Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
Tenar zdołała opuścić własny lud i zamieszkać wśród potworów i czarnoksiężników zachodu, bo towarzyszył jej Ged, którego kochała i któremu ufała. Nawet wtedy jednak nie było to łatwe. Często zawodziła ją odwaga. Mimo gorącego powitania, jakie zgotowali jej mieszkańcy Havnoru, tłumów, wiwatów, kwiatów i pochwał, słodkich przydomków, jakie jej nadawali: Biała Pani, Niosąca Pokój, Tenar od Pierścienia — mimo to wiele lat temu nocami nieszczęśliwa kuliła się w swej komnacie. Czuła się wówczas tak bardzo samotna, bo nikt nie znał tu jej języka, a ona nie znała niczego, co dla tutejszych ludzi było zupełnie naturalne. Gdy tylko uroczystości dobiegły końca, a pierścień trafił na miejsce, ubłagała Geda, by ją stąd zabrał. On zaś dotrzymał słowa, wywożąc ją na Gont. Tam zamieszkała w domu Starego Maga, jako uczennica i wychowanka Ogiona, ucząc się życia na Archipelagu, póki nie zrozumiała, jaką drogą pragnie podążać, jak dorastać jako kobieta.
Gdy przybyła do Havnoru z pierścieniem, była młodsza niż ta dziewczyna. Nie dorastała jednak całkowicie podporządkowana innym, jak księżniczka. Choć jej władza jedynej kapłanki była głównie nominalna, ceremonialna, Tenar udało się zerwać z przeszłością, odzyskać kontrolę nad własnym losem i zdobyć wolność dla swego więźnia i siebie. Lecz co mogło zależeć od córki wojownika? Gdy jej ojciec obwołał się królem, nazwano ją księżniczką. Dostała wówczas bogatsze szaty, więcej niewolników, eunuchów, klejnotów, i w końcu ją samą oddano przyszłemu mężowi. Nie miała nic do powiedzenia. Świat poza komnatami kobiet poznawała jedynie poprzez wąskie okienka w grubych murach i grube warstwy czerwonych zasłon.
Tenar miała szczęście. Nie urodziła się na barbarzyńskiej wyspie, takiej jak Hur-at-Hur; nigdy nie musiała nosić feyaga. Wiedziała jednak, jak to jest dorastać w kleszczach żelaznej tradycji. Postanowiła zatem, że póki pozostanie w Havnorze, zrobi wszystko co w jej mocy, by pomóc księżniczce. Nie zamierzała jednak zatrzymywać się tu długo.
Spacerując po ogrodzie, patrząc na połyskujące w blasku księżyca fontanny, zastanawiała się, jak i kiedy wróci do domu.
Nie przeszkadzały jej formalności życia dworskiego ani świadomość, że pod otoczką uprzejmości wrą ambicje, zawiści, namiętności, spiski. Sama także dorastała pośród rytuałów, hipokryzji i knowań politycznych. Nie przerażały jej, po prostu tęskniła za domem. Chciała wrócić na Gont, do Geda, do domu.
Przybyła do Havnoru, ponieważ Lebannen zaprosił ją, Tehanu i Geda. Ged odmówił, a Tehanu nie chciała popłynąć bez niej. Fakt ten zmartwił i przeraził Tenar. Czyżby córka nie potrafiła się od niej uwolnić? Lebannen potrzebował rady Tehanu, nie jej. Lecz córka trzymała się jej uporczywie, równie niepewna siebie i obca na dworze w Havnorze jak dziewczyna z Hur-at-Hur, i podobnie jak ona milcząca w ukryciu.
Teraz zatem Tenar musiała stać się opiekunką, nauczycielką i towarzyszką obu przerażonych dziewcząt, które nie wiedziały, jak zapanować nad własnym życiem, podczas gdy ona pragnęła tylko wrócić do domu, znów pomagać Gedowi w ogrodzie.
Pożałowała, że w domu nie mogą hodować takich białych róż. Jakże słodko nocą pachniały. Lecz na Overfell było zbyt wietrznie, a latem słońce świeciło zbyt ostro. Poza tym kozy prawdopodobnie i tak by je zjadły.
Wróciła do pałacu i ruszyła w głąb wschodniego skrzydła, do komnat, które dzieliła z Tehanu. Było późno, córka już spała. Knot maleńkiej alabastrowej lampy tlił się płomykiem nie większym niż perła. Wysokie komnaty spowijały miękkie cienie. Tenar zdmuchnęła lampę i wkrótce zapadła w sen.
Wędrowała wąskimi, wysoko sklepionymi kamiennymi korytarzami. W dłoni niosła alabastrową lampę. Owal słabego światła rozpływał się w ciemności przed nią i za nią. W końcu dotarła do drzwi komnaty. Wewnątrz czekali ludzie o ptasich skrzydłach, niektórzy mieli też ptasie głowy, głowy sokołów i sępów. Stali bądź przykucali bez ruchu, nie patrząc na nią ani na nic w ogóle. Oczy otaczały im pierścienie bieli i czerwieni, skrzydła zwisały za plecami niczym olbrzymie czarne płaszcze. Wiedziała, że nie umieją latać. Byli tak smutni, pozbawieni nadziei, a w komnacie tak cuchnęło, że chciała czym prędzej uciec, ale nie mogła nawet drgnąć. Zmagając się z paraliżem, obudziła się. Ujrzała ciepłe cienie, świecące za oknem gwiazdy. W powietrzu unosił się zapach róż. Słyszała cichy pomruk miasta, oddech śpiącej Tehanu.
Usiadła, otrząsając się z resztek koszmaru. Śniła o Malowanej Komnacie w Labiryncie Grobowców, gdzie czterdzieści lat temu pierwszy raz ujrzała Geda. We śnie jednak malunki ze ścian ożyły, tyle że to nie było życie, lecz nieskończone, bezczasowe trwanie tych, którzy umarli i się nie odrodzili. Przeklętych przez Bezimiennych, niewiernych, ludzi z Zachodu, czarowników.
Po śmierci każdy się odradza — oto wiedza, w której ją wychowano. Gdy jako dziecko zabrano ją do Grobowców, aby została Arhą, Pożartą, powiedziano jej, że ona jedna z całego ludu wciąż odradza się we własnej postaci, każdego kolejnego żywota. Czasami w to wierzyła, lecz, nie zawsze, nawet gdy była kapłanką Grobowców, i nigdy od tamtego czasu. Wiedziała jednak, tak jak wszyscy mieszkańcy Wysp Kargadzkich, że gdy umrą, powrócą w nowym ciele, że gasnąca lampa w tej samej chwili znów zapłonie gdzie indziej, w łonie kobiety, w małym jajeczku płotki, w niesionym z wiatrem nasieniu trawy, powracając, by znów istnieć, bez pamięci o dawnym żywocie, na nowo, bez końca, życie po życiu.
Nie odradzali się tylko ci, których odrzuciła sama ziemia i Dawne Moce, przeklęci czarnoksiężnicy z krain hardyckich. Gdy umierali — tak przynajmniej twierdzili Kargowie — nie dołączali do żyjącego świata; trafiali w upiorne miejsce półżycia, gdzie skrzydlaci, lecz niezdolni do lotu, ni to ludzie, ni ptaki, muszą trwać, pozbawieni nadziei. Och, z jakąż radością kapłanka Kossil opowiadała jej o straszliwym losie czekającym owych chełpliwych nieprzyjaciół Boga-Króla, których dusze skazane są na wieczną rozłąkę ze światem życia i blasku!
Czy jednak to, o czym opowiadał jej Ged, niezmienna kraina pełna pyłu i cieni, do której trafiał jego lud — czy było to mniej straszne, mniej przerażające?
W jej głowie dźwięczały pytania, na które nie znała odpowiedzi. Skoro nie jest już Kargijką, skoro zdradziła uświęcone miejsce, czy po śmierci także musi trafić do suchej krainy? Czy Ged musi tam pójść, czy będą tam mijać się obojętnie? Niemożliwe. A jeśli on tam trafi, a ona się odrodzi i rozstaną się na całą wieczność?
Nie chciała o tym myśleć. To oczywiste, czemu przyśniła jej się Malowana Komnata, choć odkąd widziała ją ostatnio, minęło tak wiele lat. Sprawiło to spotkanie z ambasadorami, rozmowy po kargijsku. Leżała niespokojnie, zdenerwowana i wystraszona. Nie chciała powracać myślami do koszmarów młodości, pragnęła wrócić do domu na Overfell, leżeć obok Geda, słuchać oddechu śpiącej córki. Ged sypiał cicho jak kamień, ale ogień uszkodził gardło Tehanu, toteż jej oddech zawsze brzmiał nieco chrapliwie. I Tenar słuchała go, nasłuchiwała każdej nocy, rok po roku. Oto życie, powrót życia, ów ukochany dźwięk, cichy chrapliwy oddech.