Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 162 163 164 165 166 167 168 169 170 ... 508
Перейти на страницу:

chciał się upewnić, że dotrze do dormitorium już bez żadnych przeszkód. Chłopak

nie chciał ryzykować, zdejmując pelerynę. Przecież Filch mógł w każdej chwili wrócić.

Podszedł do Snape'a i ostrożnie dotknął jego dłoni, chcąc mu podziękować. Za

wszystko. Kiedy musnął szorstką skórę chłodnych palców, mężczyzna wciągnął

szybko powietrze a na jego ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech.

Harry wiedział, że im dłużej będzie to trwało, tym trudniej będzie mu przerwać i

wrócić do Pokoju Wspólnego. Dlatego zamknął oczy i ruszył przed siebie, obiecując

sobie, że ani razu się nie obejrzy. Usłyszał długie, oddalające się kroki.

Wtedy przed nimi uciekał. A teraz... teraz z trudem powstrzymywał się, aby za nimi

nie pobiec.

Czasami jedna osoba potrafi wszystko zniszczyć. Albo odbudować.

* "Breathe into me" by Red

--- rozdział 32 ---

32. Jealousy

Don't touch me please

I cannot stand the way you tease

I love you though you hurt me so

Now I'm going to pack my things and go

Once I ran to you

Now I'll run from you

This tainted love you've given

I give you all a boy could give you*

W sobotę podczas śniadania Ron i Hermiona zajęli się rozmową na temat

nadchodzących świąt, więc Harry mógł bezpiecznie pogrążyć się we własnych

myślach.

Miał wrażenie, że wciąż czuje na policzku dotyk Severusa i łapał się na tym, że co

jakiś czas dotyka swojej twarzy, jakby spodziewając się natrafić na chłodne, szorstkie

palce wyślizgujące się spod jego dłoni.

Wczoraj udało mu się wrócić do Pokoju Wspólnego w ostatniej chwili, ponieważ

Ginny zdążyła już zmobilizować Rona, Hermionę i Neville'a, na których niemal wpadł

w przejściu do siedziby Gryfonów. Ginny stwierdziła, że Harry został opętany albo

zauroczony i chłopak musiał się nieźle nagadać, aby wytłumaczyć im, że po prostu

chciał pójść do toalety i nie mógł zbyt szybko wrócić, bo wpadłby na Filcha. Wmawiał

sobie, że przynajmniej część z tego była prawdą.

Hermiona nie uwierzyła w jego bajeczkę o potknięciu się i zdarciu sobie kostek do

krwi przy upadku, ale nie zadawała pytań i zrobiła wszystko, co mogła, aby go

wyleczyć. Ron prawie się nie odzywał, rzucając podejrzliwe spojrzenia zarówno

jemu, jak i Ginny. Ale Harry miał już tego dosyć i wyraźnie mu to powiedział,

zaznaczając, że nie będzie mu się z niczego tłumaczył.

Coraz bardziej denerwowały go jego absolutne zaślepienie i zaborczość w stosunku

do siostry. W końcu Ginny nie była dzieckiem i mogła chodzić, z kim chciała. A przez

niego musiała się ukrywać.

Harry znał to uczucie. Tylko że on miał powody, aby się ukrywać. Prawdziwe

powody. Gdyby Ginny uparła się i przeciwstawiła Ronowi, mogłaby pewnie przyjść na

bożonarodzeniową imprezę razem ze swoim tajemniczym chłopakiem i nikt,

absolutnie nikt, poza Ronem oczywiście, nie patrzyłby na nią krzywo. Harry nie miał

takiej szansy. Już sobie wyobrażał miny przyjaciół, gdyby przyprowadził ze sobą

Severusa...

Widocznie już zawsze będzie musiał się ukrywać. I już zawsze będzie tym, który

wszędzie chodzi sam. Przecież Luna nie będzie go kryła do końca życia...

Do końca życia?

Zarumienił się lekko, kiedy zorientował się, o czym właśnie pomyślał, i szybko

wyrzucił to ze swej głowy. Za wcześnie, by się nad tym zastanawiać. Na razie nie

mógł być pewien nawet kolejnego dnia, a co dopiero... "reszty życia".

Inną sprawą było to, że Snape wolałby pewnie przez cały dzień wysłuchiwać

przepowiedni profesor Trelawney, popijając jej przesłodzone, aromatyzowane

herbatki, niż iść z nim na uczniowską imprezę, organizowaną przez tę "różowowłosą

niezdarę".

Harry uśmiechnął się do siebie, widząc w wyobraźni minę Severusa, gdyby mu to

zaproponował, ale w jego uśmiechu skrył się cień.

- Będziemy się świetnie bawić, prawda, Harry? - zapytał Ron, wyrywając go z głębin

własnych myśli. - Dziesięć dni bez nauki, bez sprawdzianów i prac domowych. I co

najważniejsze, dziesięć dni bez Snape'a - wyszczerzył się i poklepał go po ramieniu.

- Czyż to nie cudowna wizja?

"Jasne, że nie, ty kretynie" - pomyślał Harry, czując nagłą złość na przyjaciela.

- My będziemy się świetnie bawić, a on zostanie sam jak palec w tych swoich

mrocznych lochach i założę się, że będzie nas wszystkich przeklinał, bo nie będzie

mógł mieszać nas z błotem. Pewnie z tej wściekłości wyżyje się na skrzatach

domowych. Hahaha. Dobrze tak temu tłustowłosemu gnojkowi! - Ron zaczął

chichotać, nawet pomimo karcącego wzroku Hermiony, a Harry poczuł, jak coś

lodowatego zaciska się wokół jego serca.

Wiedział, że najprawdopodobniej będzie musiał opuścić Hogwart na święta.

Pamiętał, jak zawsze cieszył się z tego wyjazdu, jak cieszył się z możliwości

spędzenia świąt z Weasleyami, Hermioną, Ginny... A teraz? Teraz miał wrażenie,

jakby to miała być dla niego największa kara. Wcale nie miał ochoty wyjeżdżać.

Chciał spędzić te święta z Severusem. Naprawdę o tym marzył. Przecież nie może

go tutaj zostawić samego. Ron miał rację. Snape pewnie zawsze spędzał święta

samotnie. I z tego powodu nigdy ich tak naprawdę nie obchodził. Nie miał nikogo, z

kim mógłby je spędzić, nikogo, kto chciałby spędzić je z nim.

Ale teraz to się zmieniło. Teraz miał Harry'ego.

- Jak myślicie? - kontynuował Ron, uśmiechając się złośliwie. - Czy ten oślizły dupek

kiedykolwiek dostał od kogoś chociaż jeden prezent? - Harry skrzywił się. Starał się,

ale nie potrafił słuchać bluzg pod adresem Severusa z kamienną miną. Z każdym

słowem czuł coraz większą złość na przyjaciela i nie potrafił tego powstrzymać. -

Hahaha, pewnie nie. Kto chciałby dawać mu prezenty? Jedyne, na co zasłużył, to

torebka łajnobomb. Może poproszę Freda i George'a, żeby mu jedną wysłali? Taką z

mechanizmem spustowym, która wystrzela przy otwarciu. Hahaha. Wyobrażacie to

sobie?

- Nie zrobisz tego - wycedził wściekle Harry, czując, że jeszcze chwila i mu przyłoży.

Przyjaciele spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Na szczęście Gryfon potrafił jeszcze

na tyle trzeźwo myśleć, by natychmiast zrozumieć, co powiedział i błyskawicznie się

poprawić. - To znaczy... domyśliłby się, że to od nich, nie jest przecież durniem. I

kiedy wróciłbyś po przerwie świątecznej do Hogwartu, miałbyś przechlapane.

Zrównałby cię z ziemią. Daję ci po prostu dobrą radę, Ron - dodał, chociaż jedyne,

co chciał mu dać, to cios w twarz.

Lubił Rona, lubił jego towarzystwo. Ale czasami tak bardzo go irytował, iż z trudem

powstrzymywał się od tego, by nie wstać i po prostu nie odejść gdziekolwiek, byle

dalej od niego i jego idiotycznych tekstów. Albo nie odpowiedzieć mu czegoś, czego

potem mógłby żałować. Szczególnie, kiedy przyjaciel wpadał w tryb "Snape to

obrzydliwy, smrodliwy bydlak".

Ron skrzywił się i westchnął ciężko.

- Chyba masz rację, Harry... Ech, a mogłoby być tak zabawnie...

Hermiona pokręciła z politowaniem głową i zwróciła się do Harry'ego:

- Idziesz z nami na imprezę organizowaną przez Tonks, prawda?

Harry pokiwał głową, wbijając wzrok w stół. Nadal czuł płonący w swoim wnętrzu

gniew. Na Rona, za to, co mówił o Snapie. Na Hermionę, za to, że mu nie przerwała.

1 ... 162 163 164 165 166 167 168 169 170 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)