Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]
Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]

Электронная книга - «Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]». Краткое содержание книги:

Prawdziwymi władcami Ziemi od miliona lat są nieśmiertelni Nadludzie. Starannie strzeżone tajemnice modelowania genetycznego zapewniająca im pełną kontrolę nad zniewoloną Masą, zyjącą na zamikniętym obszarze o promieniu siedmiuset kilometrów.
Wynikiem jednego z nie kończących się eksperymentów demiurgów świata są Cyborgi, ludzie-maszyny. Obracają się oni przeciwko swoim stwórcom, chcąc ich za wszelką cenę unicestwić. Wykorzystują do tego rodzący się wśród Masy ruch oporu. Wspólne działąnia niszczą istniejący od tysiącleci ład.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 33
Перейти на страницу:

— Co się dzieje? — spytała płaczliwie Lizabeth.

— Opuściliśmy szosę — zgrzytnął głos kierowcy w głośniku. — Nie ma się czego obawiać.

Harrey usłyszawszy to „uspokojenie” wybuchnął szyderczym śmiechem.

Kierowca zgasił światła i jechali dalej tylko dzięki jego czujnikom podczerwieni. Szlak wił się wśród krzaków. Ciężarówka jechała tak przez dwa kilometry. Później przecięła leśną drogę patrolową i skręciła na prawo. Wjechała z wysiłkiem na wzgórze, zjechała z niego z drugiej strony, wspięła się na następne i tam stanęła.

Z kabiny wyszedł masywny Cyborg, któremu przymocowano odpowiednio potężne ramiona i nogi, aby mógł wykonać swoje zadanie. Jednym ruchem otworzył cały bok ciężarówki i zaczął ją opróżniać.

W środku przerażony Igan wrzasnął do mikrofonu:

— Gdzie jesteśmy?

— Idioto — warknął mu Harrey. — Nie wiesz dlaczego się zatrzymał?

Igan wolał zignorować obrazę. Przecież pochodziła ona od tępego prostaka.

— Słychać, że wyładowuje ten złom — powiedział schylając się nad Harreyem.

— Hej! Hej! Co się tam dzieje!

— Daj nam pan spokój i siadaj! — Harrey popchnął chirurga na ławkę.

Z pociemniałą twarzą i błyszczącymi oczyma, Igan miał zamiar rzucić się na Duranta, ale Bonmur go powstrzymał.

— Zachowaj zimną krew, przyjacielu.

Igan usiadł. Jego twarz powoli stała się normalna.

— Ciekawe jak można dać się aż tak ponieść emocjom, pomimo…

— To przejdzie — przerwał mu Bonmur. Harrey chwycił Lizabeth za rękę i przekazał jej: „Wyczułem pierś Igana pod bluzą. Jest twarda jak z plasmeldu”.

„Myślisz, że to Cyborg?”

„Jego oddech jest normalny”.

„I odczuwa emocje. Jest w nich strach”.

„Tak… ale…”

„Będziemy uważać”.

— Durant — powiedział Bonmur — powinieneś nam zaufać. Doktor Igan zrozumiał, iż nasz kierowca rozpocząłby wyładunek tylko w spokojnym miejscu.

— Czy to aby nasz kierowca? — odparł Harrey.

Cień zwątpienia przemknął przez twarz Bonmura. Harrey uśmiechnął się widząc to.

„Harrey — przekazała Lizabeth — nie myślisz chyba… Przecież to nasz kierowca, nie było słychać odgłosów walki. Nie można pokonać Cyborga bez użycia siły”.

„Ale gdzie jesteśmy?”

„W górach na pustyni. Czuję świeże powietrze”.

Nagle pudło przechyliło się i światło zgasło. Harrey objął Lizabeth. Po chwili rozległ się przeciągły trzask i ukazała się sylwetka kierowcy. W dali widać było światła megalopolii. Było zupełnie cicho.

— Na zewnątrz! — rozkazał kierowca. Księżyc oświetlił przez chwilę jego twarz.

— Glisson! — krzyknął Harrey.

— Cześć Durant.

— Ty?

— Dlaczego nie? Teraz wyjdźcie.

— Ale moja żona…

— Wiem o wszystkim. Miała czas, aby dojść do siebie po operacji. Może chodzić.

— Wszystko będzie dobrze — szepnął Igan na ucho Harreyowi. — Pomóż jej wyjść.

— Czuję się dobrze — powiedziała Lizabeth, podając ramię mężowi i wychodząc z ciężarówki.

— Gdzie jesteśmy? — spytał Igan.

— W miejscu, które zaraz opuścimy — odparł Glisson — Jaki jest stan więźnia?

— Dochodzi do siebie — odpowiedział Bonmur — pomóżcie mi go stąd wyciągnąć. — Dlaczego się zatrzymaliśmy? — spytał Harrey.

— Z powodu ostrego zbocza — wyjaśnił Glisson. Ciężarówka dalej nie pojedzie.

Bonmur i Igan wynieśli Srengaarda.

— Trzeba zdecydować, co z nim zrobić — powiedział Cyborg.

Słysząc, że mówi się o nim, więzień otworzył oczy. Bolała go szczęka po ciosie Harreya. Krew pulsowała mu w skroniach. Ręce zdrętwiały. Był głodny i spragniony. Kurz dostał mu się do nosa, więc kichnął.

— Może należy się go pozbyć — zaproponował Igan.

— Nie sądzę — odparł Bonmur. — Będziemy potrzebować doświadczonych ludzi.

Srengaard spojrzał na nich w chwili, gdy Glisson zapytał:

— Zabijamy go, czy zatrzymujemy?

Harrey poczuł jak Lizabeth chwyta go za ramię.

— Niech żyje na razie — zdecydował Bonmur.

— Jeśli nie sprawi nam nowych kłopotów — dodał Igan. — Zawsze będzie można wykorzystać niektóre jego części albo zrobić nowego Srengaarda. Nie musimy się śpieszyć.

Srengaard siedział cicho. Głos Cyborga zmroził go. „Twardy człowiek. Zabójca” — myślał.

— A teraz czas na nas! — rozkazał Cyborg. — Musimy… — przerwał i spojrzał na megalopolię.

Stało się nad nią coś, co można by porównać z jednoczesnym wybuchem miliona sztucznych ogni.

— Co się dzieje — spytała Lizabeth.

— Cicho — rozkazał Glisson. — Patrzcie!

— Ale o co chodzi? — krzyknęła kobieta z płaczem.

— Śmierć megalopolii — powiedział Bonmur. Dotarł do nich jakiś niewyraźny, stłumiony pomruk.

— To straszne — szepnęła Lizabeth.

— Potwory! — warknął Harrey.

— Tutaj cierpimy — powiedział Igan — a tam umierają…

Dziesięć kilometrów od miejsca, w którym znajdowali się uciekinierzy, zielona mgła całkowicie przesyciła powietrze.

— Czy przewidzieliście, że użyją gazu? — spytał Bonmur.

— Wiedzieliśmy co zrobią — odparł Glisson.

— Wierzę. Sterylizują region.

— Co to znaczy? — spytał Harrey.

— Mgła pochodzi z wentylatorów, którymi puszczają zwykle gaz antykoncepcyjny — wyjaśnił chirurg. — Jedna molekuła na milion i koniec.

Igan spojrzał Srengaardowi prosto w oczy.

— Oni nas kochają, chronią nas, opiekują się nami — wyrecytował z całą powagą.

— Co się dzieje? — spytał Srengaard.

— Nie słyszysz? Nie widzisz? Nadludzie, których tak kochasz, sterylizują Seatac. Miałeś przyjaciół w mieście?

— Przyjaciół? — Srengaard odwrócił się w stronę mgły. Wszystkie światła gasły falami.

Delikatny pomruk rozpłynął się w ciszy.

— Co teraz o nich myślisz? — nalegał Igan. Srengaard potrząsnął głową, bo nie miał już siły mówić.

To mogła być tylko halucynacja, zwodziły go zmysły.

— Dlaczego nie odpowiadasz?

— Zostaw go pan w spokoju — zirytował się Harrey. — My też cierpimy. Nie masz pan serca, czy jak?

— Jego oczy są otwarte, ale nie chce wierzyć w to, co widzi.

— Jak mogli tak postąpić? — powtarzała w kółko Lizabeth.

— Instynkt samozachowawczy — warknął Bonmur. — Cecha, której nasz przyjaciel Srengaard wydaje się być całkowicie pozbawiony. Z pewnością błąd w jego modelowaniu.

Srengaard nie mógł oderwać oczu od chmury. Nagle poczuł jak bardzo jest ułomny. Myślał o personelu szpitalnym, embrionach, o swojej żonie.

Wszyscy przestali istnieć. Czuł się pusty w środku, niezdolny do żadnych uczuć. Ciągle powtarzał tylko jedno pytanie: „Jaki był ich cel?”

— Ruszamy — rozkazał Glisson. — Do kabiny z nim.

Brutalne ręce podniosły go. Rozpoznał Glissona i Bonmura. Ich brak emocji nadal go zaskakiwał. Nigdy nie widział istot tak zupełnie pozbawionych ludzkich uczuć.

Pojazd pozbawiony zbędnego balastu ruszył żwawo. Srengaard leżał na podłodze i rzucało nim po wybojach. Lizabeth siedząca nad nim w pewnym momencie syknęła z bólu. Poczuł dla niej litość. Było to jego pierwsze uczucie od chwili unicestwienia megalopolii.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)