Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 134
Перейти на страницу:

— Eeee… Dostaliśmy czterech podoficerów i oficera z Dziesięciu Tysięcy oraz grupę szeregowych z innych jednostek sił naziemnych. Wszyscy mają pewne doświadczenie bojowe.

— Brzmi nieźle — powiedział Mike. — Sierżancie, ci panowie zaplanowali już całe zakwaterowanie. Proszę porozumieć się z nimi i przepuścić ludzi przez… — Przerwał i rozejrzał się. — Gdzie jest Kostnica? — spytał.

— W piwnicach koszar, sir — odparł kapitan Gray, wskazując na powiększone boczne wejścia do budynków.

— Super — rzekł O’Neal. — Dowódcy kompanii i sztab do kwatery batalionu, jak tylko przebiorą się w jedwabie. Żołnierze na kwatery, niech sprawdzą swoje przydziały. — Spojrzał na słońce, kichnął i pokręcił głową. — Cholera. Shelly, która godzina?

— Tuż po czternastej, sir — odparł z wnętrza hełmu przekaźnik.

— O siedemnastej zero zero zbiórka wszystkich kompanii — ciągnął Mike. — Wszyscy mają być już w jedwabiach i stać na baczność. Potem kompanie mogą wypuścić ludzi na teren obozu, jeśli zechcą, ale nie mogą zwolnić ich z posterunku.

— Jasne — powiedział Pappas. — Ale wie pan, że jeśli będziemy za długo czekać, napięcie tylko się zwiększy?

— Wiem — odparł Mike z lekkim uśmiechem. — Ja też kiedyś byłem szeregowcem, sierżancie. Piątkowe wieczory… Dni wypłaty… Najpierw chcę poznać miejscowych i chociaż trochę ich przygotować. A potem niech się tam wdzierają choćby siłą.

* * *

— O rany — powiedział Mueller, odsuwając się od stołu. — Gdyby żołnierze w korpusie wiedzieli, że tak jesz, chyba wdarliby się tutaj siłą.

— Mogą spróbować — powiedziała Cally ze śmiechem — ale myślę, że zawróciliby już po pierwszej linii claymore’ów.

Papa O’Neal spojrzał na niedojedzony stek Shari i zmarszczył brew.

— Wszystko w porządku?

— W porządku — odparła Shari ze słabym uśmiechem. — Po prostu nie zjadłam tyle mięsa przez cały ostatni miesiąc.

— No to powinnaś częściej wpadać — powiedział O’Neal, szturchając ją w ramię. — Jesteś chuda jak szczapa. Musimy cię trochę odkarmić.

— W Podmiesciu obie jemy tyle samo, a tylko ja mam problem ze zbiciem wagi — rzekła Wendy, wyskrobując resztki pieczonego ziemniaka. — Shari nigdy nie tyje.

— Och, kiedyś byłam na diecie. — Shari wytarła usta i odłożyła serwetkę na stół obok prawie pełnego talerza. — Ale jedzenie w Podmiesciu nie…

— Nie pomaga przybrać na wadze — dokończyła Elgars, wycierając chlebem sos. — Na masę mięśniową też jest do niczego, ma za mało protein. Nie mogę się do tego przyzwyczaić, cały czas czuję się tak, jakby ktoś mnie głodził.

— To jeden z powodów, dla których przestałam ćwiczyć — powiedziała Shari, sadzając sobie na kolanach najedzoną Kelly. Najmłodsza dwójka była już w łóżkach, a pozostałe bawiły się po ciemku na dworze, pożyczywszy od O’Nealów ciepłe ubrania. Możliwość pobiegania i zabawy to była w Podmiesciu rzadka rzecz. — Tylko się męczyłam. Kiepskie jedzenie, opieka nad dziećmi… A nie miałam dokąd ich posłać; nigdzie nie byłyby bezpieczne, więc zawsze były przy mnie. — Przytuliła zaspaną Kelly i pogłaskała ja po policzku. — Nie o to chodzi, że miałam coś przeciwko temu, skarbie, ale przyjemnie jest czasami zrobić sobie przerwę.

— No, tu nie dostaniecie żadnego kiepskiego jedzenia — powiedział stanowczo Papa O’Neal. — I możecie odpocząć. Zostańcie jeszcze na jutrzejszy wieczór. Dopiero wtedy urządzimy sobie ucztę.

— Och, nie wiem — powiedziała Shari, odchylając się do tyłu na krześle. — Jest tyle do zrobienia…

— Nic, co by nie mogło poczekać — stwierdziła Wendy. — Żłobek to my. Nie musimy wracać.

— Nieprawda — sprzeciwiła się Shari. — Dzieci są pod naszą opieką, ale nie jesteśmy ich prawnymi opiekunkami. To by było porwanie.

— Zgoda — przyznała jej rację Wendy. — Ale nie musimy wracać rano. Możemy zostać dłużej.

— A pan sierżant? — spytała Shari. — Przecież musi pan odprowadzić nas z powrotem, prawda?

— Nie — odpowiedział Mosovich. — Jeśli ktoś będzie nas potrzebowała mogą do nas zadzwonić; do kwatery głównej korpusu mogę dojechać tak samo szybko stąd, jak i z moich koszar. I tak jesteśmy na służbie; tak mówią rozkazy. A i jedzenie, i okolica bardziej mi się tutaj podoba — dokończył, mrugając do Wendy.

— No proszę. — Wendy pokazała mu język. — Wydaje mi się poza tym, że Annie jest lepiej tutaj niż w Podmieściu.

— Zgadza się — powiedziała Elgars. — Nie wiem, czy to jedzenie, czy powietrze, czy jeszcze coś innego. Ale po raz pierwszy czuję, że naprawdę… żyję.

— Cóż, jeśli nie nadużywamy gościnności… — spróbowała zaprotestować po raz ostatni Shari.

— Gdybyście nadużywały gościnności, nie nalegałbym — wyszczerzył zęby w uśmiechu Papa O’Neal. — Nie mogę się doczekać, kiedy was odkarmię — ciągnął, szturchając ją w żebra. — Jesteś za chuda. Chuda, chuda, chuda.

— Szczerze mówiąc, brzmi to cudownie — powiedziała Shari, chichocząc i opędzając się od O’Neala. Złapała go za palce i puściła… ale nie za szybko.

— Przyjemnie tutaj — powiedziała Wendy z uśmiechem i przeciągnęła się. — Ale mieliśmy ciężki dzień. Powinniśmy już wszyscy iść do łóżka…

Mueller nagle się zakrztusił.

— Przepraszam — wysapał, szybko odwracając wzrok.

Wendy znieruchomiała i popatrzyła na niego spod wpółprzymkniętych powiek.

— Chciałam powiedzieć „I nabrać sił na jutro". Starszy sierżancie Mueller, czy pokazywałam panu zdjęcie mojego chłopaka?

* * *

— O rany — mruknęła kapitan Slight. — Musiał być największy w swojej klasie.

Sierżant Bogdanovich stłumiła parsknięcie. Bogdanovich — „Boggie" dla kilku wybranych weteranów batalionu — była niską, umięśnioną blondynką, której skóra po latach spędzonych w pancerzu była niemal przezroczysta. Służyła w batalionie od czasu jego chrztu bojowego, i zdawało się, że wszystko już widziała. Ale musiała przyznać, że po raz pierwszy widzi tak wielkiego faceta. Meldujący się u pani kapitan porucznik sprawiał wrażenie, jakby miał problem z przejściem przez drzwi bez schylania głowy. Miała nadzieję, że znajdzie się dla niego odpowiedni pancerz. Z drugiej strony porucznik robił wrażenie, jakby był w stanie przeżyć trafienie w nie osłoniętą pancerzem pierś hiperszybką rakietą.

— Sier… Porucznik Thomas Sunday Junior melduje się u oficera dowodzącego — powiedział, salutując.

Zastanawiała go pora tego spotkania. Większość kompanii dostała wolne; słyszał gwar, z jakim żołnierze zajmowali swoje kwatery. Ale oficerowie i podoficerowie najwyraźniej wciąż pracowali. Zauważył, że w Dziesięciu Tysiącach zazwyczaj tak było, w przeciwieństwie do jego pierwszej jednostki sił naziemnych, i nie był pewien, co to oznacza.

— Spocznij, poruczniku — powiedziała Slight. — To jest sierżant Bogdanovich. Później pozna pana z sierżantem pana plutonu. — Kapitan przerwała na chwilę. — Wygląda na to, że został pan niedawno awansowany…

— Tak jest, ma’am — przyznał Sunday. — Zostałem awansowany na porucznika mniej więcej pięć minut przed opuszczeniem Dziesięciu Tysięcy.

Slight uśmiechnęła się, a sierżant parsknęła śmiechem.

— Cóż, trzeba podziwiać tupet Cutprice’a. Kim pan był przed tym nagłym awansem? Podporucznikiem?

— Nie, ma’am — odpowiedział Sunday, marszcząc brew. — Byłem starszym plutonowym.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)