Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Современные любовные романы » Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules

Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:

Olivia jest dziennikarką specjalizującą się w tropieniu drobnych potknięć ludzi show-biznesu. Nie może jednak doczekać się, aż trafi na prawdziwą aferę… Bo czyż jej nowy, nieziemsko przystojny znajomy nie ma w sobie czegoś z wojownika Al-Kaidy? Tylko jak o tym przekonać naczelnego?
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 73
Перейти на страницу:

– O, znowu się spotykamy – powiedziała Olivia, usiłując wczołgać się na siedzenie, ale z zachowaniem choć resztek godności osobistej.

– Cześć. Mój Boże. Co ci się stało z twarzą?

– Miałam zabieg kosmetyczny – odparła, rozglądając się nerwowo po wnętrzu limuzyny, która włączyła się do ruchu i majestatycznie ruszyła Sunset.

– O nie. – Suraya parsknęła śmiechem. – Tylko mi nie mów, że poszłaś do Michaela. To skończony kretyn. Chodź tutaj.

Otworzyła torebkę, nachyliła się i zaczęła pokrywać twarz Olivii korektorem. Było w tym coś przedziwnie intymnego, lecz tak zaskoczyło Olivię, że nie zdążyła nawet zaprotestować.

– Jak tam, ty i Pierre, co? – Głos Surayi zupełnie nie pasował do jej pełnej elegancji urody. Brzmiał wulgarnie i można było pomyśleć, że jest naćpana. – Kręcicie coś razem?

– Boże uchowaj! Umówiliśmy się tylko na kolację, nic więcej! – Było coś takiego w Surayi, co sprawiało, że Olivia czuła się jak zagorzała harcerka.

– Dajże spokój – rzekła Suraya, przeciągając głoski. Nachyliła się ku Olivii. – Uważa, że jesteś bardzo inteligentna.

– Miło z jego strony! – ucieszyła się Olivia.

– Jasne. – Suraya wyjrzała przez okno, uśmiechając się złośliwie do siebie. – A więc jesteś dziennikarką, tak? Powinnyśmy się wybrać na zakupy.

– Słusznie – odparła Olivia, gorączkowo starając się doszukać w tym jakiejś logiki.

– Pójdziemy do Melrose. Jutro?

– Muszę pracować – powiedziała, a w duchu pomyślała sobie, że przymierzanie ciuchów w towarzystwie mierzącej metr osiemdziesiąt, a ważącej czterdzieści kilo modelki mogłoby się okazać zajęciem dość przygnębiającym. – A ty? Czym się zajmujesz?

– Jestem aktorką – odpowiedziała obojętnie Suraya.

– Naprawdę? Zagrasz w filmie Pierre'a?

– Jasne. Film, jedna wielka bzdura, zresztą co tam. Naprawdę myślisz, że on jest prawdziwy? – spytała konspiracyjnie Suraya. – No wiesz, Feramo. – Otworzyła torebkę i przejrzała się w lusterku, po czym znowu nachyliła się ku Olivii. – No? – nalegała, kładąc rękę na kolanie Olivii i ściskając je lekko.

Olivia poczuła, jak ogarnia ją panika. Czyżby w charakterze zasłony dymnej planowali jakieś odrażające seksualne igraszki w stylu lat siedemdziesiątych? Mijali właśnie Beverly Hills Hotel wyglądający jak różowy pałac. Miała ochotę otworzyć okno i z całej siły wrzasnąć: „Pomocy! Pomocy! Zostałam porwana!”

– Pierre? Cóż, uważam, że jest niezwykle atrakcyjny. Idziemy do restauracji?

– A bo ja wiem. Albo do restauracji, albo zamówicie coś na wynos, nie mam pojęcia – burknęła Suraya. – Ale powiedz, według ciebie on jest naprawdę producentem filmowym?

– Oczywiście – powiedziała Olivia obojętnie. – Dlaczego? Ty tak nie uważasz?

– Nie, chyba jest. Jak długo zostajesz w LA? Podoba ci się Standard?

Jeśli starała się wyciągnąć od Olivii jakieś informacje, radziła sobie raczej kiepsko.

– Och, jest wspaniały, ale w takim miejscu człowiek nie ma specjalnej ochoty wystąpić w bikini. Czasem mam wrażenie, że jestem na planie Słonecznego patrolu. Chociaż ty pewnie nie miałabyś z tym problemu.

– Ty też nie – rzekła Suraya i wymownie spojrzała na jej piersi. – Masz wspaniałą drobną figurkę.

Olivia nerwowo poprawiła sukienkę.

– Dokąd właściwie jedziemy?

– Do mieszkania Pierre'a?

– Gdzie to jest?

– Przy Wilshire? Może zadzwonię do ciebie jutro na komórkę i umówimy się na zakupy?

– Zadzwoń lepiej do hotelu – powiedziała zdecydowanie Olivia. – Jak już mówiłam, będę pracować.

Gdy coś szło nie po myśli Surayi, wyglądała naprawdę paskudnie. Zapadła niezręczna, pełna napięcia cisza, a Olivia zastanawiała się w duchu, co teżjądzisiaj czeka. Widziała się nagą, przywiązaną plecami do Surayi; wokół nich podskakiwał radośnie Alfonso, jak małe dziecko ubrany w nieprzemakalne majtki, Feramo zaś krążył tam i z powrotem, co chwilę strzelając z bata. Boże, czemu nie została w hotelu i nie zamówiła po prostu kolacji do pokoju?

Mieszkanie Pierre'a w Wilshire Regency Towers było szczytem luksusu. Na dziewiętnastym piętrze drzwi windy otworzyły się i ich oczom ukazała się złoto-beżowa świątynia dyskretnie złego smaku. Nie brakowało niczego – były lustra, złote stoliki, jaguar z czarnego onyksu. Na piętro wjeżdżała tylko jedna winda. Olivia dyskretnie wyjęła z torebki szpilkę do kapelusza i ukryła ją w dłoni, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu ewentualnych dróg ucieczki.

– Chcesz martini? – spytała Suraya i swobodnie rzuciła torebkę na kwadratową beżowo-złotą sofę, zupełnie jak gdyby była u siebie.

– Ooch, nie. Poproszę tylko o dietetyczną colę – zaćwierkała harcerka Olivia.

„Czemu tak się zachowuję?”, pomyślała, podchodząc do okna. Nad wzgórzami Santa Monica i oceanem słońce zaczynało się czerwienić.

Suraya podała jej drinka i stanęła tak blisko, że Olivii wydało się to wręcz idiotyczne.

– Piękne, prawda? – zamruczała Suraya romantycznie. – Nie chciałabyś tak mieszkać?

– Matko! Chyba bez przerwy kręciłoby mi się w głowie – zażartowała Olivia, odsuwając się nieco. – Tobie się podoba?

– Można się przyzwyczaić. To znaczy… w zasadzie tu nie mieszkam, ale…

Ha! W pięknych ciemnych oczach Surayi pojawił się błysk zdenerwowania. A więc mieszkała tutaj. Wygadała się.

– Skąd jesteś? – spytała Olivia.

– Los Angeles. Czemu pytasz? – padło ostrożne pytanie.

– Zdawało mi się, że masz angielski akcent.

– Chyba raczej środkowoatlantycki.

– Długo znacie się z Pierre’em?

– Wystarczająco długo. – Suraya jednym haustem wypiła swojego drinka i poszła po torebkę. – No, muszę spadać.

– Dokąd idziesz?

– Wychodzę. Pierre niedługo przyjdzie. Czuj się jak u siebie.

– Jasne – powiedziała Olivia. – Kapitalnie! Baw się dobrze.

Olivia zaczekała, aż drzwi windy zamknąsię za Suraya, a jęki i piski, które wydawał dźwig, jadąc w dół, umilkną. Suraya odeszła. Nastała cisza, zakłócana jedynie szumem klimatyzacji. Mieszkanie albo zostało wynajęte z pełnym umeblowaniem, albo architekt, który je projektował, nie był przy zdrowych zmysłach. Nigdzie ani śladu osobistych rzeczy – książek, naczyń pełnych zużytych długopisów – tylko pozłacane lustra, ornamenty, przeróżne onyksowe stwory rodem z dżungli i dziwaczne malowidła kobiet atakowanych przez węże lub długie, cienkie smoki. Wsłuchiwała się w ciszę, w jednej ręce ściskając szpilkę do kapelusza, w drugiej torebeczkę od Louisa Vuittona. Naprzeciwko windy był przedpokój. Starając się stąpać możliwie bezgłośnie, ruszyła w jego stronę. Dostrzegła szereg pozamykanych drzwi. Z walącym sercem, tłumacząc sobie, że zaskoczona przez kogoś zawsze może powiedzieć, iż po prostu szuka toalety, sięgnęła do pierwszej pozłacanej klamki i nacisnęła ją.

Znalazła się w dużej sypialni, w której całą jedną ścianę zajmowało okno. Na środku stało ogromne łoże z kolumienkami w kształcie grubych poskręcanych lin, z kulistymi lampami po obu stronach. Znowu ani śladu osobistych rzeczy. Szarpnęła szufladę, krzywiąc się na skrzypiący dźwięk, jaki wydała – była pusta. Nie potrafiła zamknąć jej z powrotem; szuflada się zacięła. Przeklinając się w duchu, zostawiła ją niedomkniętą i na palcach ruszyła na dalsze poszukiwania. Łazienka była ogromna, pełna luster, wyłożona koszmarnym różowym marmurem. Wchodziło się z niej do głównej garderoby z cedrowymi półkami, gdzie zwykle trzyma się wszystkie ubrania. Lecz tutaj ich nie było. Olivia oparła się o ścianę, która pod jej ciężarem się poruszyła. Stalowa, gruba na pięć centymetrów płyta uchyliła się bezszelestnie i ukazał się kolejny pokój. Sejf? Pokój-schron? Zapaliły się światła. Pomieszczenie było większe od sypialni i pomalowane na biało; bez okien i kompletnie puste, z wyjątkiem kilku niewielkich orientalnych mat ułożonych wzdłuż ściany. Płyta zaczęła się samoczynnie zasuwać, co widząc Olivia, kierowana impulsem, wyskoczyła na zewnątrz, zanim przejście zamknęło się na dobre.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)