Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Migotliwy swiat
Migotliwy swiat - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Migotliwy swiat

Электронная книга - «Migotliwy swiat». Краткое содержание книги:

Aleksander Grin, właściwie Gryniewski (1880–1932), jest pisarzem znanym i chętnie czytanym w Polsce. Przełożono już na język polski sporo jego opowiadań, opowieści i niemal wszystkie powieści („Biegnąca po falach”, „Droga donikąd”, „Złoty łańcuch”). Polskiemu czytelnikowi została wreszcie udostępniona jedna z najciekawszych powieści tego pisarza rosyjskiego „Migotliwy świat”, która może przykuć uwagę swoją sensacyjno-przygodową fabułą, utopijną futurologią, nietypową fantastyką i tajemniczością.
1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 47
Перейти на страницу:

Zjawił się od razu, ledwie doczytał list. Runa spięta nerwowo dostrzegła, że rozmawia z bezbłędnie działającym mechanizmem, ale był to mechanizm bezpieczny, w tryby którego można włożyć ciepło ręki bez obawy zranienia. Naczelnik był solidnej tuszy, postawny, z siwizną nad ostrym czołem; z jego szarych oczu wyzierały żołnierz i dziecko.

Gdy zobaczył Runę, zgasił wyraz zaciekawienia malujący się na jego twarzy i przybrał postawę służbową zgodnie z funkcją, którą piastował. Nieco jakby mimochodem i z pewnym zażenowaniem podkręcił wąsy, puścił je, chrząknął i równym, głębokim basem przemówił:

— Otrzymałem rozkaz. Zgodnie z nim muszę natychmiast udać się wraz z panią do celi numer pięćdziesiąt trzy. Spotkanie, jak na pewno zakomunikował pani pan minister, odbędzie się w mojej obecności.

— Tego nie wiedziałam. — Runa usiadła jakby porażona; nieoczekiwanie ogarnęła ją nieprzeparta rozpacz zaraz jednak wstała w przypływie nagłej energii i odwagi. — Proszę pana o pozwolenie widzenia sam na sam.

— Ależ nie mogę — powiedział naczelnik nieprzyjemnie zaskoczony możliwością zmiany utartych schematów swojego postępowania. — Nie mogę — powtórzył surowo.

Blednąc coraz bardziej dziewczyna bezgłośnie uśmiechnęła się.

— W takim wypadku zmuszona jestem co nieco panu wyjaśnić. Pańska obecność zepsuje moją rozmowę z Aysherem; zginie cały sens mojej wizyty. On i ja znamy się. Czy pan zrozumiał?

Mówiąc tak chciała wywołać tylko niejasną myśl co do swojego osobistego cierpienia. Ale w dziwny sposób sens tej tyrady zbiegł się w jednostronnie ukierunkowanym umyśle naczelnika z intencją ministra.

— Tak, zrozumiałem. — Nie chciał dalej rozwodzić się na ten temat w obawie przekroczenia oficjalnych reguł, nie mniej ponownie spojrzał na list i powiedział: — Myśli pani, że w ten sposób… — i po chwili dodał: — Proszę wyjaśnić, bo niezupełnie zrozumiałem.

Ale to wystarczyło Runie. Z głębokiego cienia dwuznaczności wypłynął nagle przejrzysty domysł. Zaczerwieniła się jak mak, co też między innymi utwierdziło naczelnika w uprzejmej lecz głęboko ukrytej do niej pogardzie; jej zaś sprawiło ból i radość. Odpowiedziała spuszczając oczy:

— Tak będzie lepiej.

Naczelnik, zastanawiając się, patrzył na nią przekonany, że ma rację: jeśli zaś chodzi o lakoniczność jej wyjaśnień, to po prostu był zdania, że nie uważa go za tępaka i chce, by zrozumiał ją wpół słowa. Gdy tak rozmyślał, powtórzyła swoją prośbę. Dostrzegając jak naczelnik wzruszył ramionami, dodała:

— To pozostanie między nami. Sytuacja jest wyjątkowa, nie zrobi pan zbyt wielkiego odstępstwa.

Mimo, że list ministra odrzucał wszelką podejrzliwość, naczelnik jeszcze się wahał powstrzymywany formalną sumiennością wobec słów listu,w pańskiej obecności”. Takie stwierdzenie stawiało go w niezręcznej sytuacji, pomyślał więc, że dobrze byłoby uwolnić się od niego, tym bardziej że nie było żadnego ryzyka. Jednak nie ta okoliczność stała się impulsem dla jego zachowania. Było to coś, co istnieje pomiędzy naszymi działaniami i zamierzeniami, co porusza rękę odruchowo parującą cios. Różnie określa się tę cechę: „coś pchnęło”, „stan chwili”, „sam nie wiem, dlaczego tak się stało” — oto wyrażenia, dzięki którym wyobrażamy sobie oblicze potężnego sprawcy, działającego w sferze naszych wzajemnych związków nieuchwytnymi środkami, tym bardziej szokującymi, gdy działają one na przekór wszelkim poczynaniom rozumu i uczucia, czego w danym wypadku nie było.

Pomyślał jeszcze chwilę i w końcu podjął decyzję, dalej już nie wahał się:

— Jeśli pani da mi słowo, proszę mi wybaczyć, ale jako osoba odpowiedzialna, jestem zmuszony tak mówić, jeśli pani da mi słowo, że w żaden sposób nie nadużyje mojego zaufania, wówczas pozostawię panią samą w celi na czas wskazany w liście.

Nie mniej niż minutę patrzyła na niego prosto i zdecydowanie i ta długa przerwa przydała jej słowom należną wagę i ciężar moralnej walki, co naczelnik przyjął za objaw zdumienia. Nie opuściła oczu, nie zmienił się wyraz jej przepięknej twarzy, gdy usłyszał głęboki i dumny głos:

— Pod tym względem daję panu słowo. — Sama nie uświadomiła sobie, ile wysiłku kosztowało ją, by wypowiedzieć te słowa, ale wydawało się, iż wewnątrz, jakby od wybuchu, runęła piękna budowla czystości, a ponad dymem i gruzem zabłysnął czysty płomień ofiarny.

— W takim wypadku — powiedział po krótkim milczeniu naczelnik — proszę iść za mną.

Włożył czapkę z daszkiem i skierował się ku drzwiom znajdującym się naprzeciw tych, którymi weszła Runa. Wyszli w kierunku jasno oświetlonego korytarza, który był prosty i długi jak ulica, zimny i dźwięczny. Na jego końcu znajdowały się okratowane drzwi; wartownik bacznie błysnął oczami; przekręcił klucz; dźwięk metalu zagrzmiał groźnym echem w czeluściach ogromnego budynku. Za tymi drzwiami widniał ciągnący się przez wszystkie sześć pięter wąski prześwit, na piętrach, z każdej strony wiły się chodniki, ogrodzone żelazem balustrad. Chodniki w różnych odległościach łączy się ze stalowymi, krętymi schodami pozwalającymi na komunikacje między poszczególnymi piętrami. Szeregi drzwi pojedynczych cel ciągnęły się wzdłuż każdej galerii; wszystko to razem przypominało wnętrza gigantycznych plastrów oświetlonych nieruchomym światłem elektrycznym. Po korytarzach bezszelestnie poruszali się wartownicy, lub też patrzyli w dół stojąc na łączących korytarze mostkach. Na oszałamiającej wysokości szklanego dachu świeciły się lampy łukowe; całe mnóstwo pomniejszych lamp świeciło się na ścianach pomiędzy drzwiami.

Runa nigdy wcześniej nie widziała więzienia; samo to słowo już ją przygniatało. Była oszołomiona, wszystko zmuszało ją tu do milczenia i smutku; ta czystość i dokładność rozbijały jej myśli. Asfaltowe, dokładnie wyczyszczone galerie błyszczały jak kałuże; miedź poręczy biała i szara farba ścian lśniły, wymyte nieskazitelnie: rozkosz rozpaczy obliczonej na długie lata. Jako żywo wyobraziła sobie, że już nie wyjdzie stąd; krew uderzyła jej do głowy, a nogi ociążały.

— To nie tak blisko — wyjaśnił naczelnik — jeszcze trochę w dół — i zbliżył się do zakrętu, za którym otwarła się galeria podobna do tej, którą minęli. Pośrodku stroma spirala stalowego trapu prowadziła do niższego piętra. Tu przeszli pod łukowym sklepieniem piwnicznego piętra do samego końca budynku, gdzie w poprzecznych korytarzach znajdowały się tak zwane tajne cele. Przed jedną z nich naczelnik raptownie zatrzymał się. Uzbrojony wartownik dostrzegłszy go podniósł się z taboretu, zasalutował i zameldował.

— Otwórzcie 53 — powiedział naczelnik.

Wartownik z pośpiechem zdradzającym bezgraniczne zdziwienie wprowadzić w ruch klucz i zasuwę. Potem otworzył ciężkie drzwi.

— Proszę panią — powiedział naczelnik do Runy, przepuszczając ją przed sobą; weszli razem w milczeniu, a drzwi szczelnie się zamknęły.

Runa zauważyła wyposażenie, ale zaabsorbowana czym innym, przypomniała sobie o tym później. Na łóżku ze spuszczoną głową siedział człowiek. Na jego nogach i rękach spoczywały kajdany; mocny, stalowy łańcuch opasujący go w talii ciągnął się do obręczy w ścianie.

— A cóż to, czy chcecie mnie pokazywać ciekawskim? — zapytał Drud wstając i pobrzękując kajdanami. — Patrzcie.

— Pozwolono panu na spotkanie w nadzwyczajnych warunkach. Ta oto dama będzie tutaj dwadzieścia minut. Taka jest wola wyższej władzy.

— Ach tak! Zobaczymy. — Spojrzenie Druda patrzącego na Runę wyrażało niezadowolenie. — Zobaczymy, do czego jesteście zdolni.

Naczelnik stropił się; spojrzał mimochodem na bladą twarz Runy, która odpowiedziała mu wzrokiem spokojnym lecz bezradnym. Ale on zrozumiał już, że Drud jej nie zna. W naczelniku zrodziły się podejrzenia. — Widzę, że pan nie poznaje mnie — znacząco i swobodnie powiedziała Runa, uśmiechnęła się przy tym beztrosko, że i naczelnik w porę opanowując się niemal się uśmiechnął. — Ale to światło… — Stanęła na środku celi, odrzuciła koronkę woalki. — Czy teraz mnie pan poznał? Tak, jestem Runa Beguem.

1 ... 8 9 10 11 12 13 14 15 16 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)