Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
chciał się upewnić, że dotrze do dormitorium już bez żadnych przeszkód. Chłopak
nie chciał ryzykować, zdejmując pelerynę. Przecież Filch mógł w każdej chwili wrócić.
Podszedł do Snape'a i ostrożnie dotknął jego dłoni, chcąc mu podziękować. Za
wszystko. Kiedy musnął szorstką skórę chłodnych palców, mężczyzna wciągnął
szybko powietrze a na jego ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech.
Harry wiedział, że im dłużej będzie to trwało, tym trudniej będzie mu przerwać i
wrócić do Pokoju Wspólnego. Dlatego zamknął oczy i ruszył przed siebie, obiecując
sobie, że ani razu się nie obejrzy. Usłyszał długie, oddalające się kroki.
Wtedy przed nimi uciekał. A teraz... teraz z trudem powstrzymywał się, aby za nimi
nie pobiec.
Czasami jedna osoba potrafi wszystko zniszczyć. Albo odbudować.
* "Breathe into me" by Red
--- rozdział 32 ---
32. Jealousy
Don't touch me please
I cannot stand the way you tease
I love you though you hurt me so
Now I'm going to pack my things and go
Once I ran to you
Now I'll run from you
This tainted love you've given
I give you all a boy could give you*
W sobotę podczas śniadania Ron i Hermiona zajęli się rozmową na temat
nadchodzących świąt, więc Harry mógł bezpiecznie pogrążyć się we własnych
myślach.
Miał wrażenie, że wciąż czuje na policzku dotyk Severusa i łapał się na tym, że co
jakiś czas dotyka swojej twarzy, jakby spodziewając się natrafić na chłodne, szorstkie
palce wyślizgujące się spod jego dłoni.
Wczoraj udało mu się wrócić do Pokoju Wspólnego w ostatniej chwili, ponieważ
Ginny zdążyła już zmobilizować Rona, Hermionę i Neville'a, na których niemal wpadł
w przejściu do siedziby Gryfonów. Ginny stwierdziła, że Harry został opętany albo
zauroczony i chłopak musiał się nieźle nagadać, aby wytłumaczyć im, że po prostu
chciał pójść do toalety i nie mógł zbyt szybko wrócić, bo wpadłby na Filcha. Wmawiał
sobie, że przynajmniej część z tego była prawdą.
Hermiona nie uwierzyła w jego bajeczkę o potknięciu się i zdarciu sobie kostek do
krwi przy upadku, ale nie zadawała pytań i zrobiła wszystko, co mogła, aby go
wyleczyć. Ron prawie się nie odzywał, rzucając podejrzliwe spojrzenia zarówno
jemu, jak i Ginny. Ale Harry miał już tego dosyć i wyraźnie mu to powiedział,
zaznaczając, że nie będzie mu się z niczego tłumaczył.
Coraz bardziej denerwowały go jego absolutne zaślepienie i zaborczość w stosunku
do siostry. W końcu Ginny nie była dzieckiem i mogła chodzić, z kim chciała. A przez
niego musiała się ukrywać.
Harry znał to uczucie. Tylko że on miał powody, aby się ukrywać. Prawdziwe
powody. Gdyby Ginny uparła się i przeciwstawiła Ronowi, mogłaby pewnie przyjść na
bożonarodzeniową imprezę razem ze swoim tajemniczym chłopakiem i nikt,
absolutnie nikt, poza Ronem oczywiście, nie patrzyłby na nią krzywo. Harry nie miał
takiej szansy. Już sobie wyobrażał miny przyjaciół, gdyby przyprowadził ze sobą
Severusa...
Widocznie już zawsze będzie musiał się ukrywać. I już zawsze będzie tym, który
wszędzie chodzi sam. Przecież Luna nie będzie go kryła do końca życia...
Do końca życia?
Zarumienił się lekko, kiedy zorientował się, o czym właśnie pomyślał, i szybko
wyrzucił to ze swej głowy. Za wcześnie, by się nad tym zastanawiać. Na razie nie
mógł być pewien nawet kolejnego dnia, a co dopiero... "reszty życia".
Inną sprawą było to, że Snape wolałby pewnie przez cały dzień wysłuchiwać
przepowiedni profesor Trelawney, popijając jej przesłodzone, aromatyzowane
herbatki, niż iść z nim na uczniowską imprezę, organizowaną przez tę "różowowłosą
niezdarę".
Harry uśmiechnął się do siebie, widząc w wyobraźni minę Severusa, gdyby mu to
zaproponował, ale w jego uśmiechu skrył się cień.
- Będziemy się świetnie bawić, prawda, Harry? - zapytał Ron, wyrywając go z głębin
własnych myśli. - Dziesięć dni bez nauki, bez sprawdzianów i prac domowych. I co
najważniejsze, dziesięć dni bez Snape'a - wyszczerzył się i poklepał go po ramieniu.
- Czyż to nie cudowna wizja?
"Jasne, że nie, ty kretynie" - pomyślał Harry, czując nagłą złość na przyjaciela.
- My będziemy się świetnie bawić, a on zostanie sam jak palec w tych swoich
mrocznych lochach i założę się, że będzie nas wszystkich przeklinał, bo nie będzie
mógł mieszać nas z błotem. Pewnie z tej wściekłości wyżyje się na skrzatach
domowych. Hahaha. Dobrze tak temu tłustowłosemu gnojkowi! - Ron zaczął
chichotać, nawet pomimo karcącego wzroku Hermiony, a Harry poczuł, jak coś
lodowatego zaciska się wokół jego serca.
Wiedział, że najprawdopodobniej będzie musiał opuścić Hogwart na święta.
Pamiętał, jak zawsze cieszył się z tego wyjazdu, jak cieszył się z możliwości
spędzenia świąt z Weasleyami, Hermioną, Ginny... A teraz? Teraz miał wrażenie,
jakby to miała być dla niego największa kara. Wcale nie miał ochoty wyjeżdżać.
Chciał spędzić te święta z Severusem. Naprawdę o tym marzył. Przecież nie może
go tutaj zostawić samego. Ron miał rację. Snape pewnie zawsze spędzał święta
samotnie. I z tego powodu nigdy ich tak naprawdę nie obchodził. Nie miał nikogo, z
kim mógłby je spędzić, nikogo, kto chciałby spędzić je z nim.
Ale teraz to się zmieniło. Teraz miał Harry'ego.
- Jak myślicie? - kontynuował Ron, uśmiechając się złośliwie. - Czy ten oślizły dupek
kiedykolwiek dostał od kogoś chociaż jeden prezent? - Harry skrzywił się. Starał się,
ale nie potrafił słuchać bluzg pod adresem Severusa z kamienną miną. Z każdym
słowem czuł coraz większą złość na przyjaciela i nie potrafił tego powstrzymać. -
Hahaha, pewnie nie. Kto chciałby dawać mu prezenty? Jedyne, na co zasłużył, to
torebka łajnobomb. Może poproszę Freda i George'a, żeby mu jedną wysłali? Taką z
mechanizmem spustowym, która wystrzela przy otwarciu. Hahaha. Wyobrażacie to
sobie?
- Nie zrobisz tego - wycedził wściekle Harry, czując, że jeszcze chwila i mu przyłoży.
Przyjaciele spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Na szczęście Gryfon potrafił jeszcze
na tyle trzeźwo myśleć, by natychmiast zrozumieć, co powiedział i błyskawicznie się
poprawić. - To znaczy... domyśliłby się, że to od nich, nie jest przecież durniem. I
kiedy wróciłbyś po przerwie świątecznej do Hogwartu, miałbyś przechlapane.
Zrównałby cię z ziemią. Daję ci po prostu dobrą radę, Ron - dodał, chociaż jedyne,
co chciał mu dać, to cios w twarz.
Lubił Rona, lubił jego towarzystwo. Ale czasami tak bardzo go irytował, iż z trudem
powstrzymywał się od tego, by nie wstać i po prostu nie odejść gdziekolwiek, byle
dalej od niego i jego idiotycznych tekstów. Albo nie odpowiedzieć mu czegoś, czego
potem mógłby żałować. Szczególnie, kiedy przyjaciel wpadał w tryb "Snape to
obrzydliwy, smrodliwy bydlak".
Ron skrzywił się i westchnął ciężko.
- Chyba masz rację, Harry... Ech, a mogłoby być tak zabawnie...
Hermiona pokręciła z politowaniem głową i zwróciła się do Harry'ego:
- Idziesz z nami na imprezę organizowaną przez Tonks, prawda?
Harry pokiwał głową, wbijając wzrok w stół. Nadal czuł płonący w swoim wnętrzu
gniew. Na Rona, za to, co mówił o Snapie. Na Hermionę, za to, że mu nie przerwała.