Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Nocny Patrol». Краткое содержание книги:

Współczesna Moskwa. Trwa tysiącletni rozejm między siłami Ciemności i Światła. Każda ze stron w ramach Wielkiego Traktatu powołała do życia organa stojące na straży porządku. Tytułowy „Nocny Patrol” obserwuje poczynania sił Ciemności, by działały one zgodnie z traktatem. W ten sam sposób pracuje „Dzienny Patrol”, pilnujący, aby dobro nie rozprzestrzeniało się na świat. Status quo zostanie utrzymany, póki któraś ze stron nie obejmie znaczącej przewagi lub nie złamie warunków porozumienia. W sam środek „wojny” wrzucony zostaje świeżo upieczony strażnik „Nocnego Patrolu” – Antoni. Nie zdaje sobie sprawy, że jego udział będzie znaczący w końcowym rozrachunku między siłami Ciemności i Światła.
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 99
Перейти на страницу:

Sam tego chciałem. Sam do tego doprowadziłem. I teraz nie mam na kogo się złościć. Zamiast cały wczorajszy wieczór rozważać z Siemionem złożoność światowej walki Dobra ze Złem, trzeba było zostać ze Swietą. Zamiast patrzeć wilkiem na Hessera i Olgę z ich przewrotną prawdą – bronić swojej. 1 nie myśleć, nigdy nie myśleć o tym, że zwycięstwo jest niemożliwe.

Wystarczy tak pomyśleć – i przegrana gotowa.

Kto winny, powiedz, braciszku,

Że jeden żonaty, drugi bogaty,

Że jeden śmieszny, drugi zakochany,

Że jeden głupi, drugi twój wróg.

I czyja wina, że tam i tu

Na siebie czekają i tym żyją,

Ale dzień jest nudny, a noc pusta

Nie ma ciepłego miejsca…

Ciemnieje światło i milkną dźwięki,

I twoje ręce szukają nowej męki,

I jeśli twój ból już opada -

To idzie nowa bieda…

Kto winny i w czym tkwi sekret,

Że goryczy nie ma i szczęścia nie ma,

Bez klęsk nie ma zwycięstw

I równy jest rachunek sukcesów i bied.

I czyja wina, że jesteś sam,

Życie jest jedno, i takie długie,

I takie nudne, a ty wciąż czekasz

Że w końcu kiedyś umrzesz…

– A właśnie nie – wyszeptałem, ściągając słuchawki. – Nie doczekacie się.

Nas tak długo uczono – dawać i nie brać nic w zamian. Składać z siebie ofiarę dla dobra innych. Każdy krok -jak na karabiny maszynowe, każde spojrzenie – mądre i szlachetne, żadnych pustych myśli, ani jednego grzesznego pomysłu. Przecież my jesteśmy Innymi. Staliśmy ponad tłumem, rozwijając swoje nieskalane sztandary, naciągaliśmy chromowane buty, nakładaliśmy białe rękawiczki. A tak, w swoim maleńkim światku pozwalamy sobie na wszystko. Każdy postępek znajduje uzasadnienie, głębokie i wzniosłe. Jedyny w swoim rodzaju pokaz: pierwszy raz na arenie… my – w białym, a wszyscy dookoła – zbrukani.

Bokiem mi to już wychodzi!

Gorące serce, czyste ręce, chłodna głowa… czy to nie był przypadek że podczas rewolucji i wojny domowej ci ze Światła prawie w pełnym składzie wstąpili do Czeka? A ci, którzy nie wstąpili… w większości wyginęli. Z rąk tych z Ciemności, a nawet jeszcze lepiej – z rąk tych, których bronili. Ludzie to zrobili – z głupoty, podłości, tchórzostwa, chciwości, zawiści. Gorące serce, czyste ręce… Głowa niech pozostaje chłodna. Inaczej nie wolno. Ale z wszystkim pozostałym się nie zgadzam. Niech serce będzie czyste, a ręce gorące. Mnie się tak bardziej podoba!

– Nie chcę was bronić – powiedziałem w ciszę letniego poranka. – Nie chcę! Dzieci i kobiet, staruszków i ułomnych… nikogo… żyjcie, jak wam się chce. Otrzymajcie to, na co zasługujecie! Uciekajcie od wampirów, bijcie pokłony magom Ciemności, całujcie kozła pod ogon! Jeśli zasłużyliście – otrzymujcie! Jeśli moja miłość mniej znaczy niż wasze szczęśliwe życie, nie chcę wam dawać szczęścia!

Oni mogą i powinni stać się lepsi, oni to nasze korzenie, nasza przyszłość, to nasi podopieczni. Mali i wielcy ludzie, stróże i prezydenci, złodzieje i policjanci. W nich jarzy się światło, które może rozgrzewać życiodajnym ciepłem albo rozbłysnąć śmiercionośnym płomieniem…

Nie wierzę!

Widziałem was wszystkich. Stróżów i prezydentów, bandytów i gliniarzy. Widziałem, jak matki biją swoich synów, a ojcowie gwałcą córki. Widziałem, jak synowie wyganiają matki z domów, a córki dosypują ojcom arszenik. Widziałem, jak ledwo za gośćmi zamykają się drzwi i nie przestający się uśmiechać mąż bije po twarzy brzemienną żonę. Widziałem, jak zamykając drzwi za pijaniutkim mężem, który wybiegł do sklepu po kolejną butelkę, żona obejmuje i namiętnie całuje jego najlepszego przyjaciela. To jest bardzo proste – widzieć. Trzeba tylko umieć patrzeć. Dlatego nas tego też uczą wcześniej niż patrzenia przez Zmrok – uczą nie patrzeć…

Ale my i tak patrzymy.

Oni są słabi, krótko żyją, wszystkiego się boją. Nie wolno nimi pogardzać i tym bardziej ich nienawidzić. Ich można tylko kochać, współczuć i chronić. To nasza praca i nasz obowiązek. My jesteśmy – Patrolem.

Nie wierzę!

Nikogo nie można zmusić do popełnienia podłości. W błoto nie można zepchnąć, w błoto wchodzi się samemu. Jakiekolwiek byłoby nasze życie, niczego nie usprawiedliwia i nie przewiduje się, że będzie cokolwiek usprawiedliwiać. Ale usprawiedliwienia zawsze są poszukiwane i zawsze są pod ręką. Wszystkich ludzi tak uczono i wszyscy okazali się wzorowymi uczniami.

A my, z pewnością, jedynie jesteśmy najlepszymi z najlepszych.

Tak, na pewno, ależ oczywiście, byli, są i będą ci, którzy nie stali się Innymi, ale jakoś potrafili zostać ludźmi. Tylko, że ich jest mało, tak mało… A może, po prostu boimy się przyjrzeć im uważniej? Boimy się zobaczyć to, co może się ukazać?

– Żyć dla was? – spytałem. Las milczał, już wcześniej zgadzał się z każdym moim słowem.

Dlaczego mamy składać wszystko w ofierze? Siebie i tych, których kochamy?

Dla tych, którzy nigdy o tym się nie dowiedzą i nigdy tego nie docenią?

A nawet jeśli się dowiedzą, to jedynie się doczekamy, że zdziwieni będą kiwać nad nami głową i podsumują nas jednym słowem: „Frajerzy!"

Może warto byłoby choć raz pokazać ludzkości, co to za jedni ci Inni? Co może jeden Inny, nie skrępowany Traktatem, i taki, co się wyrwał spod kontroli Patroli?

Nawet uśmiechnąłem się, wyobraziwszy to sobie. Tę sytuację w ogóle, a nie siebie w niej – mnie szybko by zatrzymali. Także jakiegokolwiek wielkiego maga albo wielką czarodziejkę, którzy zdecydowaliby się naruszyć Traktat i odsłoniliby przed światem ludzi świat Innych.

Ale byłoby hałasu…

Żadne ufoludki, desantujące równocześnie na Kremlu i w Białym Domu, takiej sensacji by nie wywołały.

Oczywiście, że nie.

To nie moja droga.

Przede wszystkim dlatego, że nie jest mi potrzebna władza nad światem ani totalne zamieszanie.

Chcę jednego; zęby kobietę, którą kocham, nie zmuszano, by składała siebie w ofierze. Dlatego, że droga Wielkich – to właśnie czyn ofiarny. Te przedziwne siły, których nabierają, zmieniają ich całkowicie.

My wszyscy nie jesteśmy całkiem ludźmi. Ale przynajmniej pamiętamy, że byliśmy ludźmi. I możemy jeszcze cieszyć się i smucić, kochać i nienawidzić. Wielcy magowie i czarodziejki przekraczają granice ludzkich emocji. Pewnie przeżywają własne, ale my ich nie możemy i tak zrozumieć. Nawet Hesser, mag ponad kategoriami, nie jest Wielkim. A Olga nie poradziła sobie i nie stała się Wielką.

Coś tam spartaczyli. Nie udała im się ogromna operacja w walce z Ciemnością.

I teraz są gotowi poświęcić nową kandydatkę.

Dla ludzi, którzy mają gdzieś i Światło, i Ciemność.

Przeganiają ją po wszystkich tych kręgach wiedzy, które powinien poznać każdy Inny. Już awansowała na trzecią rangę, teraz podciągają jej świadomość do tego poziomu. W bardzo, bardzo szybkim tempie.

Z pewnością w tym szaleńczym wyścigu do niewiadomego celu jest i dla mnie miejsce. Hesser wykorzysta wszystko, co tylko nawinie się pod rękę, włącznie ze mną. Cokolwiek robiłem – polowałem na wampiry, ścigałem Dzikusa, jako Olga przebywałem ze Swietą… wszystko to obracało się na jego korzyść.

I cokolwiek teraz bym zrobił – to także jest z pewnością przewidziane.

Jedyna nadzieja w tym, że nawet Hesser nie może przewidzieć wszystkiego.

Że wymyślę to jedyne posuniecie, które zburzy jego plan. Wielki plan mocy Światła.

I przy tym nie narobi ono zła. Ponieważ wtedy… wtedy czeka mnie Zmrok.

A Swietłanę, bez względu na wszystko – wielka służba.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)