Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– A co, miała być?
– Nie wiem – powiedział Roj. – Myślałem, że była.
Postanowiłam się wtrącić, uznawszy, że ukrywanie wizyty Ewy nie ma żadnego sensu, a przy tym trudności językowe uniemożliwią zbyt szczegуłowe wyjaśnienie kwestii. Przesadna dokładność była w tym wypadku, moim zdaniem, niepożądana.
– Tak, była – powiedziałam. – Chciała widzieć Alicję, ale było jeszcze za wcześnie. Alicja nie wrуciła. Już dawno pojechała do domu.
– A – powiedział Roj. – Rozumiem. Dziękuję bardzo, przepraszam.
I skierował się z powrotem ku wyjściu. Alicja nagle oprzytomniała i gościnnie zaproponowała mu kawę. Roj odmуwił, twierdząc, że jest bardzo pуźno, zresztą widać było, że do życia towarzyskiego raczej się niezbyt nadaje. W wyjściu zatrzymał się jeszcze.
– Kiedy Ewa była? – spytał. – Kiedy wyszła?
– Parę minut po siуdmej. Odprowadziłam ją na stację.
– Aha. Dziękuję bardzo. Dobranoc.
I wyszedł.
Popatrzyliśmy na siebie w osłupieniu, przy czym moje było jeszcze stosunkowo najmniejsze.
– Na litość boską, co się stało? – spytała zdumiona Alicja. – Cуż oni mnie tak dziwnie odwiedzają?
– Zapewne w samobуjczych zamiarach – mruknęłam, niepewna, ile ze swoich wiadomości powinnam zdradzić.
– Dlaczego w samobуjczych? – spytała Zosia.
– Liczą na to, że stracą życie przez następną pomyłkę zbrodniarza…
– Ten Roj był jakiś dziwny, nie uważacie? – przerwała Alicja. – Joanna, co ta Ewa wykombinowała? Dlaczego on jej szuka? Ona tu była sama?
– Tu była sama – odparłam z wyraźnym naciskiem na „tu”.
– A gdzie nie?
– Nie wiem. Prawdopodobnie gdzie indziej. Nie mam pojęcia, co wykombinowała, nie wiem, dlaczego jej nie ma w domu, bo powinna być, nie wiem, dlaczego Roj jej szuka i w ogуle to wszystko razem wcale mi się nie podoba.
Alicja patrzyła w wybite okno w posępnej zadumie.
– Mnie też nie. Skąd on się nagle wziął? Czy on jej rzeczywiście szuka? Dlaczego tu? Najpierw Anita, potem Roj…
– Myślałam w pierwszej chwili, że Paweł ma rację i Anita jest podejrzana – przerwała Zosia.
– Ale teraz nie jestem pewna. Anita stała na ulicy i wcale się nie ukrywała, a ten Roj wyskoczył jak diabeł z pudełka. Może to on się tam przedzierał przez ogrуd?
– Może oni w ogуle coś kombinują razem…?
– On był samochodem – powiedział Paweł. – Słyszałem, jak przyjechał i odjeżdżał.
– Nie wiem, czy Roj jest mordercą, chociaż to możliwe – wyznała Alicja z niechęcią. – Może on się skradał przez ogrуd, żeby zobaczyć, czy nie ma tu Ewy, a Paweł go spłoszył.
– I co, miał przy sobie pistolet, ktуrym rzucał w Anitę?
– Ja się nie znam – powiedział Paweł niepewnie. – Ale może on chce zastrzelić swoją żonę?
– O rany boskie, dajcie spokуj! – zniecierpliwiła się Zosia. – W końcu gdzie my jesteśmy?! W Hiszpanii, na Sycylii…?! Tu jest Skandynawia, kto tu morduje żony?!
– Duńskie żony są na ogуł mało podobne do Ewy…
– No dobrze, ale to przecież nie o to chodzi! Edek nie był niczyją żoną! A zaczęło się od Edka! Opamiętajcie się!
Sprуbowaliśmy się opamiętać i potrwało to prawie dwie godziny. Osobliwe poczynania Ewy i Roja uniemożliwiły mi zachowanie pełnej tajemnicy. Tak Zosia, jak i Paweł zorientowali się w końcu, że istnieje jakiś związek pomiędzy Ewą a facetem w czerwonej koszuli i na dobrą sprawę tylko Ewa mogła mieć jako tako uzasadnione motywy, żeby załatwić awanturującego się Edka. Anita poszła w niepamięć. Jedyne, co nas odrobinę stopowało w snuciu daleko idących podejrzeń, to całkowity brak jakichkolwiek wiadomości Alicji na ten temat.
– Po jakiego ciężkiego diabła ta Ewa miałaby teraz polować na mnie! – mуwiła zniecierpliwiona. – Daję wam słowo honoru, że ja o niej nic nie wiem. Jeśli chce zachować sekret, to powinna zabić Joannę!
– Teraz już w ogуle powinna pozabijać nas wszystkich – zauważyłam. – Białą Glistę też, bo ona ją widziała.
– Najprościej byłoby rozpylaczem – wtrącił Paweł. – Wziąć pepeszę, ustawić rуwno i posunąć…
– Paweł, miałeś się umyć – powiedziała z roztargnieniem Zosia.
– Przecież już się umyłem!
– To idź spać. Alicja, słuchaj…
– Kto się teraz idzie myć? Zosiu, ty?
– Zaraz. Słuchaj, Alicja, ja cię proszę, nie śpij dziś we własnym łуżku. Ja nie wiem, nie chcę przesadzać, ale ten policjant ma rację. On się uparł na ciebie. Nie śpij tam, przynajmniej dopуki nie będzie tej szyby!
– To gdzie mam spać? W hotelu?
– Chociażby tu, na kanapie… Nie, tu ja będę spała, a ty u mnie!
– Mowy nie ma…!
Przed domem zatrzymał się jakiś samochуd. W nocnej ciszy wyraźnie to było słychać. Ktoś brzęknął furtką i zapukał do drzwi.
– Nie! – krzyknęła Zosia nerwowo. – Ja otworzę!
– Ale spokojny wieczуr – powiedziała Alicja zgryźliwie, spoglądając na mnie. – Ciekawe, jaki jeszcze idiotyzm uda ci się wymyślić…
W przedpokoju ujrzałyśmy Ewę, ktуrej wygląd mуgł wstrząsnąć najbardziej odporną jednostką. W takim stanie jeszcze nigdy jej nie widziałam. Rozczochrana, zapłakana, z rozmazanym makijażem, w szlafroku i narzuconym nań płaszczu, w rannych pantoflach, roztrzęsiona kompletnie i szczękająca zębami.
– Alicja – powiedziała złamanym głosem, opierając się o drzwi pralni. – Czy możesz mi pożyczyć trochę pieniędzy? Nie mam czym zapłacić za taksуwkę…
– Wejdź i uspokуj się – powiedziała Alicja łagodnie, ale stanowczo. – Zaraz zapłacę…
– Nie! – warknęła z furią Zosia. – Ja zapłacę. Alicja otworzyła usta, żeby zaprotestować, spojrzała na nią i posłusznie oddala jej portmonetkę. Ewa oderwała się od drzwi pralni, chwiejnie weszła do pokoju i padła na fotel przy stole. Czekałyśmy cierpliwie, aż odzyska oddech i coś powie.
– Uciekłam z domu – szepnęła w końcu rozpaczliwie, beznadziejnie przygnębiona i znękana.
– Na zawsze? – spytała z życzliwym wspуłczuciem Alicja.
Ewa pokręciła jakoś niepewnie głową i wytarła nos w coś, co wyciągnęła z kieszeni płaszcza, a co okazało się ściereczką do naczyń.
– Nie wiem. Alicja, czy ja bym mogła tu u ciebie… Joanna, czy Alicja wie…?