Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
- Автор: Нортон Андрэ
- Год: 1991
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-8520-212-9
- Переводчик: Urszula Zielinska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
— Atrapa! — mruknął gniewnie Kosti. — Postawili to tylko po to, byśmy myśleli…
— Że ciągle tu są — dokończył za niego Wilcox. — Na to właśnie wygląda, prawda?
— Gdybyśmy tędy przelatywali — mówił półgłosem Rip — bylibyśmy przekonani, że wszystko jest w porządku. Ale gdzie oni w rzeczywistości są?
Mura zasunął klapę namiotu.
— Na pewno nie tutaj — oświadczył, jakby dokonał jakiegoś odkrycia. — Ale, panie Wilcox, czy pełzacz nie próbował ominąć tego terenu? Może on wie więcej niż my przypuszczamy?
Wilcox przesuwał w palcach pasek hauby. Mgła wokół nich znikała — znacznie wolniej jednak niż się zjawiła. Jego wzrok przesunął się z namiotu na resztki oparów. Być może, gdyby nie porwanie Aliego, zarządziłby powrót do bazy. Ale w tej sytuacji, po krótkim namyśle, znów włączył silnik.
Maszyna okrążyła namiot i ruszyła w dalszą drogę. Pojawiły się teraz kępy roślinności: łykowata trawa i skarłowaciałe krzewy. Pochylone skały sygnalizowały, że zbliżyli się do podnóża gór.
Mgła, która rozrzedzała się na równinie, teraz znowu była gęsta i otaczała ich coraz ciaśniej. Przylgnęli ponownie do pojazdu i nie oddalali się od siebie bardziej niż na wyciągnięcie ręki.
Znowu mieli wrażenie, że ktoś ich śledzi, że krok w krok za nimi poruszało się coś i nie odstępowało ich ani na chwilę. Grunt pod nogami stał się kamienisty i nierówny, ale Kosti wypatrzył miękkie skrawki ziemi, na których widać było ślady kół. Pełzacz zatem już raz tędy przejeżdżał.
W miarę jak mgła stawała się coraz bardziej gęsta, wszyscy wytężali słuch i wzrok. Poza swoimi kompanami nie widzieli jednak niczego. Nie mogli ufać odgłosom, które do nich dochodziły.
— Uważaj! — Rip pociągnął Dana w tył, chroniąc go tym samym przed bolesnym spotkaniem ze skalną ścianą, która wynurzyła się z oparów. Echo ich kroków świadczyło o tym, że weszli teraz w ciasny wąwóz. Stanęli obok siebie wyciągając ramiona i wtedy z łatwością dotknęli jego ścian.
Wilcox zatrzymał maszynę. Był zaniepokojony. Wędrując tak po omacku mogli wpaść w pułapkę. Z drugiej jednak strony ci, których szukali, sądzą zapewne, że załoga Królowej nie odważy się opuścić statku w tej mgle. Astronawigator musiał zatem zdecydować, jakie mają szansę na zaskoczenie niewidocznego wroga i jakie jest prawdopodobieństwo, że trafią w potrzask.
Fakt, że był bardziej niż inni przezorny, czynił go doskonałym fachowcem i nie pozwalał na podjęcie nieprzemyślanej decyzji. Ci, którzy go znali, wiedzieli, że gdy raz coś postanowił, nikt nie był w stanie tego zmienić. Westchnęli zatem z ulgą, gdy ponownie włączył pojazd.
W pościgu nastąpił jednak bardzo szybko nieoczekiwany zwrot. Przejechali zaledwie kilka metrów, gdy wyrosła przed nimi skalna ściana. Najbardziej zaskakujące było to, że koła pełzacza nadal się obracały, jak gdyby maszyna próbowała wedrzeć się w głąb klifu.
Rozdział 10. — Wrak
— On próbuje przez to przejść! — zdumiał się Kosti.
Wiłcox otrząsnął się ze zdziwienia i wyłączył silnik. Pełzacz przestał wgryzać się w kamienną ścianę, przez którą jego pamięć nakazywała mu przejść.
— Pewnie celowo wpisali fałszywe współrzędne — zasugerował Rip.
Jednakże Dan, pamiętając to, co zobaczył niedawno w dolinie, minął Shannona i przyłożył dłoń do mokrej, śliskiej powierzchni skały. Miał więc rację!
Wibracja była słabsza niż tam, ale i tak przenikała przez jego ramię i całe ciało. Wydawało mu się również, że się nasila, że dochodzi teraz z ziemi i uderza w podeszwy jego butów. Pozostali też już to odczuwali.
— Co do kroćset! — wyrzucił z siebie Wilcox, znowu usiłując pokonać skałę. — Tam musi coś być! Ta instalacja, o której mówił Tang!
To oczywiste. Urządzenie, które według oficera łączności mogło być tutaj zainstalowane i które dorównywało największemu komputerowi Ziemi, wysyłało nie tylko fale dźwiękowe słyszane na Królowej, ale nadawało sygnały przez skały Otchłani! Ale czemu to wszystko służyło? I jak brzmiało hasło, które uniosłoby skałę stojącą na ich drodze? Dan nie zgadzał się z teorią o sfałszowaniu współrzędnych. Gdyby już ktoś tego dokonał, to na pewno wysłałby ich gdzieś w pustkowie, gdzieś daleko od tętniących skał.
— Musimy się w tym jakoś połapać… — mruczał Wilcox przesuwając swą dłoń po kamiennej powierzchni.
Dan był jednak pewien, że astronawigator nie uruchomi tym sposobem żadnego zamka. Sam miał już okazję przekonać się w innej dolinie o daremności takich poszukiwań.
Kosti oparł się o gąsienice pełzacza.
— Nawet jeśli kiedyś tędy przeszedł, to na pewno nie zrobi tego teraz. Nie wiemy przecież, jak otworzyć właściwe wrota. Przydałby się kawałek torytu…
— Może da się jednak coś zrobić — Rip przykucnął i zaczął przeszukiwać podłoże przy klifie. — Jak duży musiałby to być kawałek?
Wilcox pokręcił głową.
— Nie wystartujesz, póki nie będziesz miał namiaru, prawda? Chwyć tutaj — zwrócił się do Kostiego — połącz swój interkom z moim i spróbujmy zdwojoną mocą wywołać bazę.
Mechanik odczepił swoje źródło zasilania i połączył je z rdzeniem Wilcoxa wiązaniem alarmowym.
— Instalacja zwiększa napięcie — ostrzegł Dan, czując w swoich palcach wzmożone drgania. — Czy myśli pan, że możemy się przedrzeć przez te zakłócenia?
— Nie jest to chyba takie proste. — Wilcox przysunął mikrofon. — Ale nigdy nie nadawali bez przerwy. Możemy poczekać na taki moment.
Rip i Mura podeszli z powrotem do skały. Dudnienie było miarowe i jednostajne. Dan przeszedł na prawą stronę. Odkrył zakręt, który był jedynie przewężeniem ciągnącej się dalej, spowitej mgłą kotliny. Czuł, że w miarę, jak się przesuwa, trzymając cały czas rękę na skale, drżenie staje się coraz silniejsze. Czy nie można by na podstawie dotyku wykryć tego urządzenia? Trzeba o tym pomyśleć. A gdyby tak odczepić liny łączące ich z pełzaczem i utworzyć łańcuch, na którego końcu jeden z nich mógłby wysunąć się na północny-wschód?…
Wrócił po swoich śladach i zameldował Wilcoxowi o wszystkim, dodając przy tym własną sugestię.
— Zobaczymy, co powie Kapitan — odrzekł astronawigator.
Teraz, podczas postoju, dotkliwie odczuwali chłód towarzyszący mgle. Dan zastanawiał się, jak długo Wilcox miał zamiar tu pozostać. Przez cały czas trzymali ręce na skale i zauważyli, że rytm osłabł, że być może lada chwila nastąpi jakaś przerwa. Wilcox przygotowywał mikrofon czekając na moment, w którym to intrygujące urządzenie zamilknie.
I kiedy drżenie ustało niemal całkowicie, wyrzucił z siebie szybko kodem Branżowców informację o odkryciu w ruinach oraz o obecnym impasie.
Nastąpiło pełne niepokoju oczekiwanie. Mogą być poza zasięgiem Królowej, nawet przy użyciu podwójnego zasilania. W końcu jednak, poprzez trzaski spowodowane zakłóceniami atmosferycznymi, dotarła do nich odpowiedź bazy: mogli przeszukać dalszy odcinek kotliny, ale w ciągu godziny powinni zacząć powrót do bazy.
Pomogli Wilcoxowi zejść z pełzacza i odwrócili ciężką maszynę, po czym ustawili wszystkie wskaźniki na współrzędne statku. Sznury powiązali w dwie długie liny, które miały służyć do spuszczenia się w głąb kotliny.
Dan nie czekał na rozkazy: w końcu to był jego pomysł. Zawiązał jedną z lin wokół ciała, pozostawiając tym samym swobodę rękom. Jednocześnie trzeźwo myślący Kosti wziął drugą, wyrywając ją niemal z rąk Ripa i nie zważając na jego protesty.