Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Na Weasleyów, za to, że jak co roku musieli zaprosić go na Gwiazdkę. I na siebie, za
to, że nie miał pojęcia, jak się z tego wykręcić. Nie mógł im tak po prostu powiedzieć,
że nie chce spędzić z nimi świąt, bo zamęczyliby go pytaniami "dlaczego", a on nie mógł im przecież wyjawić prawdy.
Więc co miał zrobić?
Będzie musiał coś wymyślić. I to bardzo szybko!
Może celowo złamie sobie nogę?
Nie, Pomfrey od razy by go wyleczyła...
Och, myśl, myśl!
- Harry! - usłyszał głos Hermiony. - Jakaś sowa do ciebie.
Gryfon oderwał się od swoich myśli i spojrzał na przypatrującą mu się płomykówkę,
która najwyraźniej wylądowała w śniadaniu Rona, który wyzywał ją właśnie od
"wrednych ptaszysk" i próbował wypędzić ze swojej rozgrzebanej jajecznicy. Harry z trudem ukrył uśmiech. Od razu ją polubił.
- Co to takiego? - zapytała Hermiona, kiedy chłopak wyjął z jej dzioba niewielką
karteczkę i rozwinął ją.
Harry, przyjdź po śniadaniu do mojego gabinetu. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Hasło: "lukrowane laseczki".
Albus Dumbledore
- To od Dumbledore'a. Chce się ze mną dzisiaj spotkać - odparł, marszcząc brwi i
zastanawiając się, czego może chcieć od niego dyrektor.
Rozejrzał się po Wielkiej Sali. Dumbledore'a nie było na śniadaniu. Severusa
również, ale w jego przypadku było to nagminne. Pewnie znowu był zajęty pracą w
laboratorium i nie miał czasu nawet na to, aby jeść. Och, wyglądało na to, że Harry
będzie musiał zająć się jego posiłkami i go do nich po prostu zmusić.
Nie był już głodny, więc równie dobrze mógł pójść do dyrektora teraz. Zresztą i tak
niczego więcej by nie przełknął, był zbyt ciekawy i nieco zaniepokojony czekającym
go spotkaniem.
Odsunął talerz i rzuciwszy "Do zobaczenia", szybko wyszedł z Wielkiej Sali i
skierował swoje kroki do gabinetu dyrektora.
Kiedy dotarł na górę i został przepuszczony przez chimerę, zapukał ostrożnie i
odczekał chwilę na zaproszenie do środka. Dumbledore pochylał się nad jednym ze
swoich skomplikowanie wyglądających urządzeń.
- Och, Harry, nie myślałem, że stawisz się tak szybko. Nie chcę ci zabierać zbyt dużo
czasu, na pewno masz ciekawsze plany na dzisiejszy dzień. Usiądź.
Chłopak wykonał polecenie. Dumbledore zachowywał się uprzejmie jak zwykle i nie
patrzył na niego potępiająco, a więc z pewnością nie chodziło o jego i Snape'a.
Odetchnął z ulgą i dopiero teraz zorientował się jak bardzo był spięty.
Dyrektor usiadł za biurkiem i splótł dłonie na mahoniowym blacie, spoglądając na
niego znad okularów. Pomarszczone powieki niemal całkowicie zakrywały wyblakłe
już błękitne oczy, a błyszczące w nich niegdyś iskierki rozbawienia przypominały
raczej ciemne, wypalone rany.
Harry poczuł nieokreślony niepokój. Pomimo że dyrektor starał się zachowywać
swobodnie, w każdym jego geście widać było zmęczenie i rezygnację. Musiało być
już naprawdę źle. Ale on za wszelką cenę chciał zachować pozory.
- Może poczęstujesz się cytrynowym dropsem, Harry?
Chłopak zamrugał, zaskoczony tym nagłym pytaniem.
- Ee... Nie, dziękuje. - Zmusił się do bladego uśmiechu.
- Wezwałem cię tutaj, ponieważ chciałbym porozmawiać z tobą o twoich
świątecznych planach. Wiem, że jak co roku zostałeś zaproszony do domu państwa
Weasleyów i wiem, jak bardzo ucieszyłbyś się z możliwości spędzenia świąt z
przyjaciółmi, ale w tych okolicznościach... jestem zmuszony prosić się, abyś
przemyślał tę decyzję.
Chłopak zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, do czego może zmierzać dyrektor, ale
mając niejasne wrażenie, że zaczyna dostrzegać maleńkie światełko na końcu
tunelu.
- Zapewne domyślasz się, że świat poza Hogwartem nie jest już tak bezpieczny jak
kiedyś, a Voldemort ma szpiegów niemal wszędzie. Molly i Artur są znakomitymi
czarodziejami, ale obawiam się, że nie będą potrafili zapewnić ci odpowiedniego
bezpieczeństwa, gdyby Voldemort dowiedział się, gdzie przebywasz i znalazł
sposób, aby przełamać rozciągnięte wokół ich domu zabezpieczenia. Dlatego też
chciałbym cię prosić, abyś zastanowił się nad tym i zdecydował, czy na pewno
chciałbyś do nich jechać. Byłbym znacznie spokojniejszy, gdybyś został w
Hogwarcie. Zrozumiem, jeżeli odmówisz, na pewno znacznie bardziej wolałbyś
spędzić święta w gronie najbliższych, ale to dla twojego dobra, Harry. Pomyśl nad
tym.
Harry czuł zawroty głowy.
Czy chciał zostać w Hogwarcie?
Oczywiście, że tak!
Z trudem udało mu się zapanować nad próbującym wydostać się na jego usta
uśmiechem.
Nie, musiał wyglądać na przybitego. Na przybitego, ale zdecydowanego i
pogodzonego z losem.
- Już zdecydowałem, profesorze. Ma pan rację. Tutaj będę bezpieczniejszy. Zostanę.
Chyba nie mam innego wyjścia.
- Cieszę się, że to rozumiesz, chłopcze. - Dyrektor wyglądał tak, jakby odczuł
wyraźną ulgę. - Oczywiście, jeżeli zechcesz, to możesz poprosić przyjaciół, aby
dotrzymali ci towarzystwa. Rozważam także możliwość, aby państwo Weasley mogli
przyjechać do Hogwartu, gdyby wyrazili taką chęć, ale...
- Nie trzeba! - Harry niemal zerwał się z krzesła. - To znaczy... Nie chcę psuć im
świąt. Na pewno będą mieli bardzo dużo na głowie. Nie chcę, żeby przeze mnie
musieli jechać taki szmat drogi. A znam ich na tyle dobrze, że wiem, iż pewnie
spróbują, ale niech im pan na to nie pozwoli. Proszę. Nie zniósłbym myśli, że
mógłbym popsuć im święta. Hermiona i Ron pewnie też będą chcieli ze mną zostać,
ale proszę ich przekonać do wyjazdu. Pana z pewnością posłuchają, nawet jeżeli
mnie nie będą chcieli. Chciałbym, aby spędzili święta z rodziną, dopóki jeszcze nie
rozpętała się prawdziwa wojna i wciąż mają taką możliwość! - wypalił Harry i wziął
głęboki oddech, gdyż brakło mu tchu.
Dumbledore uśmiechnął się do niego.
- Zawsze myślisz o innych, Harry.
Chłopak spuścił wzrok i wbił go w kant biurka.
Och, dlaczego czuł się tak podle? Ale musiał zostać z Severusem. Tylko z
Severusem. Inni mogliby wszystko popsuć.
- W takim razie nie będę cię już zatrzymywał. I wybacz, że musiałeś dokonać tak
trudnego wyboru, ale to dla twojego dobra, Harry. Chyba to rozumiesz?
Chłopak pokiwał głową, nie podnosząc wzroku. Dumbledore mógł być zmęczony i
przybity, ale z pewnością nie był głupi i gdyby tylko spojrzał w oczy Harry'ego,
mógłby domyślić się wszystkiego.
- Och, i jeszcze jedno. Profesor Tonks opowiadała mi o tym przyjęciu, które chciała
zorganizować w Hogsmeade. Jak rozumiem, ty także masz zamiar się na nie wybrać,
Harry? - Gryfon ponownie skinął głową. - Postaram się, aby zapewniono wam
najlepszą ochronę. Hogsmeade zawsze było bardzo bezpiecznym miejscem, ale w
tych okolicznościach najlepszym wyjściem będzie rozciągnięcie silnej bariery
ochronnej wokół miejsca waszej zabawy. Ja, a także profesorowie McGonagall,
Flitwick, Snape i Tonks, zajmiemy się tym, a więc będziecie mogli swobodnie się
bawić, nie martwiąc się o swoje bezpieczeństwo. - Harry skinął głową. - A więc, do
zobaczenia, Harry. I udanych świąt. - Dumbledore uśmiechnął się blado.
- Do widzenia, profesorze. - Gryfon zerwał się, skłonił szybko i czmychnął z gabinetu,
nie odwracając się ani razu.
***
Harry przez cały dzień nie widział Severusa. Możliwe, że było to spowodowane tym,