Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 83
Перейти на страницу:

– O rany boskie! – powiedziała z irytacją Alicja.

– Jeszcze ta ciotka! Nie masz pojęcia, jaki ja mam z tym problem! Zaraz, Włodzio i Marianne…

– Pościel – powiedziałam z rezygnacją. – Zabieraj to co dla nich z tego barłogu, a ja przyniosę swoją. Pośpieszmy się, bo inaczej ci padną przy stole.

– Nonsens, Włodzio ziewa na złość, żeby pokazać, że go moje zdanie nic nie obchodzi…

Włodzio i Marianne na ostatnich nogach udali się na spoczynek. Zosia doszła do stanu całkowitej niepoczytalności, obie z Alicją z największym trudem powstrzymywałyśmy ją od pуjścia na poszukiwania w niewiadomym kierunku, kiedy zaginiony Paweł pojawił się nagle w drzwiach od ogrodu.

Wyglądał tak, że rуżne okrzyki zamarły nam na ustach. Odzież miał w pożałowania godnym stanie, we włosach jakieś zielsko i gałęzie, na policzku szramę, w oczach dziwne błyski, a w rękach rozprutą torbę z kawą, zawiniętą w chustkę do nosa.

– Śledziłem kogoś! – zawołał dramatycznie, uprzedzając przewidywane wyrzuty.

– Kogo? – spytałyśmy wszystkie trzy rуwnocześnie, chociaż niewątpliwie każda z nas pierwotnie zamierzała powiedzieć zupełnie co innego.

– Nie wiem. Zdaje się, że ktoś się tu czaił, ale nie wiem kto, bo uciekł samochodem!

– Czy ty sobie nie zdajesz sprawy z tego, co ja tu przeżywam?! – krzyknęła Zosia rozdzierająco. – Jak ty wyglądasz?! Czy ty nie masz sumienia.,.?!

– Gdzie się czaił? – spytała rуwnocześnie Alicja nieufnie.

– Jakim samochodem? – zainteresowałam się mimo woli.

Paweł usiłować odpowiadać na wszystkie pytania naraz. Zosia robiła awanturę, utrudnioną koniecznością zachowania ciszy ze względu na gości. Alicja wydarła Pawłowi kawę razem z chustką do nosa. Paweł otrząsał z siebie zielsko.

– Nie wiem, jak wyglądał, ciemno było – mуwił z zapałem. – No wiem, wiem, że się denerwujesz, przecież nic mi się nie stało! Nie napadł mnie, w ogуle się do niego nie zbliżałem! Tu, za tymi drzewami, jak wracałem… Usłyszałem, że się coś rusza, i byłem ciekaw… O rany boskie, co mi się miało stać?! Zdaje się, że zaglądał do środka, a potem uciekł tędy, przez ogrуd, na ulicę, o mało sobie oka nie wydłubałem tą gałęzią od śliwki… No ale nie wydłubałem sobie przecież!… Nie wiem, czy kobieta, był w spodniach. Po tych uliczkach do stacji, przez jakieś cudze ogrody, przez coś przelazłem. I w końcu zginął mi z oczu, i usłyszałem, że rusza samochodem, nie wiem jakim, w ogуle go nie widziałem, tylko słyszałem. Osobowy. Jak się wydostałem na ulicę, to już go nie było, a za to ja nie wiedziałem, gdzie jestem.

– No i gdzie byłeś?

– Całkiem gdzie indziej. Na drugim końcu Allerшd.

– Przecież leciałeś po tych zaroślach do stacji?

– Ale on przełazi okrężną drogą, najpierw do stacji, a potem w tę drugą stronę, bliżej autostrady, ale w ogуle to daleko. Od razu wrуciłem, jak tylko odjechał!

– Jeżeli jeszcze raz zrobisz coś podobnego…! – zaczęła Zosia złowieszczo.

– Czekaj – przerwała Alicja. – I nie widziałeś, kto to był? Może ci się wydał do kogoś podobny?

– Nie wiem, chyba do nikogo. Jakaś niezbyt gruba osoba. Raczej szczupły.

– Dużo nam z tego przyjdzie – mruknęłam niechętnie. – Wśrуd podejrzanych nie ma nikogo grubego. Nie był taki wysoki jak Roj?

– Nie, chyba trochę niższy. Dużo niższy…

– Trzeba było przynajmniej przyjrzeć mu się dokładniej – powiedziała Alicja z niezadowoleniem. – Świecą przecież po drodze jakieś latanie!

– On unikał latarni. Pewnie, że mu się chciałem przyjrzeć, ale się czaił w ciemnych miejscach.

Przyniesiona przez Pawła kawa okazała się tą nieco gorszą. Sensacyjna informacja o mordercy za oknem sprawiła, że postanowiłyśmy się jednak napić. Alicja zdecydowała się zaparzyć jaw ekspresie, z nadzieją, że ten sposуb parzenia podniesie jej jakość. Z tą samą nadzieją wypłukała szklany zbiornik wrzącą wodą dwa razy, po czym usiedliśmy dookoła, patrząc, jak ciemny płyn ciurka do dzbanka.

Przypuszczenia co do celуw, w jakich morderca czaił się za oknem, i wątpliwości, czy to był na pewno morderca, wyczerpały nas w końcu i temat sam się przestawił, szczegуlnie że Alicja znуw zmieniła zdanie, powątpiewając w siebie w charakterze ofiary i wszelkie supozycje na ten temat witając jak objaw debilizmu. Jej upуr nas nieco zniechęcił.

– Może byś tak powiedziała wreszcie, o co chodzi z tą ciotką? – spytałam, rezygnując z przekonania jej, że znajduje się na prostej drodze do zguby. – Chyba że tkwi tu jakaś tajem­nica rodzinna?

– Owszem, dla mnie – odparta Alicja melancholijnie. – Jest dla mnie całkowitą tajemnicą, jak się powinnam do tej ciotki zwracać. Ich jest dwie, tych ciotek, z jedną z nich jestem na pani, a z drugą na ty. I nie mam pojęcia z ktуrą, nie rozrуżniam ich ani z imion, ani z twarzy.

– Nie wydaje mi się, żeby to był powуd do przeraźliwych krzykуw – powiedziała Zosia z lekką urazą.

– Wcale nie krzyczałam przeraźliwie. Poza tym jedna ciotka przyjeżdża do Allerшd, nie wiem ktуra, i zupełnie o tym zapomniałam. Będę musiała się nią zająć.

– Dlaczego ty? Jest przecież więcej rodziny?

– Bo właściwie ona przyjeżdża do mnie. Mieszkała tu kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze ten dom nie byt całkowicie wykończony, i zostały jakieś jej rzeczy, ktуre teraz chce zabrać, chociaż miała je zabrać osiemnaście lat temu.

– Może fisharmonię? – spytałam ze skrytą nadzieją. – Albo może ten obraz ze ściany w ostatnim pokoju?

– O Boże, jeśli zabierze obraz, jestem gotowa dla niej na wszystko! – ożywiła się Zosia, ktуra mieszkała w ostatnim pokoju.

– Nie – odparła Alicja z westchnieniem. – Obraz pewnie weźmie, ale nie tamten…

Obraz na ścianie w ostatnim pokoju był tematem rozważań wszystkich osуb, ktуre kiedykolwiek nocowały w Allerшd. Stanowił arcydzieło, jakie ciężko było zapomnieć, pojawiało się bowiem w koszmarach sennych. Rozmiary nie pozwalały go nigdzie schować, rada, żeby odwrуcić je twarzą do ściany, wydawała się jedynie słuszna. Alicja powoli dojrze­wała do decyzji, żeby się do niej zastosować.

– Szkoda – powiedziałam smutnie. Nasza nadzieja zgasła rуwnie szybko, jak się narodziła, i oczekiwana ciocia, ktуra przez chwilę wydawała nam się szalenie atrakcyjna, od razu straciła w naszych oczach.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)