Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 134
Перейти на страницу:

— Dzięki — mruknęła. — Wiem, że jestem tego warta, ale farbowałam włosy w zeszłym tygodniu.

Komplet do makijażu okazał się jednak nic niewart. Wprawdzie był pełen różnych różności — poprzednia właścicielka musiała od czasu do czasu odstawiać się jak Barbie — ale wszystko powysychało. Podkład połamał się na kawałki, kiedy otworzyła słoiczek.

Potem zobaczyła małą plastikową torebkę. Wyglądała na galplas, ale Shari uznała, że to niemożliwe; skąd mogłaby się tu wziąć torebka z galplasu? Ale kiedy Shari dotknęła widocznej na górze małej zielonej kropki i przesunęła palcem po grzbiecie torebki, ta otworzyła się wzdłuż niewidocznego spojenia. Zgadza się, galplas.

W środku było to, co Shari uważała za „zupełnie podstawowe rzeczy": tusz do rzęs, szminka, pudełeczko cieni do powiek z ołówkiem i pęsetą do brwi. Kolory nie były dla niej idealne — gdyby nie była ostrożna, mogłaby wyglądać jak Britney Spears — i naprawdę bardzo żałowała, że nie ma tu podkładu i różu do policzków, ale to, co było, wystarczyło. Poza tym kosmetyki były prawie nowe.

Szybko nałożyła skromny makijaż, a potem cofnęła się, żeby obejrzeć efekt.

— Mała, wyglądasz jak milion dolarów — powiedziała. A potem dodała: — Kłamczucha.

Posłała łóżko i zeszła na dół, do kuchni, zwabiona zapachem boczku. Kelly i Irenę siedziały przy stole i chrupały herbatniki, Amber tkwiła w wysokim krzesełku tuż obok, a pan O’Neal krzątał się przy kuchence, smażąc następną patelnię boczku i wbijając jajka.

Kiedy Shari weszła do kuchni, O’Neal w pierwszej chwili jej nie zauważył, a potem podskoczył przestraszony i przez moment machał ręką z nie rozbitym jajkiem, zanim w końcu trafił nim w brzeg patelni.

Shari starała się nic roześmiać; podeszła do kuchenki i wciągnęła w nozdrza zapach jedzenia.

— Bosko pachnie.

— Jak podać jajka, milady? — spytał Papa O’Neal. — Smażę jajecznicę dla tych studni bez dna, ale z przyjemnością przyrządzę dla ciebie takie jajka, jakie będziesz chciała.

— Może być jajecznica — powiedziała Shari, znów starając się nie uśmiechać, kiedy zauważyła ukradkowe zerknięcie w jej stronę. Nie waż się przeciągnąć. Nie rób tego, bo nigdy sobie nie wybaczysz. Mimo to poczuła, że nie może się powstrzymać. Przeciągnęła się.

Pasek boczku spadł na kuchenkę.

— Cholera — mruknął Papa O’Neal. — Niezdara ze mnie… — Podniósł boczek palcami i wrzucił go na przykryty ściereczką talerz. — Zjesz boczek czy… czy wolisz kawałek kiełbasy?

— Może być boczek — odparła Shari, podchodząc do stołu, żeby dać biedakowi trochę odetchnąć. Kiedy uświadomiła sobie, że kołysze biodrami, miała ochotę palnąć się w głowę…

On… maco najmniej sześćdziesiąt łat, a zresztą co on, u diabła, może widzieć w rozwódce z dzieciakami i rozstępami?

— Widzę… eee… widzę, że znalazłaś sobie ubranie — powiedział O’Neal, nakładając jajecznicę na talerze i zanosząc je do stołu. — Tak myślałem, że niektóre rzeczy Angie będą na ciebie pasować. Miałem ci powiedzieć wczoraj wieczorem, żebyś coś sobie wybrała. Rozmawiałem z Elgars o zaopatrzeniu w Podmieściach; nie miałem pojęcia, jak tam jest. Dom jest pełny różnych rzeczy, więc bierz, co chcesz. Ale jestem… zaskoczony, że znalazłaś dobry stanik.

— Dzięki za propozycję — odpowiedziała Shari. — To trochę jak jałmużna, ale co tam, mogę przyjąć małą jałmużnę. W Podmieściach naprawdę niczego nie ma. — Uśmiechnęła się i znów przeciągnęła. — Ale przyznam, że raczej trudno będzie mi coś znaleźć.

Papa O’Neal odkaszlnął i wrócił do kuchenki, a Shari zaczęła gorączkowo poszukiwać jakiegoś neutralnego tematu do rozmowy.

— Gdzie reszta dzieci? — spytała. Irenę zeszła z krzesła i wspięła się na jej kolana, przynosząc ze sobą talerz. Potem zajęła się ładowaniem herbatników i boczku do buzi.

— Część jeszcze śpi — powiedział Papa O’Neal. — Reszta poszła z Cally, aby pomóc jej w obowiązkach. Spodobało im się to. Rano poszła z nimi po jajka, a potem dostały te jajka do zjedzenia. Billy pomógł nawet doić krowy, a to już naprawdę akt wyjątkowej odwagi i poświęcenia.

— Dzieci zawsze lubią obowiązki — powiedziała Shari, parskając śmiechem. — Ale tylko jeden raz. I pod warunkiem, że nie trwają za długo.

— Wygoniłem je na dwór, niech pobiegają — odparł O’Neal. — Masz je z głowy; przyda ci się chwila odpoczynku.

— Lubię moje dzieci — zaprotestowała Shari. — Nawet te, które nie są moje.

— Jasne, ja też je lubię — powiedział O’Neal. Podniósł wystygły kawałek boczku i położył go na talerzyku Amber. — Ale pilnowanie ich bez przerwy to za dużo dla każdego, nawet dla Super Mamy.

Shari zmarszczyła czoło i odchrząknęła.

— Czy… Czy Amber na pewno może jeść boczek?

Papa O’Neal wzruszył ramionami.

— A dlaczego nie? Ja jadłem, kiedy byłem mały, i z tego, co wiem, mój syn też. Poza tym to już trzeci kawałek, który przeżuwa. A co według ciebie powinna jeść?

Shari popatrzyła, jak Amber bierze następny kawałek słabo usmażonego boczku i zaczyna go żuć.

— No, jeśli jest pan pewien, że tak można… Normalnie dajemy jej…

— Kaszkę mannę — dokończył O’Neal. — Mam. Świeżutka. Skoro o tym mowa, mam dwa rodzaje.

— Albo krem z kukurydzy — ciągnęła Shari.

— To też mam. A co powiesz na mus z mąki kukurydzianej? To dobre jedzenie dla niemowląt. Z dodatkiem mielonego boczku dla smaku.

— Zawsze tak jadasz? — spytała Shari. — Dziwię się, że twoje naczynia krwionośne jeszcze ci się. z hukiem nie zatrzasnęły.

— Mam najniższy cholesterol, jaki widział mój lekarz. — O’Neal wzruszył ramionami. — To od tych zimnych kąpieli i przyzwoitego prowadzenia się.

— Aha. — Shari wzięła kawałek boczku, którego nie zauważyła Kelly. — Mam jedno pytanie, mam nadzieję, że nie nazbyt osobiste. Kto to jest Angie?

Papa O’Neal skrzywił się i wzruszył ramionami.

— To po niej Cally ma połowę urody. To moja była. Mieszka w komunie w Oregonie, odkąd skończyła czterdzieści lat i odkryła w sobie powołanie do… no, do Wicca.

Znów wzruszył ramionami, nałożył na talerz jajka, boczek i herbatniki i podał go Shari.

— Nigdy tak naprawdę nie pasowaliśmy do siebie. Ona była miłośniczką natury, artystką, a ja… — Wzruszył ramionami. — Najlepsze, co można by o mnie powiedzieć, to że nigdy nie zabiłem nikogo, kto na to nie zasługiwał. Nigdy nie podobało jej się, co robię, ale jakoś to znosiła, tak samo jak mnie. Chodziło też o to, że często mnie nie było i musiała sama się sobą zajmować. Mieszkała tutaj i wychowywała Mike’a Juniora. I praktycznie sama prowadziła farmę. Kiedy wróciłem na dobre, przez jakiś czas nam się układało, a potem zaczęliśmy się żreć. W końcu odkryła swoje „prawdziwe powołanie” — kapłaństwo i pojechała do tej komuny. Jak rozumiem, od tamtej pory żyje tam sobie szczęśliwie.

— Widziałam napisy „Woodstock” i „Pokój przez przeważającą siłę ognia” — uśmiechnęła się Shari.

— A, widziałaś to — zaśmiał się O’Neal. — Była na mnie potwornie wściekła za to, że napisałem jej to na tyłku. A ja byłem wściekły na nią za to, że się naćpała i mi na to pozwoliła. Powiedziałem jej, co robię, a ona uznała, że to fajny pomysł… No, wtedy uważała, że to dobry pomysł.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)