Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]

Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:

Dan Thorson był świeżo upieczonym absolwentem akademii kształcącej obsługę statków kosmicznych. Jednak nie trafił na statek żadnej z prestiżowych kompanii handlowych. Komputer zaoferował mu los wolnego pośrednika.
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 47
Перейти на страницу:

Przez moment wydawało się, że Królowa nie zamierza odpowiedzieć. Ale właz wysoko nad powierzchnią ziemi został po chwili otwarty. Nie spuszczano jednak rampy i tylko w otworze widać było zarys postaci. Dan rozpoznał Kapitana Jellico.

Posiadacz białej flagi zatrzymał się w pewnej odległości. Obserwatorzy nie widzieli zbyt dobrze w półmroku, mogli jednak wszystko usłyszeć. Rip miał rację: interkomy najeźdźców ustawione były na ich pasmo częstotliwości.

— Przemyślał pan to, Kapitanie? Będzie pan rozsądny?

— Czy tylko tyle chce pan wiedzieć? — był to bez wątpienia chrapliwy głos Jellico. — Przekazałem wam swoją decyzję ostatniej nocy.

— Może pan tu sobie siedzieć, aż umrze pan z głodu, Kapitanie. I proszę nawet nie próbować wystartować!

— Jeżeli my nie możemy stąd odlecieć, to i wy tutaj się nie dostaniecie!

— I ma rację — zauważył Mura. — Żadne z tych urządzeń na dole nie jest w stanie wedrzeć się na Królową. A jeśli nawet mogą ją zmiażdżyć, to i oni nie będą z niej mieli pożytku.

— Sądzisz, że o to im właśnie chodzi — o statek? — powątpiewał Dan.

— To oczywiste — odrzekł Rip. — Nie chcą, żeby się uniosła, a więc mają zamiar ją jakoś wykorzystać. Założę się, że Rich ściągnął nas tutaj tylko po to, żeby dostać Królową.

— Jest jeszcze sprawa zapasów, Kapitanie — zabrzmiał w słuchawkach głos przeciwnika. — My możemy siedzieć tu i pół roku, jeżeli to będzie konieczne, a pan tego nie wytrzyma! Niech pan nie będzie dzieckiem! Proponujemy wam uczciwy interes, a nie macie chyba szczególnego wyboru, prawda? Pozbyliście się wszystkiego na aukcji, kupując prawa handlu z Otchłanią. A my proponujemy coś znacznie lepszego niż prawa handlu. I mamy cierpliwość, żeby poczekać na decyzję.

Nawet jeśli mówca rzeczywiście miał cierpliwość, którą tak się przechwalał, zabrakło jej jednemu z jego ludzi. Padł strzał. Jellico zrobił unik albo wpadł w głąb statku. Rozległ się zgrzyt zamykanego włazu. Trzej Branżowcy siedzieli nieruchomo na klifie. Wydawało się, że człowiek z flagą nie oczekiwał takiego posunięcia ze strony swoich kompanów. Zawahał się przez moment, a potem rzucił białą szmatę i skoczył za występ skalny. Stamtąd dopiero spojrzał w stronę swego posterunku.

— Tego nie było w programie — powiedział Mura. — Ktoś stracił cierpliwość o ułamek sekundy za wcześnie. Dostanie mu się za nadgorliwość. Przekreślił wszelkie przyszłe negocjacje.

— Czy Kapitan może być ranny? — zapytał z obawą Dan.

— Nasz stary zna wszystkie sztuczki. — Rip nie wyglądał na zmartwionego. — Myślę, że zdążył się ukryć. Ale teraz będą musieli go zagłodzić, jeśli chcą, żeby się poddał. Ten strzał na pewno nie wyciągnie naszych ludzi z pokładu.

— Tymczasem my powinniśmy zająć się swoimi sprawami. — Mura położył lornetkę na kolanach. — Być może uda nam się przecisnąć między wartownikami, ale statek jest zamknięty, więc jak mamy się tam dostać? Przecież nie spuszczą liny na nasze zawołanie. Przynajmniej nie teraz.

Dan wpatrywał się w przestrzeń między szczytem, na którym siedzieli, a Królową. Może byłoby łatwo przemknąć między posterunkami przeciwników — pochłonięci byli raczej statkiem niż tym, co znajdowało się na ich tyłach. Możliwe, że nie widzieli jeszcze o grupce, którą wysłano na zwiad w ruiny. Ale jak wejdą na pokład, gdy dotrą już do swego celu?

— Mamy problem, niewielki problem… — mruczał pod nosem Mura.

— Czy nie jesteśmy na tym samym poziomie, co sterownia? — zapytał nagle Rip. — Moglibyśmy wymyślić jakiś sygnał i dać im znać, że kogoś wysyłamy.

Dan chciał spróbować. Mrużąc oczy porównywał wysokość, na jakiej się znajdowali z dziobem statku.

— Musimy to jednak zrobić szybko — ostrzegł Mura. — Jest coraz ciemniej.

Rip spojrzał w niebo. Słońce, które towarzyszyło im rano, dawno już zniknęło. Wisiały teraz nad nimi ołowiane chmury. Wokół panował półmrok.

— A gdybyśmy tak zrobili osłonę z naszych tunik i zapalili w środku lampę? Z boków i z dołu światło nie byłoby widoczne, ale mogliby je dostrzec ze sterowni… — odezwał się Shannon.

W odpowiedzi na to steward odpiął swój pas i rozpiął mundur. Dan natychmiast poszedł w jego ślady. Potem, trzęsąc się z zimna, przykucnęli i utworzyli z tunik parawan. Rip usiadł w środku i zaczął zapalać i gasić lampę przekazując w ten sposób sygnał alarmowy kodem Branżowców. Mieli niewielką szansę, że ktoś będzie siedział w sterowni, patrząc w ciemność pod takim akurat kątem, że dostrzeże to światło, maleńkie jak główka od szpilki.

Nagle błysnęła nocna latarnia Królowej. Trzech siedzących na klifie ludzi czekało w napięciu na jakiś znak. Po chwili żółty snop światła zmienił odcień na czerwony.

Mura odetchnął z ulgą.

— Zrozumieli nas.

— Skąd wiesz? — Dan nie rozumiał, na jakiej podstawie steward wyciągnął taki wniosek.

— Włączyli promień sztormowy. Widzisz? Teraz znowu zanika. Ale nas zauważyli! — Uśmiechnął się zakładając tunikę. — Myślę, że powinniśmy zawiadomić Wilcoxa o naszym sukcesie. Trzeba też zadecydować, co mamy przekazać na statek. Nawet jeżeli oni nie mogą się z nami porozumieć, to przecież my możemy im przesłać informacje i może uda nam się z tego jakoś wybrnąć.

Zeszli więc do pełzacza i zrelacjonowali wszystko, co widzieli i czego dokonali.

— Ale nie są w stanie nam odpowiedzieć — podkreślił Wilcox. — Nie użyliby promienia sztormowego, gdyby mieli inny sposób na potwierdzenie odbioru sygnału.

— Będziemy musieli kogoś wysłać. Teraz moglibyśmy tylko zasygnalizować, że jeden z nas idzie do nich. Będą na niego czekali i wciągną go na pokład — tłumaczył pełen entuzjazmu Rip.

Zachowanie Wilcoxa sugerowało, że nie do końca zgadzał się z tym pomysłem. Chociaż jednak przedyskutowali wszystko szczegółowo, nie znaleźli innego rozwiązania.

Mura wstał.

— Noc szybko nadchodzi. Musimy natychmiast się zdecydować. Wspinaczka na górę nie jest łatwa i nie można wędrować do naszego punktu w ciemnościach. Kto i kiedy ma pójść? Przynajmniej to możemy im przekazać.

— Shannon — Wilcox wskazał na asystenta astronawigatora — nadszedł czas, kiedy twoje kocie oczy na coś się przydadzą. Widzisz nocą lepiej niż Sinbad — tak przynajmniej sądzę po wydarzeniach na Baldur. Chcesz zacząć, powiedzmy o… — zerknął na zegarek — dwudziestej pierwszej? Do tego czasu nasi przyjaciele z dołu zdążą się ułożyć do snu.

Rozpromieniona twarz Ripa była wystarczającą odpowiedzią. W drodze powrotnej na skałę nucił sobie coś nawet po cichu.

— Dodaj jeszcze — wtrącił Mura — żeby twoje bezpieczne przybycie potwierdzili nam światłem sztormowym. Też chcielibyśmy się cieszyć twoim sukcesem.

— Oczywiście, bracie. Ale nie mam żadnych obaw. — Wrodzony optymizm Ripa odezwał się w nim po raz pierwszy od czasu strasznego odkrycia na wraku Rimbolda. — To będzie zwykła przechadzka w porównaniu z tym, co musiałem zrobić na Baldur.

Mura odezwał się groźnie:

— Pamiętaj, że zawsze należy doceniać przeciwnika. Jesteś na tyle doświadczonym Branżowcem, że powinieneś o tym pamiętać. To nie jest pora na niepotrzebne bohaterstwo.

— Będę tak przebiegły i bezszelestny jak wąż, nie martw się. Nigdy nie zauważą, że właśnie obok nich przeszedłem.

Dan i steward ponownie utworzyli parawany z tunik i drżeli z zimna, podczas gdy Rip przesyłał sygnały do milczącego, zamkniętego statku. Odpowiedź nie nadchodziła, ale wszyscy trzej byli przekonani, że po pierwszej próbie nawiązania łączności ktoś siedział na stanowisku czekając na ich następny znak.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)