Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
oczy.
- Pytałam, czy przeczytałeś notatki z Historii Magii? Wiesz, dzisiaj mamy test, gdybyś
zapomniał.
- A tak, wiem. Czytałem - skłamał.
- Co? - Ron wypluł jedzenie na talerz. - Z Historii Magii? Dlaczego mi nie
przypomniałaś, Hermiono?
Gryfonka obrzuciła go zdegustowanym spojrzeniem.
- Mówiłam ci o tym trzy razy. Wtedy, kiedy opowiadałeś Neville'owi o ostatnim meczu
Armat. Wtedy, kiedy opowiadałeś o tym Ginny. I wtedy, kiedy próbowałeś
opowiedzieć o tym Lavender Brown, ale nie chciała cię słuchać i szybko uciekła.
Ron zrobił urażoną minę.
- No wiesz, mogłaś wybrać inny moment...
- Tak, jedyny moment, w którym możliwe, że cokolwiek by do ciebie dotarło, to
moment, w którym jesz. Dlatego dowiedziałeś się o tym dopiero teraz. Powodzenia
na teście - uśmiechnęła się nieprzyjemnie, po czym wstała i odmaszerowała
dumnym krokiem.
Ron spojrzał na Harry'ego.
- Wredna małpa. Zrobiła to specjalnie.
- Taa... - mruknął Harry, chociaż nie słyszał niemal ani słowa z całej kłótni. Przed
oczami widział jedynie plecy oddalającego się Severusa.
Kątem oka zerknął ku stołowi nauczycielskiemu, starając się nie odwracać za bardzo
głowy.
A niech to! On znowu na niego patrzył! Tak, jakby wyczuwał myśli Harry'ego. Ale
chyba nie jest aż tak dobry, prawda? Nie zauważył... jeszcze?
Szybko powrócił do wgapiania się w swoje śniadanie.
Tu nie chodziło o to, że Harry nie chciał sypiać. Bardzo chciał. Ale w nocy atakowały
go nie tylko myśli. Obrazy były znacznie gorsze. Kiedy tylko zamykał oczy, widział
twarz Voldemorta, wykrzywioną tym okrutnym uśmiechem i jego żółte zęby pokryte
krwią Harry'ego. Widział Snape'a. Odchodzącego. Zostawiającego go.
Opuszczającego.
Dyskretnie potrząsnął głową, starając się, aby nikt tego nie zauważył, a w
szczególności Snape.
Wiele razy próbował sobie wmawiać, że to był tylko sen, ale im bardziej się starał,
tym bardziej wiedział, że to nieprawda.
Dlaczego po raz drugi przyśnił mu się Voldemort i krew? Dlaczego po raz drugi we
śnie pojawił się Snape, który najwyraźniej nie miał zamiaru mu pomóc? A nawet
jeszcze gorzej. Teraz wyglądało to tak, jakby... Harry przełknął ślinę... jakby to
Severus przyprowadził go do Voldemorta, a potem sobie po prostu odszedł.
Czy to było ostrzeżenie? Czy po prostu jego podświadome obawy? Obawy, że
Severus może okazać się kimś innym, niż ten, którego gra. Że to po prostu jedna z
jego masek.
Zacisnął powieki, czując jak coś ostrego zaczęło ściskać jego serce. Tak bardzo
żałował, że mu się to przyśniło. Tak bardzo pragnął, aby ten sen nigdy do niego nie
przyszedł i nie zerwał tych nici, które z takim trudem udało mu się rozciągnąć
pomiędzy sobą a Severusem. Były bardzo cienkie i każde najlżejsze naprężenie
mogło je uszkodzić. A teraz...
Westchnął głęboko, kolejny raz próbując odgonić te myśli.
Wiedział jedno - Hermiona mogła mieć rację. Będzie musiał go sprawdzić. Inaczej
oszaleje.
I będzie musiał wykraść dzisiaj podczas szlabanu trochę eliksiru Bezsennego Snu,
jeżeli chce jeszcze kiedykolwiek zasnąć. Nigdy więcej takich snów! Nigdy!
Ale jak to zrobić, żeby Severus niczego nie zauważył i nie nabrał podejrzeń?
Największym problemem było to, że Harry nigdy nie potrafił niczego przed nim ukryć.
Teraz też miał wrażenie, że Snape wie o wszystkim. Bo dlaczego przez cały czas
czuł na sobie jego spojrzenie? Wzrok, który ogrzewał jego kark sprawiał, że miał
ochotę zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu.
Harry przetarł klejące mu się powieki i usiłował stłumić ziewnięcie. Odsunął resztę
śniadania, mamrocząc, że nie jest już głodny i poinformował Rona, że spotkają się
przed klasą. Chłopak jedynie skinął głową, ponieważ usta miał zbyt zajęte.
Powoli powlókł się na korytarz, wbijając wzrok w podłogę. Był w połowie ziewnięcia,
kiedy usłyszał za sobą:
- Potter!
Odwrócił się i zobaczył zmierzającą ku niemu profesor McGonagall.
- Co się stało, pani profesor? - zapytał, widząc surowy, poważny wzrok, który w niego
wbijała.
- Dyrektor chciałby cię widzieć - oświadczyła, zatrzymując się przed nim i
spoglądając na niego z góry.
- Dyrektor? - Harry zamrugał. - Dumbledore wrócił?
- Profesor Dumbledore, Potter - poprawiła go nauczycielka. - Tak. I natychmiast chce z tobą porozmawiać.
- Teraz?
- Której części "natychmiast chce z tobą porozmawiać" nie zrozumiałeś?
Harry czuł się trochę oszołomiony. Na dodatek zaczęła go boleć głowa.
- Dobrze, już idę - powiedział i ruszył w stronę gabinetu dyrektora.
- Potter! - Głos McGonagall zatrzymał go na miejscu.
- Tak, pani profesor? - Odwrócił się do niej.
- Nie zapomniałeś o czymś?
Harry zmarszczył brwi. Chroniczne zmęczenie wcale nie pomagało szybciej kojarzyć.
- Glutki-ciągutki - powiedziała nauczycielka. Harry wytrzeszczył oczy.
- Co?
McGonagal przewróciła oczami.
- Hasło, panie Potter. A teraz pospiesz się - dodała. - I idź dzisiaj wcześniej spać.
Harry pokiwał głową i ruszył korytarzem.
Cholera! Skoro ona zauważyła, to Snape pewnie też się już zorientował.
Szlag!
I czego chce od niego Dumbledore? Czy podczas wyprawy przydarzyło się coś
nieoczekiwanego? Czy odkrył coś, o czym natychmiast musi powiedzieć Harry'emu?
Powodów mogło być tysiące. Zresztą, Harry bardzo chętnie dowiedziałby się, jak
przebiegają walki.
Kiedy wszedł do gabinetu, dyrektor siedział w swoim fotelu. Wyglądał na o wiele
bardziej zmęczonego, niż przed wyjazdem. Cienie pod dziwnie wyblakłymi oczami
powiększyły się, a twarz pokrywała sieć głębokich zmarszczek.
- Witaj, Harry - powiedział. Jego głos był zdarty i chropowaty, jakby stracił cały swój
wigor. - Usiądź.
Chłopak wykonał polecenie i czekał z niecierpliwością. Dumbledore oparł się na
krześle i wbił w niego poważne spojrzenie.
- Jak się trzymasz, Harry?
Chłopak wytrzeszczył oczy.
- Ee... całkiem dobrze, profesorze.
- Nie wyglądasz najlepiej.
"Podobnie jak pan" - pomyślał, ale nie powiedział tego głośno.
- Miałem ostatnio dużo nauki.
Dyrektor pokiwał w zamyśleniu głową.
- Jak zapewne zauważyłeś, mój wyjazd nieco się przedłużył. Mam nadzieję, że nie
wydarzyło się nic... nietypowego podczas mojej nieobecności. Nic, o czym
powinieneś mi powiedzieć, Harry? - Mężczyzna spojrzał na niego ponad swoimi
okularami-połówkami.
Gryfon potrząsnął głową.
- Nie, wszystko w porządku, profesorze. Nie wydarzyło się nic... nietypowego.
- Jesteś pewien, Harry? Nikt cię nie śledził? Nikt nie zadawał pytań odnośnie mojego
wyjazdu? Nikt nie zaczął się tobą nagle interesować?
Harry zagryzł wargę, kiedy w jego umyśle odbiły się echem słowa Hermiony i
ponownie potrząsnął głową.
- Nie. Dlaczego pan pyta?
- Hmm... - Dyrektor spojrzał w płonący i trzaskający cicho w rogu pomieszczenia
kominek. Wyglądał, jakby pogrążył się w swoich myślach. - Pamiętasz, kiedy
podzieliłem się z tobą swoimi obawami na temat krążącego po Hogwarcie szpiega? -
Harry skinął głową. - A więc teraz jestem tego niemal pewien. - Gryfon rozszerzył
oczy. - Pewnie jesteś ciekaw, gdzie podziewałem się przez cały ten czas, ale widzisz,
chłopcze... nie mogę zdradzić tego nikomu, ponieważ nadal nie wiem skąd... - Przez