Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детское действие » Tajemnica Pana Pottera
Tajemnica Pana Pottera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Pana Pottera

Электронная книга - «Tajemnica Pana Pottera». Краткое содержание книги:

Parę słów o całej serii
Alfred Hitchcock, znany w literaturze i kinematografii raczej z zamiłowania do dreszczowców, mrocznych kryminałów i gatunków raczej horroro-podobnych, stworzył również całą serię książek przeznaczonych dla młodego czytelnika, a pozbawionych atmosfery grozy i lęku. No bynajmniej pozbawionej grozy już po rozwiązaniu zagadki. Wcześniej nie ma tak dobrze!!!! Drużynę tworzą, jak w tytule trzej młodzi detektywi- Jupiter Jones, Bob Andrews i Pete Crenshaw. Jupiter Mieszka wraz z ciotką i wujkiem na składzie złomu Jonesów. Jupiter jest przywódcą tej organizacji i jej mózgiem. Potrafi rozwiązywać naprawdę zawikłane zagadki, jest oczytany i wie wiele więcej od innych, przez co czasami się wymądrza. Ma nadwagę, co jest jego zmorą na każdym kroku. Potrafi świetnie poprowadzić swych przyjaciół do rozwiązania zagadki. Pete Crenshaw jest drugim detektywem. Jest bardzo wysportowany, przez co zazwyczaj na niego spadają najcięższe zadania, wymagające dobrej kondycji. Pomimo, że najmniej chętnie pakuje się w kłopoty, jak przychodzi co do czego, ratuje sytuację. Ostatni detektyw, Bob Andrews, prowadzi dokumentację Trzech Detektywów, i często wyszukuje potrzebnych informacji. Ma to trochę ułatwione, gdyż pracuje w Bibliotece w Rocky Beach.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 28
Перейти на страницу:

Generał wyprostował się nagle, łapiąc poręcze krzesła.

– Gdzie on jest?

– Co? – powiedział Bob.

– Słyszałeś? Gdzie jest człowiek, którego nazywacie garncarzem?

– Nie wiem, żaden z nas nie wie – odpowiedział Jupiter.

– To jest niemożliwe! – Na suche policzki generała wystąpił rumieniec. – Wczoraj się z nim widziałeś. Dziś pomagałeś jego przyjaciołom. Musisz wiedzieć, gdzie jest!

– Nie, proszę pana – zaprzeczył Jupiter. – Nie mamy pojęcia, gdzie się podziewa od czasu, gdy opuścił wczoraj skład złomu.

– To on przysłał was tutaj! – szorstko rzucił oskarżenie generał.

– Nie! – krzyknął Bob.

– Nie opowiadaj mi tu bajek o przechadzkach w chaparralu! – pienił się generał. Skinął na swego towarzysza. – Dimitriew, daj mi, proszę, rewolwer!

Dimitriew wręczył mu broń.

– Wiesz, co masz zrobić – powiedział Kaluk chrapliwie.

Dimitriew skinął głową i zaczął odpinać pasek.

– Hej! – Bob zerwał się z łóżka. – Czekajcie no chwilę!

– Siadaj – powiedział Kaluk. – Dimitriew, weź tego grubego, co tak dobrze gada. Chcę więcej od niego usłyszeć.

Dimitriew obszedł łóżko i stanął za Bobem i Jupe'em. Jupiter poczuł na czole skórzany pasek.

– Teraz opowiesz mi wszystko o garncarzu – rozkazał generał. – Gdzie on jest?

Pasek zacisnął się wokół głowy Jupe'a.

– Nie wiem.

– Po prostu wyszedł sobie z tego twojego… składu i więcej go nie widziano? – generał wręcz syczał teraz ze złości.

– Tak właśnie było. Pasek zacisnął się mocniej.

– I oczekiwał gości… tych przyjaciół, o których mówiłeś… przyjaciół, którym tak pomagałeś.

– Zgadza się.

– A wasza policja nic nie robi? – wypytywał Kaluk. – Nie szuka człowieka, który gdzieś sobie poszedł?

– To wolny kraj – odpowiedział Jupiter. – Jeśli garncarz miał ochotę odejść, ma do tego prawo.

– Wolny kraj? – generał zmrużył oczy i przesunął ręką po brodzie. – Tak, już to gdzieś słyszałem. Nic ci nie powiedział? Możesz przysiąc?

– Nic mi nie powiedział – Jupiter patrzył bez mrugnięcia okiem prosto w twarz generała.

– Rozumiem – generał wstał i podszedł do Jupitera. Patrzył na niego przez długa chwilę, wreszcie westchnął: – Dobrze, Dimitriew. Wypuścimy ich. Chłopak mówi prawdę.

Młodszy mężczyzna zaprotestował:

– To szaleństwo. Zbyt duży zbieg okoliczności!

Generał wzruszył ramionami.

– To para dzieciaków. Wścibska jak wszystkie dzieci. Niczego nie wiedzą.

Pasek zsunął się z głowy Jupitera. Bob, który nieświadomie wstrzymywał cały czas oddech, z ulgą wypuścił powietrze.

– Powinniśmy zatelefonować do waszej wspaniałej policji, która nie szuka zaginionych osób – warknął Dimitriew. – Należałoby im powiedzieć, że łamiecie prawo. Weszliście na naszą posiadłość bezprawnie.

– Pan mówi o łamaniu prawa?! – nie wytrzymał Bob. – Kiedy my powiemy policji, co się tu dziś zdarzyło…

– Niczego nie powiecie – przerwał mu generał. – Co właściwie się zdarzyło? Pytałem was o sławnego artystę, a wy odpowiedzieliście, że nie wiecie, co się z nim dzieje. Nie ma w tym nic nienaturalnego. A jeśli chodzi o to – potrząsnął pistoletem – pan Dimitriew ma pozwolenie na broń, a wy istotnie weszliście tu bezprawnie. Ale w końcu nikomu nic się nie stało. Jesteśmy wspaniałomyślni. Teraz możecie odejść i nie wracajcie tutaj.

Bob zerwał się natychmiast i pociągnął Jupe'a.

– Będzie wam wygodniej skorzystać z naszej drogi – dodał generał. – Ale pamiętajcie, będziemy was obserwować.

Chłopcy nie zamienili słowa, póki nie znaleźli się w znacznej odległości od Domu na Wzgórzu.

– Nigdy więcej! – wybuchnął Bob.

Jupiter obejrzał się na kamienną obudowę tarasu. Dimitriew i generał stali przy niej bez ruchu, patrząc za nimi. Byli wyraźnie widoczni w świetle księżyca.

– Obrzydliwe typy – powiedział Jupiter. – Mam nieodparte wrażenie, że generał Kaluk przeprowadził niejedno przesłuchanie w życiu.

– Jeśli rozumiesz przez to, że siłą zmuszał ludzi do zeznań, muszę się z tobą całkowicie zgodzić. Twoje szczęście, że masz uczciwą twarz.

– Jeszcze większe szczęście, że mogłem mówić prawdę.

– Ha! Akurat mówiłeś.

– Starałem się. W końcu można powiedzieć o czyjejś córce, że jest przyjacielem ze środkowego zachodu.

Doszli do zakrętu drogi przy kępie krzaków, które przesłoniły im widok na Dom na Wzgórzu. W tym momencie, gdzieś poniżej na stoku, rozległ się stłumiony huk i pojawił błysk. Coś drobnego świsnęło Bobowi koło ucha i rozprysło się w krzakach.

– Na ziemię! – krzyknął Jupiter.

Bob padł na brzuch. Jupe rzucił się obok niego. Czekali, nie śmiać się ruszyć. Na prawo od nich coś zatrzeszczało w poszyciu. Potem zaległa cisza, zmącona jedynie nawoływaniem nocnego ptaka.

– Śrut? – powiedział Bob.

– Tak myślę – Jupiter podniósł się na czworaki i przeczołgał się w tej pozycji do następnego zakrętu drogi. Bob poszedł jego śladem. Przebrnęli tak z pięćdziesiąt metrów, po czym zerwali się i puścili pędem ku szosie.

Brama na końcu drogi była zamknięta. Nie sprawdzili nawet, czy na klucz. Jupe wspiął się na nią i zeskoczył po drugiej stronie. Bob przesadził ją jednym susem. Pędzili szosą do domu garncarza, wpadli przez furtkę i zatrzymali się dopiero pod osłoną frontowego ganku.

– Ten strzał nie mógł paść z Domu na Wzgórzu – wysapał Jupiter. – Dimitriew i generał stali na tarasie, kiedy dochodziliśmy do zakrętu. – Urwał, żeby złapać oddech.- Ktoś czekał na wzgórzu ze strzelbą. Bob, w to jest zamieszany jakiś trzeci człowiek!

Rozdział 11. Duch wraca

Jupiter właśnie zamierzał nacisnąć guzik dzwonka, gdy okno na piętrze otworzyło się i usłyszeli głos Eloise Dobson pytającej, kto idzie.

– To ja, Jupiter Jones, proszę pani, i Bob Andrews.

– Och. Chwileczkę.

Pani Dobson zamknęła okno i chwilę później dał się słyszeć zgrzyt zamka i zasuw. Drzwi frontowe otworzyły się i stanął w nich Pete.

– O co chodzi? – zapytał.

– Wpuść nas i zachowuj się spokojnie – powiedział cicho Jupiter.

– Jestem spokojny. W czym rzecz?

Jupe i Bob weszli do holu.

– Nie chcę niepotrzebnie niepokoić pani Dobson, ale ci ludzie z Domu na Wzgórzu… -Jupiter urwał, bo u szczytu schodów ukazała się pani Dobson.

– Czy słyszałeś przed minutą ten huk, Jupiterze? – zapytała. – Brzmiało to jak wystrzał.

– To tylko źle ustawiony zapłon w samochodzie przejeżdżającym szosą. Nie poznała pani jeszcze naszego przyjaciela Boba Andrewsa.

– Dobry wieczór pani – powiedział Bob.

Pani Dobson zeszła ze schodów i uśmiechnęła się.

– Miło cię poznać, Bob. Co was sprowadza tak późno?

Ze schodów zbiegł Tom Dobson z tacą pełną pustych kubków.

– Cześć Jupe! – zawołał. Jupiter przedstawił mu Boba.

– Aha, trzeci detektyw! – wykrzyknął Tom.

– Trzeci co? – zapytała pani Dobson.

– Nic, mamo. To tylko żart.

– Hm – pani Dobson patrzyła na syna badawczo, jak to bywa w zwyczaju matek. – Nie czas teraz na żarty. Co wy knujecie, chłopcy? Nie zrozumcie mnie źle. Cenię sobie waszą troskliwość, to bardzo miło, że Pete spędza z nami noc, ale nie życzę sobie żadnych sekretów, zgoda?

– Przepraszam – powiedział Jupiter. – Nie planowaliśmy z Bobem przyjścia tutaj dzisiejszego wieczoru. Jednakże, idąc spacerem po przecince przeciwpożarowej na szczycie wzgórza, nie mogliśmy nie zauważyć dwóch mężczyzn w Domu na Wzgórzu.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 28
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)