całą kupę dzieciaków, mówię panu. Tak mówifc Murzynka, to znaczy moja mamuśka, niech odpoczyws w spokoju.

– Przychodzę zmęczony i dlatego zamykam się u siebie, tato – powiedział Santiago. – W głowie mi nie postało, żeby nit chcieć z wami rozmawiać, nie jestem taki wariat.

– Do ciebie mówić to jak do upartego muła – powiedziafe Teté.

– Nie wariat, ale dziwak – powiedział don Fermín. – Jesteśmy teraz sami, chudzino, bądź ze mną szczery. Mass jakieś kłopoty?

– O, ten to może i należy do partii – powiedział Jacobo. – Dał marksistowską interpretację wydarzeń w Boliwii.

– Nie mam żadnych kłopotów, tato – powiedział Santiago. – Nic mi nie jest, słowo.

– Taki jeden Paneras miał syna w Huacho, to już będzie kupę lat temu, i pewnego dnia żona go rzuciła i więcej jej nie zobaczył – mówi Ambrosio. – Od tego czasu ciągle szuka swego syna. Chce jeszcze przed śmiercią się przekonać, czy syn jest tak samo wredny na gębie jak on.

– No, temu to nie chodzi o wybadanie nas, on chce po prostu pogadać z tobą – rzekł Santiago. – Tylko do ciebie się zwraca, i to z jakim uśmiechem. Podbijasz męskie serca, Aida.

– Ach, ty złośliwcze, ty mieszczuchu – powiedziała Aida.

– Ja to rozumiem, bo też czasem całymi dniami sobie myślę o Amalcie Hortensji – mówi Ambrosio. – Jaka ona będzie i do kogo będzie podobna.

– Uważasz, że to się zdarza tylko mieszczuchom? – powiedział Santiago. – Że rewolucjoniści nigdy nie myślą o kobietach?

– No już dobrze, nie złość się o tego mieszczucha powiedziała Aida. – Człowieku, nie bądź taki drażliwy, to mieszczańskie. Oj, znowu mi się wyrwało.

– Chodźmy na kawę z mlekiem – powiedział Jaco bo. – No już, idziemy.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)