Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 185
Перейти на страницу:

– Ty przeklęty suczy synu, niech no cię tylko dostanę, a obedrę ze skóry!

Przeklęty suczy syn już dawno zniknął bez śladu. Fang Shixian wpatrywał się w swoją ukochaną czapkę, mrugając pobliźnionymi powiekami, spod których pociekły dwie strugi łez, i chodził dokoła stawu. Ktoś doradzał:

– Chłopcze, idź do domu po długi kij bambusowy, wyciągniesz ją.

– Zanim przyniesie kij, czapka już dawno będzie pod wodą – zaprotestował kto inny. – Już zaczęła tonąć.

– Niech się rozbierze i pójdzie po nią. Kto wyłowi czapkę, dla tego czapka!

Fang Shixian zląkł się. Czym prędzej ściągnął swój nowiutki uniform, rozbierając się aż do majtek. Ostrożnie wszedł do stawu. Było głęboko; szybko zanurzył się aż po ramiona. W końcu udało mu się wyłowić czapkę. W czasie gdy spojrzenia wszystkich kierowały się w stronę środka jeziora, Shangguan Jintong dostrzegł młodego pokurcza, który wyskoczył nie wiadomo skąd niczym błyskawica, złapał roboczy strój Fanga i zniknął z nim w jakiejś bocznej uliczce. Jego chuda sylwetka tylko mignęła w oddali. Kiedy Fang Shixian wyszedł na brzeg z ociekającą wodą czapką w dłoni, czekała na niego tylko para podartych butów i dziurawych skarpetek. Rozejrzał się wokoło.

– A moje ubranie? Gdzie moje ubranie?! – krzyczał, a krzyki szybko zamieniły się w głośny płacz. Gdy zrozumiał, że jego ubranie zostało ukradzione, a posłanie czapki z psiej skóry na środek jeziora było częścią planu sprytnego złodziejaszka, zakrzyknął: – O Niebiosa! Po co dalej żyć? – i z czapką w dłoniach rzucił się do wody.

Ktoś krzyczał, żeby go ratować, lecz nikt nie miał ochoty na golasa skakać do stawu. Mroźny wiatr przewiewał do szpiku kości, najmniejsza kropla wody zmieniała się w lód. Mimo że woda w stawie była ciepła, wyjść z niej przyszłoby dużo trudniej niż wejść, toteż w czasie gdy Fang Shixian walczył o życie, ludzie zajęli się wychwalaniem sprytnego planu złodziejaszka: „Genialne! Po prostu genialne!"

Matka w jednej chwili zapomniała o tym, że właśnie prowadzą ją na publiczną paradę. Ta kobieta, która wychowała całe stado córek, teściowa wielu słynnych zięciów, strąciła z głowy spiczastą czapkę i kuśtykając na maleńkich stopach, popędziła w stronę stawu.

– Ludzie! Jak możecie tak stać i patrzeć, jak człowiek ginie? – rzuciła potępiająco w stronę gapiów.

Ściągnęła bambusową miotłę z czyjegoś straganu i stanęła na śliskim brzegu stawu.

– Hej, Fang! Fang, siostrzeńcze! – wołała. – Postradałeś zmysły? Łap szybko tę miotłę, wyciągnę cię na brzeg!

Słona woda zapewne nie przypadła do gustu Fangowi Shixianowi, bo stracił ochotę na topienie się. Złapał koniec miotły i wypełzł na brzeg jak oskubany kurczak. Wargi miał sine, z trudem obracał gałkami ocznymi, nie mógł mówić. Matka zdjęła własną kurtkę i zarzuciła mu na ramiona. W matczynym ubraniu wyglądał tak komicznie, że ludzie nie wiedzieli, czy się śmiać, czy płakać.

– Siostrzeńcze, wkładaj buty i biegnij szybko do domu. Leć tak szybko, żeby się spocić, bo inaczej zamarzniesz na śmierć – nakazała matka.

Fang miał palce tak zesztywniałe z zimna, że nie był w stanie wzuć butów. Kilku ludzi, zarażonych matczyną dobrocią, rzuciło się do pomocy i poniosło go biegiem do domu; jego sztywne jak patyki nogi ciągnęły się po ziemi.

Odziana jedynie w białą koszulę z cienkiego płótna, matka stała, obejmując się ramionami i odprowadzała wzrokiem ciągniętego Fanga Shixiana. Wiele pełnych podziwu spojrzeń skierowało się w jej stronę. Shangguan Jintong miał zupełnie inne odczucia co do postępku matki. Pamiętał doskonale, że był to ten sam Fang Shixian, który rok wcześniej kierował wioskową strażą ochrony zbiorów. Codziennie, gdy kończył się dzień pracy, stał przy wejściu do wioski i przeszukiwał koszyki i kieszenie wszystkich członków komuny. Pewnego dnia matka, wracając z pola, podniosła z drogi jeden słodki ziemniak i włożyła do swojego koszyka. Fang Shixian znalazł go i oskarżył ją o kradzież. Matka wyparła się, a ten drań spoliczkował ją dwa razy tak mocno, że pociekła jej krew z nosa. Krew lała się na białą koszulę, tę samą, którą miała na sobie w tej chwili. Komu by przeszkadzała śmierć tego próżniaka, który zadzierał nosa tylko dlatego, że zakwalifikowano go jako biednego chłopa? Uczucie, jakiego Jintong doznał w stosunku do matki, graniczyło z nienawiścią.

Przy wejściu do komunalnej rzeźni Jintong zobaczył Sha Zaohua, stojącą przed czerwoną tablicą z wypisanym żółtymi znakami sloganem. Był pewien, że miała coś wspólnego z nieszczęśliwym wypadkiem Fanga, a młody złodziejaszek musiał być jej uczniem. Skoro potrafiła ukraść diamentowy pierścionek prosto z palca księżniczki Moniki w pilnie strzeżonej restauracji „Morze Żółte", z pewnością nie interesowały jej robocze ubrania. To musiała być zemsta na niegodziwym człowieku, który pobił jej babcię. Shangguan Jintong natychmiast zmienił zdanie o Sha Zaohua. Zawsze uważał, że kradzież jest rzeczą naganną i była nią od zawsze. Teraz jednak doszedł do wniosku, że Sha Zaohua postąpiła słusznie. Oczywiście bycie złodziejem kur i psów nie jest niczym chwalebnym, ale ktoś taki jak Sha Zaohua, słynny na cały świat, zasługuje na podziw. Pomyślał z zadowoleniem, że rodzina Shangguan zyskała kolejną chorągiew, łopoczącą dumnie na wietrze.

Młody przywódca czerwonogwardzistów, bardzo niezadowolony z postępku matki, wziął do ręki megafon na baterię, rzecz już rzadko spotykaną w dzisiejszych czasach, lecz świetnie nadającą się do zastosowań rewolucyjnych i takim samym tonem, jak czynił to kilkadziesiąt lat wcześniej ważny ekspert do spraw reformy rolnej w Północno-Wschodnim Gaomi, oznajmił drżącym, to wznoszącym się, to opadającym głosem:

– Towarzysze… rewolucjoniści… czerwonogwardziści… towarzysze broni… biedni chłopi i średniozamożni chłopi… nie wolno wam… dać się omamić… fałszywej dobroci… reakcyjnej kontrrewolucjonistki… Shangguan Lu… która próbuje… nadać zły kierunek… naszej walce…

Młody przywódca czerwonogwardzistów, Guo Pingen, był maltretowanym synem dziwaka Guo Jingchenga, tego, który złamał nogę własnej żonie i nie pozwolił jej nawet zapłakać. Przechodząc obok ich domu, nieraz słyszało się odgłos uderzeń kijem i zduszone jęki kobiety. Raz pewien dobry człowiek nazwiskiem Li Wannian próbował tam wejść i uspokoić awanturnika, lecz ledwie zapukał do bramy, z podwórza nadleciał kamień i ugodził go skutecznie. Guo Pingen odziedziczył po ojcu okrucieństwo i niegodziwość. Odkąd zaczęła się „rewolucja kulturalna", zdążył już uszkodzić nerkę nauczycielowi Zhu Wenowi. Skończywszy swoją tyradę, zawiesił megafon na plecach, podszedł do Shangguan Lu i wymierzył jej kopniaka prosto w kolano.

– Na kolana! – zażądał.

Shangguan Lu krzyknęła boleśnie i uklękła, a Guo Pingen złapał ją za ucho.

– Wstawaj!

Ledwie się podniosła, kopnął ją znowu i przydusił stopą do ziemi. Wszystkie jego czynności były dokładną ilustracją popularnego sloganu: „Bij wrogów klasowych, aż padną na ziemię, a potem ich depcz".

Na widok bitej matki w sercu Shangguana Jintonga buchnęły płomienie gniewu. Zacisnął pięści i rzucił się na Guo Pingena, lecz ledwie podniósł na niego rękę, ten przygwoździł go swoim okrutnym spojrzeniem. Dwie głębokie bruzdy, zaczynające się w kącikach ust, przecinały brodę tego w rzeczywistości bardzo młodego chłopaka, upodabniając go do jakiegoś prehistorycznego gada. Jintong nieświadomie rozluźnił zaciśnięte pięści. Poczuł w sercu lodowaty dreszcz. Już chciał się odezwać, lecz Guo Pingen zamierzył się na niego, a czekające na wypowiedzenie słowa zmieniły się w żałosny jęk:

1 ... 142 143 144 145 146 147 148 149 150 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)