Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 79
Перейти на страницу:

– Ach, żeby tylko przyszedł – westchnął z nadzieją Sangwaniasz i schował stopy pod kołdrę.

Arivald obrzucił go złym spojrzeniem.

– A jak nie podziała? – zachrypiał Bargrim, bo z wrażenia zaschło mu w gardle. Wcisnął się głębiej do kąta.

– Podziała – uspokoił go bez przekonania Arivald – a jak nie, to spróbujemy innych metod.

Głównie myślał tu o czarze Gaussa, bo bez trudu mógłby nim przenieść wszystkich w bezpieczne miejsce. Przyjrzał się sceptycznie butelce, którą trzymał w ręku. Wrzała w niej gęsta zielona ciecz, nazywana przez Bargrima, a raczej przez Irydesa z Valikoveru, którego Bargrim cytował, Trucizną Koltari. Sądząc po użytych składnikach, była to po prostu niezwykle kosztowna trutka na szczury, lecz Arivald wolał nie zapeszać i nie mówić o tym na głos.

– Ile da nam Akademia, panie Arivaldzie? – odezwał się znowu Sangwaniasz. – Powinniśmy dostawać procent od wpływów z biletów. Bo chyba będą go pokazywać, prawda?

– Jeżeli jeszcze raz się odezwiesz – rzekł czarodziej lodowatym tonem – to w Akademii będą pokazywać ciebie jako przykład, do czego prowadzi rozgniewanie maga. Rozumiesz, tępa pało?

Sangwaniasz umilkł. Częściowo z oburzenia, częściowo ze strachu, a częściowo z przykrości, jaką sprawiły mu słowa Arivalda. Ale był na tyle rozsądny, by nie oburzać się ani nie uskarżać na głos.

– Za dziesięć dwunasta – rzekł grobowym głosem Bargrim i spojrzał na zatrzaśnięte okiennice, jakby spodziewał się, że wampir za chwilę przez nie przeleci.

– Jeśli nie przyjdzie do czwartej, to nie przyjdzie w ogóle – mruknął Arivald i zaczął po raz kolejny sprawdzać magiczne bariery, jakimi otoczył pokój. Co prawda miał niewielką nadzieję, by któraś z nich podziałała na wampira. Kątem oka zauważył, że Sangwaniasz spluwa trzy razy przez lewe ramię. Chciał już coś powiedzieć, ale się powstrzymał.

– Idzie, idzie! – wrzasnął nagle z ciemności demon i zmaterializował się przed nimi.

Sangwaniasz wrzasnął, a Bargrim zanurkował pod łóżko. Nawet Arivaldowi różdżka drgnęła w dłoni. Demon należał do jednej z barier i miał pełnić funkcje ostrzegawcze, ale zbyt sobie to wziął do serca.

– Pomyliłem się – mruknął po chwili przepraszająco i zniknął.

– Zamorduję go – syknął Arivald.

Sangwaniasz wynurzył się spod kołdry, a Bargrim spod łóżka.

– Przecież on wie, że tu jesteśmy – gnom mówił, starając się nie kłapać zębami – i na pewno nie przyjdzie. Wie, że tu czuwa czarodziej, z pewnością się przestraszył.

Arivald nie był wcale tego taki pewien.

Nagle powietrze w komnacie zgęstniało, a ściany zaczęły emanować różowawy blask. To była następna bariera postawiona przez czarodzieja. Wampir się zbliżał. Sangwaniasz i Bargrim, znieruchomiali, przyglądali się coraz silniej świecącym ścianom, które teraz rzucały tęczowe blaski.

– Och! – westchnął Sangwaniasz. – Ale kolory!

Arivald wstał i mocniej ścisnął różdżkę w dłoni. Wypowiedział szybko, jedno po drugim kilka zaklęć, które miały ich ustrzec przed wpływem wampira. I zrobił to w samą porę, bo wampir właśnie się pojawił. Najpierw ujrzeli tylko czarny dym przenikający przez ścianę od korytarza, potem dym zgęstniał i zaczął przybierać postać wysokiego mężczyzny w granatowym płaszczu.

– Idzie! – wrzasnął znowu demon, ale tym razem przezornie się nie pojawił.

Wampir już zakończył transformację i stał pośrodku komnaty. Bardzo wysoki, o bladej twarzy i płonących, czarnych jak noc oczach. W prawej dłoni trzymał laskę ze srebrną gałką, w lewej wytworne rękawiczki. Arivald nie zamierzał czekać na pierwszy ruch wampira. Szybko wypowiedział Akuratność Kemleya, odkorkował butelkę i chlusnął zawartością w przybysza. Czar posłusznie poniósł ciecz, wampir dostał prosto w twarz. Zakrztusił się i zaczął ścierać z policzków gęstą zieloną maź. Upuścił przy tym rękawiczki.

Arivald nie bardzo wiedział, co robić dalej. Wampir jak na razie nie odezwał się ani słowem, nie uczynił też żadnego jawnie wrogiego gestu. Stał po prostu i w milczeniu czyścił się z trucizny, którą potraktował go czarodziej. Bargrim natomiast krzyknął. W pierwszej chwili Arivald sądził, że to okrzyk przestrachu, ale to był krzyk triumfu. Gnom wyciągnął zza pazuchy osinowy kołek i skoczył w stronę wampira. Jednak okazał się zuchwałym łajdakiem.

Kiedy on to zdążył zastrugać? – zdołał tylko pomyśleć Arivald, a potem wydarzenia nastąpiły błyskawicznie.

Wampir na widok osinowego kołka skrzywił się straszliwie, o krok odstąpił na bok, po czym chwycił błyskawicznym ruchem gnoma za klapy płaszcza, okręcił nim w powietrzu i cisnął o ścianę. Bargrim z jękiem huknął w mur i znieruchomiał na podłodze. Kołek wypadł mu z dłoni.

– Taaa… – rzekł wampir i jego oczy zapaliły się złym blaskiem. Obrócił głowę w stronę łoża, na którym siedział Sangwaniasz niczym kamienny posąg. Uśmiechnął się, a spod bladoróżowych warg wysunęły się dwa długie, ostre i olśniewająco białe kły.

Wampiry mają przecież ssawki, pomyślał Arivald i mimo grozy sytuacji wściekł się na Waleriusza Lycantropha razem z całym jego „Vampyrologos”.

Postanowił być twardy i bezczelny.

– No i co dalej? – zwrócił się w stronę wampira. – Zostałeś rozpoznany i schwytany. Ofiarowuję ci ochronę i opiekę Akademii w Silmanionie. Jesteś archeologicznym zabytkiem i będziemy dbać, aby nikt ci nie zrobił krzywdy.

Wampir zasyczał wściekle i rozpostarł poły płaszcza. Do złudzenia przypominał wielkiego, zdenerwowanego nietoperza.

– Koltari! – wrzasnął, aż Arivaldowi zaświdrowało w uszach. – To była Koltari!

– Jasne, że Koltari – odparł mag, a coś w nim radośnie krzyczało: Działa! Działa! – Co ty sobie myślałeś? Teraz poddasz się sam, czy mam ci złoić skórę?

Wampir wrzasnął raz jeszcze i skoczył w stronę czarodzieja. Arivald wolał zawierzyć sile swych mięśni niż czarom, więc odrzucił różdżkę i trzasnął wampira szybkim prawym sierpem celowanym w podbródek. Ale uderzenie nie doszło celu. Wampir zatrzymał pięść czarodzieja, ścisnął ją w swej dłoni i Arivald usłyszał, jak chrupnęły mu kostki nadgarstka. Zdołał szybko wyszeptać Bezból, po czym został chwycony za brodę oraz pas i ciśnięty w powietrze. Grzmotnął potężnie o ścianę, odwinął się, by uniknąć kopnięcia, lecz i tak oberwał pod kolano. Nic go nie bolało, tylko czuł, że ma bezwładną lewą nogę. Chciał się zerwać, ale noga zawiodła i padł z powrotem, w ostatniej chwili osłaniając twarz przed ciosem. I kiedy już żegnał się z życiem, huknęły drzwi komnaty.

– Rrrahn! – głos wiedźmina zatrzymał wampira, a Znak Podwójnego Phallusa odepchnął go pod okiennice.

Srebrna błyskawica wiedźmińskiego miecza zygzakiem pomknęła w stronę wampira, który, choć oszołomiony Podwójnym Phallusem, zdołał jednak uskoczyć. Próbował zamienić się najpierw w dym, potem w nietoperza, ale tylko rozbolała go głowa. Wiedźmin chlasnął mieczem, zwalając ze stołu świecznik i obcinając wampirowi przy okazji połę płaszcza. Świece zgasły, zapanowała ciemność, w której jarzyły się tylko białe oczy wiedźmina i błyszczało ostrze srebrnego miecza. Wiedźmin złożył palce w Znak Negging i czerwonawa aura rozświetliła komnatę. Wampir skoczył, chcąc wykorzystać ten moment, ale Puffer z Lyzienny płynnie odszedł na bok, palce lewej dłoni złożył w Znak Pedding, który wampira oślepił i przeraził, a prawą wyprowadził pchnięcie. Ostrze przecięło płaszcz i przejechało wampirowi po boku.

– Poddaję się! – krzyknął wampir i uciekł za łóżko. – Magu, ochroń mnie!

Arivald wypowiedział Boską Jasność, bo źle widział w tym czerwonawym poblasku, i zerwał się z podłogi. O mało co nie upadł, ale zdołał zatrzymać wiedźmina.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)