Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sekret Alchemika Sędziwoja
Sekret Alchemika Sędziwoja - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sekret Alchemika Sędziwoja

Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:

Pan Tomasz otrzymuje z Muzeum Narodowego w Krakowie list informujący o propozycji wymiany traktatu „O rtęci siedemnastowiecznego alchemika Michała Sędziwoja na przechowywany w muzeum atanator, specjalny piec alchemiczny. Pan Samochodzik i Paweł Daniec jadą do Krakowa, gdzie okazuje się, że autorkami tej propozycji wymiany są dwie młode dziewczyny, Sanisława i Katarzyna Kruszewskie. Po początkowej rywalizacji panowie i panie łączą wysilki, aby rozwiązać szyfr z „Niemej księgi”, rzedstawiającej etapy produkcji złota. Doświadczenie przeprowadzone przez kuzynki w obecności pana Tomasza i Pawła zdumiewa bu muzealników.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 42
Перейти на страницу:

– Co nam to da? – zainteresowałem się.

– Och, to proste. Skąd Storm mógł mieć pisma Sędziwoja? Mógł je kupić albo natrafił na skrytkę. Poza tym, te miłe cielątka musiały gdzieś zdobyć "Traktat o Rtęci". Albo go kupiły, albo przywiozły gdzieś spoza miasta, albo też dobrały się już do biblioteki Storma. Tak czy siak, pójdziesz i sprawdzisz. Wynotujesz, jakie księgi miał w swojej kolekcji, a potem zbadasz, czy coś z tego pojawiło się po wojnie w handlu.

– A pan, Szefie?

– A ja pójdę na Wawel. Coś tam muszę sprawdzić…

Rozstaliśmy się na ulicy Stradom. Zakręciłem w stronę Rynku, a Pan Samochodzik powędrował naprzód.

Rozdział VI

Ponowna wizyta w antykwariacie * Uczę się targować * Ponowne spotkanie ze Stasią * Skąd wziąć atanator?

Pan Aaron na mój widok nie okazał większego zdziwienia.

– Cóż tym razem sprowadza? – zagadnął z uśmiechem. – Udało wam się coś ustalić, czy też coraz więcej zagadek?

– Mam pytanie – wyłuszczyłem mu prośbę Szefa.

– No, macie szczęście, że trafiliście właśnie na mnie – uśmiechnął się.

W jednym z pokoi na zapleczu antykwariatu stał komputer. Staruszek usiadł przy nim i ostrożnie wystukał palcami odpowiednie komendy. Z pudełka wyjął CD-Rom i umieścił do w czytniku.

– Mój prawnuk wstukał mi w maszynę wszystkie wykazy – wyjaśnił. – Bez tego szukalibyśmy przez całe miesiące.

Po chwili urządzenie wypluło listę książek.

– To wszystko, co kupił Storm. A teraz zobaczmy, od kogo kupili to moi poprzednicy… No proszę. Coś podobnego!

Jego twarz rozjaśnił chytry uśmiech.

– Jan Moritz von Jungfrau sprzedał w 1887 trzydzieści książek i listów pozostałych po alchemiku Michale Sędziwoju w sześciu różnych antykwariatach… – zamyślił się na chwilę. – W co najmniej sześciu – uzupełnił – Nie mam przecież kompletu ksiąg. A więc handlowano nimi przez następne czterdzieści lat. Głównie jeden antykwariat sprzedawał drugiemu, cenę oczywiście cały czas podbijano. Kilka trafiło w ręce różnych klientów, ale część wróciła z powrotem. W latach dwudziestych wszystkie, które przeszły przez tych bukinistów, których wykazy mam, wykupił cadyk Salomon Storm. O, jest jeden wyjątek. Jedną pozycję kupiła w 1921 roku młoda dama.

– Jak się nazywała?

– Tego niestety nie wiem – westchnął. – Proszę mnie dobrze zrozumieć. Prowadzenie takich spisów teoretycznie w ogóle nie powinno mieć miejsca. Inaczej. Oczywiście, w tym fachu zawsze zapisuje się, od kogo się kupiło, ale nigdy nie powinno się zapisywać, komu się sprzedało. Ale to takie skrzywienie zawodowe. Jeśli ktoś kupuje manuskrypt, na który potem trafia się klient, to można próbować odkupić go z powrotem i odsprzedać drożej. Widzę, że się zgorszyłeś. Po prostu nie masz handlowej duszy – błysnął zębami. – Ale z tym to trzeba się urodzić. Zanotować można oczywiście tylko informacje o tych klientach, których się zna. Ale to nietrudne. Mamy niewielu przypadkowych nabywców. Z reguły kolekcjonerzy wpadają raz w tygodniu, inni dzwonią czy jest

już to, co zamówili. Są wreszcie tacy, nazwijmy uprzywilejowani, którzy tylko zostawiają telefon, a jak wpadnie coś z ich list, to my dzwonimy.

– Kim był ten Jungfrau? – zapytałem.

Starzec uśmiechnął się zadowolony.

– To była cała rodzina. Dostarczyli nam setki ciekawych książek. Można powiedzieć: stali dostawcy. Przez trzy pokolenia bogaciły się na nich krakowskie antykwariaty.

Popatrzyłem na niego zdumiony.

– To byli ludzie z głową na karku. Mieli firmę rozbiórkową. Zanim rozwalali budynek, zawsze dokładnie penetrowali strychy i piwnice.

– Czyli widocznie rozbierali kamienicę należącą do Sędziwoja i na strychu albo w jakimś zamurowanym pomieszczeniu znaleźli jego bibliotekę – domyśliłem się.

Westchnął ciężko.

– Z dedukcji piątka. Z przygotowania naukowego pała – podsumował mnie. – Obudź się, młody człowieku. Poczytaj sobie jakiś przewodnik. Wiesz co, nawet nie będziesz musiał daleko szukać…

Podszedł do regału z nowszymi książkami i zdjął z niego gruby tomik w lakierowanej okładce.

– Czterdzieści złotych – powiedział mrużąc oczy.

– A gdybym chciał tylko zajrzeć do środka?

– To tylko dwadzieścia za jedno zaglądniecie – uśmiechnął się.

– Nie ma handel, będzie bieda – zacytowałem jego własne słowa. – Ja chcę tylko zajrzeć i za to dwadzieścia złotych?

Tym razem zachichotał.

– Młody człowieku, widać od razu, że nie łapiesz za dobrze współczesnej cywilizacji. Ja tomik traktuję jak towar i zajrzenie też jak towar. A ty pomyśl chwilę i powiedz mi dlaczego.

– Rozumiem. To nie książka jest towarem, tylko zawarta w niej informacja. Ale czy jest warta aż dwadzieścia złotych?

– Możesz utargować na osiemnaście.

Zamyśliłem się.

– To mi się chyba nie opłaca. Jaką mam gwarancję, że w środku jest coś na temat kamienicy w której mieszkał Sędziwój, a jeśli nawet coś jest, to czy ta informacja do czegokolwiek się przyda.

Popatrzył na mnie jakby bardziej życzliwie.

– Więc teraz sam widzisz, że nie opłaca się kupić zajrzenia nawet za piętnaście złotych. A może ty byś chciał za dwanaście? Za mało dajesz…

– Jedno zajrzenie nie opłaca się nawet za dziesięć – mruknąłem. – Ani nawet za pięć.

– Ja wcale nie mówię, że się opłaca.

– Trzydzieści złotych za książkę – zaproponowałem znienacka.

– Trzydzieści złotych to jakby o dobre osiem złotych za mało – westchnął. – Pomyśl, że możesz tu spędzić jeszcze kilka dni. Z pewnością wiele razy będziesz chciał zajrzeć do środka. Co najmniej trzydzieści osiem razy…

Wyjąłem portfel i odliczyłem trzydzieści osiem złotych.

– Od razu widać, że nie lubisz się targować – uśmiechnął się. – A w tym jest cały urok handlu. Byłem gotów sprzedać ci ją za trzydzieści pięć złotych, albo nawet za trzydzieści cztery. A tak, twoja strata. No to sprawdź teraz, czy przynajmniej jest w niej ta informacja, której szukasz.

Przekartkowałem indeks i otworzyłem na odpowiedniej stronie.

– Kamienica Sędziwoja została zburzona prawdopodobnie w końcu osiemnastego wieku. W 1809 roku w tym miejscu wzniesiono budynek, który rozebrano w 1908 by w jego miejscu wybudować gmach Towarzystwa Rolniczego – zreferowałem zdobyte informacje.

– No widzisz. Jeśli ty teraz chcesz sprzedać mi tę książkę, to dam za nią dwadzieścia dwa złote – uśmiechnął się chytrze.

Polubiłem go.

– Książka się przyda – powiedziałem chowając ją do torby. – Sam pan mówił, że posiedzę tu jeszcze kilka dni. Przewodnik po tym pięknym mieście może być mi potrzebny.

– Pan Samochodzik słusznie wybrał sobie ciebie na pomocnika – uśmiechnął się – Ale jeszcze wiele musisz się nauczyć. Myślę, że powinieneś poczytać sobie życiorys Sędziwoja. Może tam natrafisz na jakieś wskazówki prowadzące do jego biblioteki. Tak czy siak, nawet jeśli była zamurowana gdzieś w jego kamienicy, to została znaleziona znacznie wcześniej, niż do nas trafiła.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)