Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]

Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:

Szef wielkiej stacji telewizyjnej dokonuje epokowego odkrycia — znajduje metodę tworzenia mikrotuneli podprzestrzennych, które pozwalają zajrzeć kamerze w każde miejsce w teraźniejszości i przeszłości... W przezroczystym świcie nic nie ukryje się przed kamerą. Ludzie zaczynają szukać sposobów na ukrycie swojej prywatności i swoich zbrodni…
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 83
Перейти на страницу:

— Może w twojej złoconej klatce nie jest to tak widoczne, ale świat nadal jest miejscem dzikim i gwałtownym. Potrzebujemy raczej maszyny, która pozwoli nam dostrzec punkt widzenia drugiego człowieka. Jeśli tego nie osiągniemy, całe reprogramowanie świata pójdzie na marne.

— Naprawdę się złościsz, co? — rzucił drwiąco.

— Złoszczę się? Na szarlatanów takich jak Billybob? Na tych współczesnych frenologów i lobotomistów, i lekarzy nazistów, którzy grzebią nam w głowach, a może nawet zagrażają przyszłości gatunku, gdy jednocześnie świat wokół rozpada się na kawałki? Oczywiście, że się złoszczę. A ty nie?

Spojrzał na nią zdziwiony.

— Chyba muszę się nad tym zastanowić… Popatrz, przyspieszamy.

Święte Miasto wyrosło przed nimi. Ściana była jak ogromna, ustawiona pionowo równina, z wrotami błyszczącymi niczym prostokątne kratery.

Roje ludzi spływały w rozdzielonych strumieniach ku bramom, jakby wciągane gigantycznym wirem. Bobby i Kate spłynęli do środkowej. Kate czuła podniecający pęd, gdy łuk bramy otworzył się przed nią, choć nie było tam prawdziwego poczucia ruchu. Jeśli się trochę skupiła, wciąż czuła swoje ciało siedzące spokojnie na twardym krzesełku stadionu.

Mimo to jazda była niezła.

W pewnej chwili przemknęli przez bramę, przez lśniący tunel bladoszarego światła i poszybowali nad błyszczącą złotą powierzchnią.

Kate rozejrzała się, szukając ścian, oddalonych pewnie o setki kilometrów. Zobaczyła jednak niespodziewanie artystyczne rozwiązanie. Powietrze było przymglone, w górze płynęły nieliczne chmury, odbijające złocisty blask równiny. Nie widziała na odległość większą niż kilka kilometrów.

…A potem spojrzała w górę i zobaczyła lśniące mury miasta, wyrastające powyżej warstwy atmosfery na dole. Równina i proste krawędzie zlewały się z dalekim kwadratem, nieoczekiwanie wyraźnym i wysokim.

Ponad atmosferą było sklepienie.

— No, no. To jak pudło, w którym przysyłają księżyce. Czuła miękką i ciepłą dłoń Bobby’ego.

— Przyznaj. Zrobiło to na tobie wrażenie.

— Billybob i tak jest oszustem.

— Ale utalentowanym.

Powracała grawitacja. Ludzie wokół zniżali się jak żywe płatki śniegu, a Kate opadała wraz z nimi. Zobaczyła jasnoniebieską rzekę, rozcinającą złotą równinę. Brzegi porastał gęsty zielony las. Ludzie byli wszędzie, uświadomiła to sobie, rozproszeni na brzegu rzeki, na otwartych obszarach i w pobliżu budynków. Kolejne tysiące opadały z nieba dookoła niej. Z pewnością było ich więcej, niż mogło się zmieścić na stadionie. Bez wątpienia wielu z nich było tylko wirtualną projekcją.

Szczegóły krystalizowały się w miarę opadania: drzewa, ludzie, plamy światła na powierzchni rzeki. I w końcu najwyższe z drzew wyciągnęły się po bokach.

Szybko opadła na ziemię. Kiedy spojrzała w niebo, zobaczyła śnieżycę ludzi w białych szatach, opadających swobodnie i bez lęku.

Złoto leżało wszędzie: pod stopami i na ścianach najbliższych budynków. Obserwowała otaczające ją twarze. Wydawały się podniecone, szczęśliwe, wyczekujące, ale złoto przesycało całe powietrze żółtym światłem i ludzie wyglądali, jakby cierpieli na brak jakichś minerałów. Z pewnością te szczęśliwe uśmiechy były wirtualnymi podróbkami, wymalowanymi na zwyczajnych twarzach.

Bobby podszedł do drzewa. Zauważyła, że jego bose stopy zagłębiają się na centymetr czy dwa w trawie.

— Te drzewa mają więcej niż jeden rodzaj owoców — zauważył. — Popatrz. Jabłka, pomarańcze, limony…

— „Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia, rodzące dwanaście owoców — wydające swój owoc każdego miesiąca — a liście drzewa służą do leczenia narodów…”

— Podziwiam jego dbałość o szczegóły.

— Daruj sobie. — Schyliła się i dotknęła ziemi. Nie wyczuła źdźbeł trawy ani rosy, ani ziemi, tylko śliską, plastyczną gładź. — Billybob jest showmanem — powiedziała. — Ale tanim showmanem. — Wyprostowała się. — To nie jest nawet prawdziwa religia. Dla Billyboba pracują specjaliści od marketingu i analitycy biznesowi, a nie zakonnicy. Na kazaniach wychwala dobrobyt; twierdzi, że dobrze jest być chciwym i zachłannym. Porozmawiaj o tym z bratem. To zwykły fetyszyzm, bezpośrednie następstwo tego chrztu banknotów Billyboba.

— Mówisz tak, jakbyś przejmowała się religią.

— Nie. Uwierz mi — odparła zirytowana. — Rasa ludzka mogłaby świetnie dać sobie radę bez niej. Ale zła jestem na Billyboba i jemu podobnych. Przyprowadziłam cię, żebyś zobaczył, jaki jest potężny. Musimy go powstrzymać.

— A niby jak mam w tym pomóc? Podeszła trochę bliżej.

— Wiem, co twój ojciec próbuje zbudować. Rozwiniętą wersję technologii DataPipe. Zdalny wizjer.

Milczał.

— Nie oczekuję, że to potwierdzisz, czy zaprzeczysz. A ja nie powiem ci, skąd o tym wiem. Chcę tylko żebyś się zastanowił, co z tą techniką możemy osiągnąć.

Zmarszczył brwi.

— Natychmiastowy dostęp do informacji o wydarzeniach, gdziekolwiek nastąpią…

Machnęła ręką.

— O wiele więcej. Zastanów się nad tym. Jeżeli możesz otworzyć tunel w dowolnym miejscu, przestaną istnieć wszelkie bariery. Nie będzie murów. Możesz widzieć każdego, w dowolnej chwili. I tacy dranie jak Billybob nie będą mogli się ukryć.

Mocniej zmarszczył brwi.

— Mówisz o szpiegowaniu? Roześmiała się.

— Daj spokój, Bobby, Każdy z nas i tak bez przerwy jest pod nadzorem. Jesteś gwiazdą, odkąd skończyłeś dwadzieścia jeden lat; musisz wiedzieć, jakie to uczucie być obserwowanym.

— To nie to samo. Potrząsnęła go za ramię.

— Jeśli Billybob nie ma nic do ukrycia, nie ma się czego obawiać — powiedziała. — Spójrz na to w ten sposób.

— Czasami mówisz jak mój ojciec — odparł spokojnie. Umilkła, zaniepokojona.

Szli naprzód wraz z tłumem. Zbliżali się do wielkiego tronu z siedmioma tańczącymi kulami światła i dwudziestoma czterema mniejszymi tronami — powiększonej wersji rzeczywistych eksponatów, które Billybob ustawił na stadionie.

A przed wielkim głównym tronem stał Billybob Meeks.

Nie był to jednak ten gruby spocony mężczyzna, którego widziała na boisku. Ten Billybob był wyższy, młodszy, szczuplejszy i o wiele przystojniejszy, jak młody Charlton Heston. Choć oddalony przynajmniej o kilometr od miejsca, gdzie stała Kate, wyrastał nad kongregacją. I wydawało się, że wciąż rośnie.

Pochylił się, opierając ręce na biodrach. Głos miał potężny jak grom.

— „I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetla, a jego lampą — Baranek.”

Billybob rósł ciągle: ramiona miał jak pnie drzew, twarz jak ogromny dysk, który wyrastał już ponad niższe chmury. Kate widziała ludzi uciekających jak mrówki spod jego gigantycznych stóp.

Wtedy Billybob wyciągnął swój wielki palec wprost ku niej. Olbrzymie szare oczy błysnęły, a gniewne brwi na czole były jak marsjańskie kanały.

— „Nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka.” Czy jest w tej księdze twoje imię? Czy jesteś godna?

Kate krzyknęła, nagle porażona.

A wtedy potężna dłoń chwyciła ją i porwała w lśniące powietrze.

Poczuła jakby ssanie wokół oczu i uszu. Zalało ją światło, dźwięk i przyziemny zapach hot dogów.

Bobby klęczał przed nią; widziała ślady po okularach wokół jego oczu.

— Dorwał cię, co?

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)