Nieustraszony [Fearless - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota #2
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-068-4
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:
— Od jak dawna Syndycy nie wymieniają się z władzami Sojuszu listami pojmanych marynarzy?
— Od wielu dziesięcioleci. Musiałabym sprawdzić. W którymś momencie uznali, że nie podając do publicznej wiadomości, kto zginął, a kto dostał się do niewoli, złamią morale sił Sojuszu, i zaprzestali przesyłania tych list. Sojusz oczywiście odpowiedział identycznym posunięciem.
Kolejna niemiła wiadomość. Wysyłanie ukochanych, przyjaciół, członków rodziny do walki było złem już samo w sobie, ale wiążący się z tym brak wiedzy na temat ich dalszych losów przypominał torturę.
— Dostarczymy tę listę — powiedział z mocą. — Musimy też znaleźć sposób, by nakłonić Syndykat do wznowienia wymiany danych o jeńcach.
— Jeśli ktokolwiek może tego dokonać, to tylko pan. — Desjani spodobał się ten pomysł. — Już rzuciłam okiem na tę listę. Ale że zawiera mnóstwo nazwisk i została uporządkowana w dziwaczny sposób, tradycyjne metody wyszukiwania nie dają spodziewanych rezultatów. A jest kilka osób, których losy chciałabym poznać. Część z nich z pewnością dostała się do niewoli, a reszta zapewne zginęła podczas walk. Może udałoby mi się to wreszcie ustalić.
— Domyślam się, że wiele osób oprócz pani jest tym zainteresowanych. — Geary uświadomił sobie właśnie, że skoro lista nie była uzupełniana od trzech lat, nie dowie się, czy jego bratanek zdołał przeżyć zniszczenie Obrońcy w systemie centralnym Syndykatu. Ta kwestia pozostanie nadal niewyjaśniona, więc lepiej zakładać, że Michael zginął, choć oczywiście ucieszyłoby go, gdyby dowiedział się, że udało mu się przeżyć. Ale prawdę mówiąc, niewiele wskazywało na to, że mógłby przetrwać zagładę swojej jednostki.
Ten tok rozumowania doprowadził go do trzydziestu dziewięciu okrętów, które wyruszyły za kapitanem Falco na Strabo. Ile z nich przetrwało? Naprawdę chciałby poznać odpowiedź na to pytanie bez względu na to, jaka miałaby być. Niepewność, czy ktokolwiek dotrze na Ilion, była po stokroć gorsza od najstraszniejszej prawdy.
— Już tu są.
Geary wybiegł ze swojej kajuty, nie starając się nawet wykorzystać własnego wyświetlacza. Pędził długimi korytarzami i wspinał się po drabinach, by w końcu wpaść na mostek dysząc, jakby miał wypluć własne płuca. Ledwie zasiadł na fotelu, włączył wizję, modląc się w duszy, by uciekinierów było jak najwięcej.
I cud się ziścił. Pojawiły się trzy pancerniki. Wojownik, Orion i Dumny. Był też jeden okręt liniowy, Niezwyciężony, ale w tak opłakanym stanie, że Geary musiał dwukrotnie sprawdzać, zanim dokonał identyfikacji. Z sześciu ciężkich krążowników, które wyruszyły z wielkimi jednostkami, tylko dwa powróciły. Nie było za to ani jednego lżejszego krążownika, a z dziewiętnastu niszczycieli ocalało tylko siedem.
— Cholerni dranie — mruknął Geary. Stracili pancernik i dwa okręty liniowe, nie licząc całej masy mniejszych jednostek. Z trzydziestu dziewięciu jednostek, które podążyły za Falco, ledwie trzynaście dotarło na Ilion.
Twarz Desjani aż poczerwieniała ze złości.
— Tryumf nie dał rady. Założę się o wszystko, że zostali z tyłu, by opóźnić pościg i dać szansę na ucieczkę pozostałym jednostkom.
— Jak widać, nie przyniosło to pożytku Awangardzie i Polaris — zauważył Geary wiedząc, jak wiele złości bije z jego głosu. — Spójrzcie tylko na Niezwyciężonego. Co sprawia, że on wciąż może latać?
— Nie mam pojęcia, sir. Ale wszystkie te okręty dostały niezłe lanie. Obawiam się, że nawet Tytan nie sprosta naprawom, żeby nie wiem ile czasu i materiałów miał do dyspozycji.
— Zobaczymy… — Geary w końcu nacisnął klawisz komunikatora. — Pani pułkownik, proszę połączyć się z oddziałami szturmowymi na Wojowniku, Orionie i Dumnym. Kapitanowie Kerestes, Numos i Faresa zostali odwołani z zajmowanych stanowisk dowodzenia ze skutkiem natychmiastowym i mają być osadzeni w areszcie. Kapitan Falco ma także zostać aresztowany pod zarzutem narażenia okrętów i załóg floty Sojuszu. — Zarzut buntu może poczekać. Teraz liczyło się tylko to, że głupota Falco kosztowała życie tak wielu ludzi i utratę tak wielu jednostek. Wcisnął kolejny przycisk. — Wojownik, Orion i Dumny, tutaj kapitan Geary, głównodowodzący floty Sojuszu. Oficerowie dowodzący waszymi okrętami zostali odwołani z zajmowanych stanowisk ze skutkiem natychmiastowym. Pierwsi oficerowie przejmą czasowo ich funkcje. — Kolejne kliknięcie i przełączył się na całą flotę. — Wszystkie jednostki, które dotarły na Ilion, natychmiast przyspieszcie maksymalnie i schrońcie się za liniami floty. Dołączcie do znajdującej się na tyłach eskadry jednostek pomocniczych. Spodziewamy się pościgu, który podąża waszym tropem i chcemy mieć czyste pole ostrzału. Zespół uderzeniowy Gniewnego rozpoczyna operację Barykada na wektorze wyjścia. Wszystkie pozostałe okręty przygotowują się do podjęcia bitwy. Mamy wielu towarzyszy broni do pomszczenia.
— Operacja Barykada? — zapytała Rione, która właśnie pojawiła się na mostku. Ona także ciężko dyszała, co mogło świadczyć o tym, że również przebiegła całą drogę. Spojrzała na wyświetlacz i zbladła, gdy pojęła rozmiar strat.
— To pomysł Duellosa — wyjaśnił Geary. — Załadowaliśmy na okręty zespołu uderzeniowego niemal wszystkie miny, jakie jeszcze posiadała flota. Teraz Cresida postara się postawić na wyjściu z punktu skoku najgęstsze pole minowe, jak to tylko możliwe w czasie, który nam pozostał.
Kapitan Desjani aż pojaśniała na myśl, ilu Syndyków nadzieje się na te miny.
— Najpiękniejsze jest to, że nasze jednostki pomocnicze wyprodukowały tak wiele min dzięki surowcom zdobytym na Sancere. Syndycy sami dali nam do ręki możliwość wyprodukowania broni, której użyjemy teraz przeciw nim.
Geary obserwował spóźnione obrazy okrętów z formacji Gniewnego, które przyspieszały przelatując przed punktem skoku i rozsiewając śmiercionośne ładunki.
— Co się stanie, jeśli przeważające siły wroga wyjdą z punktu skoku, zanim okręty Cresidy zdołają postawić to pole? — zapytała nagle Rione.
— Będzie naprawdę gorąco — odparł Geary. — Właśnie dlatego pozostawiliśmy zespół uderzeniowy tuż obok punktu skoku, żeby zminimalizować zagrożenie pojawienia się Syndyków przed zakończeniem tej operacji. I dlatego poprosiłem o ochotników do wykonania tego zadania.
Rione spojrzała na niego z kpiącym uśmiechem na ustach.
— Naprawdę wierzy pan, że Cresida mogła potraktować prośbę o ochotników inaczej niż każdy inny rozkaz?
Desjani posłała Wiktorii spojrzenie zdolne zabijać, ale Geary starał się ze wszystkich sił zachować spokój. Słowa Rione bardzo go zabolały.
— Pani współprezydent, jeśli nie będę wydawał rozkazów, które mogą skutkować śmiercią podległych mi ludzi, sparaliżuje to ruchy całej floty, a wtedy WSZYSCY znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie bądź w najlepszym razie trafią do syndyckich obozów pracy.
— Proszę tylko nie zapominać o konsekwencjach — wtrąciła Rione.
Tym razem Geary wściekł się na nią, nie potrafił zrozumieć, czemu nagle występuje przeciwko niemu. Może chciała w ten sposób zaznaczyć, że wciąż jest głosem jego sumienia?
— Jeśli chce pani być ze mną całkowicie szczera — powiedział obniżając głos — proszę przejść do rzeczy.
Rzuciwszy okiem na wyświetlacz, zrozumiał, że ta krótka sprzeczka sprawiła, iż przez kilka chwil nie zamartwiał się, czy syndycki pościg nie wpadnie wprost na okręty zespołu uderzeniowego Cresidy. Punkt wyjścia znajdował się o dziesięć minut świetlnych od miejsca postoju floty. Jego rozkazy wydane dowódcom uciekających pancerników powinny już być wykonywane. Jednakże Syndycy mogli się pojawić kilka minut temu i roznieść okręty stawiające miny, ale tego nie miał prawa jeszcze wiedzieć.