Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
- Автор: Нортон Андрэ
- Год: 1991
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-8520-212-9
- Переводчик: Urszula Zielinska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
Z prawej strony mieli ten wgnieciony sektor, który był niegdyś zapewne sterownią. Tutaj również dostrzegli ślady lasera na metalu, ale grabieżcy nie mieli już szczęścia: z otworów wystawała skała i wygięty metal, który na nic im się nie przydał. Wszystko poza magazynem było całkowicie stracone.
Mura ostrożnie dotykał rozcięcia na ścianie.
— To stało się jakiś czas temu, może nawet parę lat, ale na pewno długo po katastrofie.
— Dlaczego chcieli się tu dostać?
— Ciekawość, chęć sprawdzenia, co jest w środku. Kosmolot pionierów wyruszających w dalekie trasy mógł mieć na pokładzie interesujące rzeczy. A ten statek wiózł pewnie coś wartościowego. I został ograbiony. A wtedy lekki wrak przewrócił się, może było też jakieś trzęsienie ziemi i w rezultacie całkiem ugrzązł w tym wąwozie. Ale przedtem go splądrowano…
— Nie sądzisz, że ci, którzy przeżyli, mogli tu wrócić? Może przed katastrofą udało im się umknąć kapsułą ratunkową?…
— Nie, nie sądzę. Czas między kraksą a grabieżą wydaje się być bardzo długi. Ten statek został odnaleziony przez kogoś innego i okradziony. Tamtym — Mura wskazał na przednią komorę — chyba nie udało się uciec.
Czy Otchłań zamieszkiwały istoty inteligentne? l czy to tubylcy użyli lasera, aby dostać się do wnętrza statku? Dan jakoś nie mógł uwierzyć, żeby te dziwaczne, kuliste stwory mogły cokolwiek splądrować.
Zanim opuścili wrak, Mura wszedł jak najdalej w głąb przedniego sektora. Kiedy wrócił, powtarzał jakiś numer.
— Xc-4 na 9532600. Kod rejestracyjny, — powiedział. — Jakimś cudem jest jeszcze widoczny. Zapamiętaj to: Xc-4 na 9532600.
Dana zainteresowała jednak inna sprawa.
— To przecież kod ziemski!
— Tak przypuszczałem. Jest z kategorii statków Pasa Asteroidów. Może kosmolot eksperymentalny z jakąś wczesną wersją hipernapędu… Mógł być prywatną własnością, dziełem dwóch lub trzech osób, próbujących swych sił w nowej dziedzinie. Gdyby można było go stąd wyciągnąć, nasi inżynierowie — mogliby się dowiedzieć czegoś o alternatywnej wersji zwykłego silnika. Chociażby tylko z tego powodu warto byłoby się dostać głębiej…
— Ahoj! — wzywano ich z zewnątrz. — Co tam tak długo robicie?
Dan przekazał przez interkom krótką informację o tym, co znaleźli, po czym przeciskając się przez właz, opuścili statek.
— Całkowicie ograbiony! — Kosti był najwyraźniej rozczarowany. — Rozcięli go i okradli! Musieli mieć na pokładzie coś rzeczywiście wartościowego, skoro zadali sobie tyle trudu.
— Wolałbym wiedzieć, kto to zrobił. Nawet, jeśli działo się to całe wieki temu — odezwał się Rip, a Wilcox najwyraźniej się z nim zgadzał.
Astronawigator wstał z trudem i oparł się o ścianę.
— Lepiej wracajmy do bazy.
Dan rozejrzał się. Był przekonany, że mgła rzedła teraz również i tutaj, tak jak przedtem w ruinach. Gdyby naprawdę opadła, mogliby wziąć szperacz i dokładnie przeczesać tę okolicę. Nie znaleźli śladu Aliego, a każdy kolejny krok zamiast zbliżać ich do rozwiązania tajemnicy, podsuwał im coraz więcej zagadek.
Rich i jego ludzie zniknęli — w ścianie skalnej, jeżeli wierzyć pełzaczowi. A teraz ten statek obrabowany wiele lat po katastrofie, której uległ. Na dodatek gdzieś głęboko w sercu Otchłani pracowało nieznane urządzenie, które mogło stanowić dla nich śmiertelne zagrożenie.
Wrócili do pełzacza, ale zanim Wilcox usiadł znów na platformie minęło sporo czasu i widać już było, że mgła coraz szybciej ustępuje. Dostrzegli teraz odrapane ściany budynków i porytą koleinami drogę. Musiała być niegdyś uczęszczaną arterią. Ci, którzy tędy przybywali i odjeżdżali uczynili z niej niemal autostradę jeszcze przed lądowaniem Królowej — niektóre ślady miały na pewno więcej niż kilka dni.
W materiałach Inspekcji nie było jednak żadnych informacji na temat tych ruin, instalacji i rozbitych statków. Dlaczego nie? Czy raport Inspekcji został opublikowany? Ale przecież Otchłań była wystawiona na aukcji legalnie, tak jak i inne planety. Czy znaczyło to, że grupy zwiadowcze w ogóle nie zbadały lądu?
Wystarczył im widok spalonej powierzchni, żeby stwierdzić, iż nie warto lądować…
Zaczęło padać. Deszcz zmoczył im wysokie kołnierze tunik i zewnętrzne obicia butów. Zupełnie nieświadomie przyspieszyli kroku, jak gdyby chcieli jak najszybciej dotrzeć do bazy. Dan żałował, że nie mogli ruszyć na przełaj i skrócić sobie drogi do domu. Przynajmniej nie musieli już przywiązywać się linami do pojazdu.
Znowu znaleźli się w ruinach i tak jak poprzednio uważnie im się przypatrywali. Jaskrawe kolory na budynkach przytłumione były z powodu braku światła słonecznego, lecz mimo to kłóciły się ze sobą i w niezauważalny sposób wstrząsały ludzkimi zmysłami. Istoty, które zbudowały to miasto miały zapewne inny sposób widzenia rzeczywistości. Możliwe też, że reakcja chemiczna wywołana pożarami niekorzystnie wpłynęła na farby, które zmieniły odcień. Tak więc, żaden z Branżowców nie czuł się dobrze, gdy zbyt długo patrzył na freski.
— To nie chodzi wyłącznie o kolory — powiedział głośno Rip. — Kształty tych postaci też są jakieś dziwaczne. Na przykład te anioły: są powykrzywiane i wyglądają przerażająco.
— Wybuch mógł je wypaczyć — podsunął wyjaśnienie Dan. Lecz Mura nie chciał się z nim zgodzić.
— Rip ma rację. Kolory są według naszych kryteriów źle dobrane, a kształty też odbiegają od tego, co nazywamy normą. Widzicie tę wieżę? Pozostały tylko trzy kondygnacje, ale kiedyś była wyższa… Spójrzcie na nią tak, jakby nadal tam stała, nietknięta.
Pięłaby się wysoko w Kosmos. Jednak cała jej sylwetka też jest nieprawidłowa…
Dan rozumiał go doskonale. Można było w wyobraźni podwyższyć wieżę o kilkanaście pięter, ale to powodowało zawroty głowy. Analizując wszystkie spostrzeżenia łatwo było zrozumieć, że Przodkowie byli rasą obcą pod każdym względem, daleką genetycznie od wszelkich ras, na które trafili Ziemianie w swoich między galaktycznych podróżach.
Szybko odwrócił oczy od wieży, skrzywił się przesuwając wzrokiem po nieprawdopodobnie szkarłatnej ścianie i z ulgą spojrzał na bezbarwny i monotonny pełzacz, z plecami Wilcoxa okrytymi szaro-brązową tuniką na szczycie.
Astronawigator nie włączył się do dyskusji współtowarzyszy. Siedział zgarbiony, trzymając obiema rękami mikrofon wzmocnionego interkomu, którego Kosti nie zdążył jeszcze zdemontować. Było coś w jego postawie, co zaniepokoiło idących za nim ludzi.
Rozdział 11. — Cmentarzysko
Dan wytężył słuch, próbując usłyszeć w swoich słuchawkach jakiś dźwięk. Rozległ się trzask, który szybko zniknął. Na pewno jednak Wilcox ze swym podwójnym zasilaniem usłyszał znacznie więcej.
Astronawigator odsunął dłoń od mikrofonu i gestem przywołał wszystkich do pojazdu. Na szczęście nie było żadnych zakłóceń i w uszach Dana zabrzmiało nagle słowo: „Zostańcie”. Wilcox spojrzał na nich.
— Mamy na razie nie wracać…
— Co się stało? — głos Mury był nadal zupełnie spokojny.
— Królowa jest otoczona…
— Otoczona? Przez kogo? Co się stało? — padły naglące pytania.
— Ktoś otworzył do nich ogień, kiedy próbowali opuścić statek. I nie mogą wystartować z jakiegoś powodu. Mamy trzymać się z daleka, aż oni zorientują się, o co chodzi.
Mura spojrzał na doliny, które odsłoniła unosząca się w postrzępionych obłokach mgła.
— Gdybyśmy szli przez otwarty teren na przełaj — zaczął mówić powoli — bylibyśmy teraz widoczni z daleka. Ale przypuśćmy, że wrócimy tymi krętymi kotlinami, omijając pustkowie. Moglibyśmy dotrzeć do Królowej od drugiej strony, wspiąć się na wzgórza i zobaczyć stamtąd, co się dzieje.