Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Nieustraszony [Fearless - pl]
Nieustraszony [Fearless - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nieustraszony [Fearless - pl]

Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:

Flota Sojuszu, ścigana przez przeważające siły Syndykatu, przemierza wrogie systemy gwiezdne. Dowodzi nią legendarny John „Black Jack” Geary, heros z zamrażarki, bohater wracający między żywych po 100 latach hibernacji. Załogi jego okrętów nie ustają w wysiłkach, by wrócić do macierzystych portów i dostarczyć tam klucz do zwycięstwa, czyli klucz do wrogiego hipernetu. Geary — świadom, że Syndycy chcą wciągnąć jego flotę w zasadzkę — musi działać z zaskoczenia. Stąd pozornie szalony plan ataku na system Sancere. Argumenty „za” są solidne: z Sancere flota Sojuszu ma do wyboru wiele dróg powrotu i ominięcia pułapek, a udany atak na stocznie wroga solidne nadszarpnie kondycję wojenną Syndykatu. „Przeciw” są zmęczeni nieustannym pogotowiem bojowym marynarze i oficerowie Sojuszu. Nie wierzą w sens zapuszczania się na terytorium wroga. Narasta bunt, który coraz poważniej zagraża pozycji Geary’ego.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 82
Перейти на страницу:

— Mam nadzieję, że ją odnajdziesz — powiedziała Rione łagodnym tonem.

— Nigdy nie wspominałaś o swojej rodzinie — zauważył Geary, otrząsając się ze wspomnień.

— Mam brata i siostrę. Oboje mają dzieci. Moi rodzice wciąż żyją. Mam wszystko, co tobie odebrał los. Chyba teraz rozumiesz, dlaczego tak mało o nich mówię? Nie chciałam ci przypominać o tych, których utraciłeś.

Rozumiał aż za dobrze.

— Doceniam to. Ale nie musisz się krępować, jeśli o mnie chodzi. Twoje milczenie nie zwróci mi tego, co utraciłem. Zaprzeczanie prawdzie za wszelką cenę nie ma sensu.

— Nie potrafisz zaprzeczać? — spytała Wiktoria, uśmiechając się znacząco.

Geary prychnął.

— Wydaje mi się, że jestem w tym tak dobry jak większość ludzi.

— Na szczęście nie. — Wskazała na hologram kosmosu. — Dostrzegłeś coś, czego my wszyscy nie widzieliśmy, nie chcieliśmy zobaczyć bądź czemu właśnie zaprzeczaliśmy.

— Niczego nie znalazłem — Geary zaprzeczył kręcąc głową. — Jak sama zauważyłaś, nie mamy żadnego dowodu. Naprawdę uważasz, że rząd Sojuszu uwierzy w opowieści o obcej cywilizacji?

— To, czy nam uwierzą, martwi mnie znacznie mniej aniżeli to, że kiedy przyjdzie do szczegółowych wyjaśnień, będziemy musieli im powiedzieć, iż wrota hipernetowe mogą być bronią. Milczał przez chwilę.

— Naprawdę sądzisz, że je wykorzystają?

— Pewności nie mam, ale uważam, że głosując, rząd może zdecydować o użyciu syndyckich wrót jako broni. Tak mi podpowiada intuicja. — Gdy spojrzała po raz kolejny na hologram, jej twarz posmutniała. — A senat Sojuszu poprze większość, o ile ktoś w ogóle pomyśli, by odwołać się do tej instancji. Pomyśl, John, moglibyśmy posłać zespoły uderzeniowe do każdego syndyckiego systemu gwiezdnego dostępnego z naszej przestrzeni i wysadzić w nich wrota. A potem wejść w ich terytorium głębiej… i głębiej… zostawiając za sobą jedynie pasmo zgliszcz i śmierci.

— To się nie uda — sprowadził ją na ziemię Geary. — Widziałaś, co się działo podczas kolapsu na Sancere. Energia wybuchu zniszczyłaby okręty, które by ostrzelały wrota. To by były misje samobójcze. Pokiwała głową z wciąż nieobecnym wzrokiem.

— A co stoi na przeszkodzie, by skonstruować jednostki bezzałogowe, kierowane przez sztuczną inteligencję i wysyłane do niszczenia całych systemów gwiezdnych? A że przestrzeń jest niewyobrażalnie wielka, Syndycy mieliby naprawdę dużo czasu na zdobycie informacji i wysnucie wniosków. Zebraliby raporty szpiegów i zapewne odpowiedzieli tym samym. Eskadry bezzałogowych okrętów zamieniałyby całe systemy gwiezdne w cmentarze i w końcu wymazałyby rasę ludzką z mapy galaktyki. Możemy rozpętać prawdziwy koszmar, John.

Poczuł w żołądku rosnącą zimną kulę. Wiedział, że Rione ma rację.

— Przepraszam, nie miałem prawa cię tym obarczać.

— Nie miałeś też specjalnego wyboru. Wiem, że zrobiłeś to w dobrej wierze. — Westchnęła. — Nie mogę przecież wymagać, aby jeden człowiek dźwigał wszystkie problemy.

— Nawet nie zapytałem, czy chcesz poznać ten sekret.

— Cóż, jesteś facetem, prawda? — Wiktoria wzruszyła ramionami. — Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

— Naprawdę?

Rione przekrzywiła lekko głowę i spojrzała na Geary’ego.

— Co cię znowu gryzie? Jeśli intuicja mnie nie zawodzi, nie chodzi ci ani o obcą rasę, ani o Syndyków, ani nawet o roboty przynoszące zagładę.

Odwzajemnił jej poważne spojrzenie.

— Chodzi o ciebie i o mnie. Po prostu nie wiem, do czego między nami doszło.

— Dobry seks, pocieszenie, towarzystwo. Czy szukasz jeszcze czegoś w związku?

— A ty?

— Sama nie wiem… — Rione zastanawiała się przez chwilę, a potem pokręciła głową. — Naprawdę nie wiem — dodała.

— Nie zakochałaś się we mnie.

— Z tego co wiem, jeszcze nie. — W jej głosie znów pojawił się ten luźny ton. — Czyżbym cię zawiodła? — Twarz Geary’ego musiała zdradzić jego myśli, bo Wiktoria momentalnie spoważniała. — John, ja już raz kogoś kochałam. Mówiłam ci o tym. Ten człowiek nie żyje, ale to niczego nie zmienia… Poświęciłam się sprawie Sojuszu, starając się na swój sposób służyć społeczeństwu, za które mój mąż oddał życie. Cala reszta mojej osoby należy do ciebie.

Geary pozwolił sobie na lekki uśmiech.

— Twoje serce nie może być moje, a dusza należy do Sojuszu. Co więc zostaje?

— Umysł. I nie jest to wcale drobnostka.

— Nie jest — przyznał.

— No więc? Możesz z tym żyć? — zapytała Wiktoria.

— Pojęcia nie mam.

— Jesteś zbyt szczery, John… — Znów westchnęła. — Ale ja też taka jestem. Może powinniśmy się trochę pookłamywać?

— Nie sądzę, żeby to zadziałało — oświadczył oschle, nadal nie wiedząc, czy faktycznie jest z nim szczera do bólu, czy może istnieje coś, co przed nim ukrywa. Pod wieloma względami umysł Wiktorii Rione wydawał mu się pełen zagadek nie mniej niż pogranicze Syndykatu, które mu pokazała.

— Masz rację, kłamstwa najprawdopodobniej nie zdałyby egzaminu… — Spojrzała gdzieś za niego. — Ale czy szczerość zdaje?

— Tego też nie wiem.

— Czas pokaże. — Sięgnęła do klawiatury, wyłączyła hologram, potem wstała i spojrzała na niego w sposób, którego nie potrafił zinterpretować. — Zapomniałabym, że jest jeszcze jedna część mnie, która przypadłaby tylko tobie. Moje ciało. Nie pytałeś, ale ci powiem. Nie oferowałam go nikomu od czasu, gdy mój mąż zginął.

Nie zauważył ani śladu nieszczerości w tych słowach, wiedział też, że musiałby być skończonym głupcem, żeby podważać prawdziwość jej oświadczenia, nawet gdyby miał ku temu podstawy.

— Naprawdę cię nie rozumiem, Wiktorio…

— I dlatego utrzymujesz ten emocjonalny dystans pomiędzy nami?

— Może.

— Uważasz, że to najlepsze rozwiązanie.

— Ty też nie otwierasz się przede mną całkowicie. — Geary w końcu zdołał wyartykułować dręczącą go myśl.

— Do pewnego stopnia masz rację. Niczego ci nie obiecywałam. Ty też nie musisz. Oboje wiele już przeżyliśmy, John, nawet utratę naszych bliskich. Przyjdzie dzień, że opowiesz mi o swojej kobiecie.

— Kobiecie? — Doskonale wiedział, o kim Rione mówi i do czego zmierza, ale jeszcze nie był na to gotów.

— Kimkolwiek była. Ta, którą straciłeś. Ta, o której wciąż czasami myślisz.

Opuścił wzrok na podłogę, czując, jak wzbiera w nim pustka bezradności.

— Opowiem… kiedyś…

— Wspominałeś, że nie byliście małżeństwem.

— Nie. Nie byliśmy. Mogliśmy być, ale zrządzeniem losu nigdy nie doszło do ślubu. I nadal nie jestem pewien dlaczego. Wiem tylko, że nie powiedzieliśmy sobie wielu rzeczy, które powinny być powiedziane.

— Wiesz, co się z nią stało, kiedy uznano, że zginąłeś w walce?

Geary gapił się w sufit niewidzącym wzrokiem; wspominał.

— Zanim doszło do tego starcia, miał miejsce wypadek. Głupi wypadek. Jej okręt wyszedł w naprawdę długi rejs, więc dowiedziałem się o jej śmierci dopiero po trzech miesiącach. Przez cały ten czas planowałem powrót do niej i przeprosiny za to, że okazałem się takim idiotą. Wkuwałem nawet to, co mam powiedzieć.

— Tak mi przykro, John… — Rione popatrzyła na niego, a w oczach miała czysty smutek. — Trudno zapomnieć o marzeniach, choćby nigdy nie miały się zrealizować. — Sięgnęła po jego dłoń i pociągnęła lekko, aby stanął obok niej. — Kiedy będziesz gotowy, opowiesz mi o niej więcej. Jeszcze nigdy nikomu o tym nie opowiadałeś, prawda? — Kiedy ledwie zauważalnie pokręcił głową, dodała: — Tak myślałam. Otwarte rany nigdy się nie goją, John. — Przysunęła się i pocałowała go ostrożnie, przywierając ustami do jego warg. — Tyle wspomnień wystarczy na jeden wieczór, oboje mamy sporo do przemyślenia. Teraz chciałabym zaznać innego rodzaju spełnienia naszej znajomości.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)