Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 58
Перейти на страницу:

— Trudno uwierzyć w to wszystko — zaprotestował. — Sugeruje pan, że Korpus Kontroli odgrywa w całym układzie większą rolę niż „normalni” lub my, klasa twórcza! — Potrząsnął gniewnie głową. — Ależ pan sobie wybrał czas na dyskusję filozoficzną!

— To pan ją zaczął — odrzekł Williamson.

Na to już Conway nie znalazł odpowiedzi. Musiało minąć kilka ładnych godzin, gdy poczuł dotknięcie na ramieniu. Wyprostował się i ujrzał za sobą pielęgniarza klasy DBLF, który trzymał strzykawkę.

— Zastrzyk pobudzający, doktorze? — zapytał pielęgniarz.

Conway momentalnie uświadomił sobie, że nogi mu się chwieją i ma trudności ze skupieniem wzroku. I zapewne jego ruchy stały się powolne, skoro pielęgniarz sam zwrócił się do niego. Conway skinął głową i podwinął rękaw palcami, które zmieniły się w pięć grubych, zmęczonych parówek.

— Aj! — krzyknął nagle z bólu. — Co to jest, piętnastocentymetrowy gwóźdź?

— Przykro mi bardzo — powiedział pielęgniarz — ale zanim do pana przyszedłem, robiłem zastrzyki dwóm lekarzom mojej rasy, a jak pan wie, nasza skóra jest grubsza i twardsza niż wasza. Toteż igła się stępiła.

Zmęczenie Conwaya zniknęło w ciągu kilku sekund. Poza lekkim mrowieniem w dłoniach i szarymi plamami na twarzy, które tylko inni mogli zobaczyć, czuł się trzeźwy, rześki i wypoczęty, jak gdyby dopiero co wyszedł spod prysznica po dziesięciu godzinach snu. Zanim skończył badać kolejnego pacjenta, rozejrzał się szybko i stwierdził, że przynajmniej tutaj liczba rannych oczekujących na pomoc stopniała do ledwie garstki, liczba Kontrolerów zaś jest o połowę mniejsza niż na początku. Pacjentów otoczono już opieką, natomiast ich miejsce zajęli Kontrolerzy.

Wszędzie tak się działo. Kontrolerzy, którzy spali niewiele lub wcale podczas przewożenia rannych i zmuszali swoje ciała do pracy za pomocą licznych zastrzyków pobudzających oraz zwykłego, zaciętego męstwa, by pomóc zmęczonym lekarzom, teraz, jeden po drugim, dosłownie padali na miejscu. Pospiesznie przenoszono ich na salę chorych, mięśnie serca i płuc bowiem odmawiały im posłuszeństwa wraz z wszystkimi innymi. Leżeli na specjalnych oddziałach, gdzie automatyczne urządzenia prowadziły masaż serca, stosowały sztuczne oddychanie i podawały dożylnie substancje odżywcze. Conway dowiedział się, że tylko jeden z nich zmarł.

* * *

Korzystając z chwili spokoju, poszedł z Williamsonem do wizjera i wyjrzał na zewnątrz. Rój oczekujących statków zmalał tylko minimalnie, ale Conway wiedział, że to z powodu tych, które dopiero co nadleciały. Nie mieściło mu się w głowie, gdzie oni chcą ułożyć tych wszystkich rannych. Nawet te korytarze, na których można było postawić łóżka, były już przepełnione, a przez cały czas przesuwano pacjentów wszystkich ras z jednego miejsca w inne, by uzyskać więcej przestrzeni. To jednak nie była jego sprawa, a przeplatające się tory statków stanowiły dziwnie uspokajający widok.

— Komunikat nadzwyczajny — odezwał się nagle głośnik. — Statek, jedna osoba na pokładzie, rasa jak dotąd nieznana. Wymaga natychmiastowej pomocy. Pilot tylko częściowo panuje nad statkiem, jest ciężko ranny i ma trudności w porozumiewaniu. Alarm przy wszystkich lukach przyjęć!

Och, nie, pomyślał Conway, nie w takiej chwili! Poczuł chłód w żołądku, a jednocześnie nawiedziło go straszne przeczucie tego, co się miało zdarzyć. Williamson uchwycił się brzegów wizjera, aż pobielały kostki jego palców.

— Patrz! — krzyknął nieswoim, pełnym rozpaczy głosem i wyciągnął rękę.

Intruz zbliżał się do roju statków z szaleńczą prędkością, dziko manewrując. Krótki, ciemny i nieokreślony cygarowaty kształt wdarł się w plątaninę jednostek, nim Conway zdołał dwa razy odetchnąć. Statki rozproszyły się w straszliwym zamieszaniu, ledwie unikając zderzenia zarówno ze sobą, jak i z nadlatującym intruzem, a ten wciąż mknął przed siebie. Na jego drodze znajdował się tylko jeden kosmolot, transportowiec Korpusu, który otrzymał zezwolenie na dokowanie i zbliżał się już do luku przyjęć. Był ogromny, niezdarny i nieprzystosowany do szybkich manewrów i nie miał ani czasu, ani możliwości usunąć się z drogi. Zderzenie zdawało się nieuniknione, a transportowiec załadowany był po brzegi rannymi…

Ale nie. Dosłownie w ostatniej chwili mknący statek zboczył z toru. Obserwujący go ujrzeli, jak ominął transportowiec, a jego krótki, cygarowaty kształt obrócił się, zmieniając w krąg, który rósł w oczach z mrożącą krew w żyłach prędkością. Leciał prosto na nich! Conway chciał zamknąć oczy, ale patrzył zafascynowany na tę olbrzymią masę metalu pędzącą w jego kierunku. Ani on, ani Williamson nie usiłowali nawet podbiec do skafandrów. Od tego, co miało nastąpić, dzieliły ich tylko sekundy.

Statek był już nad ich głowami, gdy ponownie zmienił kurs, ponieważ jego ranny pilot desperacko usiłował uniknąć przeszkody większej niż poprzednio, masy Szpitala. Ale za późno, nastąpiło zderzenie.

Potworny podwójny wstrząs doszedł ich od podłogi, gdy jednostka przebiła się przez dwuwarstwowy pancerz. Potem nastąpiły kolejne, łagodniejsze drgnięcia, kiedy wbijała się we wnętrzności wielkiego Szpitala. Zabrzmiała krótka kakofonia krzyków — ludzi i członków innych ras — a także gwizdów, szelestów i gardłowych chrząknięć wydawanych przez istoty doznające obrażeń, tonące, duszące się gazem czy ulegające dekompresji. Do oddziału wypełnionego czystym chlorem wdarła się woda. Chmura zwykłego powietrza przedostała się przez otwór w ścianie do pomieszczenia zajmowanego przez istoty nie znające innych warunków poza mrozem i próżnią głębokiego kosmosu — teraz, przy pierwszym zetknięciu z powietrzem, skurczyły się one i zginęły, a ich ciała uległy rozkładowi. Woda, powietrze i kilkanaście innych mieszanek atmosferycznych połączyły się, tworząc śluzowatą, brunatną i wysoce żrącą mieszaninę, która wyparowała i wykipiała w przestrzeń. Jednak znacznie wcześniej, nim jeszcze się to wszystko stało, zatrzasnęły się hermetyczne grodzie, skutecznie izolując tę straszną ranę zadaną przez uderzający jak pocisk statek.

VII

Przez chwilę wszyscy trwali jak sparaliżowani, potem Szpital zareagował. Nad ich głowami szalał głośnik, wyrzucając jednak z siebie słowa spokojne i opanowane. Technicy i konserwatorzy wszystkich ras mieli zgłosić się natychmiast po wyznaczone im zadania. Obwody antygrawitacyjne w oddziałach LSVO i MSVK zaczęły odmawiać posłuszeństwa i cały personel medyczny w tej okolicy miał umieścić pacjentów w otulinach zabezpieczających, a następnie przenieść ich na salę operacyjną numer dwa dla klasy DBLF, gdzie sztuczne ciążenie obniżono do poziomu jednej dwudziestej g. W dziewiętnastym korytarzu AUGL nastąpił nie umiejscowiony jeszcze przeciek chloru i wszystkie istoty klasy DBDG ostrzeżono przed skażeniem w okolicach ich stołówki.. Ponadto doktor Lister proszony był o zgłoszenie się do biura.

Gdzieś w mózgu Conwaya pojawiła się myśl, że oto wszystkich innych wzywa się do wyznaczonych zadań, natomiast doktora Listera się prosi. Wtem usłyszał, że ktoś z tyłu wymienił jego nazwisko, i obrócił się.

Był to Mannon, który pospiesznie zbliżał się do niego i Williamsona.

— Widzę, że jesteście wolni — powiedział. — Mam dla was robotę. — Zatrzymał się na chwilę, a gdy Conway skinął głową, popędził bez tchu dalej.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)