Tajemnica Pana Pottera
- Автор: Хичкок Альфред
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Pana Pottera». Краткое содержание книги:
Alfred Hitchcock, znany w literaturze i kinematografii raczej z zamiłowania do dreszczowców, mrocznych kryminałów i gatunków raczej horroro-podobnych, stworzył również całą serię książek przeznaczonych dla młodego czytelnika, a pozbawionych atmosfery grozy i lęku. No bynajmniej pozbawionej grozy już po rozwiązaniu zagadki. Wcześniej nie ma tak dobrze!!!! Drużynę tworzą, jak w tytule trzej młodzi detektywi- Jupiter Jones, Bob Andrews i Pete Crenshaw. Jupiter Mieszka wraz z ciotką i wujkiem na składzie złomu Jonesów. Jupiter jest przywódcą tej organizacji i jej mózgiem. Potrafi rozwiązywać naprawdę zawikłane zagadki, jest oczytany i wie wiele więcej od innych, przez co czasami się wymądrza. Ma nadwagę, co jest jego zmorą na każdym kroku. Potrafi świetnie poprowadzić swych przyjaciół do rozwiązania zagadki. Pete Crenshaw jest drugim detektywem. Jest bardzo wysportowany, przez co zazwyczaj na niego spadają najcięższe zadania, wymagające dobrej kondycji. Pomimo, że najmniej chętnie pakuje się w kłopoty, jak przychodzi co do czego, ratuje sytuację. Ostatni detektyw, Bob Andrews, prowadzi dokumentację Trzech Detektywów, i często wyszukuje potrzebnych informacji. Ma to trochę ułatwione, gdyż pracuje w Bibliotece w Rocky Beach.
Jupiter upierał się jednak i przeszukali dom od piwnic po strych. Oprócz Dobsonów, Trzech Detektywów i większej ilości ceramiki nie było absolutnie nikogo i niczego.
– Chcę jechać do domu – powiedziała pani Dobson.
– Pojedziemy, mamo. Z samego rana, dobrze?- prosił Tom.
– Dlaczego nie natychmiast?
– Jesteś zmęczona, mamo.
– Myślisz, że będę mogła zasnąć w tym domu?
– Czy czułaby się pani bezpieczniej, gdybyśmy wszyscy tutaj zostali? – zapytał Jupiter.
Eloise Dobson wyciągnęła się na łóżku, wpierając stopy w poręcz.
– Tak, czułabym się bezpieczniej – przyznała. – Czy myślisz, że powinniśmy zaprosić także straż pożarną na noc?
– Miejmy nadzieję, że to nie będzie potrzebne.
– Staraj się odpocząć, mamo – Tom wyjął ze schowka dodatkowy koc i przykrył ją. Była wciąż kompletnie ubrana.
– Powinnam się rozebrać – westchnęła ze zmęczeniem. Nie zrobiła tego jednak. Osłoniła oczy ramieniem. – Nie gaście światła.
– Dobrze – powiedział Tom.
– I nie odchodź – wymamrotała.
– Zostanę z tobą.
Nie odezwała się więcej. Wyczerpana, zapadła w sen.
Chłopcy na palcach opuścili pokój.
– Wezmę koc i prześpię się na podłodze w mamy pokoju – odezwał się Tom cicho. – Czy naprawdę zostaniecie na całą noc?
– Mogę zatelefonować do cioci Matyldy – odparł Jupiter. – Powiem jej, że twoja mama jest mocno wystraszona i chciałaby, żebyśmy jej dotrzymali towarzystwa. Poproszę też, żeby ciocia dała znać pani Andrews.
– Sam zatelefonuję do mamy – wtrącił Bob. – Powiem, że zostaję z tobą.
– Może powinniśmy zawiadomić policję – podsunął Tom.
– Jak dotąd, wiele to nie dało – zauważył Jupiter.
– Zamknij dobrze drzwi za nami.
– W porządku – powiedział Pete.
– Zapukam po powrocie trzy razy, odczekam i znowu zapukam trzy razy.
– Dobra – Pete odblokował zasuwy i przekręcił klucz w zamku. Jupiter i Bob wyszli i przecinając podwórze, skierowali się do budki telefonicznej.
Ciocia Matylda bardzo się przejęła na wieść, że pani Dobson się boi i chce, żeby jej dotrzymali towarzystwa. Jupiter nie wspomniał o nowym komplecie gorejących śladów.
Większość trzech minut rozmowy spędził na przekonywaniu cioci Matyldy, że nie należy budzić wujka Tytusa i wysyłać go po Dobsonów, aby znaleźli bezpieczeństwo i wszelkie wygody w domu Jonesów.
– Pani Dobson śpi teraz – powiedział w końcu. – Chciała tylko, żebyśmy z nią zostali. Czuje się teraz bezpieczniej.
– Ale tam nie ma dość łóżek – upierała się ciocia Matylda.
– Damy sobie radę. Wszystko będzie dobrze.
Ciocia Matylda ustąpiła wreszcie. Jupiter oddał słuchawkę Bobowi, który bez komplikacji uzyskał zezwolenie na spędzenie nocy z Jupiterem.
Poszli z powrotem do domu garncarza, zapukali w umówiony sposób i Pete otworzył im drzwi.
Tak jak powiedziała ciocia Matylda, łóżek nie starczyłoby dla wszystkich, nawet gdyby Tom spał na podłodze w pokoju mamy. Ale Pete nie widział w tym problemu. Jeden z nich powinien wciąż trzymać wartę, a dwaj pozostali będą spać. Bob i Jupiter uznali pomysł za świetny i Jupe zgłosił się na ochotnika do pierwszego, trzygodzinnego czuwania.
Bob poszedł do sypialni garncarza, gdzie wyciągnął się na wąskim, czysto zasłanym łóżku, a Pete zajął pokój Toma.
Jupe objął wartę w korytarzu u szczytu schodów. Usiadł na podłodze, oparty plecami o ścianę i wpatrywał się w zadumie w zwęglone ślady bosych stóp. Powąchał palce. Zapach chemikaliów już się ulotnił. Niewątpliwie użyto jakiejś łatwopalnej i niezwykle lotnej mikstury. Zastanawiał się leniwie, co to mogło być, i w końcu uznał, że nie jest to istotne. Istotniejsze było, jak ktoś mógł wejść do zamkniętego na cztery spusty domu, żeby zaaranżować to niesamowite i przerażające zjawisko. Jak było to możliwe? I kto tego dokonał?
Jednego był pewien. Diabelskich figli nie płata żaden duch. Jupiter Jones nie wierzył w duchy.
Rozdział 12. Schowek
Jupiter obudził się w łóżku Toma Dobsona na dźwięk dobiegających z kuchni energicznych brzęków, trzasków i stuków. Jęknął z cicha, przekręcił się na bok i spojrzał na zegarek. Było po siódmej. Do pokoju zajrzał Bob.
– Nie śpisz?
– Teraz już nie śpię – Jupiter wstał z ociąganiem.
– Pani Dobson jest wściekła – poinformował go Bob. – Szykuje śniadanie.
– To dobrze, zjadłbym coś. O co jest wściekła? Ostatnio chciała tylko wracać do domu.
– Rano zmieniła zdanie. Dziś jest gotowa rozstawić całe Rocky Beach po kątach. Nie do wiary, jak dobry sen może zmienić człowieka. Ubawisz się. Zupełnie jak twoja ciocia Matylda w jednym z jej lepszych humorów.
Jupiter zachichotał. Poszedł do łazienki przemyć twarz, po czym włożył buty, bo tyle tylko zdjął z siebie, nim się położył. Zeszli wraz z Bobem do kuchni. Pete i Tom siedzieli już przy stole, a pani Dobson wybijała jajka na patelnię. Dawała przy tym upust licznym opiniom na temat garncarza, jego domu, gorejących śladów i niewdzięczności ojca, który znikł, kiedy jego jedyna córka zadała sobie trud i przejechała przez niemal cały kraj, żeby go zobaczyć.
– I nie myślcie, że mu to ujdzie płazem – mówiła. – Nie daruję. Pójdę na policję, złożę raport o jego zaginięciu, a wtedy będą musieli go szukać.
– Czy to się na coś zda, proszę pani? – odezwał się Jupiter. – Jeśli pan Potter zaginął, to tego chciał, trudno przewidzieć…
– Ale ja nie chcę, żeby zaginął! – pani Dobson postawiła na stole półmisek z jajecznicą. – Jestem jego córką, a on jest moim ojcem i niech się lepiej z tym pogodzi. A ten wasz komendant policji mógłby też coś, u diabła, zrobić z tymi płonącymi śladami. Musi przecież kryć się za tym jakieś przestępstwo.
– Przypuszczam, że podpalenie – wtrącił Bob.
– Nazywaj to, jak chcesz, ale trzeba temu położyć kres. A teraz bierzcie się do śniadania, chłopcy, ja jadę do miasta.
– Wcale nie zjadłaś śniadania, mamo – zmartwił się Tom.
– Nie mam ochoty – ucięła. – Jedzcie. I nie ruszajcie się stąd, na litość boską. Zaraz będę z powrotem.
Porwała stojącą na lodówce torebkę, wygrzebała z niej kluczyki do samochodu i wyszła. Po chwili usłyszeli warkot silnika.
– Mama złapała drugi oddech – powiedział Tom, trochę zakłopotany.
Jupiter nałożył sobie porcję jajecznicy, jadł na stojąco, oparty o framugę drzwi.
– Bardzo dobra. Myślę, że lepiej będzie pozmywać talerze, nim pani Dobson wróci.
– Lata spędzone z ciocią Matyldą dały ci niezłą szkołę psychologii – zauważył Bob.
– To jasne, że twoja mama ma pełne podstawy do gniewu na pana Pottera – powiedział Jupiter do Toma. – Jednakże nie wierzę, żeby chciał jej rozmyślnie sprawić przykrość. Nigdy nikomu nie wyrządził krzywdy. Jest bardzo delikatnym człowiekiem.
Włożył talerz do zlewu i przypomniała mu się scena, w której doszło do konfrontacji między garncarzem a mężczyzną w cadillacu. Zobaczył znowu garncarza, jak stał na podjeździe do składu, trzymając w ręku medalion.
– Dwugłowy orzeł – powiedział. – Tom, mówiłeś, że dziadek przysyłał wam czasem swoje wyroby. Czy był kiedyś na którymś z nich dwugłowy orzeł?
Tom myślał przez chwilę i potrząsnął głową.
– Mama lubi ptaki. Przysyłał rzeczy z tym motywem, ale to były zwykłe ptaszki, drozdy czy jaskółki. Żadnych potworów jak ten w sypialni na górze.
– Umieścił jednak dwugłowego orła na medalionie i na płycie w sypialni, której nie używał. Po co zadał sobie tyle trudu, żeby udekorować pusty pokój?