Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:

Po dramatycznych przejściach w kalifornijskim szpitalu od doktor Cari Eliss odwrócili się wszyscy, nawet najbliższa rodzina. Cari postanowiła uciec na koniec świata – i przekonała się, że swoje problemy człowiek wozi ze sobą; gdy po wypadku samochodowym trafiła do szpitalika w zapadłej australijskiej miejscowości, jeden z lekarzy postanowił dociec, co wydarzyło się w jej życiu. Czy kiedy prawda wyjdzie na jaw, i on odwróci się od niej?
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 32
Перейти на страницу:

Tulili się długo w milczeniu, gdyż żadne słowa nie były w stanie oddać tego, co czuli. Leżeli nieruchomo, bali się poruszyć, gdyż zdawało im się, że tylko w ten mogą zatrzymać choć na chwilę szczęście i radość, które stały się ich udziałem. Bo przecież, pomyślała Cari, to wszystko nie może długo trwać. Musi się skończyć, tak jak kiedyś…

– Musimy już jechać – odezwał się niespodziewanie.

– Nie chcę nigdzie jechać – szepnęła. Podniósł ją i stanął nad nią, a potem wziął ją za ręce i przyciągnął do siebie.

– Nie można uciekać przed tym, co nas czeka – szepnął i pocałował delikatnie jej usta.

Drogę do Slatey Creek odbyli prawie w milczeniu.

Rusty leżał zwinięty na kolanach Cari, a ona wyglądała przez okno, przyglądając się piaszczystej pustyni. Wszystko dookoła wydawało się nierzeczywiste i nierealne. Czasem myślała, że to tylko sen i że za chwilę obudzi się w zupełnie innym świecie.

– Opowiesz mi teraz wszystko? – poprosił cicho. Cudowny sen właśnie się skończył. Zadrżała na całym ciele, rozumiejąc, że osaczyła ją ponownie rzeczywistość.

– Dlaczego ciągle uciekam? – spytała.

– Dlaczego ciągle uciekasz – potwierdził. Milczała. Popatrzył na nią, a potem zdjął rękę z kierownicy i delikatnie pogładził ją po policzku.

– Kiedy mi opowiesz, nie będzie przecież gorzej. Może być tylko lepiej.

Nieprawda, pomyślała. Może być gorzej.

Przeszył ją ból na samą myśl o tym, że mogłaby opowiadać wydarzenia ostatnich kilku miesięcy. Pamiętała dobrze salę sądową, swoje zeznania i niedowierzanie sędziów oraz ławy przysięgłych. A teraz miałaby powtórzyć to wszystko jeszcze raz i patrzeć, jak Blair odwraca się od niej, tak jak odwrócił się Harvey.

Niech sobie myśli, co chce. Nie będę mówiła mu prawdy, bo wyśmieje mnie i odrzuci, a tego bym już chyba nie przeżyła. Musi mu więc wystarczyć opowieść, którą wszyscy przyjęli za prawdziwą.

– Nie mam już nic do dodania – oznajmiła bezbarwnym głosem. – Wszystko już zostało powiedziane. Przez moje zaniedbanie zmarło dziecko. Odbył się proces, zapadł wyrok i przyjechałam tutaj. To cała historia.

– Opowiedz mi o tym – nalegał. Potrząsnęła głową.

– Proszę cię – powiedział ostrzejszym tonem.

– A więc dobrze, jeśli ci tak bardzo zależy – rzekła ze ściśniętym gardłem. – Nie zauważyłam, że była nieszczelność w przewodach doprowadzających powietrze do pacjenta. Była to mała dziewczynka. Kiedy mój szef przejął nad nią opiekę i zauważył to, czego ja nie dostrzegłam, było już za późno. Dziewczynka zmarła kilka dni później.

Zapadło milczenie. Siłą woli starała się nie myśleć o niczym innym tylko o puszystym futerku psiaka, który spał smacznie na jej kolanach. Blair patrzył przed siebie.

– To niemożliwe – odezwał się w końcu.

– Wszyscy poza tobą uwierzyli w tę historię – oznajmiła wzburzonym głosem. – Sędzia i ława przysięgłych, a także administracja szpitala.

Zmarszczył brwi.

– Mówisz, że nie zauważyłaś… Gdyby tak było, dziecko byłoby sine. Na długo przedtem, zanim przyszedł twój szef. A jeśli dopuściłaś się już tak oczywistego błędu w sztuce dlaczego nie zabrali ci legitymacji lekarskiej?

Przymknęła oczy.

– Proszę cię… Opowiedziałam ci już naprawdę wszystko

– Cari…

– Proszę cię – powtórzyła. – Przestańmy o tym mówić – I w tej chwili ogarnął ją straszny żal. – Zostaw mnie – krzyknęła.

– Naprawdę tego chcesz?

– Tak! Tak! Nie chcę, żebyś mnie sądził. Nie chcę…

– Mnie nie chcesz?

Popatrzyła na niego ukradkiem. Co on mówi? Wyczuła, że i on czuje się zraniony.

A niech mu tam, pomyślała. Nic mnie to nie obchodzi. Nie mogę przyjąć przecież nic z tego, co ma mi do zaofiarowania. Ani jego miłości, ani pracy lekarza. Nie po to przecież uciekam, żeby narazić się znowu na te same nieszczęścia.

– Nie chcę – powtórzyła.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Przez następne dni poruszała się jak w jakimś surrealistycznym świecie, nie bardzo wiedząc, co się z nią dzieje. Starała się unikać Blaira, zupełnie jakby mogło jej to w czymkolwiek pomóc.

Co ja najlepszego zrobiłam! Musiałam chyba postradać zmysły, powtarzała sobie bez przerwy. Jak mogłam pójść tak bez zastanowienia za głosem serca! Jak mogłam mu ulec! Już i przedtem byłam bardzo nieszczęśliwa, a teraz… Jedyną jej pociechą był Rusty. Zabrała go z sobą na farmę

Bromptonów z niejakim strachem.

– Tylko na jeden lub dwa dni – tłumaczyła się. – Dopóki! córka Emily nie przyjedzie z Perth. Odpowiedzią był śmiech Maggie.

– Ty głuptasie jeden – usłyszała. – Czy uważasz, że jeden pies więcej zrobi nam jakąś różnicę? – zapytała, patrząc z odcieniem dumy i zarazem rozbawienia na kręcące się u jej nóg psy, które merdając ogonami, obwąchiwały przybysza. – Rusty jest w dodatku taki mały, że trudno nawet mówić o kosztach utrzymania. Jeśli córka Emily go nie zechce, zostanie u nas.

Cari uśmiechnęła się radośnie i odetchnęła z ulgą. A więc Rusty ma już zapewniony dach nad głową.

Pies jednak wiedział swoje. Przywitał się przyjaźnie z innymi psami, pomerdał ogonem Maggie, Jockowi i dzieciom wyraźnie jednak dał do zrozumienia, że należy do Cari. Pierwszego wieczoru zostawiła go na dworze z innymi psami. Gdy jednak zasypiała, usłyszała pod oknem ciche skomlenie i już po chwili psiak był przy niej, szalejąc z radości i liżąc ją po nogach.

– Co ty sobie w ogóle wyobrażasz! – powiedziała, kucając przy nim.

W odpowiedzi Rusty polizał ją po twarzy.

– Fu! – Wytarła dokładnie twarz. – Siedź – rozkazała stanowczo. – Nie wiem, co tu robisz. Miejsce psów jest na dworze.

Spod rozwichrzonych, kudłatych uszu patrzyły na nią czujnie brązowe oczy.

– Nie uznaję trzymania psów w pokoju. To niehigieniczne, wiesz?

Pies poczuł się najwyraźniej urażony.

– No już dobrze, dobrze – roześmiała się. – Możesz zostać. Tylko proszę mi nie wchodzić na łóżko.

Psiak zwinął się w końcu w kłębek na podłodze, jak tylko mógł najbliżej głowy swej nowej pani. Cari położyła rękę na jego łepku, drapiąc go delikatnie za uchem. Zasypiając zastanawiała się, które z nich bardziej potrzebuje bliskości drugiego. Ona czy ten kundel?

Firma ubezpieczeniowa przysłała w końcu nowy samochód. Jock podwiózł ją do Alice, a stamtąd prowadziła już sama, mając przy sobie psiaka dumnie rozpartego na siedzeniu obok. Nic jej więc już tutaj nie zatrzymywało. Spojrzała na kundelka i przygryzła wargi.

– I co ja mam z tobą zrobić? – westchnęła. – Będziesz chyba musiał zostać u Bromptonów.

Córka Emily wyraźnie oznajmiła, że nie chce mieć z Rustym nic wspólnego. Jakby tego nie było dosyć, udzielała takich rad na temat jego przyszłości, że Cari omal tego nie odchorowała.

Psiak wlazł jej na kolana i podniósł mordkę do góry, jakby chciał jeszcze coś usłyszeć.

– No a co innego możemy zrobić? – spytała. – Przecież nie zabiorę cię do Stanów.

Wiedziała już, że musi wrócić. Czuła, że pojawił się nowy powód, dla którego znowu musi zacząć uciekać. Stwierdziła, że powinna znaleźć się jak najdalej od Blaira.

– Mam pomysł – oznajmiła jej Maggie, gdy Cari opowiedziała jej o swoich kłopotach. Siedziały razem w sypialni Cari, która próbowała zrobić porządek w swoich rzeczach, – weź może z sobą psa i trzymaj go przy sobie, dopóki będziesz podróżować po Australii. A kiedy zdecydujesz się wracać, wsadź go do samolotu i przyślij do nas.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 32
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)