Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 184 185 186 187 188 189 190 191 192 ... 210
Перейти на страницу:

— Nie. Nie po tym, co wi­dzia­łem. W wal­ce jest szyb­ki jak…

— Sły­sza­łem o tym, pa­nie po­rucz­ni­ku. — Ve­ler­gorf prze­rwał mu nie­re­gu­la­mi­no­wo, co chy­ba świad­czy­ło, że też jest po­de­ner­wo­wa­ny. — Ale czy jest szyb­szy niż tu­zin beł­tów?

Ken­neth wes­tchnął. Cza­sem jego naj­star­szy dzie­sięt­nik my­ślał w za­ska­ku­ją­co zbó­jec­ki spo­sób.

— Za­strze­lisz ko­goś, kto oca­lił dwóch na­szych? I dzię­ki komu wy­szli­śmy cało spod po­kła­du?

— Nie. Ale je­śli na­sze i jego spra­wy oka­żą się nie­moż­li­we do po­go­dze­nia, chcę mieć ja­kieś ar­gu­men­ty w dys­ku­sji.

Po­rucz­nik pra­wie się ro­ze­śmiał.

— Nie wi­dzia­łeś, co po­ka­zał na dole. Wiesz, że je­stem wy­czu­lo­ny na ma­gię? No wła­śnie. Zwy­kły mag po­wi­nien kon­cen­tro­wać się przez dłuż­szą chwi­lę, czer­pać Moc z aspek­tów, a taka zmia­na po­ten­cja­łu po­win­na spra­wić, że będę czuł dziw­ne rze­czy. Nie tyl­ko ja, inni też. I psy. Psy po­win­ny wa­rio­wać i ro­bić pod sie­bie. A tam na dole on po pro­stu wy­cią­gnął ręce i sru­uu! Pie­prz­nął jak bi­tew­ny mag. Z miej­sca, w za­sa­dzie bez przy­go­to­wa­nia. Nie, Var­henn, nie chciał­bym z nim wal­czyć bez wspar­cia co naj­mniej po­ło­wy puł­ku. Albo wiel­kie­go bi­tew­ne­go maga. Je­śli na­sze i jego spra­wy oka­żą się sprzecz­ne, bę­dzie­my grzecz­nie ne­go­cjo­wać, po czym mu ustą­pi­my.

Cza­row­nik wstał, wy­tarł ręce o ha­bit z taką miną, jak­by po­kry­wa­ły je eks­kre­men­ty, i pod­szedł do nich ener­gicz­nym kro­kiem.

— Twój sza­man umie­ra.

— Nie jest mój.

— Za­baw­ne. Pa­trząc, jak ład­nie ka­za­łeś go opa­trzyć i jak o nie­go dbasz, mógł­bym po­my­śleć coś in­ne­go. To, co zła­pa­ło jed­ne­go z jego du­chów, wy­sy­sa te­raz z nie­go siły. Nie znam ta­kiej ma­gii, ale wy­glą­da to dość pa­skud­nie. Mu­si­my wejść do tej ro­tun­dy.

Ken­neth i tak pla­no­wał zro­bić coś ta­kie­go. W koń­cu to było miej­sce, gdzie spo­dzie­wa­li się zna­leźć od­po­wie­dzi na kil­ka py­tań.

Na przy­kład, kto ste­ru­je tym cho­ler­nym stat­kiem i czy mógł­by ich pod­rzu­cić do brze­gu.

Był jed­nak je­den mały kło­pot.

— Tam nie ma żad­nych drzwi.

Żo­łądź uśmiech­nął się pół­gęb­kiem.

— My­ślisz, że to twój naj­więk­szy pro­blem? Zresz­tą, my­ślę, że praw­do­po­dob­nie po­tra­fię coś na to po­ra­dzić. Idzie­cie?

Rozdział 42

— Na­przód! Ra­zem! Lewa! Pra­wa! Lewa! Pcha­aać!

O Pani, ależ te wozy były cięż­kie. Luka ze swo­im bar­kiem na­wet nie pró­bo­wał za­jąć miej­sca przy drą­gu wy­sta­ją­cym z bur­ty, ale pa­trząc, jak żoł­nie­rze dy­szą i sa­pią, jak czer­wie­nie­ją im z wy­sił­ku twa­rze i kar­ki, pra­wie się cie­szył z kon­tu­zji.

Kon­struk­cje Kor’bena Ol­he­wa­ra były na swój spo­sób ge­nial­ne. Wóz bo­jo­wy wy­po­sa­żo­no w dłu­gie piki z jed­nej stro­ny, by sło­nie nie mo­gły do­stać się do jego boku, z dru­giej – przy we­wnętrz­nych bur­tach wy­sta­wa­ły czte­ry so­lid­ne, po­zio­me drą­gi. Przy każ­dym sta­ło dwóch męż­czyzn i pcha­ło całą ma­chi­nę. Wozy ja­dą­ce na cze­le na­pę­dza­no umiesz­czo­ny­mi z tyłu dłu­gi­mi dy­sz­la­mi, każ­dy ob­słu­gi­wa­ny był przez kil­ku żoł­nie­rzy.

I szli, krok za kro­kiem, po­ko­nu­jąc opór grun­tu i opór lu­dzi.

We­wnątrz ta­bo­ru ma­sze­ro­wa­ło dwa ty­sią­ce strzel­ców. Wszy­scy, któ­rzy umie­li po­słu­gi­wać się łu­kiem i któ­rych Ka­hel-saw-Kir­hu trzy­mał na tę wła­śnie chwi­lę. Czte­ry od­dzia­ły li­czą­ce po pię­ciu­set lu­dzi na roz­kaz ofi­ce­rów wzno­si­ły broń i po­sy­ła­ły sal­wę nad rzę­da­mi je­dwab­nych płacht roz­pię­tych na drą­gach.

Two­rzy­li wo­kół ta­bo­ru praw­dzi­wą stre­fę śmier­ci.

I szli, osła­nia­jąc cięż­ką pie­cho­tę, któ­rej mie­li otwo­rzyć dro­gę do de­cy­du­ją­ce­go na­tar­cia. Trzy puł­ki trzy­ma­ne do tej pory w re­zer­wie, naj­le­piej uzbro­jo­ne i naj­bar­dziej do­świad­czo­ne. W tym pułk Wil­ka, ro­dzi­my od­dział Luki-wer-Kly­tus.

Od­dał­by wszyst­ko, żeby móc te­raz iść z nimi.

— Uwa­ga! Sal­wa! — roz­dar­li się ob­ser­wa­to­rzy z wo­zów.

Wróg ostrze­li­wał ich re­gu­lar­nie, spie­szo­na ko­no­wer­ska ka­wa­le­ria i od­dzia­ły na­jem­ne nie próż­no­wa­ły, więc Luka uniósł kał­kan nad gło­wę, krzy­wiąc się z bólu. Ro­bił to bar­dziej z na­wy­ku i by dać do­bry przy­kład młod­szym, niż z po­wo­du praw­dzi­we­go nie­bez­pie­czeń­stwa.

— Lecą!

Strza­ły nad­cią­gnę­ły z gniew­nym fur­ko­tem, ale jak wie­le razy wcze­śniej był to zmar­no­wa­ny wy­si­łek, bo płach­ty je­dwa­biu wi­szą­ce na drą­gach mo­co­wa­nych do burt oka­za­ły się zna­ko­mi­tą prze­szko­dą dla po­ci­sków, któ­re grzę­zły w nich i spa­da­ły bez­sil­nie.

Część z nich oczy­wi­ście ode­ślą za­raz tym by­dla­kom z po­wro­tem. Po­znaj­cie me­ekhań­ską uczci­wość, gnoj­ki.

Do­pro­wa­dzi­li do tego, że sfru­stro­wa­ne od­dzia­ły jaz­dy pró­bo­wa­ły pod­jeż­dżać cwa­łem na­wet na pięć­dzie­siąt jar­dów do wo­zów i wy­pusz­czać po­ci­ski nie­mal pio­no­wo w górę, by te spa­da­ły na obroń­ców. Ta de­spe­rac­ka tak­ty­ka przy­nio­sła Sło­wi­kom tyl­ko mnó­stwo tru­pów.

— Nie zwal­niać! Lewa! Pra­wa! Lewa! Pra­wa! Trzy­mać tem­po!!!

Mu­sie­li iść na­przód, mu­sie­li oskrzy­dlić Ba­wo­ły, bo po ich le­wej stro­nie od co naj­mniej trzech kwa­dran­sów trwa­ła za­wzię­ta bi­twa. Resz­ta po­wstań­czej ar­mii ata­ko­wa­ła całą li­nię wro­ga, wozy bro­nio­ne przez na­jem­ni­ków, cięż­ką pie­cho­tę Ba­wo­łów, od­dzia­ły ka­wa­le­rii wci­śnię­te w śro­dek. Żeby tyl­ko zwią­zać prze­ciw­ni­ka wal­ką i nie po­zwo­lić mu się prze­gru­po­wać ani cof­nąć. Żeby ta­bor i ukry­te za nim od­dzia­ły mia­ły szan­sę zro­bić swo­je.

Ale na ile jesz­cze star­czy im sił?

Luka po­chy­lił się i krzyk­nął w ucho jed­ne­go z pcha­ją­cych:

— Na­przód. Moc­niej! Lewa! Pra­wa!

Męż­czy­zna za­drżał i bły­ska­jąc zę­ba­mi, na­parł na drąg.

Szli. Ale na fu­ja­rę Pana Bi­tew, to był naj­wol­niej­szy atak w hi­sto­rii wszyst­kich wo­jen!

Do tej pory od­par­li tyl­ko jed­ną po­waż­ną pró­bę ich za­trzy­ma­nia. Przed kwa­dran­sem Ba­wo­ły ude­rzy­ły na ta­bor od czo­ła, nie­mal nie­wraż­li­we na ostrzał w tych swo­ich łu­sko­wych pan­cer­zach i za mu­rem pa­wę­ży. Ko­no­wer­czy­cy przy­nie­śli cięż­kie drą­gi, któ­re wbi­ja­li w zie­mię i opie­ra­li o bur­ty, aż uda­ło im się osa­dzić wozy w miej­scu, po czym za­czę­ły za­wzię­cie rą­bać i ciąć je­żą­ce się na nich piki. Och, na­wet głu­piec by się do­my­ślił, że chcą zro­bić wy­rwę w obro­nie, by uła­twić ro­bo­tę sło­niom.

Pcha­cze za­prze­sta­li da­rem­nych wy­sił­ków i rzu­ci­li się na po­moc za­ło­gom wo­zów. Roz­pę­ta­ła się bez­par­do­no­wa wal­ka, w któ­rej mor­der­cze szko­le­nie i żoł­nier­ska duma star­ły się z nie­na­wi­ścią i po­gar­dą dla śmier­ci. Obroń­cy sta­wa­li przy pod­nie­sio­nych bur­tach i dźga­li ko­no­wer­ską pie­cho­tę pry­mi­tyw­ny­mi gi­zar­ma­mi, włócz­nia­mi, ko­sa­mi i wi­dła­mi, wpy­cha­li wą­skie ostrza w szcze­li­ny mię­dzy tar­cza­mi, sta­ra­jąc się tra­fić w twa­rze, szy­je, oczy. Ich to­wa­rzy­sze ude­rza­li ki­ście­nia­mi zro­bio­ny­mi z łań­cu­chów, któ­rych koń­ce ob­la­no oło­wiem. Łup! Łup! Po nie­jed­nym ta­kim cio­sie wy­so­ki hełm za­pa­dał się do środ­ka. Ale Ba­wo­ły też nie próż­no­wa­ły. Część z nich nie rą­ba­ła bam­bu­so­wych pik, cięż­ko­zbroj­ni wal­czy­li włócz­nia­mi i czymś, co przy­po­mi­na­ło uży­wa­ne przez me­ekhań­ską pie­cho­tę spi­sy. Ich dłu­gi, wą­ski grot za­opa­trzo­ny był u dołu w dwa ha­ko­wa­te wy­stę­py i to tymi ha­ka­mi wo­jow­ni­cy Domu Ba­wo­ła za­cze­pia­li o cia­ła obroń­ców i pró­bo­wa­li ścią­gać ich z wo­zów.

1 ... 184 185 186 187 188 189 190 191 192 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)