Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
— Ja śniłam o duchach, które się nie odradzają — wtrąciła cicho Tenar.
— Przez całą noc zdawało mi się, że słyszę na ulicach głosy — dodał książę Sege. — Głosy, które znałem z dzieciństwa, nawołujące jak kiedyś. Gdy jednak wyjrzałem przez okno i wytężyłem wzrok, okazało się, iż to krzyczą strażnicy i pijani żeglarze.
— Ja nigdy nie miewam snów — oświadczył Tosla.
— Ja natomiast nie śniłem o tamtej krainie — rzekł król. — Wspominałem ją i nie mogłem przestać wspominać.
Spojrzał na Tehanu. Nadal patrzyła w wodę. Milczała.
Nikt więcej się nie odezwał i Olcha nie mógł znieść ciszy.
— Jeśli przyniosłem ze sobą zarazę, musicie mnie stąd odprawić!
— Skoro Roke wysłała cię na Gont, a Gont do Havnoru, to właśnie w Havnorze powinieneś się znaleźć — oznajmił czarnoksiężnik Onyks. Jego głos nie zabrzmiał rozkazująco, lecz było w nim coś ostatecznego.
— Wiele głów rzadko myśli jasno — zauważył ironicznie Tosla.
— Zostawmy na razie sny — powiedział Lebannen. — Nasz gość musi się dowiedzieć, co zajmowało nas przed jego przybyciem. Czemu błagałem o przyjazd Tenar i Tehanu, i czemu wezwałem na naradę Toslę. Opowiesz o tym Olsze, Toslo?
Mężczyzna o ciemnej twarzy przytaknął. Rubin w jego uchu lśnił niczym kropla krwi.
— Chodzi o smoki — zaczął. — Od kilku lat na Zachodnich Rubieżach nawiedzają farmy i wioski na Ully i Usidero. Latają nisko, chwytając szponami dachy domów, potrząsają nimi, sieją przerażenie wśród ludzi. Już dwukrotnie zjawiły się na Toringatach w porze żniw i podpaliły oddechem pola, stogi oraz strzechy domostw. Nie atakowały ludzi, lecz w pożarach kilku zginęło. Nie zaatakowały dworów władców owych wysp, szukając skarbów jak kiedyś, w mrocznych latach. Tylko wioski i pola. Te same wieści przynieśli kupcy zapuszczający się za ziarnem na południowy zachód, aż po Simly. W porze żniw zjawiły się smoki i spaliły zbiory.
A zeszłej zimy na Semel dwa smoki usiadły na szczycie wulkanu Andanden.
Onyks westchnął głośno, po czym, widząc pytające spojrzenie króla, rzekł:
— Czarnoksiężnik Seppel z Palnu mówi, iż góra ta to dla smoków najświętsze z miejsc. W pradawnych czasach przybywały tam, by spijać ogień z wnętrza ziemi.
— No cóż, wróciły — odparł Tosla. — Zaczęły też płoszyć stada stanowiące bogactwo tamtejszych ludzi. Nie robią zwierzętom krzywdy, tylko straszą. Ludzie powiadają, że to młode smoki, czarne i wychudzone, nie mające zbyt wiele ognia.
— Na Palnie, w górach, w północnej części wyspy, dzikiej bezludnej krainie, smoki zamieszkały. Kiedyś myśliwi polowali tam na muflony i chwytali sokoły. Obecnie przegnały ich smoki i nikt już w góry nie chodzi. Może twój pelnijski czarnoksiężnik coś o tym wie.
Onyks skinął głową.
— Mówił, że nad szczytami widywano ich stada, niczym klucze dzikich gęsi.
— Wyspę Havnor od Palnu i Semel oddziela jedynie Morze Pelnijskie — zauważył książę Sege.
Olcha pomyślał, iż od Semel do jego rodzinnej wyspy Taon jest tylko sto mil.
— Tosla wyruszył swym statkiem „Rybitwa” na Smoczy Szlak — powiedział król.
— Lecz zaledwie ujrzałem pierwszą z owych wysp, pojawiło się stado owych bestii — dodał Tosla, uśmiechając się gorzko. — Przegnały mnie, tak jakbym był krową albo owcą. Opadały w dół i przypalały żagle. W końcu uciekłem tam, skąd przybyłem. Lecz to nic nowego.
Onyks ponownie skinął głową.
— Nikt oprócz Władcy Smoków nie przepłynął nigdy Smoczego Szlaku.
— Ja owszem — król uśmiechnął się nagle szeroko, chłopięco — ale byłem wtedy z Władcą Smoków… Właśnie o tamtych czasach myślałem. Gdy podróżowaliśmy z Arcymagiem po Zachodnich Rubieżach w poszukiwaniu czarnego maga Coba, minęliśmy Jessage, leżącą dalej nawet niż Simly, i ujrzeliśmy na niej wypalone pola. A na Smoczym Szlaku widzieliśmy smoki walczące ze sobą i zabijające się niczym oszalałe zwierzęta.
Po długiej chwili odezwał się książę Sege:
— Może owych smoków nie opuścił obłęd tamtych złych czasów.
— Minęło ponad piętnaście lat — zauważył Onyks. Olcha spostrzegł, że mag zerka na Tehanu stojącą z boku przy stawie. — Ale też smoki żyją bardzo długo. Pewnie czas płynie dla nich inaczej. A jednak dopiero w ciągu ostatniego roku czy dwóch zaczęły atakować ludzi.
— Tego nie uczyniły — poprawił Tosla. — Gdyby smok chciał zabić ludzi z farmy bądź wioski, kto zdołałby go powstrzymać? Chodziło im o dobytek, zbiory, stogi, domy, bydło. Jakby mówiły: Odejdźcie. Wynoście się z Zachodu.
— Czemu jednak mówią to poprzez ogień i chaos? — spytał ostro Onyks. — Potrafią przecież mówić. Władają Mową Tworzenia. Morred i Erreth-Akbe rozmawiali ze smokami. Nasz Arcymag także.
— Te, które widzieliśmy na Smoczym Szlaku, utraciły swoją mowę — wyjaśnił król. — Otwarta przez Coba wyrwa w świecie odbierała im moc, tak jak nam. Jedynie wielki smok Orm Embar przybył do nas i przemówił do Arcymaga, radząc, by udał się na Selidor — zawiesił głos, patrząc w dal. — A i Orm Embar przed śmiercią utracił zdolność mowy. — I znów król odwrócił wzrok. Dziwne światło rozjaśniło jego twarz. — Zginął dla nas. Otworzył nam drogę do mrocznej krainy.
Jakiś czas wszyscy milczeli. W końcu ciszę przerwała Tenar:
— Kiedyś Krogulec powiedział mi… nie wiem, czy przypomnę sobie dokładnie… że smok i mowa smoka to jedno i to samo, jedność. Smok nie uczy się Dawnej Mowy, on nią jest.
— Tak jak rybitwa jest lotem, a ryba pływaniem — dodał wolno Onyks. — O tak.
Tehanu słuchała, stojąc bez ruchu na brzegu stawu. Teraz wszyscy patrzyli wprost na nią. Twarz jej matki zdradzała napięcie. Tehanu odwróciła głowę.
— Jak sprawić, by smok z nami porozmawiał? — spytał król. Powiedział to lekko, jakby żartem, lecz po jego słowach zapadła kolejna długa cisza. — Cóż — rzekł w końcu — mam nadzieję, że się dowiemy. Teraz zaś, mistrzu Onyksie, skoro mowa o smokach, zechcesz opowiedzieć nam historię o dziewczynie, która przybyła do szkoły na Roke? Nikt z nas, oprócz mnie, jej nie słyszał.
— Dziewczyna w szkole! — Tosla uśmiechnął się drwiąco. — Na Roke musiały zajść wielkie zmiany!
— Istotnie. — Mag posłał mu długie, chłodne spojrzenie. — Działo się to jakieś osiem lat temu. Przybyła z Way w przebraniu młodego mężczyzny. Chciała uczyć się sztuki magicznej. Oczywiście jej nędzne przebranie nie oszukało Odźwiernego, a jednak ją wpuścił i stanął po jej stronie. W owym czasie szkołą kierował Mistrz Przywołań, ten sam — zawahał się chwilę — o którym, jak wspominałem, śniłem zeszłej nocy.
— Zechciałbyś opowiedzieć nam coś więcej o tym człowieku, Mistrzu Onyksie? — poprosił król. — To był Thorion, który powrócił z martwych?
— Tak. Gdy Arcymag długo nie wracał i nie mieliśmy żadnych wieści, lękaliśmy się, że nie żyje. Mistrz Przywołań użył swojej sztuki, aby sprawdzić, czy istotnie Arcymag przekroczył mur. Został tam długo i mistrzowie o niego także zaczęli się lękać. W końcu jednak się ocknął, mówiąc, że Arcymag był wśród umarłych. Nie chciał powrócić, lecz nakazał to Thorionowi, mówiąc, że ma kierować szkołą na Roke. Wkrótce jednak smok przyniósł do nas żywego Arcymaga Krogulca wraz z mym panem Lebannenem… A potem, gdy Arcymag znów odszedł, Mistrz Przywołań padł na ziemię i leżał, jakby życie z niego uszło. Mistrz Ziół mimo całej swej sztuki sądził, że nie żyje. Ale gdy byliśmy już gotowi go pogrzebać, poruszył się i odezwał. Mówił, iż powrócił do życia, aby uczynić to, co musi być zrobione. Ponieważ nie potrafiliśmy wybrać nowego Arcymaga, Mistrz Przywołań Thorion kierował szkołą. — Onyks milczał chwilę. — Kiedy zjawiła się dziewczyna, Odźwierny wpuścił ją do Domu, lecz Thorion nie życzył sobie jej obecności, nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Mistrz Wzorów zabrał ją do Gaju i jakiś czas mieszkała wśród drzew i wędrowała z nim razem. Wraz z Odźwiernym, Mistrzem Ziół i Mistrzem Imion Kurremkarmerrukkiem uważali, iż istnieje powód, dla którego przybyła na Roke. Że choć sama o tym nie wie, jest wysłanniczką bądź zwiastunem wielkich wydarzeń. Toteż ją ochraniali. Inni mistrzowie posłuchali Thoriona, który twierdził, że dziewczyna przynosi jedynie niezgodę i ruinę, i powinno się ją wygnać. Ja sam byłem wówczas studentem. Ogromnie niepokoił nas fakt, że nasi mistrzowie, sami pozbawieni mistrza, kłócą się między sobą.