Sekret Alchemika Sędziwoja
- Автор: Pilipiuk Andrzej
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:
– Ponad tysiąc dwieście pięćdziesiąt kilogramów – policzyłem.
– Honauer zabrał się do rzeczy z dużą pomysłowością. Do kotła wrzucono sporą ilość metali nieszlachetnych. Następnie dodano szczyptę czerwonej tynktury, czyli właśnie Kamienia Filozoficznego. Wszyscy opuścili komnatę, a władca własnoręcznie zamknął drzwi na klucz. Następnego dnia rankiem przybyli i otworzywszy zamki zbadali zawartość kociołka. Jak się okazało, wypełniony był do pewnej wysokości złotem bardzo wysokiej próby. Alchemik wymówił się od natychmiastowej produkcji kolejnych partii kruszcu, argumentując zwłokę koniecznością pomnożenia zapasów Kamienia Filozoficznego. Ponieważ książę naciskał, pewnej nocy mistrz ulotnił się, zabierając ze sobą jednego z kolegów po fachu, któremu groziło także zdemaskowanie.
– Jak odkryto jego matactwa? – zaciekawiłem się.
– To proste. W pracowni stała spora skrzynia na papiery. Wewnątrz oszust ukrywał małego chłopca, który po zamknięciu drzwi wydostał się i usunąwszy z kotła metale nieszlachetne wypełnił go złotem. Następnie ponownie ukrył się w skrzyni. Po wyjeździe mistrza zaczął "sypać".
– Sam dałbym się nabrać – uśmiechnąłem się.
– Książę nakazał ścigać zbiegów. Natrafił na ich ślad u swojego sąsiada, hrabiego von Schamburga, w Oldenburgu. Można powiedzieć, że więźniowie wpadli z deszczu pod rynnę, bo nowy opiekun usiłował za wszelką cenę wydrzeć im tajemnicę przemiany ołowiu w złoto… Ostatecznie wydał ich dotychczasowemu mecenasowi. Honauerowi udowodniono oszustwa na łączną sumę blisko dwieście tysięcy talarów, co było niewyobrażalnym majątkiem. Skazano go po długim procesie na ucięcie ręki, a następnie powieszenie. Książę nie poskąpił gorsza. Kazał zbudować wspaniała trybunę honorową, a z żelaza, którego pechowy adept sztuki tajemnej nie zdołał zamienić w złoto, wykonano żelazną szubienicę dziewięciometrowej wysokości. Co ciekawe, odlano ją w jednym kawałku, co samo w sobie stanowić musiało szczytowe osiągnięcie ówczesnej myśli technicznej. Ogółem straciło na niej życie co najmniej pięciu oszustów parających się szlachetną sztuką drenażu książęcej kieszeni przy pomocy Kamienia Filozoficznego…
– Czyli mówiąc, że minęły czasy żelaznej szubienicy, miała na myśli, iż niepowodzenie w tym przypadku nie przyniesie większego zagrożenia – mruknąłem.
Uśmiechnął się.
– Najważniejsze, to być po odpowiedniej stronie szubienicy – powiedział poważnie. Chodźmy do miasta, bo coś zgłodniałem.
Ruszyliśmy w dół po stoku, pozostawiając za sobą Wawel.
Rozdział VIII
Siedzieliśmy w niewielkim lokaliku, urządzonym w jednej z licznych krakowskich piwnic. Szef w zadumie spożywał parówki, ja zadowoliłem się solidną porcją frytek.
– Ładnie tu – powiedziałem, patrząc na wymurowane z gotyckich cegieł ściany.
Na wypalonej glinie odznaczały się jeszcze wgłębienia pozostawione przez palce ceglarzy sprzed pięciuset lat.
– Ładnie – potwierdził Szef. – To mi przypomina opowieść o sprycie krakowskich robotników.
– Z przyjemnością posłucham – uśmiechnąłem się.
– A więc pewnego razu inwestor kupił sobie, a może wynajął, taką piwnicę by urządzić w niej lokal gastronomiczny. Kupił okazyjnie, w ciemno. Niestety, jak się na miejscu okazało, w piwnicy na podłodze leżał głaz, co najmniej pięciotonowy, gigantyczny, szeroki… Przed urządzeniem lokalu należałoby go jakoś usunąć. Pierwszą myślą inwestora było wyciągnięcie go przez drzwi. Ale wejście było wąskie, a głaz, jak już wspomniałem, bardzo ciężki i odrobinę zbyt szeroki. Wybicie dziury w stropie i wyciągnięcie go za pomocą dźwigu nie wchodziło oczywiście w grę, bo piwnica była, podobnie jak ta, zabytkowa. Co ty byś zrobił na miejscu inwestora?
– No cóż. Przyniósłbym z samochodu piłę ultradźwiękową i…
– Uściślijmy, słyszałem tę historię ze dwadzieścia lat temu.
– W takim razie poszedłbym do kamieniarzy, do tych, którzy robią granitowe nagrobki. Przyszli by tu na miejsce i przecięli kamień na mniejsze kawałki tarczą karborundową.
– Jest to pewien pomysł. Ale to zdaje się wymaga chłodzenia wodą, użycia potężnego agregatu prądotwórczego…
– Wystarczy 360 wolt. Agregat można ustawić na ulicy…
– Inwestor nie wpadł widocznie na ten pomysł. Zgaduj dalej.
– Użyć materiałów wybuchowych – ugryzłem się w język.
– Materiałów wybuchowych – uśmiechnął się Szef. – Masz do dyspozycji trotyl i dynamit. A raczej nie masz do dyspozycji, bo za socjalizmu materiałami wybuchowymi dysponować mogło tylko państwo, a nie prywatne firmy rozbiórkowe.
– No nie wiem. Metodą egipską. Wywiercić rowy, wbić drewniane kołki, zalać wodą i poczekać, aż pęczniejące drewno rozsadzi kamień.
– Czyli witamy za dwa tygodnie. O ile rozsadzi. Egipcjanie łupali w ten sposób piaskowiec i wapień, a tu głaz był granitowy.
– Przecież używali granitu? – zdumiałem się.
– Tak, ale odcinali go za pomocą miedzianych pił – uśmiechnął się
Ja też się uśmiechnąłem.
– Przecież miedzianą piłą trudno ciąć nawet drewno – powiedziałem.
– Poniekąd masz rację. Miedź jest istotnie nieco zbyt miękka aby obrabiać nią kamień. Dlatego posypywali pod nią drobno pokruszone kawałki bazaltu lub radiolarytu. Kamyki wbijały się w metal i powstawało coś w rodzaju pilnika.
– A jak poradził sobie inwestor?
– Ano siedział i dumał, a wtedy podszedł do niego robotnik i obiecał za kilka tysięcy złotych, co wówczas było przypuszczam dobrą tygodniówką, poradzić sobie z tym problemem, i to przez jedną noc.
– I udało się?
– Oczywiście. Gdy rano inwestor wszedł do piwnicy, po kamieniu nie było nawet śladu.
– Jak oni to zrobili?
– Biznesmen też chciał się dowiedzieć i robotnik za drugi plik banknotów wyjaśnił. Rozebrali podłogę, wykopali dziurę, wrzucili kamień i zasypali.
– Polak potrafi – powiedziałem w zadumie.