Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miedziany Król
Miedziany Król - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miedziany Król

Электронная книга - «Miedziany Król». Краткое содержание книги:

Akcja powieści toczy się w tym samym uniwersum co wcześniejsza powieść ukraińskiego duetu, Waran. Jej bohaterem jest potomek wyklętej przez większość ludów zamieszkujących ów świat rasy heksów; trudno się zresztą dziwić niechęci do kanibali. Natura obdarza go niesamowitą pamięcią; wystarczy mu raz przeczytać książkę, by potrafił zacytować ją bez najmniejszego choćby błędu.
Przypadek sprawia, że poznaje pradawne zaklęcie — prośbę skierowaną do tytułowego Miedzianego Króla: w zamian za rzecz szczególnie dla proszącego ważną Król dać ma to, czego w danej chwili proszący szczególnie potrzebuje, przy czym to Król, a nie proszący, decydować ma, co stanie się przedmiotem zamiany. Chłopak korzysta z owej wiedzy w sposób bezwzględny. Dzięki niej z niewolnika wspina się na sam szczyt społecznej drabiny — dowodzona przez niego armia jest w stanie konkurować z największymi potęgami tego świata. Czy aby jednak na pewno dzięki temu osiąga sukces? Czy może osiągnąłby go i tak, bez pomocy mitycznego Króla?
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 138
Перейти на страницу:

W towarzystwie chimajrydów zeszli po stoku wąwozu. Nowy władca zobaczył, że prace toczą się po dawnemu, kamienne zwały rumoszu przerzedziły się, a mur urósł. Zobaczył drewniane domki na miejscu obozu i dymy nad dolnymi kondygnacjami. Zrobiło mu się lżej na duszy.

Patrolowy zauważył ich i dał znak. Nagóreni stłoczyli się w zwarty szyk, nie obnażając kling, ale gotowi zrobić to w każdej chwili. Strażnicy także ustawili się w bojowym szeregu — pojawienie się chimajrydów oznaczało dla nich rychłe starcie.

— Wszyscy opuścić broń. Zawarliśmy sojusz z nagóreńskimi plemionami. Wojenny sojusz przeciwko Imperium… — Razwijar mówił bardzo cicho. Strażnicy, stojący bliżej niż wszyscy, przekazywali jego słowa towarzyszom. Narastał szmer, niezdecydowanie opuszczały się ostrza.

— Potrzebuję dwóch ochotników, którzy pójdą jako zakładnicy do Nagórza. Dwóch stamtąd zostanie u nas. Kto jest chętny?

— Do chimajrydów?!

Razwijar nie mógł nikogo winić, ponieważ zbyt szybko zmieniał się los, zbyt krwawa była wspólna historia Nagórenów i mieszkańców kamiennego zamku. Sam też nie wzbudzał w swoich ludziach zwykłej pewności — ledwie trzymał się w siodle, prawie tracąc przytomność. Strażnicy byli całkowicie zdezorientowani.

— Ja pójdę — powiedział Bran i wystąpił z szeregu. Razwijar początkowo nie rozpoznał go na placu przed zamkiem.

— Nie ty — machnął głową i ledwie poradził sobie z zawrotem głowy. — Nie ty, dziesiętniku, ty… — zawahał się, starając się wymyślić jakiś powód. — Ty jesteś mi potrzebny tutaj.

Chimajrydzcy jeźdźcy, stojący w półkole — ramię przy ramieniu — czujnie oczekiwali, kiedy zakończy się ta scena.

Strażnicy otrząsnęli się z zaskoczenia. Ruszyli do przodu, od razu trzech; Razwijar wzrokiem wybrał dwóch najmłodszych.

— Malec i Rudy. Dziękuję. Ja… — zaciął się. Ochotnicy spoglądali niego szczerze i z pełnym zaufaniem. — Ze mną nie zginiecie — wymówił w końcu. Po chwili dodał. — Nie mam zamiaru zdradzać sojuszników. Będziecie bezpieczni.

Kilka minut minęło na przygotowania i pożegnanie. Czując nadchodzącą słabość, trzymał się ramion Łuksa. Ten, nie patrząc na niego, przykrył jego rękę swoją dłonią.

— W zamku zostaną Dalekie Światło i Goniec Pod Wieczór — powiedział Razwijar.

— Dlaczego oni? — cicho zapytał przywódca oddziału chimajrydów, niemłody już jeździec z rzadką, siwiejącą brodą.

— A w czym oni są gorsi od innych? Przecież seniorzy wyrazili zgodę.

— Jeśli będziesz się na nich mścił…

Razwijar ostro odwrócił głowę. Znowu pociemniało mu przed oczami.

— Póki są zakładnikami, nie spadnie im włos z głowy. A potem… zobaczymy.

Już wchodząc do zamku, na stronie szeptem powiedział do dziesiętnika Brana:

— Wybacz. Oni by cię rozpoznali. I ktoś mógłby nie wytrzymać i porwać się z bronią na ciebie. A mnie potrzebny jest pokój.

* * *

Ledwie doszedł do siebie, przywołał Jaśkę. Pojawiła się, wyprostowana i opanowana, poły jej czarnego płaszcza zamiatały kamienną podłogę. Jej dłonie skrywały szerokie rękawy sukni.

— Co chcesz mi powiedzieć, władco?

— Jesteś zła? — zapytał po chwili.

— Nie — stanęła jeszcze bardziej wyprostowana, chociaż zdawało się, że jest to już bardziej niemożliwe. — Przyszłam wysłuchać twoich rozporządzeń.

— Usiądź, proszę.

Usiadła na skraju drewnianego fotela.

— Co z twoją ręką? Co z pierścieniem? Ty… nie zostałaś ranna?

Patrzyła na niego zarazem chłodnymi i pełnymi cierpienia oczami:

— Nic mi nie jest. Po raz pierwszy przekonałam się… odczułam przez chwilę, co to takiego siła wrogiego maga. On nie atakował. On tylko odbił mój atak i zabrał drużynę.

— Czy jest silny?

Kąciki ust Jaski drgnęły.

— Wystarczy o tym na razie — spokojnie przemówił Razwijar. — Masz jakiś pomysł, jak zdjąć przekleństwo?

— Nie. Ja nigdy… Powinnam pomyśleć. Ile czasu potrzebujesz?

— Nie wiem — jej głos zmienił się, z lodowatego stał się po prostu nerwowy.

— Przecież masz pierścień — łagodnie przypomniał Razwijar.

Dziewczyna milczała, zagryzając wargi.

— Przekleństwo nie jest zamknięte w pierścieniu. Tam jest inna rzecz.

— Co?

— Na dnie jeziora znajduje się… Leży jakaś rzecz. To ona jest przeklęta i ona utrzymuje przekleństwo. Jest na dnie.

— Możesz ją znaleźć?

— Jeśli trzeba, mogę — Jaska po raz pierwszy odwróciła wzrok. — Spróbuję.

— Co to jest?

— Nie wiem! — mimowolnie wzruszyła ramionami. — Nigdy nikogo nie przeklinałam.

— Zróbmy bilans — Razwijar zaczął wyginać palce. — Imperatorski mag jest bardzo silny.

Bezkarnie może latać nad Jeziorem. Na dnie leży jakaś rzecz, którą należałoby znaleźć, wyciągnąć i zdjąć przekleństwo… Wszystko to trzeba zrobić do pierwszego śniegu, zgodnie z naszą umową z seniorami. Coś jeszcze?

— To wszystko — oczy dziewczyny znowu zastygły, przemieniając się w dwa kawałki lodu.

— Nie wszystko — westchnął. — Jesteś na mnie bardzo zła.

— Jesteś moim władcą. Jak śmiałabym być na ciebie zła?

Westchnął głęboko. Komnata zakręciła mu się przed oczami. Powinien był wyjaśnić jej…

Powinien wytłumaczyć, to takie proste, że nawet dziecko by pojęło — magia nie jest wszechmocna. Groźby także. Na potężnego maga znajdzie się potężniejszy. Sojusz zawarty z lęku przed ogniewuchami, przetrwa dokładnie trzy dni i trzy noce. Ona zupełnie nie zna chimajrydów… nawet jeśli sypia z Łuną Księżyca.

Zamrugał odpędzając ciemność. Ostatnia myśl… tak, ona nie zna chimajrydów. Nawet Łuks nie rozumie swoich współplemieńców tak, jak rozumie ich Razwijar.

— Skoro nie jesteś zła, to nie bądź — wyrzekł, walcząc ze słabością. — Weź księgę „Kroniki chimajrydów”. Poczytaj. Czytał ją władca przed najeźdźczą wyprawą na nagóreńskie ziemie.

Może uda ci się zrozumieć…

— Przecież ja nie umiem czytać, mój władco.

— W takim razie ja ci poczytam — powiedział po chwili milczenia.

— Jak sobie życzysz, władco. Mogę odejść?

Podniosła się — czarna, wysmukła i wyniosła, nieznośnie obca.

— Idź.

Zamknęły się za nią drzwi.

* * *

Architekci i budowniczowie zakończyli pierwszy etap budowy.

Zaczął pracować tartak, przemieniając byłą tratwę handlarza Remysza w belki, deski, rusztowania i kozły. Praca w kuźni trwała dzień i noc; kuto gwoździe, narzędzia, groty strzał, ogniwa łańcuchów, noże i obręcze do beczek. Kładli kamienie w kupkę, układali bierwiona w przygotowane dla nich koryta. Kamienny zamek obrastał drewnianymi przybudówkami, a wewnętrzne wykończenie dolnych kondygnacji składało się prawie w całości z drewna.

Straż wypróbowywała nowe arbalety i metalowe maszyny. Razwijar czekał na wieści z Fier i obawiał się nowego ataku zbirów. Ani jego oczekiwania, ani obawy jak dotąd się nie potwierdzały.

Z górskich osad przybywali pasterze wraz ze swoimi stadami. Niekiedy najmowali się do pracy na dzień albo na tydzień i wracali do siebie z wiązanką drewnianych szczapek na plecach, zbliżała się bowiem zima, a w górach trudno było o dobry opał. Tych, którzy chcieli dostać pracę przybywało coraz więcej; rogacze, których w zamku nie było czym karmić rozeszły się po górach. Oddawano je chłopom na własność prawie za darmo.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)