Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
— To nie bzdury — odparła Tenar. On jednak zlekceważył jej słowa i zaczął mówić o smokach.
Ponieważ wieści z zachodu rzeczywiście były niepokojące, przez jakiś czas Lebannenowi udawało się nie myśleć o księżniczce. Zdawał sobie sprawę z faktu, iż nie ma w zwyczaju ignorować problemów. Kiedy ktoś tobą manipuluje, ty powinieneś zacząć manipulować nim. Kilka dni po pierwszej rozmowie poprosił Tenar, by odwiedziła księżniczkę i spróbowała się z nią porozumieć. Ostatecznie, dodał, władają tym samym językiem.
— Być może — odparła Tenar. — Nigdy nie znałam nikogo z Hur-at-Hur. Na Atuanie uważaliśmy ich za barbarzyńców.
Lebannen zawstydził się. Jednak, rzecz jasna, spełniła jego prośbę. Wkrótce potem poinformowała króla, że mówią z księżniczką prawie tym samym językiem, a księżniczka nie ma pojęcia, że istnieją inne języki. Sądziła, że otaczający ją ludzie, dworzanie i damy to złośliwi wariaci, którzy drwią z niej, bełkocząc i szczekając niczym bezrozumne zwierzęta. Dorastała na pustyni, w pierwszym królestwie króla Thola na Hur-at-Hur, i przed wyjazdem do Havnoru jedynie krótko przebywała na dworze w Awabath.
— Jest przerażona — dodała Tenar.
— I dlatego ukrywa się w namiocie? Za kogo mnie bierze?
— Skąd ma wiedzieć, kim jesteś?
Skrzywił się.
— Ile ma lat?
— Jest młoda, ale to już kobieta.
— Nie mogę jej poślubić — oznajmił, jakby nagle podjął decyzję. — Odprawię ją.
— Odesłana narzeczona to kobieta zhańbiona. Thol może ją zabić, by nie przyniosła hańby jego rodowi. Z pewnością uzna, że zamierzałeś go poniżyć.
Twarz Lebannena ponownie wykrzywiła furia.
Tenar uprzedziła jego wybuch.
— Barbarzyńskie zwyczaje — dodała sztywno. Lebannen zaczął krążyć po komnacie.
— Doskonale. Ale nie dopuszczam nawet możliwości, by ta dziewczyna została władczynią królestwa Morreda. Czy można ją nauczyć hardyckiego, przynajmniej kilku słów? Czy to możliwe? Poinformuję Thola, że hardycki król nie może poślubić kobiety, która nie włada mową jego krainy. Nie obchodzi mnie, czy mu się to spodoba. Potrzebuje nauczki, a ja zyskam na czasie.
— I poprosisz ją, by nauczyła się hardyckiego?
— Jak mogę poprosić, skoro wszystkie moje słowa to dla niej bełkot? Po co w ogóle miałbym ją odwiedzać? Może ty z nią pomówisz, Tenar… Widzisz przecież, jaka to bezczelność. Thol wykorzystał tę dziewczynę, by udawać równego mnie. Użył pierścienia — pierścienia, który nam przywiozłaś! — jako pułapki. Nigdy się na to nie zgodzę. Jestem gotów odwlekać rozwiązanie, opóźniać odmowę, aby utrzymać pokój. Ale nic więcej. A nawet to jest nieuczciwe. Powiedz dziewczynie, co tylko zechcesz. Ja nie chcę mieć z nią nic wspólnego.
I wyszedł, ogarnięty świątobliwym gniewem, który powoli minął, przeradzając się w niemiłe uczucie, bardzo przypominające wstyd.
Gdy kargijscy wysłannicy oznajmili, że wkrótce odpłyną, Lebannen przygotował staranną odpowiedź dla króla Thola. Podziękował za zaszczyt, jaki czyni mu obecność księżniczki w Havnorze, i obiecał, że chętnie wraz z całym dworem zaznajomi ją ze zwyczajami, mową i manierami swego królestwa. Ani słowem nie wspomniał o pierścieniu, zgodzie bądź niezgodzie na ślub.
W wieczór po rozmowie z nękanym koszmarnymi snami czarodziejem z Taonu, Lebannen po raz ostatni spotkał się z Kargami i przekazał im list do Najwyższego Króla, podobnie jak ambasador uczynił to z listem Thola.
Ambasador wysłuchał go spokojnie.
— Najwyższy Król będzie rad — rzekł.
Lebannen, wygłaszając uprzejme pożegnanie i demonstrując swe dary dla króla, nie mógł się nadziwić, z jaką łatwością wysłannicy zaakceptowali jego uniki. W końcu doszedł do nieprzyjemnego wniosku: Wiedzą, że jestem na nią skazany. Po czym z pasją odpowiedział w duchu: Nigdy.
Spytał, czy ambasador odwiedzi Pałac Rzeczny, by pożegnać się z księżniczką. Ambasador spojrzał na niego tępo, jakby zapytano go, czy chce pożegnać dostarczoną wcześniej paczkę. Lebannen poczuł, jak w jego sercu znów wzbiera gniew. Ujrzał, iż oblicze ambasadora zmienia się lekko, przybiera czujny, przymilny wyraz. Uśmiechnął się i życzył wysłannikom przychylnych wiatrów, po czym wyszedł z sali audiencyjnej.
Niemal wszystko, co robił, ograniczały zwyczaje i ceremonie. Jako król należał do ludu, nie do siebie. Ponieważ jednak objął tron, który od wieków stał pusty, i pałac pozbawiony protokołów, zdołał wywalczyć dla siebie nieco prywatności. Ceremonie kończyły się na progu jego sypialni. Noce należały tylko do niego. Pożegnał się z Dębem, który sypiał w przedsionku, i zamknął drzwi. Usiadł na łóżku. Był zmęczony, wściekły i czuł się dziwnie samotny.
Na szyi zawsze nosił cienki złoty łańcuszek z zawieszoną na nim sakiewką ze złotogłowiu. W sakiewce tkwił kamyk, zwykły czarny kawałek skały o ostrych krawędziach. Teraz Lebannen wyjął go i położył na dłoni, zatopiony w myślach. Próbował zapomnieć o całej tej bezsensownej sprawie z kargijską księżniczką, skupiając się na opowieści czarodzieja Olchy o jego snach. Poddał się bolesnej zazdrości. Olcha popłynął na Gont, rozmawiał z Gedem, mieszkał z nim.
Dlatego właśnie czuł się samotny. Człowiek, którego nazywał swym panem, którego kochał ponad wszystkich, nie pozwalał mu zbliżyć się do siebie. Nie chciał do niego przybyć.
Czy Ged sądził, że ponieważ stracił swą magiczną moc, Lebannen już go nie szanuje, pogardza nim?
Zważywszy, jak bardzo myśli o potędze władają umysłami i sercami ludzi, nie było to niemożliwe. Z pewnością jednak Ged zbyt dobrze go znał i miał o nim zbyt dobrą opinię.
Czyżby więc, będąc niegdyś prawdziwym panem i przewodnikiem Lebannena, Ged nie mógł znieść teraz myśli, że stał się poddanym? Istotnie, owa brutalna, nieodwracalna zmiana pozycji mogła być trudna do zniesienia dla starego człowieka.
Lecz Lebannen dobrze pamiętał, jak Ged ukląkł przed nim na oba kolana na Pagórku Roke, w cieniu smoka, na oczach mistrzów, których sam był mistrzem. Potem wstał, ucałował Lebannena i życzył mu, by władał mądrze, nazywając go władcą i najdroższym kompanem.
„Dał mi moje królestwo” — powiedział Lebannen do Olchy. Właśnie w tamtej chwili podarował mu je z własnej woli.
I dlatego Ged nie chciał przybyć do Havnoru, Nie chciał, by Lebannen zasięgał jego rady. Przekazał mu władzę z własnej woli. Nie chciał mieszać się do rządów, rzucać cienia na światło Lebannena.
Odźwierny powiedział: „Zrobił już to, co miał zrobić”.
Lecz opowieść Olchy sprawiła, że Ged wysłał go tutaj, do Lebannena, prosząc, by król postąpił, jak nakazuje konieczność.
Istotnie była to dziwna opowieść. Jeszcze dziwniej zabrzmiały słowa Geda, że może sam mur musi runąć. Co to mogło znaczyć? I czemu sny jednego człowieka miałyby oznaczać tak wiele?
On sam śnił dawno temu o granicy krainy umarłych, gdy wraz z Arcymagiem Gedem podróżowali razem, jeszcze nim dotarli na Selidor.
Na owej najbardziej wysuniętej na zachód wyspie podążył za Gedem w głąb suchej krainy, poza kamienny mur, do mrocznych miast, gdzie w drzwiach stały cienie umarłych, a inne krążyły bez celu po ulicach oświetlonych jedynie blaskiem nieruchomych gwiazd. Z Gedem zszedł całą tę krainę, aż w końcu dotarli do mrocznej doliny pełnej kamieni i pyłu, u stóp gór noszących jedną tylko nazwę: Ból.