Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 134
Перейти на страницу:

— Dobry Boże — powtórzyła Wendy. — To jest…

— Niesamowite? — dodała ze złośliwym uśmieszkiem Cally. — Z większości z nich nie strzelałam, a niektórych typów nawet nie znam. Federalni nie wiedzą, że mają pod nosem taki arsenał. Muszę pogadać z dziadkiem na ten temat. Tutaj jest standardowa broń, możesz coś z tego wybrać.

— To nie ma sensu — odparła Wendy. — Musiałabym zostawić to przy wejściu do Podmieścia.

— Wcale nie — wtrąciła Annie. — Ja mogą wnieść broń, a zaraz potem oddamy ją Danny’emu. Nauczysz się strzelać z niej na strzelnicy i nikt ci jej nie zepsuje.

— To jest myśl — przytaknęła Wendy. — Jesteś pewna, że chcesz tak zrobić?

Wyciągnęła krótką strzelbę i obejrzała ją w świetle lampy.

— Wzięłabym takie dwie.

— Steyr — powiedziała, kiwając głową Cally. — Dobry wybór. Prawdę mówiąc, ten należał kiedyś do mnie. Dam ci go pod jednym warunkiem.

— Jakim? — spytała zbita z tropu Wendy.

— Mam do ciebie kilka pytań. Takich… kobiecych. Muszę dowiedzieć się paru rzeczy.

— No cóż… Mężczyźni i kobiety są inaczej zbudowani, żeby mogli razem spło…

— Nie, nie. O tym już wszystko wiem. Wystarczy, że dziadek sobie podpije i zacznie opowiadać, jak się bawił w Bangkoku. Na ten temat wiem już wszystko, co powinnam. Chodzi o coś innego.

— O co?

— Cóż… — Cally rozejrzała się wokoło, jakby szukając natchnienia w stojakach z bronią. Potem wyraźnie zmieszana spytała: — Jak się nakłada cień do powiek?

* * *

— Żartujesz! — krzyknęła Shari, wymachując kolbą kukurydzy. Tego wieczoru była szczęśliwa. Po raz pierwszy od dawna jadła świeżą kukurydzę. O’Neal musiał zastosować jakieś czary, była bowiem tak pyszna, jak nigdy dotąd.

— Mówię najzupełniej poważnie — odparł Mike. — Jak grabarz nad trumną… Ona nie ma żadnych przyjaciółek, koleżanek, ciotek. Nikogo! Żadnej kobiety. Żyje tylko ze mną. To trochę dziwne, nie uważasz?

— Nie wyglądam jak goryl i dlatego uważa mnie za mięczaka? — narzekał Mosovich, myjąc pomidory. Papcio O’Neal zadziwiająco szybko zawarł z gośćmi znajomość, i teraz z wprawą typową dla wojskowej garkuchni szykował kolację. Biorąc pod uwagę, jak karmiono w Podmieściu i w wojsku, zapowiadała się prawdziwa uczta.

— Mike także go nie przypomina — powiedziała z oburzeniem Shari. — Więc chcesz, żebyśmy porozmawiały z nią o „babskich sprawach", tak?

— No… no tak. Ja niewiele wiem o makijażu. Znam metody działania KGB i sposoby rozpoznawania agentów, ale to chyba nie ten typ wiedzy. Mam też książkę o higienie kobiet, ale chciałbym, żeby Cally robiła wszystko jak należy.

— Miała już pierwszą miesiączkę? — spytała Shari, wracając do obierania kukurydzy. Wyłuskała robaka i wyrzuciła go do kosza, W kolbach roiły się robaki, ale to pewnie dlatego, że były świeżo przyniesione z pola.

— Tak — odparł zmieszany O’Neal. — Powiedziałem jej w skrócie, co, jaki dlaczego.

— Była już u lekarza od kobiecych spraw?

— Nie.

— No to dlaczego jej tam nie zaprowadzisz? Niech porozmawia ze specjalistą.

— W okolicy nie ma ani jednego. Najbliższy mieszka kawałek stąd, ale to nie byłby problem, gdyby nie to, że na wizytę czeka się kilka miesięcy. Była u felczera, ale… skończyło się na rozmowie.

— To mężczyzna?

— Tak.

— Porozmawiam z nią.

— Ona ma trochę problemów z samokontrolą — powiedział ostrożnie Papa.

— Cóż, przechodzi bardzo ciężki okres — powiedziała Shari. — Kto z nas ich nie miał w jej wieku?

— Wyjdź za mnie i mi pomóż — rzucił niespodziewanie O’Neal. — Przepraszam, to był żart.

— Rozumiem — odparła z uśmiechem. — Przechodzę przez to samo z Billym, choć u niego objawia się to w trochę inny sposób.

— Mówisz o chłopczyku? O tym, który nigdy się nie odzywa?

— Tak. Pochodzi z Fredericksburga i przeżył tamtejszą masakrę. Wiem, że nas słyszy, uczy się, czasem daje jakieś znaki. Ale nigdy się nie odzywa. — Shari westchnęła. — Sama nie wiem, co mam robić.

— Wyślij go do klasztoru — zażartował Papa. — Tam się składa śluby milczenia, więc chłopak poczuje się jak w domu.

— To jedna z możliwości — rzekła chłodno Shari.

— Wybacz. To ta moja niewyparzona gęba. — O’Neal poważnie się zawstydził. — Ale prawdę mówiąc, znam kilku mnichów i wiem, że to dobrzy ludzie.

Zapadła cisza, a Papa popatrzył na mięso leżące na desce do krojenia.

— Ile jedzą małe dzieci? Pokroiłem już steki dla nas, ale nie wiem, jaką ilość przyszykować dla maluchów. Jedna taka porcja jak dla dorosłego wystarczy dla wszystkich?

— Raczej tak — odpowiedziała Shari. — Skąd bierzesz jedzenie?

— Żyjemy na farmie. — O’Neal uśmiechnął się. — Myślisz, że jak wybuchła wojna, to rzuciłem robotę? Poza tym jest pora żniw. Zabiłem krowę, a jutro chyba świnka pójdzie pod nóż, jeżeli zostaniecie jeszcze jeden dzień.

— Zadecydujemy jutro rano, dobrze? — odparła z uśmiechem Shari.

17

Żadne z nas bohatery, ani żadne gwardzisty czarne Kawaleryśmy zwykłe z koszarów, tak samo jak i wy zwyczajne; A gdy czasem nasze obejście nie tak gładkie jak wasze mundury Cóż, kawalery z koszar to nie świętych gipsowe figury.
Rudyard Kipling
Tommy
Obóz Newry, Newry, Pensylwania, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
19: 28 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, czwartek, 24 września 2009

— To dopiero prawdziwy obóz — powiedział sierżant Pappas, wyglądając przez okno autobusu.

Przenoszenie jednostek pancerzy wspomaganych od samego początku stwarzało problemy. Spakowanie zbroi i wysłanie ich równało się rozbrojeniu żołnierzy, a większość z nich nie radziła sobie najlepiej bez skafandrów. Z kolei transport pancerzy z ludzką zawartością był trudny ze względów logistycznych; nawet z „wyłączonymi" pseudomięśniami pancerze niszczyły wszystkie normalne konstrukcje, kiedy dochodziło między nimi do kontaktu.

Ostatecznie do transportu jednostek przystosowano czterdziesto — pięcioosobowe szkolne autobusy. Siedzenia — gołe kątowniki — były wyjątkowo niewygodne dla każdego, kto nie miał pancerza. Ale miały jedną podstawową zaletę — mogły przetrwać nawet długą podróż z piechotą mobilną na pokładzie.

Jedynym ustępstwem na rzecz wygody były ruchome zagłówki. Pierwszą rzeczą, jaką z reguły robili żołnierze po zakończeniu akcji, było zdjęcie hełmów, i nawyk ten uwzględniono w czasie projektowania autobusu. Nawyk sam w sobie był zrozumiały: żołnierze spędzali niekiedy całe tygodnie w ciągłym kontakcie z Posleenami i po tak długim czasie w wirtualnym środowisku potrzeba odetchnięcia świeżym powietrzem i poczucia wiatru na twarzy była nie do odparcia.

Stewart oderwał głowę od zagłówka i spojrzał na zbliżającą się bramę.

— No, przy odrobinie szczęścia tutaj nie będziemy musieli się przedzierać.

— Stare dzieje — westchnął Pappas. Dawno temu, kiedy był jeszcze zwykłym sierżantem, przyprowadził ze sobą pluton świeżych rekrutów do bazy w Fort Indianatown Gap. Siły naziemne znajdowały się wtedy w stanie nie kontrolowanej anarchii i pluton musiał wkraść się do bazy, a potem przebić przez nią do swoich koszar. Kiedy już tam dotarli, odkryli, że miejscowy sierżant jest zaangażowany w czarnorynkowy handel, a może także morderstwo. Z pomocą p/o dowódcy kompanii ukrócili wybryki tego idioty i wprowadzili w swojej kompanii pozory porządku, dopóki nie przybyli — niemal równocześnie — O’Neal i nowy dowódca batalionu.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)