Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
jego skórze pląsają bolesne iskry, po czym, zagłuszając bijące głośno serce, zabrał
się do miażdżenia i siekania pancerzy chrabąszczy. Nie potrafił się jednak
powstrzymać i raz po raz jego wzrok wędrował ku czarnej sylwetce. Czasami ich
spojrzenia krzyżowały się, a wtedy Gryfon gwałtownie uciekał wzrokiem i starał się
nie myśleć o oddalających się, pogrążających w ciemności, odzianych w czerń
plecach i uśmiechającym się okrutnie Voldemorcie.
Przemęczenie i głowa niemal przez cały czas zajęta myślami poskutkowały tym, iż
mało nie brakło, a wrzuciłby do swojego wywaru jad kobry, zamiast jadu skorpiona,
co poskutkowałoby ogromnym wybuchem. Na szczęście Hermiona w porę
zauważyła, co chce zrobić, i powstrzymała go w ostatniej chwili, a następnie
próbowała besztać go szeptem, co stanowiło nieco komiczny widok.
Harry dosypał nieco poszatkowanej skórki kameleona, która była podstawowym
składnikiem Eliksiru Niewidzialności, zamieszał go i odstawił na dziesięć minut,
podczas których, podgrzewając się na średnim ogniu, miał nabrać intensywnie
pomarańczowej barwy. Patrzył w oleistą, bulgoczącą ciecz i czuł, jak jego powieki
stają się coraz cięższe, a głowa zamienia się w kamień, który niezwykle trudno
utrzymać na szyi. Obraz przed oczami zaczął się rozmazywać, kolory rozmywać,
światło zamieniać w jasne, mgliste plamy. Oczy same mu się zamknęły.
Nagle poczuł żar w kieszeni spodni. Zdezorientowany otworzył oczy i rozejrzał się
wokół, nie wiedząc, gdzie jest i co się dzieje. Jego wywar już dawno stracił
intensywnie pomarańczową barwę i w tej chwili zbliżał się do niebezpiecznie
wybuchowej czerwieni. Na powierzchni utworzył się ogromny, drżący bąbel, który
lada chwila...
Pochylił się i szybko zmniejszył ogień. Bąbel opadł. Chłopak odetchnął z ulgą i
rozejrzał się po sali. Hermiona była w składziku, a Ron walczył z łyżką, która zdawała
się utknąć w gęstej mazi, która powinna być eliksirem.
Pięknie, niemal zasnął nad kociołkiem... Coś go obudziło. Ale co?
Powróciło wrażenie ciepła, które nadal odczuwał w kieszeni. Serce zabiło mu
mocniej. Dyskretnie wyciągnął zielony, jarzący się kamień i bez trudu odczytał
świecące jasno słowa:
Obudź się, ty głupi chłopaku! Twój kociołek zaraz eksploduje!
Szybko schował kamień do kieszeni i przełykając ślinę, spojrzał na Severusa, by
skinąć mu głową w niemym podziękowaniu. Mężczyzna patrzył na niego głęboko
zaniepokojony, co wcale się Harry'emu nie podobało. Dlatego szybko odwrócił głowę,
przeklinając swoje szybko bijące serce, i wbił wzrok w blat ławki.
"On wie!" - tylko to kołatało mu w głowie. - "Domyślił się, że coś jest nie tak."
Musi zachować spokój. Musi udawać, że wszystko jest w porządku. Może Snape po
prostu się o niego... martwi?
W tej chwili ponownie poczuł narastające ciepło. Zawahał się.
Dlaczego tak się go boi? Przecież to był tylko sen. Przecież Severus jest... jest...
Zamknął oczy i wziął głęboki oddech, po czym sięgnął do kieszeni i zerknął na
kamień. W jego głębi widniał jaskrawy napis:
Co się z tobą dzieje?
Harry poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. Zacisnął klejnot w dłoni i wysłał
szybką odpowiedź:
Nic. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy.
Odważył się rzucić ukradkowe spojrzenie Mistrzowi Eliksirów, który zmrużył oczy i
patrzył na Harry'ego z niezmiennym zaniepokojeniem. Wyglądało na to, że wcale mu
nie uwierzył. Nic dziwnego. Gryfon sam by sobie nie uwierzył. Czuł się roztrzęsiony i
skołowany. I chyba tak samo wyglądał.
Próbował poukładać sobie wszystko, ale jakoś mu to nie wychodziło.
Może Hermiona miała rację? Może Snape naprawdę jest po stronie Voldemorta?
Może to on jest tym szpiegiem? I zainteresował się nim tylko dlatego, aby
doprowadzić go do swojego Pana?
Nie, to niemożliwe. Przecież gdyby tak było, mógłby zrobić to już dawno. Albo rzucić
na niego Confundus lub Imperius. Nie, tu musiało chodzić o coś innego.
Przecież Severusowi zależało na nim... widział to w jego oczach, kiedy uprawiali
seks. Widział, jak na niego działał...
Ale to przecież Snape. Sam powiedział, że potrafi grać. Że potrafi zmusić swój umysł
do wszystkiego...
Nie, to nieprawda! To nie mogła być gra!
Harry przetarł zmęczone powieki i spojrzał na swój kompletnie nieudany eliksir.
Wszystko było do niczego.
Zacisnął pięści i zagryzł wargę, walcząc z czymś mrocznym i lepkim, co przez cały
dzień oplatało zimną pajęczyną jego serce.
Czy to wszystko było... prawdą? Czy jedynie okrutną zabawą?
Uśmiechnął się gorzko do siebie. Nie był w stanie spojrzeć na Snape'a, który ogłosił
właśnie koniec zajęć i chodził po klasie, sprawdzając efekty pracy uczniów.
Czy to od początku było zaplanowane? Czy miało posłużyć jedynie do osiągnięcia
jakiegoś niewiadomego celu?
Słyszał, jak Mistrz Eliksirów znęca się słownie nad Neville'em za jego nieudany
eliksir. Ale nic go w tej chwili nie obchodziło.
Dlaczego przyszedł do niego wtedy w schowku? Dlaczego zrobił to, co zrobił?
Dlaczego zawsze był taki... podły? Przecież gdyby naprawdę chciał, gdyby mu
zależało...
Słyszał, jak Snape beszta Rona. Ten niski, groźny głos, który zawsze doprowadzał
go do stanu wrzenia... Poczuł drżenie w podbrzuszu. Zacisnął oczy w bezsilnej
złości.
Dlaczego pozwolił, aby to zaszło tak daleko? Dlaczego pozwolił mu się...
Padł na niego cień. Jego kostki pobielały od zaciskania, kiedy spojrzał w górę i
napotkał spojrzenie czarnych, bezdennych oczu, które teraz zwęziły się i przez
chwilę zdawały się badać jego duszę, a Harry wiedział, że pozwoliłby im zajrzeć
absolutnie wszędzie...
Dlaczego?
Snape ruszył dalej, nie zaszczyciwszy go żadnym komentarzem. A przecież widział,
jak bardzo Harry spartaczył swój eliksir. Poczuł na sobie zdziwione spojrzenia
przyjaciół, ale nie zwracał na nie uwagi.
Unosił się w pustce, a w jego uszach dzwoniło wśród ciszy tylko jedno słowo:
Dlaczego?
Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek, błyskawicznie spakował się i ignorując przyjaciół oraz
ciepło, które poczuł w kieszeni, wybiegł z klasy.
***
Harry kolejny raz przemył twarz zimną wodą i spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
Wyglądał, jakby nie spał od tygodnia. Zaczerwienione, podkrążone oczy i blada cera
mogły zdradzić każdemu, że coś jest z nim nie w porządku.
Powie mu po prostu, że ostatnio uczył się nocami, aby nadrobić zaległości.
Potrzebuje Eliksiru Bezsennego Snu. Miał plan. Ryzykowny, ale to było lepsze niż
proszenie Snape'a o to, by mu go dał. Mógłby zadawać pytania, a potrafił to robić w
taki sposób, aby zawsze uzyskać szczerą odpowiedź.
Spojrzał na wyblakłą już wiadomość w leżącym na umywalce kamieniu:
Myślisz, że mnie okłamiesz?
Z powrotem spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
Musi pamiętać o tym, że nie może nic pić. Musi o tym pamiętać. I jeszcze... nie, to
później. Na razie i tak nie miał pojęcia, w jaki sposób mógłby to zrobić. Będzie musiał
poprosić kogoś o pomoc. Może Lunę?
Zamknął oczy i odetchnął głęboko, walcząc ze zmęczeniem.
Tak, to był dobry plan.
Musiał być, bo nie miał innego.