Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sekret Alchemika Sędziwoja
Sekret Alchemika Sędziwoja - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sekret Alchemika Sędziwoja

Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:

Pan Tomasz otrzymuje z Muzeum Narodowego w Krakowie list informujący o propozycji wymiany traktatu „O rtęci siedemnastowiecznego alchemika Michała Sędziwoja na przechowywany w muzeum atanator, specjalny piec alchemiczny. Pan Samochodzik i Paweł Daniec jadą do Krakowa, gdzie okazuje się, że autorkami tej propozycji wymiany są dwie młode dziewczyny, Sanisława i Katarzyna Kruszewskie. Po początkowej rywalizacji panowie i panie łączą wysilki, aby rozwiązać szyfr z „Niemej księgi”, rzedstawiającej etapy produkcji złota. Doświadczenie przeprowadzone przez kuzynki w obecności pana Tomasza i Pawła zdumiewa bu muzealników.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 42
Перейти на страницу:

– Pozwolę sobie zachować swój odmienny pogląd.

Wzruszyła ramionami i odeszła.

– Wiele godzin – uśmiechnąłem się sam do siebie.

Wszedłem do działu udostępniania zbiorów.

– Chciałbym rzucić okiem w materiały, z których korzystała przed kilkunastu minutami panna Stanisława Kruszewska – oświadczyłem zaskoczonemu archiwiście. – Jestem jej przyjacielem…

– Leżą jeszcze na stole – wskazał mi miejsce w czytelni.

Usiadłem i przysunąłem do siebie opasły tom. Na okładce czerniły się litery.

"Księga zamówień firmy stolarskiej E. Kwiatkowski i S-ka".

Dziesięć minut później natrafiłem na kilka stron rysunków i opis kompletu mebli zamówionych w 1938 roku przez cadyka Salomona Storma.

*

– Meble – mruknął Szef. – Komplet mebli.

– Tak. Szafa, cztery krzesła, stolik, sekretarzyk i biurko. Firma została zlikwidowana w 1947 roku. Właściciele wyjechali do Ugandy.

– Choroba – mruknął Szef. – Do Ugandy. Czy na rysunkach lub w kopiach zamówień była jakaś informacja o znajdujących się w tych meblach skrytkach?

– Niestety, ani słowa. Ale pewnie były. W blacie biurka, w dnie szafy, w siedzeniach krzeseł…

– Ciekawe, czy po wojnie Kwiatkowski nie próbował odszukać tych mebli. Zwróć uwagę, Pawle. Wykonał je, wyposażył w skrytki, mógł przypuszczać, że Storm ukrył w nich jakieś klejnoty. A bilet do Ugandy zapewne nie był specjalnie tani. Z drugiej strony, jeśli była to solidna firma z tradycjami, to niewykluczone, że etyka zabraniała mu prowadzenia takich poszukiwań.

– Co dalej? Jak odnajdziemy ten komplet?

– Chyba trzeba będzie dać ogłoszenie do prasy. I oblecieć wszystkie antykwariaty handlujące starymi meblami. Rozpoznasz je?

– Tak. Myślę że tak.

Szef poskrobał się po głowie.

– Kazimierz – mruknął. – Stare meble, albo po prostu meble porzucone lub pozostawione przez właścicieli. Chyba będziemy musieli przejść się do pana Aarona. Jeśli bywał zaraz po wojnie na Kazimierzu to nie da się wykluczyć, że oprócz książek rozglądał się także za innymi rzeczami.

Powędrowaliśmy. Deszcz już na szczęście nie padał. Zrobiło się znacznie chłodniej.

– Meble – powiedział w zadumie stary antykwariusz. – A jakże. Było tam sporo mebli. Część od razu wybrali sobie hitlerowcy, reszta została w mieszkaniach dłużej. Zaraz po wojnie rozszabrowano je.

– A te które zabrali hitlerowcy. Poszły do jakichś urzędów, czy do ich mieszkań? – zainteresowałem się.

– Nie mam pojęcia. Wybaczcie, ale to nie był dobry czas, żeby interesować się, co Niemcy robią z meblami. Bardziej martwiłem się o własne życie i bezpieczeństwo… Ale zaraz po wojnie działała tu taka komisja do spraw rezerw i surowców przejętych. Jeśli natrafili w jakimś opuszczonym mieszkaniu poniemieckim, albo w budynku urzędowym, na te mebelki, to na pewno je spisali, zabrali do magazynu, a potem poszły na użytek instytucji, albo różnych partyjniaków, co tu przyjechali w jednej koszuli na plecach i z teczkami pełnymi instrukcji.

Szef kiwnął głową ze zrozumieniem.

– Tylko jak to teraz odszukać – westchnąłem.

– Papiery komisji zabezpieczającej są zapewne w archiwum – uśmiechnął się starzec. – Jeśli wam się poszczęści, dowiecie się, gdzie trafiły. Jeśli były niezbyt ładne, ale solidnie wykonane, nadal mogą stać na przykład w gabinecie burmistrza, albo w jakimś innym miejscu.

Radzi nie radzi, wróciliśmy do archiwum.

Usiedliśmy w czytelni, wypisałem rewers. Dyżurny przeczytał go zdziwiony.

– Coś podobnego – powiedział. – Już druga osoba dzisiaj o to pyta.

Gestem wskazał mi stolik. Pod ciągle jeszcze leżącą księgą zamówień firmy Kwiatkowskiego znajdowała się gruba, opasła księga oprawiona w szare płótno. Otworzyłem ją.

– "Inwentarz ruchomości zabezpieczonych przez komisję zabezpieczającą mienie poniemieckie" – mruknął Szef. – Pawle, one znowu nas wyprzedzają.

– Muszą być albo bardzo inteligentne, albo też mają swoje źródła informacji – powiedziałem. – Być może lepsze od naszych. No, to trzeba szukać.

Spis wykonano ulicami, więc znalezienie Szerokiej nie zajęło nam dużo czasu.

– Jest – mruknął Pan Tomasz. – Komplet mebli. Dwa krzesła, stolik, biurko, sekretarzyk, biblioteczka. Przypuszczalny właściciel przedwojenny: Salomon Storm. Zabezpieczono 24 kwietnia 1945 roku, przekazano do magazynu nr 18.

– Trzeba ustalić jego adres – zapaliłem się.

– A co, sądzisz, że ciągle tam stoją?

– W tym kraju wszystko jest możliwe.

– Tu jest dopisek: decyzją nr 2367/843/1945 przekazano na użytek PPR.

– Na użytek. A oni to pewnie jakoś sobie rozdysponowali – zauważyłem. – Niewykluczone, że w ich archiwach znajdziemy informację, komu to przekazano. Szef podszedł do katalogu i dość długo w nim grzebał. Potem dyskutował z kierownikiem. Wreszcie wrócił zgnębiony.

– Nie jest dobrze – powiedział. – Nie mają tu żadnych dokumentów PPR, ani PZPR. Co gorsza nie wiedzą, gdzie mogły trafić.

– Zapewne archiwum przejęła SDRP, a teraz są w SLD – błysnąłem pomysłem.

– Wolisz chodzić po antykwariatach, czy wydeptywać czerwone dywany? – zagadnął Szef.

– Po antykwariatach. Sądzi pan, że nadal mają czerwone dywany?

– Sprawdzę – uśmiechnął się.

Do wieczora chodziłem po antykwariatach. Wszędzie pokazywałem kserokopie rysunków mebli Storma. Wszędzie żegnano mnie bezradnym rozłożeniem ramion. Zapadł zmierzch i chyba zanosiło się na deszcz, gdy wracając do hotelu w ciemnym zaułku koło Rynku Starego Miasta spostrzegłem witrynę jeszcze jednego sklepiku z antykami. Wszedłem. Dzwonek nad drzwiami brzęknął cicho, musiał być pęknięty, bo jego dźwięk zabrzmiał fałszywie. Z zaplecza wyłoniła się panna Kasia i obrzuciwszy mnie obojętnym spojrzeniem stanęła za ladą.

– Czym mogę służyć? – zapytała, uśmiechając się do jakichś swoich myśli.

– Szukam takich mebli – położyłem przed nią ksero.

Popatrzyła na nie obojętnie, a potem uśmiechnęła się kącikiem ust. Na jednym policzku miała delikatną bliznę.

– No cóż – powiedziała. – Chyba mogę coś dla pana zrobić.

Znikła na zapleczu; po chwili wróciła z krzesłem. Już pierwszy rzut oka pozwolił mi stwierdzić, że należy do kompletu.

– Ładne krzesło. – zachęciła. – Wyścielane włosiem, angielskie sprężyny, pokryte prawdziwą kozią skórą, oryginalna tapicerka i okucia…

– Ile kosztuje? – zaciekawiłem się.

– Czterysta złotych – uśmiechnęła się.

– Honorujcie karty płatnicze?

– Oczywiście.

Zapłaciłem. Zawinęła mi nabytek w papier i opakowała sznurkiem. Wracałem do hotelu jak uskrzydlony. Gdy wszedłem do pokoju, Szef siedział przy stoliku i skrobał coś w zadumie na kartce.

– No i co zdziałałeś?

– Wypatrzyłem, gdzie rezydują nasze przeciwniczki i kupiłem krzesło Storma – pochwaliłem się.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)