Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
Przystanęła i z walącym sercem rozejrzała się. Czyżby to rzeczywiście był pokój-schron? A te maty… czy były modlitewne? Obróciła się, by zlustrować znajdującą się za nią ścianę. Zdobiły ją trzy białe plakaty z arabskimi napisami. Wyjęła aparat, położyła torebkę na podłodze i zaczęła robić im zdjęcia, gdy nagle zamarła. Zza ruchomej ściany dobiegły ją hałasy – przytłumione kroki! Ktoś był w sypialni. Kroki umilkły. Potem usłyszała, jak ktoś stara się zasunąć szufladę, którą ona zostawiła otwartą.
Kroki rozległy się znowu, w dalszym ciągu przytłumione, lecz coraz bliższe. Poczuła się jak uwięziona pod wodą, bez dostępu do powietrza. Zmusiła się, by oddychać, zachować spokój i myśleć. Może jednak jest tu gdzieś drugie wyjście? Spróbowała przypomnieć sobie rozkład korytarza – długa przerwa między jednymi drzwiami a drugimi. Kolejna sypialnia?
Usłyszała kroki na marmurowej posadzce łazienki i ponownie spojrzała na płytę, tym razem dostrzegając prawie niezauważalną zmianę w kolorze. Popatrzyła na przeciwległą ścianę. Jest! Zbliżyła się do niej na palcach i naparła na nią ramieniem. Ściana zaczęła się otwierać. Olivia wślizgnęła się przez powstałą szczelinę, modląc się, by się za nią zamknęła. Jej życzeniu stało się zadość, co widząc, omal się nie rozszlochała. Znalazła się w kolejnej garderobie, tym razem pełnej męskich ubrań. W powietrzu unosił się też lekki zapach wody kolońskiej używanej przez Feramo. To były jego ubrania: lśniące, eleganckie buty; ciemne garnitury; sztywno wykrochmalone, nienagannie wyprasowane koszule w pastelowych odcieniach; porządnie złożone dżinsy; koszulki polo. Gdy szybkim krokiem pokonywała garderobę, przez głowę przemykały jej różne, luźno ze sobą powiązane myśli: „Boże, ten to ma ciuchów. Takie porządne, że aż sterylne”. Sama nie obraziłaby się, mając podobną garderobę. Jak się wytłumaczy, gdy on nagle wyłoni się na korytarzu? Weszła do łazienki. Super. Może udawać, że właśnie tam weszła, żeby skorzystać z toalety. W lustrach ujrzała swoje odbicie z każdej możliwej strony. Dobiegł ją ledwo słyszalny szelest otwierającej się płyty. Wsunęła miniaturowy aparat pod pachę i spuściła wodę w toalecie. Być może dobre maniery nie pozwolą temu komuś – kimkolwiek jest – wtargnąć do łazienki.
– Olivia? – dobiegł ją głos Feramo.
– Jedną chwileczkę! Jeszcze nie jestem gotowa! – krzyknęła wesoło w odpowiedzi. – Już.
Uśmiechnęła się, starając się, by wypadło to możliwie jak najbardziej naturalnie. Feramojednak spoglądał na nią chłodno.
– Cóż, jak widzę, odkryłaś mój sekret.
19
Feramo minął ją, zamknął drzwi do łazienki i obrócił się, stając twarzą do niej.
– Zawsze myszkujesz po cudzym domu bez pozwolenia gospodarza?
„Nie walcz ze strachem, ulegnij mu”, pomyślała. „Wykorzystaj przypływ adrenaliny, odeprzyj atak”.
– Przepraszam, zaprosiłeś mnie na kolację, nie wiadomo czemu wysłałeś po mnie mierzącą metr osiemdziesiąt boginię seksu, która porzuciła mnie samotną w cudzym mieszkaniu. Nie wolno mi było w tej sytuacji poszukać łazienki? – zarzuciła mu oskarżycielskim tonem.
Wsunął rękę pod marynarkę.
– Przypuszczam, że to należy do ciebie? – rzekł, wyciągając torebkę od Louisa Vuittona. Psiakrew. Zostawiła ją na podłodze, gdy w sekretnym pokoju robiła zdjęcia.
– Powiedziałeś mi, że jesteś Francuzem – ruszyła do ataku. – Strasznie się rozwodziłeś nad szczerością. A potem, do ciężkiej cholery, po prostu mnie okłamałeś! Żaden z ciebie Francuz, prawda?
Patrzył na nią pozbawionym wyrazu wzrokiem. Na jego twarzy malowała się lekko wyniosła złośliwość, jak u arystokraty.
– Masz rację – rzekł w końcu. – Nie powiedziałem ci prawdy.
Odwrócił się i odblokował zamek w drzwiach. Myślała, że zemdleje z ulgi.
– Chodźmy. Spóźnimy się na kolację – powiedział nieco już milszym tonem. – Potem o wszystkim porozmawiamy.
Otworzył drzwi, gestem zapraszając, by weszła do jego sypialni. Stało w niej wielkie łóżko. Poczuła, jak przeskakuje między nimi iskra gwałtownego pożądania. Olivia szybkim, zdecydowanym krokiem przemierzyła sypialnię – na krześle zauważyła jego koszulę, obok łóżka książki – i wyszła na korytarz. Pierre zamknął drzwi i stanął pomiędzy nią a windą, wskazując jej drogę w kierunku przeciwnym. Zdenerwowana zaczęła iść przed nim, mową ciała starając się dać mu do zrozumienia, że wręcz gotuje się z wściekłości. Szkoda, że nigdy nie brała lekcji aktorstwa. Uczyła się nurkowania, samoobrony, języków, udzielania pierwszej pomocy – przez całe swoje dorosłe życie zdobywając wykształcenie na własnym uniwersytecie życia. Nigdy jednak nawet przez moment nie pomyślała, jak przydatna może się okazać umiejętność gry aktorskiej.
Na drugim końcu korytarza znajdowały się kolejne drzwi. Pierre wyprzedził ją, byje otworzyć, co dało jej szansę na schowanie aparatu do torebki. Następnie pchnął drzwi i ukazały się schody.
– Na górę – rozkazał.
Chce ją zepchnąć z dachu? Obróciła się, by na niego spojrzeć, jednocześnie zastanawiając się gorączkowo, czy nie jest to najlepszy moment, by rzucić się do ucieczki. Ich spojrzenia spotkały się i spostrzegła, że on się z niej śmieje.
– Nie zjem cię. Idź na górę.
Była kompletnie skołowana. Wszystko co chwilę wyglądało inaczej. Teraz na przykład, gdy Pierre zaczął się uśmiechać, znowu poczuła się jak na randce. U szczytu schodów pchnął ciężkie drzwi przeciwpożarowe i do wnętrza wpadł powiew ciepłego powietrza. Gdy wyszli, owiał ich wiatr i ogłuszył potężny ryk. Znajdowali się na szczycie budynku, skąd rozciągała się zapierająca dech w piersiach panorama całego Los Angeles.
Hałas pochodził od stojącego na dachu helikoptera z włączonymi silnikami i obracającym się rotorem. Drzwi prowadzące do kabiny były otwarte.
– Kareta czeka – zawołał Feramo, przekrzykując huk silników.
Olivia jednocześnie bała się i aż drżała z podniecenia. Feramo stał z rozwianymi włosami i wyglądał, jakby pozował do zdjęcia przy włączonej maszynie do wytwarzania wiatru.
Pochyliwszy się nisko, Olivia ruszyła biegiem przez betonową płytę dachu. Niezgrabnie wdrapała się do wnętrza helikoptera, żałując skrycie, że włożyła sukienkę i niewygodne buty. Pilot odwrócił się i gestem wskazał na pasy i słuchawki. Pierre zajął miejsce obok niej i zatrzasnął drzwi. W tym samym momencie helikopter uniósł się w powietrze, oddalając się od malejących z każdą chwilą budynków w dole. Zmierzali w stronę oceanu.
Hałas uniemożliwiał jakąkolwiek rozmowę. Pierre nie patrzył na nią, spróbowała więc skupić się na widokach. Skoro ma to być ostatnia godzina jej życia, spędzi ją, napawając oczy czymś pięknym. Nad Zatoką Santa Monica zachodziło właśnie słońce, jak wielka pomarańczowa kula na bladym błękicie nieba, rzucająca czerwone refleksy na szklistą powierzchnię oceanu. Lecieli wzdłuż wybrzeża, w stronę Malibu, mijając ciemny zarys wzgórz. Widziała długą kreskę mola z maleńkimi restauracyjkami na końcu; obok, z tej wysokości przypominający foki, surfingowcy korzystali z ostatnich tego dnia fal.