Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 81
Перейти на страницу:

Moskal usiłował strzelić, ale Dydyński — bardziej dzięki ślepej Fortunie i szczęściu niż zamysłowi — chwycił lewą ręką za lufę pistoletu, rąbnął pięścią. Trafił tamtego w łokieć, wyrwał broń.

Izmajłow podskoczył jak młoda sarna.

A Dydyński zatoczył się na słabnących nogach. Uderzył plecami w glinianą ściankę pieca. Poła jego żupana musnęła płomienie, na chwilę w izbie zapachniało spalenizną.

Chwiejąc się na nogach, trzymał broń równie pewnie co pijus ostatnią flaszę trunku uchronioną z potopu. Mierzył w łeb Izmajłowa.

— Brać go, bliaduna! — wrzeszczał Moskal. — W łyka, w dyby! W łańcuchy! Psa lackiego!

— Stać! — Dydyński nacisnął na spust, cofnął palec, nim zwolnił sprężynę kółka. — Każ tylko się ruszyć… ppachołkom! Zrobię ci… we łbie… dziu-rę sze-rok-ą jak niebiańskie wrota! Ro-zu-misz? — wybełkotał. — Cofać się, psie krwie!

Służba zafalowała, jedni opuścili broń, inni przeciwnie — mierzyli w pierś Dydyńskiego z samopałów i moskiewskich pistoletów. To był pat. Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

— Strzelać! — wycharczał bojarzyn, ale zupełnie bez przekonania.

— Tak! Strzelajcie! Dalejże, każ zabić jedynego Lacha na służbie Dworu, suczy pomiocie! Cofnąć się, powiedziałem!

Służba krążyła wokół nich, zdesperowana, niepewna, co zrobić i w kogo mierzyć. Czarne oczka luf zaglądały w oczy Jackowi jak ślepia ptaków czekających na swoją kolej na polu pełnym trupów.

— Skąd wiesz, że jesteś jedynym Lachem u Dworu?! — zacharczał Izmajłow. — Kto cię zaprzysiągł do służby? Kogoś Chrest całował?

— Waarłama Jaickiego.

— To zdrajca! Zmiennik, pies jak i ty! On nam Dymitra uprowadził na Litwę! Opuść broń do dytka!

— To sam każ odłożyć piszczele pachołkom.

— Nie.

— Nie?

— Na pewno nie! — potrząsnął głową bojar. — Mierzyć w niego! Nie patrzeć na mnie! Najpierw, panie Lach, daj dowód, że mówisz prawdę i jesteś naszym bratem! Albo nie wyjdziesz stąd żywy, choćbyś miał wpakować we mnie nie jedną, ale trzydzieści kul.

— Daj dowód na to, że gadasz prawdę — zahuczał Golicyn ukryty za szerokimi plecami czeladzi niczym za murami twierdzy.

— Taaa jest — zamruczał Radiszczew, który nie wstał od stołu.

Dydyński milczał skołowany, pijany. Nic nie przychodziło mu do głowy. Wpatrywał się prosto w oczy Izmajłowa. Między nim a możnym bojarem były cztery kroki, pusta przestrzeń. I lufa pistoletu.

— Sprowadźcie Borysa Włodzimierowicza! — rzekł bojar, nie próbując wycofać się z linii strzału. — Ruszać się!

Załomotały kroki. Moskiewscy zafalowali, rozstąpili się jak wilki przed niedźwiedziowatą postacią Borysa. Oboleński szedł wolno, niewzruszony, wyższy o głowę od obecnych. Mrużył oczy nienawykłe do blasku kaganków i łuczywa.

Teraz, przemknęło przez głowę Dydyńskiego, zapłacę za wszystkie zniewagi.

Jednak Borys, ujrzawszy rusznice i pistolety wymierzone w szlachcica, zamarł. Spojrzał na Izmajłowa. Spojrzał na Jacka. A potem…

Skrzywił się ze złością.

Wyszarpnął spod płaszcza pistolet z krzoską…

Strzeli! — pomyślał Dydyński. Do mnie!

I wtedy Oboleński wymierzył broń w Izmajłowa.

— Co to wszystko ma znaczyć?!

— Ty mi to powiesz! — warknął bojar. — Ty mi wyjaśnisz, jak Starcowi na spowiedzi, co, jak i dlaczego.

— Ot, naszła kosa na kamień! A czego ty, ojczulku, chcesz mego batiuszkę ubić?

— Batiuszkę? Jakiego batiuszkę, łajdaku! — Izmajłow już krzyczał, nie wiedzieć, bardziej zły, czy też zdezorientowany. — Jedziesz na Litwę złapać i sprowadzić Dymitra. Wracasz bez niego, za to z Lachem zmiennikiem, sobaką rimskowo papy! I jeszcze mianujesz go swoim ojczulkiem?! A ja o niczym nie wiem!

— Schwytali mnie na dworze fałszywego cara, byłbym zatańczył na stryczku, gdyby nie batiuszka Jacek Aleksandrowicz. On rzekł, że rozkazy zmieniono. Bo i po co chwytać Dymitra, skoro on sam wraca w granice świętej Rusi?

— Zaraz, ja czegoś nie rozumiem? Przyjmowałeś rozkazy od Lacha? Uwierzyłeś mu?

— Ukazał mi Chrest. Znał Słowo. Tak jak w zakonie. Oddałem mu pokłon i całowałem krzyż.

— Co? Coś powiedział?

— Biłem mu pokłony.

— To zdrajca! Lach nieszczery! Psi syn! Sługa zdrajcy Jaickiego.

— Moja sprawa — Borys przeniósł na niego zmęczone oczy — słuchać. Tego, u którego Chrest i władza. I Słowo od Starca.

— Teraz z tym koniec! — krzyknął Izmajłow. — Brać Lacha w dyby. A ty, Borysie Włodzimierowiczu, bij pokłony. Od dziś znowu będziesz słuchał mnie! Nie Lacha! A z nim zaraz sprawimy się jak z wieprzkiem!

— Nie słuchaj go! — ryknął Dydyński. — Pamiętaj na przysięgę!

— Lach to zdrajca! Na kolana, pachołku!

— Niech pokaże Chrest! — rzucił przebiegle Dydyński, jakby sam diabeł przemawiał przez jego usta. — Borysie, każ mu pokazać Chrest!

— Milcz, Lachu. Jeszcze z tobą nie skończyłem!

Borys zawahał się. Pistolet drgnął w jego ręku. Ale nie odwrócił głowy w stronę szlachcica.

— Jacek Aleksandrowicz prawdu każe — rzekł. — Pokażcie Chrest Starca, ojczulku. Powiedzcie Słowo. A wtedy stanie się ono ciałem i będę bił wam czołem jak rab.

— Tak jest, Izmajłow. Pokaż mu Chrest! Albo rozwalę ci łeb! — zawtórował jego słowom Dydyński.

— Jaki chrest?! Milcz, Lachu niewierny!

— Niedźwiedzi Chrest — spokojnie odparł Borys. — Tako rzecze Stariec. A jego słowo jest święte.

— Już pokazywałem! Jemu! — wrzasnął Izmajłow, a Jacek wyczuł, że bojar traci grunt pod nogami.

— Pokaż mi tu i teraz!

— Jak ci mam go pokazać, bliadunie?! Jak ci mam nim zaświecić w oczy, skoro Lach go spalił! Wrzucił do ognia.

— Nieprawda — skłamał gładko Dydyński. — Nie było żadnego Chrestu. Iwan Jakowlewicz łże nie jak sobaka, ale jak tuzin pohańców. On nie ma władzy. Nie pokaże ci go, Borysie! To zdrajca! Szpieg Godunowa.

1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)