Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 86
Перейти на страницу:

— Czy możemy tu znaleźć jakieś zaciszne miejsce? — zapytał March.

Chłopak spojrzał na niego z politowaniem.

— Nie ma tutaj żadnego zacisznego miejsca. I o to właśnie chodzi. — Przeszli w milczeniu kilka kroków. — Możemy spróbować w koszarach — dodał. — Wszyscy są teraz w stołówce.

Jost zaprowadził go do niskiego, pomalowanego na zielono budynku. W pogrążonym w półmroku wnętrzu unosiła się mocna woń męskiego potu. Sala mieściła około stu ustawionych w czterech rzędach łóżek. Jost nie pomylił się: nie było tu nikogo. Jego łóżko stało w jednym ze środkowych rzędów, w trzech czwartych długości sali. March usiadł na szorstkim brązowym kocu i poczęstował chłopaka papierosem.

— Tutaj nie wolno palić. March machnął paczką.

— Daj spokój. W razie czego powiesz, że ci kazałem.

Jost wziął z wdzięcznością papierosa. Ukląkł, otworzył metalową szafkę obok łóżka i zaczął szukać czegoś, co posłużyłoby za popielniczkę. Kiedy drzwiczki otworzyły się na oścież, March zobaczył zawartość szafki: czasopisma, kilka książek w miękkich okładkach i oprawiona w ramki fotografia.

— Mogę?

Kadet wzruszył ramionami.

— Jasne.

March wziął do ręki fotografię. Przedstawiała rodzinę i patrząc na nią, bezwiednie pomyślał o Weissach. Ojciec w mundurze SS. Nieśmiało wyglądająca matka w kapeluszu. Córka: ładna, może czternastoletnia dziewczyna z blond warkoczami. I sam Jost: uśmiechnięty i pyzaty, zupełnie niepodobny do klęczącej na kamiennej podłodze, krótko ostrzyżonej, udręczonej postaci.

— Zmieniłem się, prawda? — zapytał. March był wstrząśnięty i próbował to ukryć.

— To twoja siostra? — zapytał.

— Wciąż chodzi do szkoły.

— A ojciec?

— Prowadzi teraz firmę inżynieryjną w Dreźnie. Jako jeden z pierwszych wkroczył w czterdziestym pierwszym do Rosji. Stąd ten mundur. . .

March przyjrzał się uważnie wyprostowanej sztywno postaci.

— Czy nie ma przypadkiem Krzyża Rycerskiego? — zapytał. Było to najwyższe odznaczenie za odwagę na polu walki.

— O tak — odparł chłopak. — Autentyczny wojenny bohater. — Odebrał Marchowi fotografię i schował ją do szafki. — A pański ojciec?

— Służył w cesarskiej marynarce — odparł March. — Został ranny podczas pierwszej wojny światowej. Nigdy już nie doszedł do siebie.

— Ile miał pan lat, kiedy umarł?

— Siedem.

— Wciąż pan o nim myśli?

— Codziennie.

— Też wstąpił pan do marynarki?

— Prawie. Pływałem na U-Bootach.

Kadet powoli pokiwał głową. Jego blada twarz lekko się zaróżowiła.

— Wszyscy idziemy w ślady naszych ojców, prawda?

— Może większość z nas. Nie wszyscy.

Przez chwilę w milczeniu palili. March słyszał dochodzące z zewnątrz odgłosy wciąż trwającej gimnastyki.

— Raz, dwa, trzy… raz, dwa, trzy…

— Ci ludzie… — powiedział Jost i potrząsnął głową. — Jest taki wiersz Ericha Kästnera. Nazywa się „Marschliedchen”. Piosenka marszowa. — Zamknął oczy i zaczął recytować:

Kochasz nienawiść i chcesz mierzyć nią świat. Rzucasz ochłapy bestii, która jest w człowieku, Żeby rosła, ta skryta głęboko w twoim wnętrzu bestia! Niechaj bestia w człowieku pożre go ze szczętem.

Nagła pasja chłopaka wprawiła Marcha w zakłopotanie.

— Kiedy to zostało napisane?

— W tysiąc dziewięćset trzydziestym drugim.

— Nie znam tego.

— Nie powinien pan. To zakazany wiersz.

Na chwilę zapadło milczenie.

— Znamy już nazwisko człowieka, którego ciało odkryłeś — powiedział w końcu March. — To doktor Josef Buhler. Był wysokim dygnitarzem w Generalnej Guberni. I Brigadeführerem SS.

— O Boże… — Kadet skrył twarz w dłoniach.

— Jak widzisz, zrobiła się z tego poważna afera. Zanim do ciebie przyszedłem, sprawdziłem zapisy na głównej wartowni. Zanotowali, że wczoraj rano opuściłeś koszary jak zwykle o piątej trzydzieści. Podane przez ciebie czasy nie mają zatem sensu.

Jost nie odsłaniał twarzy. Między palcami wypalał mu się papieros. March pochylił się do przodu, wyjął go i zgasił. Podniósł się z łóżka.

— Patrz na mnie — powiedział. Chłopak podniósł wzrok, a March zaczął truchtać w miejscu. — To jesteś ty, wczoraj, dobrze? — Zaczął udawać zmęczenie, wydymając policzki i ocierając czoło przedramieniem. Jost mimo woli się uśmiechnął. — Dobrze — powtórzył March. Nie przestawał truchtać w miejscu. — Teraz myślisz o jakiejś książce albo o tym, jakie podłe jest życie. Wybiegasz z lasu i skręcasz w ścieżkę wiodącą wzdłuż jeziora. Leje jak z cebra i jest jeszcze ciemno, ale po lewej stronie coś przyciąga twój wzrok…

March obrócił głowę. Kadet wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany.

— Cokolwiek to jest, to nie ciało…

— Ale…

March wyciągnął w jego stronę palec.

— Nie wkopuj się głębiej w to gówno, dobrze ci radzę. Dwie godziny temu sprawdziłem dokładnie miejsce, gdzie znaleziono topielca. Nie mogłeś zobaczyć go ze ścieżki. — Znowu zaczął truchtać w miejscu. — Więc widzisz coś, ale się nie zatrzymujesz. Ale potem sumienie nie daje ci spokoju i pięć minut później postanawiasz wrócić i przyjrzeć się uważniej. Znajdujesz ciało. I dopiero wtedy zawiadamiasz policję.

Złapał Josta za ręce i pomógł mu wstać z łóżka.

— Biegnij ze mną! — rozkazał.

— Nie mogę…

— Biegnij!

Jost zaczął niezgrabnie szurać nogami. Stukali obcasami o kamienne płyty.

— Opisz teraz, co widzisz. Wybiegasz z lasu i jesteś na ścieżce prowadzącej wzdłuż jeziora.

— Proszę…

— Mów!

— Widzę… widzę… samochód… — Chłopak miał zamknięte oczy. — A teraz trzech mężczyzn. Pada ulewny deszcz… ubrani są w płaszcze i kaptury… niczym mnisi. Mają spuszczone głowy. Wspinają się po zboczu, które opada ku jezioru. Boję się… Przecinam drogę i wbiegam między drzewa, żeby mnie nie zauważyli.

— Mów dalej.

— Wsiadają do samochodu i odjeżdżają… Czekam jakiś czas, a potem wychodzę z lasu i odnajduję ciało.

— O czymś zapomniałeś.

— Nie, przysięgam…

— Widziałeś twarz. Kiedy wsiadali do samochodu, widziałeś twarz.

— Nie…

— Powiedz mi, kto to był, Jost. Widziałeś go. Znasz tego człowieka. Powiedz mi.

— To był Globus! — krzyknął Jost. — Widziałem Globusa.

4

Paczka, którą wyjął ze skrzynki pocztowej Buhlera, leżała obok niego na przednim siedzeniu. Jeszcze jej nie otworzył. Może to bomba, pomyślał, uruchamiając silnik volkswagena. W ciągu ostatnich miesięcy przysyłane pocztą bomby urwały ręce albo głowy kilku urzędnikom państwowym. Już sobie wyobrażał tytuł na trzeciej stronie „Tageblatt”: „Policjant ginie w tajemniczym wybuchu obok koszar”.

Objechał Schlachtensee i znalazł delikatesy, gdzie kupił bochenek czarnego chleba, kilka deko westfalskiej szynki i ćwiartkę szkockiej whisky. Słońce wciąż świeciło; powietrze było rześkie. Skręcił na zachód, oddalając się od jeziora. Miał zamiar zrobić coś, czego nie robił od wielu lat. Zafundować sobie piknik.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)