Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 192
Перейти на страницу:

Tworzyły tam kępę wszechobecne pnącza, biegnące pod kątem w kierunku grzęzawiska liści, które pochłonęło Roberta. Athaclena sprawdziła moc jednej z lepkich lin, po czym użyła jej, by wdrapać się na następny poziom.

Wiedziała, że powinna uważać z tempem. Bez względu na całą jej tymbrimską szybkość i zdolność przystosowania, jej muskulatura nie była tak silna jak u człowieka, a promieniowanie koronowe nie rozpraszało ciepła równie skutecznie jak gruczoły potowe Terran. Niemniej nie mogła zwolnić. Pędziła z pełną, używaną w nagłych przypadkach prędkością.

W liściastym gąszczu, w którym rozbił się Robert, było mroczno i ciasno. Athaclena mrugnęła i zaczęła węszyć, gdy tylko wkroczyła w ciemność. Zapachy przypominały jej, że jest to dziki świat, a ona nie jest dzikusem czującym się w dziewiczej dżungli jak w domu. Musiała wciągnąć witki, żeby nie zaplątały się w gąszcz. Dlatego właśnie dała się zaskoczyć, gdy coś wysunęło się z mroku i złapało ją mocno.

Nastąpił wypływ hormonów. Wciągnęła powietrze i okręciła się, by uderzyć w napastnika. W ostatniej chwili rozpoznała aurę Roberta, jego bardzo bliski, męski, ludzki odór oraz silne ramiona trzymające ją mocno. Athaclena doświadczyła chwilowego ataku zawrotów głowy, gdy reakcja gheer wyhamowywała ostro.

W tym stanie oszołomienia, gdy wciąż była unieruchomiona przez wywołaną zmianą sztywność, jej poczucie zaskoczenia zwiększyło się w dwójnasób. W tej właśnie chwili Robert zaczął dotykać jej ust swoimi ustami. W pierwszej chwili jego postępowanie wydało się jej bezsensowne i szalone. Później jednak, gdy jej korona rozwinęła się i Athaclena zaczęła znowu odbierać uczucia… nagle przypomniała sobie sceny z ludzkich wideodramatów, przedstawiające ludzkie metody poszukiwania partnerów oraz gry seksualne.

Burza emocji, która przewaliła się nad Athacleną, miała tak gwałtowny i sprzeczny charakter, że dziewczyna jeszcze przez moment stała jak wryta. Mogło być to też po części wywołane swobodną siłą jego uścisku. Dopiero gdy Robert wreszcie wypuścił ją z objęć, Athaclena cofnęła się od niego i wcisnęła w pień potężnego drzewa, dysząc ciężko.

— An… An-thwillathbielna! Naha… Ty… ty blenchuqu! Jak się ośmieliłeś… Cleth-tnub… — zabrakło jej tchu i musiała, dysząc powoli, zaprzestać swych wielojęzycznych przekleństw. Nie wydawało się zresztą, by naruszyły one łagodny wyraz dobrego humoru Roberta.

— Hmm, nie skapowałem wszystkiego, Athacleno. Mój siódmy galaktyczny wciąż jest raczej kiepski, mimo że nad nim pracuję. Powiedz mi, co to takiego… blenchuq?

Athaclena wykonała gest głową, wykręcając ją w sposób, który stanowił tymbrimski ekwiwalent poirytowanego wzruszenia ramion.

— Mniejsza o to! Powiedz mi natychmiast! Czy jesteś poważnie ranny? A jeśli nie, to dlaczego zrobiłeś to, co przed chwilą zrobiłeś? A po trzecie powiedz mi, dlaczego nie miałabym cię ukarać za to, że oszukałeś mnie i napadłeś w taki sposób!

Robert rozwarł szerzej oczy.

— Och, nie traktuj tego aż tak poważnie, Clennie. Doceniam sposób, w jaki przybiegłaś mi na ratunek. Byłem chyba jeszcze trochę oszołomiony i poniosło mnie z radości, że cię zobaczyłem.

Nozdrza Athacleny rozwarły się. Jej witki zafalowały, przygotowując nie wiedziała jaki zgryźliwy glif. Robert najwyraźniej to wyczuł. Podniósł rękę.

— Dobrze. Dobrze. Po kolei. Nie jestem poważnie ranny, tylko lekko podrapany. Właściwie, to było całkiem fajne.

Robert wymazał swój uśmiech, ujrzawszy wyraz jej twarzy.

— Hmm, co do pytania numer dwa, przywitałem cię w ten sposób, ponieważ jest to pospolity ludzki rytuał zalotów i czułem silną motywację, by wykonać go z tobą, choć przyznaję, że mogłaś go nie zrozumieć.

Athaclena zmarszczyła brwi. Jej witki podwinęły się pod wpływem zakłopotania.

— I wreszcie — Robert westchnął. — Nie przychodzi mi do głowy żaden powód, dla którego nie miałabyś mnie ukarać za moje zapędy. Jest to twoim przywilejem, podobnie jak przywilejem każdej ludzkiej kobiety byłoby złamać rękę za to, że dobierałem się do niej bez pozwolenia. Nie wątpię też, że potrafiłabyś to zrobić. Jedyne, co mogę powiedzieć na swoją obronę, to to, że złamana ręka jest niekiedy dla młodego ludzkiego mela ryzykiem zawodowym. W połowie przypadków zaloty nie mogą się właściwie zacząć, dopóki facet nie zrobi czegoś impulsywnego. Jeśli prawidłowo odczytał wskazówki, fem się to spodoba i nie podbija mu ona oka. Jeśli się pomylił, zapłaci za to.

Athaclena zauważyła, że wyraz twarzy Roberta stał się zamyślony.

— Wiesz co — ciągnął. — Nigdy dotąd nie analizowałem tego w ten sposób. Niemniej to prawda. Skoro już o tym mowa, może ludzie faktycznie są zwariowanymi cleth-tnubami.

Athaclena mrugnęła. Napięcie zaczęło z niej uchodzić, skapując z koniuszków jej korony, w miarę jak ciało dziewczyny wracało do normy. Węzły przekształcające pod jej skórą zapulsowały, wchłaniając na nowo strumień gheer.

Jak małe myszy — przypomniała sobie. Tym razem zadrżała odrobinę mniej.

W gruncie rzeczy przyłapała się na tym, że się uśmiecha. Niezwykłe wyznanie Roberta w sposób logiczny, a zarazem niemal zabawny, nadało sprawie sensu.

— To zdumiewające — stwierdziła. — Jak zwykle, w tymbrimskiej metodologii istnieją analogie. Nasi mężczyźni również muszą podejmować ryzyko — przerwała, marszcząc brwi. — Ale stylistycznie ta wasza technika jest tak prymitywna! Stopa błędów musi być przerażająca, ponieważ brak wam koron, które pozwoliłyby wyczuć, co czuje kobieta. Poza waszym prymitywnym zmysłem empatii możecie się kierować tylko aluzjami, kokieterią oraz mową ciała. Jestem zaskoczona, że w ogóle możecie się rozmnażać, nie zabijając się przed tym nawzajem!

Twarz Roberta pociemniała lekko. Athaclena wiedziała, że się zaczerwienił.

— Och, chyba trochę przesadziłem.

Nie mogła nie uśmiechnąć się po raz kolejny — nie tylko delikatny ruch ust, lecz autentyczne, pełne poszerzenie odstępu między oczyma.

— Tyle, Robercie, zdołałam już odgadnąć.

Oblicze człowieka poczerwieniało jeszcze bardziej. Spojrzał w dół, na swe dłonie. Zapadła cisza. Athaclena poczuła poruszenie we własnej głębokiej jaźni. Wykennowała prosty glif zmysłowy ki-niwullun… symboliczny chłopiec przyłapany na tym, co chłopcy w nieunikniony sposób robią. Gdy Robert tak siedział, jego otwarta aura speszonej szczerości zdawała się przysłaniać obcość jego twarzy o nie zmieniających położenia oczach i wielkim nosie. Sprawiała ona, że wydawał się Athaclenie bliższy niż większość kolegów w szkole.

Wreszcie dziewczyna wyśliznęła się z zakurzonej wnęki, w którą wcisnęła się w samoobronie.

— W porządku, Robercie — westchnęła. — Pozwolę ci wytłumaczyć, dlaczego czułeś „silną motywację”, by podjąć próbę wykonanią tego klasycznego ludzkiego rytuału zalotów z członkiem innego gatunku — to znaczy ze mną. Przypuszczam, że powodem był fakt, iż podpisaliśmy umowę czyniącą nas małżonkami. Czy uważasz, że honor zobowiązuje cię do skonsumowania jej, by zadośćuczynić ludzkiej tradycji?

Wzruszył ramionami, odwracając wzrok.

— Nie. Nie mogę tego użyć jako usprawiedliwienia. Wiem, że międzygatunkowe małżeństwa mają za zadanie załatwiać interesy. Rzecz w tym, że, no więc… Myślę, że to po prostu dlatego, że jesteś ładna i inteligentna, a ja czuję się samotny i… i może troszeczkę się w tobie zakochałem.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)