Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przeczytała, zrobiła się równie czerwona ze złości, jak Harry.
- Jak on mógł? Co za bezczelny drań! Przecież był kiedyś twoim przyjacielem!
- To nieważne - odparł cicho Harry, próbując odebrać jej liścik, ale ona była szybsza i
odsunęła rękę.
- Jak to nieważne? Zniszczył twój eliksir. Zamierzasz się z tym pogodzić?
- Chce po prostu, żeby zostawili mnie w końcu w spokoju. Nie ma sensu wywoływać
jeszcze większej wojny. Jestem dla nich tchórzem i nic tego nie zmieni, ale nie będę
na dokładkę donosił, bo wtedy będziemy wrogami do końca życia.
- Więc ja to zrobię! - syknęła Gryfonka i zanim Harry zdążył zaprotestować, krzyknęła
w stronę pochylonego właśnie nad kociołkiem Zabiniego nauczyciela:
- Profesorze Snape!
Severus wyprostował się i wbił w nią podejrzliwe spojrzenie.
- O co chodzi, panno Granger?
- Hermiono, nie! - syknął cicho Harry, błagając ją wzrokiem, żeby przestała. Kiedy
Snape podszedł do ich ławki, Harry spróbował jeszcze ostatni raz. - Nie rób tego.
Wszystko w porządku.
Hermiona wyrwała rękę z jego uścisku i warknęła:
- Nie pozwolę, żebyś przez swoją głupia dumę zawalił eliksir.
Snape uniósł brwi, słysząc te słowa, i przeniósł wzrok na Harry'ego, który wbił
spojrzenie w ławkę.
- Proszę. - Hermiona podała nauczycielowi kartkę i oświadczyła: - Widziałam, jak
Seamus przysłał to Harry'emu. A tuż przed tym, ktoś zniszczył eliksir Harry'ego. To
na pewno on.
Harry podniósł głowę i zobaczył, jak twarz Snape'a zmienia się, kiedy mężczyzna
czytał wiadomość. W czarnych oczach zapłonął gniew, rysy wyostrzyły się, brwi
ściągnęły. Snape spojrzał na eliksir Harry'ego, a następnie na Seamusa, który starał
się patrzeć hardo, ale nie bardzo mu to wychodziło.
- Ona kłamie! - krzyknął łamiącym się głosem, pragnąc za wszelką cenę ratować
skórę.
- Panie Finnigan, Gryffindor traci przez pana trzydzieści punktów - powiedział Snape,
a z jego głosu wyciekała mrożąca wściekłość. - Zniszczony przez pana eliksir staje
się od tej pory pańskim i otrzymuje pan za niego "trolla". Po szlaban zgłosi się pan do profesor McGonagall, a teraz proszę zabrać swoje rzeczy i wynosić się z sali.
Natychmiast!
Kiedy Snape skończył, w klasie zapadła martwa cisza. Wszystkie oczy zwróciły się
na bladego jak ściana Seamusa, który otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł
uwierzyć w to, co się stało. Widząc wzrok Snape'a nie zwlekał jednak dłużej. Szybko
spakował swoje rzeczy i odprowadzany zaciekawionymi spojrzeniami uczniów, w
pośpiechu opuścił salę.
- Wracać do pracy - zagrzmiał Snape, kiedy trzasnęły drzwi, po czym zwrócił się do
Harry'ego. - Pan, panie Potter, dołączy do panny Granger i razem skończycie eliksir.
Zrozumiano?
Harry pokiwał tylko głową, zbyt oszołomiony, by odpowiedzieć. Przed chwilą jeszcze
wściekłość gotowała się w nim, jak woda, która gwiżdże i podrzuca pokrywkę, a teraz
czuł taką ulgę i szczęście, jakby, co najmniej, zdał wszystkie OWTMy na "wybitny".
Pochylił się do Hermiony i wyszeptał:
- Dziękuję. Teraz już wiem, dlaczego Ron tak często powtarza, że cię kocha.
Gryfonka zarumieniła się i spuściła wzrok:
- Ale nie mów tego przy nim, bo nie chcę, żeby był zazdrosny.
Harry uśmiechnął się i pomyślał sobie, że równie mocno, jak jej, chciałby
podziękować teraz także innej osobie...
Zerknął na znęcającego się nad eliksirem Neville'a Severusa i poczuł, że jutrzejszy
dzień naprawdę będzie wyjątkowy...
Jego rozmyślania przerwał huk. Podskoczył na krześle i spojrzał w stronę stołu
Ślizgonów, tak jak i cała reszta klasy. Z kociołka Zabiniego unosił się dym, który
chłopak, krztusząc się, odganiał ręką. Snape podszedł do ławki Ślizgona i obrzucił
wzrokiem zrujnowany eliksir.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że Finnigan zniszczył także twój eliksir, Zabini?
Ślizgon rozszerzył oczy, jakby nie wiedział o co chodzi, ale szybko się zreflektował.
Zmarszczył brwi i zerknął na Hermionę i Harry'ego:
- Nie chciałem kablować, panie profesorze - odparł niewinnym tonem.
- Godne pochwały - odparł Mistrz Eliksirów, unosząc jedną brew. - Dziesięć punktów
dla Slytherinu, a Gryffindor traci kolejne trzydzieści punktów.
Po stronie Gryfonów rozległ się pełen oburzenia szmer. Harry wytrzeszczył oczy, nie
wierząc w tak jawną niesprawiedliwość.
- Dosyć gadania. Wracać do roboty! - warknął nauczyciel, odwrócił się i podszedł do
swojego biurka.
Harry zacisnął pieści.
Nie, Snape nigdy się nie zmieni...
* "Alright" by Reamonn
--- rozdział 21 ---
21. The Birthday
Look into my eyes - you wil see
What you mean to me
You know it's true
Everything I do - I do it for you*
Harry wziął do ręki czarne, długie, obszyte aksamitnym materiałem pudełko i otworzył
je. W środku leżało eleganckie, nowe pióro, srebrzyście połyskujące w świetle świec.
Widniejący na nim napis był tak mały, że można było go dostrzec tylko wtedy, kiedy
wiedziało się, gdzie szukać. Wziął je do ręki i przybliżył do oczu, aby upewnić się, że
słowo "Harry" jest na swoim miejscu - tuż przy czubku, służącym do pisania – i stanie się zupełnie niewidoczne, kiedy zostanie zanurzone w kałamarzu.
Harry uśmiechnął się do siebie - już nie mógł się doczekać, by zobaczyć minę
Snape'a, kiedy odkryje, w jaki sposób to pióro zostało zaczarowane. Szybko schował
prezent z powrotem do pudełka i zawiązał na nim srebrną kokardką. Następnie
otworzył kufer i wyjął z niego kupiony wczoraj w Hogsmeade, specjalnie na tę okazję,
komplet ubrań. Wszystkie, jakie posiadał, były znoszone i niechlujne, a bardzo chciał
wyglądać dzisiaj wyjątkowo, dlatego wczoraj długo chodził po sklepach, próbując
wybrać coś dla siebie. Zupełnie nie znał się na modzie i nigdy nie kupiłby nic
naprawdę ładnego, gdyby nie pomoc przemiłej ekspedientki, która wybrała dla niego
ten strój. On jedynie dopasował do niego zielony krawat - wiedział, że Snape lubi ten
kolor, ponieważ są to barwy Slytherinu. Do tej pory pamiętał, jak wyszedł z
przymierzalni, a gdy sprzedawczyni spojrzała na niego, jej oczy rozszerzyły się i na
chwilę zaniemówiła. Harry kompletnie nie rozumiał jej reakcji, szczególnie, kiedy
oświadczyła, że jeżeli nie kupi tego, co miał na sobie, to odda mu to za darmo.
Zarumienił się, kiedy dodała, że jego dziewczyna z pewnością oszaleje z zachwytu.
Podziękował i wziął cały komplet.
Wszyscy byli na kolacji, dlatego mógł się spokojnie przebrać. Stanął przed lustrem i
przyjrzał się sobie, czując w żołądku przyjemne łaskotanie z powodu podniecenia i
niewielkiego podenerwowania. Spojrzał na eleganckie, czarne spodnie, które miękko
układały się na jego nogach i szczupłych biodrach - tak inne od tych wytartych,
starych dżinsów, w których zawsze chodził. Zamiast adidasów miał na stopach
połyskujące, czarne buty. Spojrzał wyżej, zatrzymując wzrok na czarnej, niczym
skrzydła kruka, jedwabnej koszuli, rozpiętej nonszalancko pod szyją, na której
swobodnie leżał luźno związany krawat w kolorze szmaragdowej zieleni, takiej
samej, z jaką połyskiwały zza okularów jego oczy. Ciemne włosy, pomimo wszystkich
prób wygładzenia ich, nadal sterczały w nieładzie i Harry uznał to za bardzo duży