Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 81
Перейти на страницу:

— Ja tam nie wiem — rzekł Dydyński, łyknąwszy dla animuszu i lepszej retoryki trochę wina — kto wam te prawa nadał i kiedy. Rzeczpospolita bierze swoje początki od starożytnego Rzymu, którego nazwa była taka sama jak Korony i Litwy — res publica, rzecz publiczna, to jest królestwo należące do wszystkich poddanych, których obowiązkiem jest troszczyć się o jego dobro. A nie o wygodę carskiego tyrana, jak w Moskwie.

Na wzmiankę o Rzymie przeżegnali się wszyscy Moskale — powoli, nieśpiesznie.

— Pamiętaj i słuchaj, monarcho prawosławny, dwa Rzymy upadły, trzeci stoi, czwartego nie będzie — tokował Golicyn. — Tymi oto słowy ozwał się mnich osyflański Filoteusz do cara, naszego batiuszki Wasyla. I jakże mamy ufać twoim słowom, Jacku Aleksandrowiczu, skoro owego Rzymu… nie ma. A prawosławna Ruś była, jest i będzie! — Uderzył się z rozmachem sękatym kułakiem w pierś, aż zadudniło.

— Tak jest, w rzeczy samej, prawdu[7] Mikołaj Siemionowicz każe — odezwał się Radiszczew i sprzątnął sprzed nosa Dydyńskiego nową porcję pierożków, tak iż została pusta misa. Jackowi zatem nie pozostało nic innego, jak skoncentrować się na polityce.

— Prawosławna Moskwa potrzebuje nowego, dobrego cara — zagrzmiał pan Jacek jak Zamoyski na sejmie, bo nieźle już kurzyło mu się z czupryny. — Bo jak na razie jest w chorobie. Nie zaprzeczajcie, mości panowie bojarzy, bo jeśli byłaby w pełni sił, nie siedziałbym tu dziś za stołem, a garstka naszych wojsk nie poczynałaby sobie tak śmiało, mając pod bokiem całą potęgę Borysa Godunowa. Nigdy nie dostaliście nam w polu, nie wygraliście ani jednej bitwy! Stu naszych rozbija w polu tysiąc waszej jazdy. Tak było pod Orszą, pod Połockiem, pod Pskowem, pod Toropcem! Nie daje wam przez to Pan Bóg czegoś do zrozumienia?

Radiszczew znowu pokiwał głową, niewiele słuchając, a może i rozumiejąc z tego wywodu. Jacek zastanowił się, czy potakiwałby mu nawet wtedy, gdyby powiedział, że jego matka uprawiała sodomię z czarnym kozłem? Choć w sumie w Moskwie, gdzie zwykły kaprys cara mógł obalać możnych panów i ustanawiać na ich miejsce byle muzyków, umiejętność rytmicznego poruszania głową w górę i w dół mogła gwarantować przeżycie.

— Najwyższy ciężko nas doświadcza. Ale tym ufniej przyjmujemy klęski w pokorze.

— I nie myślicie, że potrzeba wam cara, który zburzy mur między Moskwą a Rzecząpospolitą? Takiego właśnie Dymitra?

— Dlatego uznaliśmy go za gosudara — mruknął Izmajłow. — Ale, Jacku Aleksandrowiczu, nie znajesz ty, że nasza święta Ruś nie jest Litwą…

— Rzecząpospolitą! Nie wiem, czemu wy ciągle mylicie te nazwy.

— Bo płocha jest, pohańska i sprośna — wtrącił Golicyn. — Litwa, to jest Rzeczpospolita wasza, zbudowana jest na nieprawdzie i ucisku. Mamy, jak mówisz, tyrana cara. Nie zaprzeczę. Ale u was każdy pan to tyran. Polska bezhołowiem rządzona, kolonia Niemcom, Ormianom, Cyganom, Szkotom, raj Żydom, piekło chłopom. Zali to nieprawda, że u was wolność przynależy tylko szlachcie? Czy łżę, mówiąc, że wasz lud poza Świętem Zwiastowania nie ma ani jednego dnia wolnego od pracy?

— Nieprawda. Trzy dni odrabiają w polu od każdego łanu. Za to każdy kmieć siedzi na swoim. Jak mu zabiorę ziemię, może iść precz, do innego pana. Tylko u was chołopów sprzedawać można w niewolę jak zwykłych niewolników, a także ich żony, synów, córki.

— U nas każdy zna swoje miejsce w świętym gosudarstwie — mruknął pojednawczo Izmajłow. — Wszystko jest od cara ustalone i wieczne. Ot, choćby księgi. U was, na Litwie, trzeba wiele książek przeczytać, aby wywiedzieć się o Bogu i ludziach. A co gorsza, nie wiadomo, która mówi prawdę, bo jedna rzymska, a druga luterska. A u nas jest jedna, prawdziwa, jedyna, sławna, zowie się Domostroj, wydana za cara batiuszki Iwana Srogiego. Starczy ją przeczytać i już wiadomo, jak po bożemu żyć. Wszystko tam opisane, jak ogórki kwasić, dom budować, jak żonę, dzieci, czeladź bić. Ot, na ten przykład z żoną po bożemu postępować każe, bez gniewu karać, lecz nie przy ludziach, żeby wstydu nie było, a w komorze. Co tak oczy wytrzeszczasz, Jacku Aleksandrowiczu? Może jeszcze powiesz, że u was baby mężami bogobojnymi rządzą?

— Pewnie, że rządzą, skoro swawola taka! — warknął Golicyn.

Dydyński łypnął na niego złowrogo oczyma. Nie podobał mu się ten gruby Moskowita. Stolnikowic zacisnął ręce w pięści, prosząc Matkę Boską Leżajską, aby dała mu siłę i powstrzymała przed strzeleniem płazem szabli w pysk Golicyna. Prosił się ten bojarzyn o zwadę, oj, prosił, nie bacząc na święte prawa gościnności…

— Nasze niewiasty — rzekł Dydyński, starając się przeistoczyć z warchoła w polityka i statystę — nie są tak posłuszne, ba! rzeknę waszmości, że czasem zdarzają się wśród nich prawdziwe kocice. Starczy, że którąś pogłaszczesz lejcami, a zaraz odda. Albo zamiast niej oddadzą ci krewni i przyjaciele. Częściej jednak baby z babami biją się, szarpiąc za włosy i gryząc, osobliwie przy zajazdach szlacheckich.

Tym razem nawet Radiszczew nie przytaknął.

— Baby się biją? — Golicyn splunął na podłogę. — Obraza boska. Taka to, Jacku Aleksandrowiczu, wasza wolność, że nawet z niewiastą załatwić sprawy nie lzia[8]? U nas nie w Polsze, muż żeny bolsze[9]. Jak żonka krnąbrna, upomnień nie słucha, bez gniewu każe Domostroj bić a tęgo. Tyle że nie kijem, a kańczugiem, i nie przez żywot, nie przez pierś, boby poroniła, a i nie po oczach, nie po uszach, bo co mężowi po ślepej? Po głuchej? Bić bez gniewu, po bożemu karać, ręki nie szczędząc — żonę, czeladź, chołopów. Inaczej pospólstwu w głowach poprzewraca się. I zaraz lada chołopiszka ogłosi się bojarem, a byle mużyk targowy — carem.

— Innych ksiąg niż Domostroj, jak mniemam, nie czytacie? — zapytał szyderczo Dydyński, bo ołowiany spokój Moskali działał mu na nerwy.

Tym razem przemówił Radiszczew.

— Księgi? Mamy księgi, Jacku Aleksandrowiczu. Co byś pomyślał, że my naród nie czytaty i nie pisaty?! Czetyje-Mineji, to jest żywoty i pisma ojców świętej Cerkwi. Jest u nas Stiepiennaja Kniga, a w niej żywoty carów sławnych, od Włodzimierza i Monomacha do cara Iwana Srogiego. Są sudiebniki, gdzie prawa i gramoty carskie wszelakie są zebrane…

вернуться

7

rus. — prawdę

вернуться

8

rus. — nie wolno

вернуться

9

przysłowie ruskie — U nas nie Polska, chłop ważniejszy od baby

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)