Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-147-2
- Переводчик: Izydor Dudziak
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Oczy Heisenberga [The Eyes of Heisenberg - pl]». Краткое содержание книги:
Wynikiem jednego z nie kończących się eksperymentów demiurgów świata są Cyborgi, ludzie-maszyny. Obracają się oni przeciwko swoim stwórcom, chcąc ich za wszelką cenę unicestwić. Wykorzystują do tego rodzący się wśród Masy ruch oporu. Wspólne działąnia niszczą istniejący od tysiącleci ład.
— Nieważne. Wygraliśmy.
— Jak? — spytał Srengaard na głos.
— Podsunęliśmy irn Pottera na przynętę. Zasmakowali przemocy. Wiedzieliśmy, że będą na to patrzeć. Nie uda im się wymazać ze świadomości tego przedstawienia.
— Dlaczego? — nalegał Srengaard.
— Bo zmodyfikowaliśmy ich otoczenie. Małe drobnostki: trochę napięcia z jednej strony i przerażający Cyborg z drugiej. Daliśmy im poznać smak wojny.
— Co?!
— Instynkt. Wojna jest częścią instynktów ludzkich. Walka i przemoc. Przez tysiące lat cywilizacja Nadludzi żyła w kruchej równowadze, bo udało im się usunąć przemoc. Drogo ich to kosztowało: spokój, rozluźnienie, nuda. I nagle przemoc wkracza na nowo do tego świata, a oni nie umieją się przystosować. Oddalają się coraz bardziej od życia. Nieśmiertelni! Niedługo umrą!
— Wojna? — Srengaard przypomniał sobie o tych wybuchach przemocy, przed którymi Nadludzie chronili Masę. — Niemożliwe! To nieznana choroba, albo…
— Opisałem ci fakty.
— O czym oni mówią?! — wrzasnęła Calipina. Mimo iż wyraźnie słyszała rozmowę więźniów, nie rozumiała jej. Używali okropnych terminów. Czasami trafiało do niej jedno słowo, ale gdy zestawiano je z następnym, tworząc jakąś nieprawdopodobną konstrukcję semantyczną, zupełnie przestawała rozumieć.
— O czym oni mówią? — powtórzyła, zwracając się do Schruillii.
— Za chwilę się dowiemy — odparł.
— Tak, wszystkiego się dowiemy.
— Czy to możliwe? — wyszeptał Srengaard. Przed nim na ławkach niektórzy Nadludzie tańczyli, inni bili się, jeszcze inni spółkowali. Kilku wyzywało się od najgorszych.
Srengaardowi wydawało się, że zaraz zawalą się mury, ziemia się otworzy i wybuchną z niej płomienie.
— Patrzcie na nich — powiedział Glisson.
— Ale dlaczego nie udało im się zrekompensować tej zmiany…
— Ich zdolność dostosowawcza uległa atrofii. Poza tym jedna kompensacja spowodowałaby nową zmianę otoczenia, nowe potrzeby itd. Patrzcie na nich! Tracą kontrolę nad sobą.
— Zamilknijcie! — zawyła Calapina zrywając się z tronu.
Harrey obserwował ją zafascynowany. Jej ruchom brakowało koordynacji, ale oczy miała nad wyraz żywe. Durant potrząsnął głową.
— Ty! — wrzasnęła Calapina wskazując go palcem. — Dlaczego się na mnie gapisz?! Co tam mamroczesz? Odpowiadaj!
Harrey poczuł się sparaliżowany, nie strachem ani groźbą zawartą w głosie Calapiny, ale z powodu swego odkrycia: Calapina była stara! Ile miała lat? Trzydzieści, czterdzieści tysięcy? Jeszcze więcej?
— Mów! Ja, Calapina ci rozkazuję. Jeśli postąpisz po naszej myśli, być może okażemy wyrozumiałość.
Harrey nadal ją obserwował nie mówiąc nic. Wydawało się, iż Calapina nie słyszy zgiełku wokół niej.
— Durant — powiedział Glisson. — Pamiętaj o instynktach, tych prądach, które kierują naszym życiem wedle swego uznania. Widzisz, ile się wokół nas zmienia? Zmiana jest jedynym uniwersalnym prawem.
— Ona umiera.
Calapina nadal nie rozumiała, ale dotknął ją ton współczucia, który wyczuła w głosie Harreya. Spojrzała na ekran kontrolny i zobaczyła, że to współczucie dotyczy jej, a nie Jego samego lub tej głupiej samicy, jego żony.
Nagle ogarnęła ją ciemność i zemdlała.
Glisson roześmiał się ponuro. — Trzeba im pomóc — powiedział Harrey. — Nie wiedzą, co robią.
Schruilla nagle ocknął się z otępienia. Nad sobą odkrył wiele czarnych punktów. Nadludzie wyłączali kamery! Dziwne ruchy tłumu też go niepokoiły; niektórzy wybiegali z sali z dzikim śmiechem.
„Przecież mieliśmy ich przesłuchiwać”.
Również jego opanowała histeria. Spojrzał na Nurse.
Tamten siedząc z zamkniętymi oczyma mamrotał:
— Wrzący olej. Nie, to zbyt brutalne. Trzeba czegoś bardziej subtelnego, powolniejszego.
— Chciałbym zadać jedno pytanie Durantowi — rzekł Schruilla, pochylając się do przodu.
— Co? — Nurse otworzył oczy.
— Co on chciał osiągnąć?
— Dobre pytanie. Odpowiadaj Durant!
Nurse dotknął pierścienia. Purpurowy promień przesunął się kilka centymetrów do przodu.
— Nie chcę patrzeć jak umieracie — odparł Harrey. — Chciałem…
— Chcieliśmy mieć rodzinę — odparła Lizabeth. — To wszystko. — Łzy ukazały się w jej oczach. Pewna, iż nie przeżyje tego bezsensownego dnia, zastanawiała się, jakie byłoby jej dziecko.
— Co? — zapytał Schruilla. — Co to za bzdury? Rodzinę?
— Skąd mieliście embrion, który nam podrzuciliście? — pytał Nurse, a promień zbliżał się ciągle do jeńców.
— Mamy embriony uodpornione na gaz antykoncepcyjny — rzekł Glisson. Bardzo wiele.
— A nie mówiłem — stwierdził Schruilla.
— Gdzie one są? — spytał Nurse, zauważając jednocześnie ze zdumieniem, że trzęsie mu się prawa ręka.
— Pod waszymi nosami — odparł Glisson. — Tu i tam, w społeczeństwie. Nie pytajcie mnie o ich tożsamość. Nie znam ich wszystkich. Nikt ich nie zna.
— Nie uciekną nam — stwierdził Schruilla.
— Żaden się nie wymknie — dodał Nurse.
— Jeśli będzie trzeba — ciągnął Schruilla — wysterylizujemy całą planetę oprócz Centrum i rozpoczniemy wszystko od nowa.
— Z czym? — spytał Glisson.
— Jak to?
— Gdzie znajdziecie odpowiednie pule genetyczne? Jesteście członkami bezpłodnej rasy na wymarciu.
— Jedna komórka wystarczy nam, by zrobić swoje kopie — odparł Nurse.
— Dlaczego więc tego nie zrobiliście?
— Śmiesz zadawać pytania?
— Odpowiem na to pytanie zamiast was. Nie zdecydowaliście się na kopiowanie, bo kopia jest strukturą niestabilną. Ten proces zbliżyłby was do końca.
Ciągle leżąc na podłodze, Calapina słyszała tylko oderwane słowa: „bezpłodny, wymarcie, koniec…”
— Nie potrzebujemy materiału genetycznego — stwierdził Schruilla.
Calapina usłyszała go i wreszcie zrozumiała, co miał na myśli. W końcu to dotarło do jej świadomości. Jest nas dużo. Ludzie z Masy są naszymi udomowionymi zwierzętami, których już nie potrzebujemy!
— Znalazłem karę dla tych kryminalistów! — zawołał radośnie Nurse. — Będziemy drażnić ich nerwy mikron po mikronie. Spowoduje to straszliwy ból, który będzie mógł trwać wieki.
— Przecież mówiłeś, że nie chcesz, aby cierpieli — zdziwił się Schruilla.
— Tak? — Nurse wyglądał na zażenowanego.
„Źle się czuję” — pomyślała Calapina. — „Potrzebny jest mi dłuższy pobyt w aptece”. Apteka. To słowo obudziło ją do końca. Leżała na podłodze i bolał ją nos. Był wilgotny.
— Mimo wszystko twoja propozycja jest ciekawa — stwierdził Schruilla. — Po każdym razie możemy naprawiać ich nerwy, aby cierpienie trwało bez końca. Straszliwe, wieczne cierpienie. Piekielne.
— Piekło — ucieszył się Nurse. — Wspaniale!
— Są wystarczająco stuknięci, aby to zrobić — warknął Srengaard. — Jak ich powstrzymać?
— Glisson, zrób coś — prosiła Lizabeth. Ale Cyborg milczał.
— Tego nie przewidzieliście — ciągnął Srengaard. — Odpowiadaj.
— Mieli umrzeć. Po prostu — spokojnie odparł Glisson.
— Tak, ale teraz mogą wszystko wysterylizować i oddać się swemu szaleństwu — dodał Srengaard. — Także torturować nas do końca świata.
— Nie do końca — poprawił go Glisson. — Oni umierają. Hałas rozległ się gdzieś w głębi sali, ale więźniowie, unieruchomieni, nie mogli zauważyć, co go spowodowało.