Dlaczego Uciekasz Cari?
- Автор: Леннокс Марион
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:
– Przestań! – Słowa te zabrzmiały jak rozkaz.
– A dlaczego bym miała przestać? – Czuła, że traci kontrolę nad sobą i wiedziała, że po przeżyciach ostatnich miesięcy pragnie jedynie zranić go tak, by w jego oczach dostrzec j podobny ból, który ją przenikał. Spojrzała na niego wyzywająco.-Dlaczego…
– Przestań!
– Chcę…
Nie skończyła, gdyż przytulił ją mocno i gwałtownie pocałował. Próżno by w tym pocałunku szukać ciepła lub czułości. Szarpnęła się, ale był przecież od niej silniejszy. Wyrywała się jak dzika kotka, okładała go pięściami, robiąc wszystko, byle się tylko wyswobodzić. Jednocześnie czuła, jak ogarnia ją ogień, który przenikać zaczyna także mężczyznę trzymającego ją w ramionach. Puścił ją niespodziewanie. Upadła na posłanie, delikatnie dotykając opuchniętych ust.
– Zostaw mnie – zawołała ze łzami w oczach.
– Cari… – rozległ się cichy, nieśmiały szept. – Cari?
Wpatrywał się w jej twarz skąpaną w bladym świetle księżyca, szukając odpowiedzi na pytanie, którego przecież nie zadał. Zobaczył tylko, że jej oczy wyrażają to samo zagubienie, które i jego przepełniało, że mówią o pożądaniu, które i nim zawładnęło.
Złość, którą odczuwał jeszcze przed chwilą, zniknęła gdzieś bez śladu. Widział teraz tylko rozgwieżdżone niebo i wargi dziewczyny, której pragnął. Gdy dotknął jej ust, zrozumiała, że straciła panowanie nad sobą. W jednej chwili przestała myśleć o samotności, nie czuła już żadnego gniewu czy złości, zapomniała, że jeszcze przed chwilą nie ufała temu człowiekowi. Poczuła po raz pierwszy w życiu, czym jest pożądanie.
Ujęła twarz Blaira w ręce. Dotykała palcami jego nie ogolonych policzków, pieściła je, cieszyła się jego bliskością. A potem zaczęła gładzić jego barki i piersi. A on pieścił ją i całował tak, jakby ją kochał. On też zdawał się nie pamiętać gniewu i bólu, który mu niedawno zadała. Tak, jakby mnie kochał…
Myśl ta wywołała w niej paniczny strach. Odsunęła się gwałtownie, a jej oczy rozszerzyły się przerażeniem.
– Co się stało? – zapytał, wypuszczając ją z objęć. Usiadła i odsunęła się dalej, drżąc na całym ciele.
– Co się stało? – powtórzył, nie rozumiejąc.
– Nie chcę… Nie mogę… Ja…
Czuła, że tonie, że nie ma dla niej ratunku. Może umiałaby sobie poradzić jakoś z myślą, że kocha tego człowieka ponad wszystko na świecie, ale… jeżeli on odwzajemnia tę miłość?
Miłość idzie przecież w parze z cierpieniem. I znowu wszystko może rozlecieć się jak domek z kart. Co wtedy? Czy potrafię po raz drugi przejść przez to wszystko? Pamięć o wydarzeniach sprzed paru miesięcy była nadal zbyt żywa. Nie chcę znowu przeżywać upokorzenia! Nie potrafię jeszcze raz dać z siebie wszystkiego, a potem cierpieć tak bardzo. A on myśli sobie pewnie, że jestem twardą kobietą, taką, jak ta jego Liz, że z uśmiechem potrafię brać to, co mi się ofiarowuje, nic w zamian nie oczekując.
– Nie chcę, nie chcę… – powtarzała w zapamiętaniu.
– Ależ wręcz przeciwnie, chcesz!
W jego głosie niespodziewanie zabrzmiał śmiech.
– Nie chcę! – krzyknęła przez łzy.
– Dlaczego? – zapytał, poważniejąc nagle. – Dlaczego?
W jego głosie słyszała teraz tkliwość, chęć zrozumienia. Czy on przypadkiem nie widzi, jak bardzo go pragnę? – pomyślała z rozpaczą.
– Dlaczego nie chcesz? – powtórzył i dotknął palcem jej ramienia. – Wydaje mi się, że jest dokładnie na odwrót – zauważył z uśmiechem. Wziął jej rękę i położył sobie na piersi, a potem zsunął w dół. – Myślę, że chcesz. Ja też, mimo różnych poważnych zastrzeżeń – zakończył z odrobiną kpiny w głosie.
– Czy… to samo mówisz Liz, kiedy jesteście razem w podróży? – zapytała niespodziewanie.
Uśmiech zniknął momentalnie z jego twarzy.
– A wydawało mi się, że jest pani inteligentną kobietą – zażartował. – Okazuje się, że pozory mylą.
– Nigdy się z nią nie kochałeś? – spytała głosem nabrzmiałym łzami. Po chwili głos jej urósł do krzyku. – A ja? Potrzebujesz po prostu kogoś, kto by ci zapełnił pustkę, kto zbudowałeś wokół siebie, gdy postanowiłeś nigdy więcej niej mieć żony!
Oczy pociemniały mu ze złości. Usiadł i patrzył na takim wzrokiem, że sądziła, iż ją uderzy. Musiał jednak wyczuć jej strach, zrozumieć, że rani go, broniąc się przed nim i gniew powoli minął.
– Od dnia rozwodu nie miałem żadnej kobiety – powiedział spokojnie. – Czy to właśnie chciałaś usłyszeć, czy wolałabyś myśleć o mnie jak najgorzej? Ułatwiłoby ci to znacznie sytuację, nie mam wątpliwości.
Spojrzała na niego i napotkała jego wzrok. Powoli zaczęła tracić pewność siebie. Cała jej strategia, wszystkie postanowienia nie zdały się na nic. Bo był przy niej człowiek, którego kochała. Mężczyzna, którego pragnęła całym sercem. Dotknęła jego policzka, a on nie spuszczał nadal z niej wzroku. Po raz pierwszy od roku poczuła się bezpieczna i potrzebna. Samotność i strach usunęły się w cień. Wiedziała, że mogą tam pozostać przynajmniej tej nocy.
– Blair? – szepnęła.
Milczał, przyglądając jej się uważnie.
– Blair? – powtórzyła, a po chwili dodała: – Przepraszam…
Gładził bez słowa jej włosy.
– Blair… -powtórzyła, drżąc.
Uśmiechnął się, a jego szare oczy mówiły więcej, niż słowa byłyby w stanie wypowiedzieć.
– Blair, miałeś rację…
Niepotrzebne były już żadne słowa. Podniósł ją delikatnie i położył na swoim posłaniu, a potem ich ciała połączyły się w jedno. Nad nimi świeciły gwiazdy, wokół zaś, jak okiem sięgnąć, ciągnęła się bezkresna pustynia.
Cari obudziła się o świcie, gdy na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie słońca. Było jej dobrze i ciepło. Blair musiał wstawać w nocy, okryta była bowiem drugim śpiworem. Obejmował ją przez sen tak, jak bierze się w posiadanie rzecz cenną i drogą na swą wyłączną własność.
Wróciła w myślach do wydarzeń z poprzedniego wieczoru i zalała ją fala szczęścia. Nigdy jeszcze nie zaznała czegoś podobnego. Kochali się z Harveyem, ale za każdym razem j czegoś jej było brak. To coś odnalazła dopiero tej nocy. Prze- j ciągnęła się, a Blair otworzył w tej chwili oczy i objął ją mocniej.
– Idziesz gdzieś? – szepnął niespokojnie i pocałował jaj delikatnie za uchem.
– Już wpół do szóstej… Chyba powinniśmy wstawać.
– Mamy jeszcze czas – szepnął zmienionym głosem.
– Na co? – zapytała, śmiejąc się.
Oparł się na łokciach, aby lepiej widzieć jej twarz.
– Zaraz zobaczysz. – Pochylił głowę i delikatnie mu wargami jej szyję, a potem piersi. – Mamy jeszcze przynajmniej godzinę – szepnął po chwili. – Musimy ten czas jako wypełnić…
– Możemy na przykład zjeść śniadanie – zażartowała czując się lekka i radosna, jak jeszcze nigdy w życiu.
– Dobry pomysł – mruknął, całując ją i pieszcząc. – A potem?
– Możemy pójść z psem na spacer.
– Rusty poszedł już sam – oznajmił, rozejrzawszy się wokół. – Co więc nam jeszcze pozostaje?
Zabrakło jej słów. Cała była jednym wielkim pożądanie o jakim nie miała dotąd wyobrażenia. Wyciągnęła do niego ręce i przytuliła się do niego całym ciałem.
– Blair… – szepnęła, jakby pragnęła się upewnić, że to i sen, że Blair jest przy niej naprawdę.
Gorączkowo szukał jej oczu i leżeli potem długo zapatrzeni w siebie, nie mogąc oderwać od siebie wzroku, wyznają sobie miłość. A gdy połączyli się znowu, zdawało jej się, zobaczyła nad sobą milion gwiazd.