Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 225
Перейти на страницу:

— Słyszałam wyjątkowo dziwny hałas — odparła.

Hałas, pomyślała Joanna. A zatem jednak rozlegał się jakiś dźwięk.

Mężczyzna w białej marynarce powiedział coś, lecz Joanna nie potrafiła tego zrozumieć, ani też nie dosłyszała odpowiedz1 kobiety. Poszła przed siebie, do drzwi i od razu lepiej widziała ludzi. Młoda kobieta nosiła płaszcz, narzucony na białą sukienkę, a przód białej marynarki mężczyzny zdobiły złote guziki. Kobieta w białych rękawiczkach włożyła krótką pelerynkę z białego futra.

— Tak, proszę pani — potwierdził mężczyzna, a Joanna uznała, że to służący, a jego biała marynarka to uniform.

— To brzmiało jak rozrywany materiał — stwierdziła młoda kobieta i podeszła do mężczyzny z białą brodą. — Słyszałeś to?

— Nie — odparł, a kobieta z upiętymi włosami spytała:

— Czy sądzisz, że doszło do wypadku?

Rękę w białej rękawiczce przyłożyła do szyi, przytulając się do futrzanej pelerynki, jakby marzła. To dlatego, że są na dworze pomyślała Joanna i usiłowała się rozejrzeć po okolicy, lecz światło dobiegało spoza miejsca, gdzie stali ludzie, więc nie widziała niczego poza białą ścianą, przy której się zgromadzili. Opuściła wzrok na podłogę. Wykonano ją z drewna, przypominała podłogę w korytarzu, lecz nie była nawoskowana. Coś w rodzaju ganku stwierdziła Joanna, może patio.

— Jest tak zimno — poskarżyła się młoda kobieta, starannie otulając się płaszczem. Nic dziwnego, że marznie, pomyślała Joanna, spoglądając na jej sukienkę pod rozchylonym płaszczem. Uszyto ją z cienkiego muślinu, stanowczo zbyt lekkiego, jak na taką pogodę. Sukienka sięgała kobiecie do stóp, jak koszula nocna.

— Sprawdzę, co się stało — oznajmił brodacz, ubrany w garnitur wieczorowy, sztywną nakrochmaloną białą koszulę i białą muchę. Skinął władczo głową w stronę służącego, który podszedł pośpiesznie.

— Tak, proszę pana?

— Co się stało? Dlaczego stanęliśmy?

— Nie wiem, proszę pana. To może mieć związek z mechaniką. Jestem pewien, że nie ma powodu do niepokoju.

— Idź poszukać pana Briarleya — rozkazał brodacz. — On będzie wiedział, co się stało.

— Tak jest, proszę pana — potwierdził służący. Znikł w świetle.

— Pan Briarley wszystko nam wyjaśni. — Brodacz zwrócił się do kobiet. — Tymczasem panie powinny wracać do środka, gdzie jest cieplej.

Tak, pomyślała Joanna, do środka, gdzie jest cieplej, i znalazła się z powrotem w laboratorium, w którym krzątała się Tish.

— Nie wracała pani latami — odezwała się z przyganą w głosie pielęgniarka, mierząc jej ciśnienie. Spisała wyniki Joanny na karcie, zdjęła elektrody, odłączyła kroplówkę, co kilka minut spoglądając na zegarek.

— W porządku — oświadczyła w końcu. — Może pani usiąść.

— Z całą pewnością rozległ się dźwięk — oznajmiła Joanna, kiedy podszedł do niej Richard. — Jedna z kobiet go słyszała. Powiedziała, że przypominał odgłos rozrywanego materiału.

— Czy może pan odstawić resztę rzeczy? — spytała Tish, chowając kroplówkę. — I tak jestem już spóźniona.

— Tak — odparł Richard. — A co z upływem czasu? Jak długo tam byłaś?

— Jakieś dziesięć minut. Przez ten czas ludzie za drzwiami i rozmawiali, i z całą pewnością znajdowali się na dworze. Mężczyzna z białą brodą powiedział: „Panie powinny wracać do środka, gdzie jest cieplej”. Rozmawiali o hałasie, a następnie mężczyzna z brodą kazał służącemu dowiedzieć się, co się stało.

— Służącemu? — zdziwił się Richard.

— Idę — oświadczyła Tish. — O której jutro?

— O dziesiątej — wyjaśnił Richard i Tish wyszła. — Jeden z nich był służącym?

— Tak. Widziałam złote guziki na jego uniformie, a także haft na białej sukience kobiety, tylko że to nie była sukienka. To była koszula nocna. Narzuciła na nią płaszcz… — Zachmurzyła się, przypomniawszy sobie, jak kobieta się otulała. — Nie, nie płaszcz, raczej koc, bo…

Nagle zamilkła, głośno oddychając.

— Mój Boże — szepnęła. — Wiem, co to jest.

CZĘŚĆ DRUGA

„Czy sądzisz, że śmierć może być łodzią?”

Tom Stoppard, Rosencrantz i Guildenstern nie żyją

Rozdział 19

„Vancouver! Vancouver! Zaczęło się!”

Ostatnia wiadomość radiowa od wulkanologa Dave’a Johnstona, badającego Górę Świętej Heleny

— Wiesz, co to jest? — spytał bez entuzjazmu Richard, przekonany, że Joanna nie może wiedzieć. Poczucie rozpoznawania czegoś, kształtujące się w płacie skroniowym, nie było niczym innym, jak tylko właśnie przekonaniem, nie wiązało się z żadną konkretną treścią. Niemniej Joanna najwyraźniej sądziła, że wie. Jej głos przepełniało zdumione podniecenie.

— Wszystko się zgadza — wyjaśniła. — Podłoga, chłód, koc, a nawet przekonanie, że nie powinnam była wyłączać pagera, że stało się coś strasznego, o czym powinnam wiedzieć. Wszystko się zgadza. — Spojrzała na Richarda promiennym wzrokiem. — Mówiłam ci, że poznawałam to miejsce, lecz nigdy tam nie byłam, i miałam rację. Mówiłam ci, że wiem, co to jest.

Richard niemalże odczuł lęk przed zadaniem jej pytania: „No dobrze, co to jest?” Gdyby to zrobił, Joanna przybrałaby zdumiony wyraz twarzy albo rozzłościłaby się, albo i jedno, i drugie. Właśnie tak się zachowywała przez ostatnie dwa tygodnie, gdy ją pytał. To zdumiewające, jak silne jest poczucie wiedzy, związane ze stymulacją płata skroniowego, nawet u kogoś takiego, jak Joanna, rozumiejąca przyczyny tego zjawiska, wiedząca, że jest ono sztucznie wywoływane.

— Mówiłam ci, że dźwięk to nie dźwięk, tylko odgłos czegoś wyłączanego, i miałam rację. Właśnie to ich obudziło, wyłączanie silników. Mało kto usłyszał kolizję. I wtedy wyszli na pokład, żeby sprawdzić, co się stało…

— Na pokład?

— Tak, i było przenikliwie zimno. Większość ludzi po prostu narzuciła na piżamy płaszcze lub koce. Minęła już północ i prawie wszyscy położyli się spać. Oprócz kobiety z upiętymi włosami. Ona i jej mąż musieli być przez cały czas na nogach. Mieli na sobie wieczorowe ubrania. — Joanna zamyśliła się, jakby dopasowując w myślach elementy łamigłówki. — Właśnie dlatego nosiła białe rękawiczki.

— Joanna…

— Korytarz na drugim piętrze jest wgłębiony, a stopień na jego końcu sprawia wrażenie, jakby podłoga się zakrzywiała do góry. I jeszcze ten twój fartuch.

— Joanno, to, co mówisz, nie ma sensu…

— Oczywiście, że ma. Palacz zaszedł Jacka Phillipsa od tyłu i usiłował zerwać z niego kamizelkę ratunkową, a on niczego nie zauważył. Tak bardzo skoncentrował się na nadawaniu sygnału SOS, i jeszcze…

— SOS? Kamizelki ratunkowe? — wykrzyknął Richard. — Joanno, o czym ty mówisz?

— Mówię, co to jest — wyjaśniła. — Powiedziałam przecież, że wiem co to jest, więc ci tłumaczę.

— I co to takiego?

— Wiedziałam, że to ma coś wspólnego ze słowem pałac. Właśnie tak go nazywano, pływającym pałacem.

— Co tak nazywano?

— Titanica.

Odpowiedź Joanny go zdumiała, choć zdziwiłoby go każde konkretne wyjaśnienie. Przez chwilę po prostu się w nią wpatrywał.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)