Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sekret Alchemika Sędziwoja
Sekret Alchemika Sędziwoja - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sekret Alchemika Sędziwoja

Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:

Pan Tomasz otrzymuje z Muzeum Narodowego w Krakowie list informujący o propozycji wymiany traktatu „O rtęci siedemnastowiecznego alchemika Michała Sędziwoja na przechowywany w muzeum atanator, specjalny piec alchemiczny. Pan Samochodzik i Paweł Daniec jadą do Krakowa, gdzie okazuje się, że autorkami tej propozycji wymiany są dwie młode dziewczyny, Sanisława i Katarzyna Kruszewskie. Po początkowej rywalizacji panowie i panie łączą wysilki, aby rozwiązać szyfr z „Niemej księgi”, rzedstawiającej etapy produkcji złota. Doświadczenie przeprowadzone przez kuzynki w obecności pana Tomasza i Pawła zdumiewa bu muzealników.
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 42
Перейти на страницу:

– No to przejdźmy do drugiej części mojego zadania. Czy któraś z książek Storma trafiła do handlu po wojnie?

Palce antykwariusza zatańczyły po klawiaturze. Stukał w klawisze z szybkością karabinu maszynowego. Wreszcie na monitorze wyświetliła się lista.

– Ze stu sześćdziesięciu pozycji, które przed wojną sprzedano Stormowi, przez mój antykwariat przeszło ponad osiemdziesiąt – powiedział. – Wszystkie praktycznie zaraz po wojnie, gdy kupowałem księgi na Kazimierzu. Później trafiało do mnie nie więcej niż jedna co dwa-trzy lata. Oczywiście należałoby sprawdzić też w innych antykwariatach, sądzę, że trafiła tam po prostu reszta. Mieszkanie Storma przez jakiś czas stało zapewne otwarte i ktoś je wyrabował. Książki w większości przypadków były zapisane łacińskim alfabetem, dlatego nie zostały zniszczone.

– Rozumiem.

– Ale jest jeszcze coś. W moich spisach nie występuje ani jedno dzieło Sędziwoja.

– A to oznacza, może oznaczać, że najcenniejsze egzemplarze kolekcji gdzieś ukrył.

– Ma pan rację. Tak widocznie musiało być. Może uda się wam je odnaleźć.

– Właściwie to sam już nie wiem czego szukam – mruknąłem. – Szef chce chyba odnaleźć "Niemą Księgę", ale nie po to żeby ją mieć, a tylko w tym celu, aby dowiedzieć się do czego tym dwu miłym dziewczętom potrzebny jest atanator.

Stary antykwariusz mrugnął oczyma.

– A ty nie chcesz się tego dowiedzieć?

Zamyśliłem się.

– Chcę – odpowiedziałem. – Bo czuję, że tu chodzi o coś więcej. Pan Samochodzik sądzi, że to może być zagadka dawnych technologii, ale przecież mamy analizę chemiczną i komputerową symulację procesów chemicznych… bo przecież nawet osiemnastoletnia dziewczyna nie jest na tyle głupia, żeby wierzyć w możliwość zamiany ołowiu w złoto.

– Sędziwój ponoć umiał to zrobić – wyblakłe oczy zalśniły. – Zdecydowanie powinieneś bliżej zaznajomić się z tym człowiekiem.

– Wspomniał pan o życiorysie? – przypomniałem sobie.

– Aha. Trochę sfatygowany – wyciągnął z regału niedużą książkę wydaną w latach pięćdziesiątych. – Za to kosztuje doprawdy niewiele. Tylko dwadzieścia pięć złotych.

– Bardzo sfatygowany – zauważyłem. – Oprawa introligatorska będzie kosztowała…

– Mam też książkę o konserwacji starych druków i dokumentów – wyjął kolejny tom. – Kosztuje wprawdzie aż czterdzieści, ale za to będziesz mógł tamtą zakonserwować i oprawić własnoręcznie, a przy okazji poduczysz się przydatnego fachu. Do równych siedemdziesięciu złotych mogę dołożyć jeszcze broszurę zawierającą wzory różnych gatunków papieru.

– Siedemdziesiąt złotych to sporo pieniędzy. W ministerstwie kiepsko płacą – zauważyłem.

– No to dorzucę do kompletu jeszcze powieść przygodową dla dzieci autorstwa niejakiego Nienackiego. Bardzo sfatygowana, ale dobrze się czyta.

– Niech będzie – westchnąłem.

Zapakowałem kupione książki do torby i zapłaciłem. Zbierałem się już do wyjścia, gdy nieoczekiwanie otworzyły się drzwi i do ciemnego wnętrza antykwariatu weszła ciemnowłosa dziewczyna. Poznałem ją od razu. To była ta tajemnicza Stasia, która poprzedniego dnia wieczorem wymieniła krzyżyk kuzynki na bezcenny manuskrypt.

– Witam klientkę – uśmiechnął się pan Aaron. – Czym tym razem mogę służyć?

Spostrzegła mnie, ale nie speszona zajęła wolne krzesło przed ladą.

– Potrzebuję jakichś wspomnień dawnych mieszkańców Kazimierza – powiedziała. – Szczególnie z kręgów chasydzkich.

Mówiła w jidysz, ale dzięki dobrej znajomości niemieckiego łapałem sens wypowiedzi. Mówiła powoli, jidysz nie mógł być jej językiem ojczystym. Zapewne użyła go, żeby utrudnić mi zrozumienie.

– Zaraz czegoś poszukam – uśmiechnął się i zniknął na zapleczu.

– Znowu się spotykamy – powiedziałem.

Obrzuciła mnie obojętnym spojrzeniem.

– Zakochaj się we mnie, albo lepiej w mojej kuzynce i zdobądź nam piecyk – powiedziała obojętnie. – Nawet nie na stałe. Po kilku tygodniach zwrócimy do muzeum.

– Nie mam takich możliwości – powiedziałem. – Obawiam się, że za "Niemą Księgę" też go wam nie dadzą.

Uśmiechnęła się.

– Być może nie wie pan, że prawie kompletny atanator znajduje się w zbiorach kolekcji królewskiej w Uppsala w Szwecji. Przypuszczam, że król odda go nam za "Niemą Księgę", choć wywiezienie tego dzieła z kraju jest w naszym odczuciu czynem bardzo niegodnym, na który zdobędziemy się tylko w skrajnej ostateczności.

– Byłaby pani zdolna do wywiezienia tak cennego zabytku naszej kultury za granicę? – zdumiałem się.

– Naszej kultury? – prychnęła. – Przecież to francuski druk, czy też raczej miedzioryt. Poza tym z powrotem przywiozłabym atanator. Jeśli król okaże się wystarczająco inteligentny, dojdę z nim do porozumienia…

– Ciekawe, skąd taki piecyk znalazł się w Szwecji – zamyśliłem się. – I skąd pani wie, że mógłby posłużyć pani celom?

– To też pamiątka po Sędziwoju, w czasie potopu wpadło w ręce Szwedów wyposażenie jego pracowni w dworku…

Nieoczekiwanie urwała, jakby w obawie, że powiedziała już zbyt dużo. Uśmiechnęła się na widok powracającego antykwariusza.

– Trochę tego jest – powiedział kładąc przed nią dziesięć albo dwanaście książek. Spojrzała na nie uważnie, a potem odliczyła pięć banknotów pięćdziesięciozłotowych.

Uśmiechnął się i zgarnął je do kasy, podał jej reklamówkę. Włożyła tomiki do środka i podziękowawszy ruszyła do wyjścia.

– Może moglibyśmy porozmawiać – zaproponowałem.

Odwróciła się.

– Są tajemnice, które muszą pozostać w obrębie mojej rodziny – powiedziała. – Zdobądź dla nas piecyk, a conieco ci pokażemy.

A potem wyszła.

– Skąd wiedziała, ile zapłacić? – zagadnąłem.

– Albo bardzo dobrze zna ceny książek, albo odgadła – powiedział.

– Nie pomyliła się?

– Ani o złotówkę. Tyle zamierzałem zażądać i po długich targach opuścić ze trzydzieści złotych.

Zamyśliłem się.

– Poproszę taki sam komplet książek, jak ten, który kupiła – powiedziałem zdecydowanie.

– Zapiszę ci ich tytuły – powiedział- I poszukaj w bibliotece. Ja wiem, że masz przy sobie kartę płatniczą, ale to dla ciebie zbyt poważna suma.

– Skąd ona może pochodzić? – zapytałem.

– Z Ukrainy – odpowiedział błyskawicznie. – A w każdym razie ze wschodu. Jidysz, którym się posługuje, ma naleciałości rosyjskie i ukraińskie, musiała się go nauczyć może na podwórku, a może w szkole. Ale na pewno nie jest z naszych. My Żydzi wiemy, kto jest nasz a kto goj.

Pożegnałem się i wyszedłem.

Rozdział VII

Telefon Szefa * Sekrety Wawelu * Sala "Alchemia" * W cieniu żelaznej szubienicy * Książę Fryderyk i tragiczny los alchemika Honauera.

Powędrowałem powoli przez Stare Miasto. Odrobinę pobłądziłem, ale po czterdziestu minutach zatrzymałem się przed bramą Biblioteki Jagiellońskiej. W tym momencie zadzwonił mi w kieszeni telefon komórkowy. Odebrałem. Szef.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)