Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]
Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]

Электронная книга - «Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]». Краткое содержание книги:

Prawdziwymi władcami Ziemi od miliona lat są nieśmiertelni Nadludzie. Starannie strzeżone tajemnice modelowania genetycznego zapewniająca im pełną kontrolę nad zniewoloną Masą, zyjącą na zamikniętym obszarze o promieniu siedmiuset kilometrów.
Wynikiem jednego z nie kończących się eksperymentów demiurgów świata są Cyborgi, ludzie-maszyny. Obracają się oni przeciwko swoim stwórcom, chcąc ich za wszelką cenę unicestwić. Wykorzystują do tego rodzący się wśród Masy ruch oporu. Wspólne działąnia niszczą istniejący od tysiącleci ład.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 33
Перейти на страницу:

— Co?!

— Poprzedni embrion umieścili w brzuchu matki. Bez wątpienia. Czyż nie jest logiczne pozostawić go tam, gdzie był na początku?

Calapina nie była w stanie nic powiedzieć. Czuła gorzki smak w ustach i chciało się jej wymiotować. „Mój poziom enzymów jest niewyrównany” — pomyślała.

— Idę do aptekarza, Schruillo — powiedziała powoli. — Nie czuję się dobrze.

— Proszę bardzo.

Calapina pośpiesznie opuściła kulę. Przed wyjściem raz jeszcze spojrzała na platformę. Jakieś wspomnienia przyszły jej do głowy.

„Którego Maxa dziś wymazałam? Tylu ich było. To tylko standardowy model szefa SB”. Pomyślała o innych, długiej serii Maxów, których eliminowano, gdy przestawali się podobać.

„Można sobie wyobrazić wymazanie kogoś takiego jak on. Ja jestem ciągłością, a kopie nie mają pamięci. Kopie nie znają ciągłości. Chyba że komórki posiadają pamięć”.

Pamięć… komórki… embriony… Pomyślała o tym, który spoczywał w brzuchu Lizabeth Durant. Odrażające, ale proste. Gwałtownie nabrała powietrza. Dysząc przebiegła przez salę obrad i skierowała się do najbliższej oficyny z enzymami.

Biegnąc zacisnęła w pięść dłoń, która unicestwiła Maxa.

Rozdział 17

— Ona jest chora, słyszysz?!

Harrey potrząsnął Iganem, by go obudzić. Uciekinierzy znajdowali się w pomieszczeniu o ścianach z ubitej ziemi. Dach był z plasmeldu. Żarówka wisząca pod sufitem na kablu oświetlała pięć łóżek polowych.

Na dwu z nich leżeli Bonmur i Igan. Srengaard, ciągle związany, zajmował trzecie. Dwa pozostałe były wolne.

— Proszę szybko przyjść — nalegał Harrey. — Ona źle się czuje.

Igan obudził się i spojrzał na zegarek. Na zewnątrz powinno zmierzchać. Znaleźli się tu przed wschodem słońca, po całonocnym marszu leśnymi ścieżkami za przewodnikiem. Chirurg, nie przyzwyczajony do takiego wysiłku, był straszliwie zmęczony.

„Lizabeth chora?”

Trzy dni temu umieszczono w niej embrion. Instynktownie czuł, że kobietom w tym stanie nie powinno się kazać chodzić po kamienistych drogach przez całą noc. — Proszę się pośpieszyć — błagał Harrey.

— Już idę — odparł Igan.

„Teraz, kiedy mnie potrzebuje, stał się bardziej uprzejmy”.

— Czy ja też mam wstać? — spytał Bonmur.

— Nie, czekaj na Glissona.

— Powiedział dokąd idzie?

— Szukać innego przewodnika. Niedługo będzie noc.

— On nigdy nie śpi?

— Proszę! — nalegał Harrey.

— Tak — powiedział Igan oschłym tonem. — Jakie są symptomy?

— Wymioty!

— Wezmę torbę.

Sięgając po czarną teczkę, Igan spojrzał na Srengaarda. Równy oddech więźnia oznaczał, że środki nasenne, które mu dano, jeszcze działały. Trzeba będzie wreszcie zadecydować, co z nim zrobić. Opóźniał im ucieczkę.

Harrey pociągnął go za rękaw.

— Idę już. Igan przeszedł za Harreyem do sąsiedniego pomieszczenia, identycznego z poprzednim. Tam, na łóżku, jęczała Lizabeth. Mąż uklęknął przy niej.

— Jestem tutaj.

Igan wyjął z torby stetoskop i zaczął osłuchiwać młodą kobietę.

— Gdzie panią boli?

— Och!

— Proszę pana — powiedział Harrey — niech pan coś zrobi.

— Idź stąd.

Harrey cofnął się dwa kroki.

— Co jej jest?

Igan bez słowa przyłożył czujnik poziomu enzymów do lewego nadgarstka Lizabeth.

— Dlaczego ona cierpi! — ponaglał go Harrey.

— Nic jej nie jest.

— Ale…

— Wszystko w porządku. To tylko modyfikacja jej konsumpcji enzymów.

— Czy nie można… — Proszę się uspokoić. — Chirurg wstał. — Ona nie potrzebuje lekarstwa. Organizm poradzi sobie sam. Jest zdrowsza od ciebie, wierz mi.

— Dlaczego więc…

— To embrion. On się rozwija.

— Ale ona cierpi!

— Lekkie dolegliwości. — Igan podniósł torbę. — To wszystko jest częścią procesu starego jak życie. Embrion rozkazuje: produkuj to, produkuj tamto. I jej organizm wykonuje to. Oczywiście produkcja ją męczy.

— Nie może pan jej pomóc?

— Tak, niedługo będzie umierać z głodu. Wtedy damy jej jeść. Pod warunkiem, że jest tu coś do jedzenia.

Lizabeth jęknęła.

— Harrey…

— Tak moja droga. Harrey znowu uklęknął przy niej i wziął ją za rękę.

— Źle się czuję.

— Damy ci coś.

— Och!

Harrey z wyrzutem spojrzał na chirurga.

— Nie obawiaj się — odparł tamten — powtarzam: wszystko w porządku.

Wrócił do pierwszego pomieszczenia.

— Co się dzieje? — spytała Lizabeth.

— To embrion, nie słyszałaś?

— Tak. Boli mnie głowa.

Igan wrócił z pigułką i schylił się nad kobietą.

— Proszę to wziąć. Powinno złagodzić mdłości. Harrey przytrzymał ją, gdy łykała pigułkę. Wzięła głęboki oddech.

— Przykro mi, że jestem taka…

— To nic — Igan odwrócił się do Harreya: — Lepiej przewieźć ją do tamtego pomieszczenia. Glisson niedługo wróci z przewodnikiem i żywnością.

Harrey pomógł żonie wstać i odprowadził ją do sąsiedniego pokoju. Srengaard, ze związanymi rękami, patrzył jak wchodzili.

— Słuchałeś? — spytał Igan.

— Tak — Srengaard obserwował Lizabeth.

— Czy myślałeś o Seatac?

— Tak.

— Nie chce go pan uwolnić, mam nadzieję? — spytał Harrey.

— Opóźnia podróż — wyjaśnił Igan — ale nie można go uwolnić.

— Może ja się nim zajmę — zaproponował Harrey.

— Durant, o czym ty myślisz? — spytał Bonmur.

— On stanowi dla nas niebezpieczeństwo.

— Więc powierzam go tobie.

— Harrey! — krzyknęła Lizabeth. Czy jej mąż zwariował? Czy to dlatego, że poprosiła, aby Srengaard został jej lekarzem?

W rzeczy samej, Harrey nie zapomniał słów swojej żony.

— Jeśli mam wybierać między swoim synem a nim, to sprawa jest jasna.

Lizabeth wzięła go za rękę: „Nie myślisz tego, co mówisz”.

— Właściwie kto to jest? — ciągnął Harrey głosem pełnym pogardy. — Żył tylko dla „nich”. Jego istnienie nie jest usprawiedliwione. To Steryl. Nie ma żadnej przyszłości.

— Co zadecydowałeś? — zainteresował się Bonmur. Srengaard spojrzał na Harreya.

— Ma pan zamiar mnie zabić? — jego spokój ducha zaskoczył Duranta.

— Nie protestuje pan?

Srengaard starał się przełknąć ślinę, ale miał gardło jakby zatkane watą. Obejrzał swego przeciwnika, jego wielką postać, węzły mięśni. Przypomniał sobie o przesadnie rozwiniętym instynkcie opiekuńczym Harreya, „pomyłce genetycznej”, która przy każdym zagrożeniu zmieniała go w niewolnika Lizabeth.

— Dlaczego miałbym to robić? Przecież podjęto już decyzję.

— Jak się do tego zabierzesz? — spytał Bonmur.

— Co pan radzi?

— Uduszenie wydaje się być dobrym rozwiązaniem. Harrey zastanawiał się, czy Srengaard zauważył zimny, kliniczny ton wypowiedzi chirurga.

— Złamanie karku jest szybsze — zaproponował Igan.

— Chyba, że wolisz zastrzyk? Mam wiele lekarstw w swojej torbie.

Słysząc te słowa, Lizabeth zaczęła się trząść. Harrey poklepał ją po ramieniu i odsunął od siebie.

— Harrey? — spytała.

Jej mąż potrząsnął głową i podszedł do Srengaarda. Zaciekawiony Igan stanął obok Bonmura. Harrey uklęknął za chirurgiem, zaplótł palce wokół jego szyi i schylił się nad jego uchem.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)