Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:

Po dramatycznych przejściach w kalifornijskim szpitalu od doktor Cari Eliss odwrócili się wszyscy, nawet najbliższa rodzina. Cari postanowiła uciec na koniec świata – i przekonała się, że swoje problemy człowiek wozi ze sobą; gdy po wypadku samochodowym trafiła do szpitalika w zapadłej australijskiej miejscowości, jeden z lekarzy postanowił dociec, co wydarzyło się w jej życiu. Czy kiedy prawda wyjdzie na jaw, i on odwróci się od niej?
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 32
Перейти на страницу:

– Prosiłem przecież Maggie, żeby zatrzymała panią w domu – powiedział niezadowolony.

– Jestem tu po to, żeby pracować – odparła krótko. -Niech mnie pan wykorzysta, dopóki ma pan okazję.

– Chce pani niedługo wyjechać?

– Za dziesięć dni – wyjaśniła, starając się nie zwracać uwagi na przerażenie, jakie ją ogarnęło na myśl, że za dziesięć dni już jej tu nie będzie.

Spojrzała na Blaira, starając się dostrzec wrażenie, jakie zrobiły na nim jej słowa. Nie wyczytała w jego oczach nic. Były nieprzeniknione.

– Wyjeżdżam jutro do Arlingi – rzucił krótko. – Może chce się pani ze mną wybrać?

– Do Arlingi?

– To obozowisko aborygenów położone dwadzieścia kilometrów stąd – wyjaśnił. – Prowadzę w Arlindze przychodnię. Mieszka tam tylko dwadzieścia pięć osób, nie powinno to więc zająć dużo czasu. – Milczał chwilę, a potem dodał: -Maggie obawia się, że wyjedzie pani stąd, nie mając wyobrażenia o naszej pracy, jeżeli więc tylko ma pani ochotę, chętnie panią zabiorę.

W tonie jego głosu trudno jednak było wyczuć jakąkolwiek zachętę, a oczy mówiły wyraźnie, że nie powinna korzystać z tego zaproszenia. Wahała się przez moment. Maggie ma niewątpliwie rację: przebywając jedynie w szpitalu, nie może mieć pojęcia, na czym naprawdę polega praca Medycznej Służby Powietrznej.

– Czy nie będę przeszkadzać? – spytała oficjalnym tonem.

– Przecież bym pani nie proponował, gdyby tak miało być. Zwykle biorę pielęgniarkę, ale pani ją przecież może zastąpić.

Poznała go już na tyle, by wiedzieć, że tym razem z pewnością jest szczery. Patrzyła na niego uważnie, nic jej się jednak nie udało wyczytać ani z jego twarzy, ani z chłodnego spojrzenia. Czuła się przy tym trochę tak, jakby rzucał jej wyzwanie.

– Dziękuję – odezwała się w końcu. – Chętnie z panem pojadę.

Skinął jej głową i odszedł.

Następny ranek był jak zwykle gorący i suchy. Cari przyzwyczaiła się już do typowej dla Slatey Creek pogody. Ubrała się więc w lekką, powiewną sukienkę i włożyła sandałki.

– Tylko się nie maluj – przestrzegła ją Maggie. – Dopiero byś wyglądała, gdyby wiatr zasypał ci twarz tumanami piasku.

Blair przyszedł po nią, gdy skończyła radiowy dyżur. Zjedli w szpitalnym bufecie lekki lunch, a potem Cari pomagała przy pakowaniu ekwipunku. Przez cały czas odnosili się do siebie w sposób oficjalny, jakby bali się tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby pozwolili sobie na bezpośrednią rozmowę. Gdy jednak wyjechali z Slatey Creek, Blair odprężył się trochę i zaczął jej opowiadać o okolicy, którą mijali. Widać było, że stara się być dobrym przewodnikiem. Sprawnie prowadził wielki samochód po wyboistej drodze, a ona odpoczywała, siedząc wygodnie na miejscu dla pasażera. Wkrótce dojrzeli niewyraźne ślady pojazdów, które zapewne skręcały tu w prawo. Blair podążył tym śladem. Jechali teraz po otwartej przestrzeni drogą, która z pewnością nie była oznakowana na żadnej mapie.

– O, niech pani popatrzy – odezwał się nagle. – Musiały tu niedawno wędrować świnie.

– Świnie? – zdumiała się. – W Australii?

– To po prostu zdziczałe domowe świnie – wyjaśnił. – Zdziczały już dawno i nie ma z nich teraz żadnego pożytku. Zjadają wszystko, co napotkają po drodze. Podkradają też: jedzenie zwierzętom na farmach, ale nie sposób ich wytępić gdyż bardzo szybko się rozmnażają.

Blair przyhamował trochę, by wyminąć wyboje i roześmiał się, gdy spojrzał na Cari i zobaczył jej przerażoną minę

– Musi pani porozmawiać sobie z doktorem Danielsem – powiedział. – On ich dopiero nie znosi.

Po raz pierwszy od dawna odezwał się do niej, zapominając o oficjalnym tonie. Była zaskoczona.

– Ale dlaczego? – spytała.

– Nie jestem pewien, czy Rod by chciał, żebym o mówił.

W oczach Blaira zabłysły iskierki śmiechu.

– Proszę…

– A obieca mi pani nie mówić Rodowi, że o nim plotkuj?

– Oczywiście – zapewniła go ze śmiechem.

– No więc to wszystko się wydarzyło wkrótce potem, ja Rod tu przyjechał – zaczął Blair. – Jechał z wizytą domową drogą prowadzącą w pobliżu Bromptonów, a z naprzeciwka jechała Maggie. Nie znali się jeszcze, bo akurat wtedy, gdy Rod rozpoczął pracę, miała wolne…

– No i? – dopytywała się niecierpliwie.

– No i jechali tak, wznosząc za sobą tumany kurzu – ciągnął, z trudem tłumiąc śmiech. – Droga była wąska, mógł się więc zmieścić na niej jeden tylko samochód. Rod bardzo się spieszył, pędził więc jak szalony i wymusił na Maggie pierwszeństwo. Gdy mijał ją, Maggie wychyliła się przez okno i krzyknęła jedno tylko słowo: „Świnia".

– A Rod? – spytała Cari.

– Rod puścił za nią wiązankę – odparł, na próżno próbując nadać swej twarzy poważny wyraz. – A wkrótce potem wjechał z impetem w świnię, przed którą Maggie próbowała go ostrzec.

– Coś takiego! Dawno się już tak nie śmiałam – powiedziała Cari, ocierając łzy rozbawienia. – Biedny Rod!

– Pewnie, że biedny! – potwierdził. – Gdy w parę godzin później wrócił do szpitala z postanowieniem, że opowie wszystkim, jak to kangur rozbił mu samochód, zobaczył Maggie, no i się nie udało.

Napięcie, jakie istniało między nimi jeszcze przed chwilą, zniknęło bez śladu.

– Widać, że kocha pan swoją pracę i tych wszystkich ludzi – odezwała się po chwili.

Przytaknął. Milczał potem przez chwilę, zajęty prowadzeniem samochodu. Myślała, że niczego się już od niego nie dowie. Kiedy się w końcu odezwał, mówił wolno i ważył każde słowo.

– Sam nie wiem, dlaczego tak jest,… Nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Wychowałem się przecież w mieście.

– W Melbourne?

– Tak.

– Ma pan kawał drogi do domu – zauważyła.

– Nie tak daleko jak pani – odparł, przyglądając jej się z zaciekawieniem.

– Dlaczego więc zdecydował się pan tu pracować? – pytała dalej niezrażona.

– Nie mam pojęcia. – Potrząsnął głową. – Kiedyś, gdy z różnych powodów zastanawiałem się nad przyszłością, odwiedził nas przyjaciel ojca. Okazało się, że musiał porzucić praktykę w Slatey Creek na skutek złego stanu zdrowia. Był okropnie zdenerwowany z tego powodu i niepokoił się o pacjentów. Obiecałem mu wtedy, że pojadę i zobaczę, co się tam dzieje. No i już tu zostałem.

– Ale dlaczego? – zapytała znowu.

– Naprawdę nie wiem. – Zacisnął ręce na kierownicy. -Wiem tylko, że dobrze się tu czuję. Zabiegów operacyjnych mam chyba nawet za dużo. Leczę też chrypki i katary, a ludzie, którzy tu mieszkają, potrzebują mnie i są mi wdzięczni. Czego mi jeszcze potrzeba? Specjalista w mieście nie ma tego wszystkiego.

– Czy nie była to także ucieczka? – spytała cicho. Zacisnął ręce mocniej i spojrzał na nią z irytacją.

– Widzę, że Maggie wszystko już pani opowiedziała.

– Tak. Zapadła cisza.

– A może powie mi pani wreszcie coś o sobie? – odezwał się niespodziewanie ostrym głosem. – Uważa pani, że uciekłem tutaj z powodów osobistych. Niewykluczone. Był to początkowo rzeczywiście jeden z powodów. A pani… Pani! przecież nadal ucieka, i to nie tylko z powodów osobistych.; Chyba się nie mylę?

– Co pan chce przez to powiedzieć?

– Musi pani zrozumieć, że nie można uciekać przez ca] życie – odparł. – Świat jest na to za mały. Prędzej czy później, gdziekolwiek by pani uciekła, ktoś domyśli się przyczyn ucieczki.

Spojrzała na niego spokojnie.

– Tak pan myśli? – spytała po chwili. – Sądzi pan, że obawiam się ludzi, którzy mogliby się czegoś domyślić?

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 32
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)