Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Przejście - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Przejście

Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:

Jedna z rzadkich, niezapomnianych powieści, zarówno dramatycznych, jak i głęboko refleksyjnych oraz pełnych napięcia. Zdumiewająca mieszanka suspensu i nauki. Joanna Lander jest psychologiem prowadzącym badania nad śmiercią. Kiedy decyduje się na udział w projekcie polegającym na symulowaniu śmierci klinicznej, okazuje się, iż może rozwiązać największą tajemnicę życia, albo też stać się ofiarą nauki. Poddaje się jednak eksperymentowi młodego, błyskotliwego neurologa, zainteresowanego symulowaniem śmierci klinicznej za pomocą psychoaktywnego leku…
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 225
Перейти на страницу:

To wskazówka, gdzie się znajduje to miejsce, pomyślała z wahaniem, podniosła jedną nogę, gotowa biec, próbując podjąć decyzję. Jak Kopciuszek na balu, kiedy zegar wybił północ, pomyślała, a następnie spojrzała jeszcze raz na kobiety w długich białych sukniach i uznała, że na pewno jest na balu. Właśnie dlatego dłoń kobiety na ramieniu mężczyzny była biała, bo obciągnięta białą rękawiczką, a w bransolecie migotały klejnoty. Młody mężczyzna miał na sobie biały smoking. Zasłoniła oczy przed światłem, usiłując przyjrzeć się, w co ubrany jest nieznajomy z białą brodą.

— Zimno mi — poskarżyła się kobieta, a Joanna posłała jej ostatnie, sfrustrowane spojrzenie, odwróciła się i pobiegła w głąb przejścia.

I do laboratorium.

— Muszę wiedzieć, jak wyglądał twój powrót — oświadczył Richard, jak tylko Tish zakończyła monitorowanie i usunęła elektrody oraz kroplówkę.

— Czy to było…? — zaczął i zamilkł. — Opowiedz mi o swoim powrocie.

Zrelacjonowała, co zrobiła.

— Właściwie czemu pytasz? Czy skany wyglądają inaczej?

— Zdecydowanie — odparł z zadowoleniem i podszedł do pulpitu, jakby nic więcej go nie interesowało.

— Zaczekaj, musisz posłuchać, co się jeszcze działo — zawołała Joanna. — Widziałam kolejny zasadniczy element. Anioły.

— Anioły? — powtórzyła Tish. — Naprawdę?

— Nie — sprostowała Joanna. — Niezupełnie. To byli ludzie. Nosili długie białe suknie i wszędzie wokół świeciło światło. Zawsze zakładałam, że ludzie widzieli postaci, które brali za anioły, a następnie dodawali im tradycyjne białe szaty i aureole, bo właśnie z takim wyglądem aniołów oswoili się w szkółkach niedzielnych. Teraz się zastanawiam, czy nie jest na odwrót, że widzą białe suknie oraz światło i właśnie dlatego uważają, że to anioły.

— Rozmawiali z panią? — zainteresowała się Tish.

— Nie, zdaje się, że nie wiedzieli, że tam jestem — odparła Joanna. Powtórzyła Richardowi, co powiedziała kobieta.

— Słyszałaś ich rozmowę — stwierdził.

— Tak, i to nie była żadna telepatia, jak twierdzą niektórzy badani. Oni mówili, a ja słyszałam część ich wypowiedzi, a jeśli coś do mnie nie dotarło, to z powodu zbyt dużej odległości.

— Albo z braku treści — dopowiedział Richard. — Jak w wypadku hałasu lub poczucia, że coś jest znajome.

Nie, zaprzeczyła w myślach Joanna, tego samego popołudnia spisując swoją relację na komputerze, bo nie wiem, co mówili, a z całą pewnością wiem, gdzie jest tunel.

Gdzieś, gdzie drzwi są opatrzone numerami, a na końcu znajduje się wejście, za którym stoją ludzie, przechadzający się w białych ubraniach. Przyjęcie? Wesele? To mogłoby tłumaczyć dominację koloru białego. Ale dlaczego mieliby ciągle pytać: „Co się stało?” Czy pan młody rzucił pannę młodą? Poza tym dlaczego mężczyźni także mieliby nosić białe ubrania? Kiedy ostatnio widziałam gromadę mężczyzn i kobiet ubranych na biało, stojących w grupkach i skarżących się na chłód?

Podczas ćwiczeń przeciwpożarowych w szpitalu, przypomniała sobie. W szpitalach roi się od ludzi w bieli, a niemal wszyscy pacjenci właśnie tam doznają doświadczeń granicznych. Zdecydowaną większość reanimowano na oddziale nagłych wypadków, w otoczeniu lekarzy i pielęgniarek, brzęczących alarmów i przy rezydencie, pochylającym się nad nimi, świecącym im w oczy latarką i pytającym: „Co mu się stało?” To brzmiało rozsądnie.

Z wyjątkiem tego, że na oddziale nagłych wypadków personel ubierał się na biało, tylko na zielono lub niebiesko albo różowo, a sale na oddziale urazowym nie nosiły numerów C8, C10, Cl2. C. Co oznaczało C?

Pora przestać o tym myśleć, przykazała sobie. Wystarczy. Postanowiła się czymś zająć, co okazało się łatwiejsze, niż sądziła. Kolejne fale przypadków śmierci klinicznej pojawiały się jeszcze przez kilka kolejnych dni, a Joanna pracowicie przeprowadzała wywiad z każdym pacjentem. Jej zaangażowanie nie niosło oczekiwanych rezultatów. Żaden chory nie potrafił opisać, czego doświadczył, jakby ich wspomnienia okazały się niemożliwe do wyrażenia słowami — nie mówili nic na temat czasu spędzonego w stanie śmierci klinicznej, sposobu powrotu ani tego, co widzieli, między innymi aniołów.

— Wyglądali jak anioły — zirytował się pan Torres, kiedy Joanna poprosiła go o opisanie postaci stojących w świetle. Gdy zażądała konkretów, usłyszała: — Nigdy pani nie widziała anioła?

Powinnam porozmawiać z kimś inteligentnym, uznała i zeszła na oddział nagłych wypadków, lecz cały personel był zawalony robotą.

— Czołowe zderzenie autobusu kościelnego i TIR-a — oświadczyła krótko Vielle i pobiegła do wózków przywiezionych przez paramedyków. — Zadzwonię.

— O tym możesz zapomnieć — stwierdził rezydent. — Zmarły w chwili przybycia.

Zmarły w chwili przybycia. Przybycia dokąd?, zamyśliła się Joanna i poszła spotkać się z panią Woollam. Obiecała, że jeszcze do niej wpadnie, a poza tym chciała się dowiedzieć, czy kiedykolwiek widziała ludzi w ogrodzie albo na klatce schodowej.

Pani Woollam nie było w pokoju i nie ulegało wątpliwości, że nie zabrano jej na badania. U stóp starannie pościelonego łóżka leżał koc, a na nim złożona szpitalna piżama. Musiały się skończyć pieniądze z jej ubezpieczenia, rozczarowała się Joanna i poszła do dyżurki pielęgniarek.

— Czy pani Woollam została przeniesiona do innego pokoju, czy też zwolniono ją do domu? — spytała nieznajomą pielęgniarkę.

Zaskoczona zapytana podniosła wzrok, lecz uspokoiła się, widząc identyfikator szpitalny. Joanna od razu wiedziała, co usłyszy.

— Pani Woollam zmarła dzisiaj wczesnym rankiem.

Mam nadzieję, że się nie bała, pomyślała Joanna, przypominając sobie, że staruszka tuliła Biblię do wątłej piersi niczym tarczę.

— Odeszła bardzo spokojnie, czytając swoją Biblię — ciągnęła pielęgniarka. — Miała taki łagodny wyraz twarzy.

To dobrze, stwierdziła w duchu Joanna. Miała nadzieję, że pani Woollam trafiła do pięknego, przepięknego ogrodu. Wróciła do pokoju, zajmowanego wcześniej przez zmarłą, i wyobraziła ją sobie na łóżku, z siwymi włosami rozrzuconymi na poduszce i otwartą Biblią, która wysunęła się z jej nieruchomych rąk.

Mam nadzieję, że to wszystko prawda, pomyślała Joanna, to światło, anioły i lśniąca postać Chrystusa. Oby tak było naprawdę, przez wzgląd na panią Woollam, powiedziała sobie i poszła do laboratorium. Zastała tam Richarda, zajętego pracą przy skanach pani Troudtheim, więc postanowiła skoncentrować się na swoich sprawach. Miała mnóstwo nagrań do spisania, a poza tym dwie osoby po doświadczeniach granicznych czekały na rozmowę z nią. Wzięła ze swojego gabinetu kilka pustych kaset i poszła na spotkanie z panią Pekish.

Pacjentka okazała się równie niekomunikatywna jak pan Sage. Paradoksalnie, Joanna poczuła ulgę, gdyż wyciąganie odpowiedzi od badanej pozwalało jej przestać myśleć o pani Woollam, tkwiącej samotnie gdzieś w ciemnościach. Nie samotnie, poprawiła się. Pani Woollam miała pewność, że będzie przy niej Jezus.

— A następnie ujrzałam własne życie — wyznała pani Pekish.

— Może pani powiedzieć coś bliższego?

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 225
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)