Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 83
Перейти на страницу:

– Nie wiem, na kim stanęłaś – powiedziałam. – Kto u ciebie jest ostatnią ofiarą?

– Zdaje się, że ostatnio zginęła ciotka Thorkilda – powiedziała Ewa niepewnie. – Coś chyba o tym słyszałam…?

– Jesteś zapуźniona w rozwoju. Po pierwsze ciotka też wyżyła…

– Co ty powiesz? Przetrzymała? W tym wieku?

– Duńskie staruszki mają twarde życie. Wraca do zdrowia w szpitalu. Po drugie po ciotce ofiarą padła Agnieszka i pani Hansen, sprzątaczka Alicji. Wszystkie szpitale są zapchane pomyłkami naszego mordercy, bo Thorstena też trzymają, podejrzewając wstrząs mуzgu. Jedna osoba została oskalpowana, a dodatkowo stracił życie przypadkowy obcy osobnik, nie przewidziany w programie. Mamy szalenie aktywnego zbrodniarza.

– Potworne – powiedziała Ewa z roztargnieniem. – Potworne. Hekatomba w Allerшd. Doprawdy, powinnyście już z tym skończyć…

Wepchnąwszy ją do pociągu, poczułam się dziwnie wytrącona z rуwnowagi. Rzeczy­wiście, miała rację, doprawdy powinnyśmy już z tym skończyć! Chyba mamy źle w głowie, jeżeli pozwalamy na dalsze morderstwa!

– Jak możesz tak uprzejmie rozmawiać z tą zbrodniarką?! – wykrzyknęła z oburzeniem i rozgoryczeniem Zosia, kiedy wrуciłam do domu.

Nie miałam nawet czasu jej odpowiedzieć, bo ujrzałam, że Paweł też wrуcił. Nie spotkałyśmy go po drodze, bo odprowadzałam Ewę okrężną nieco trasą, wijącą się pomiędzy ogrуdkami. Rzuciłam się na niego zachłannie.

– No i co?! Widziałeś go?!

– A skąd! – odparł Paweł ze zniechęceniem. – Znуw go nie było.

– Ależ jak to nie było, pojechał już z pуłtorej godziny temu! Od godziny powinien być w hotelu! Jak mogłeś go nie widzieć?!

– Ale nie było go, jak Boga kocham! – bronił się nieco przestraszony Paweł. – Siedziałem od rana, głodny byłem okropnie, te parуwki już mi nosem wychodzą! Nie widziałem żadnego takiego czarnego! W końcu wrуciłem, bo już portier zaczął na mnie zwracać uwagę.

– Jak mogłeś! Co cię obchodzi portier?! Trzeba było wytrzymać jeszcze pуł godziny! Musiał wrуcić!

– – Wcale nie musiał! Mуgł jechać na obiad gdzieś na miasto! Mуgł jechać byle gdzie i wrуcić o pierwszej w nocy! Ja go mam już dość, to jakiś latawiec! Czy nie ma żadnego miejsca, gdzie on bywa bardziej regularnie?!

Zreflektowałam się. Istniało chyba miejsce, gdzie, sądząc z uzyskanych dzisiaj informacji, bywał bardziej regularnie…

– Czekaj – powiedziałam. – Postępujemy kretyńsko, to fakt. Jutro ci powiem, gdzie i kiedy on się powinien znaleźć, ale to będzie absolutna tajemnica. Nie wolno ci o tym nikomu powiedzieć, bo jakby się okazało, że to nie ten, to ja robię okropne świństwo…

– Musi być ten, skoro ja za nim tyle czasu latam – oświadczył Paweł stanowczo i prawie dałam się przekonać.

Alicja i pan Muldgaard przybyli prawie rуwnocześnie. Alicja zjadła obiad, pan Muldgaard natomiast kategorycznie odmуwił wypicia kawy. Nie można mu się było zbytnio dziwić.

Pomimo nie ukrywanych obaw o zdrowie i życie okazał daleko posuniętą uprzejmość i zanim zaczął zadawać pytania, udzielił informacji. Dowiedzieliśmy się, że układ kierowni­czy samochodu Alicji został uszkodzony w nader przemyślny sposуb, nie wymagający czasu i wysiłku, ale za to dający gwarancję, że użytkownika pojazdu prędzej czy pуźniej szlag trafi. W Danii nie ma wprawdzie licznych zakrętуw śmierci, ale jeździ się dość szybko i nagła utrata panowania nad kierownicą musiała w końcu spowodować katastrofę. Możliwe zresztą, że mordercy nie chodziło nawet o to, żeby Alicja zabiła się na miejscu, na taką przyjemność nie mуgł liczyć, ale żeby przynajmniej trochę uszkodzona poszła do szpitala. Być może miał nadzieję, że w czasie jej nieobecności uda mu się znaleźć przeklęty dokument.

– Pani go wie – rzekł następnie pan Muldgaard, oskarżycielko kierując w jej stronę wyciągnięty palec. – Pani trzyma tajemnice!

– Jakie tajemnice? – zainteresowała się Alicja.

– On szuka, ten morderca. On poszukiwa. Pani zna, co on szuka? Pani zna!

Zaprzeczenie nie przechodziło Alicji przez gardło. Patrzyła na pana Muldgaarda w milczeniu, nieco stropiona.

– Pani wie jego, kto on jest! Co on pragnił wypowiadać?! Co on poszukiwa? Ja pragnę odpowiedź!

Zaskoczona w pierwszej chwili Alicja ruszyła umysłem.

– Nic podobnego! Wcale nie wiem, czego on poszukiwa! Mogę się najwyżej domyślać, a moje domysły to jest moja prywatna sprawa. Mogę się źle domyślać. Nie znam go i nic nie wiem, gdybym go znała, tobym powiedziała!

Pan Muldgaard przyglądał się jej ze zmarszczoną brwią i wyrazem dezaprobaty.

– Dlaczego pani nie dawała alkohol ten pan, ktуren podrapano na głowę? Ja rozumiem po polsku wszystko. Ja słyszałem. On pragnił, pani nie dawała. Pani czekała na on szafę otwiera. Pani nie chce szafę otwierać. Pani wiedziała ten eksplozja?

Z oburzeniem i bardzo kategorycznie Alicja zaprzeczyła podejrzeniom, jakoby czyhała na Bobusia. Pan Muldgaard nie wydawał się przekonany.

– Zatem dla jakiego powoda pani nie dawała alkohol pan podrapano?

Wyraz bezradnego popłochu, jaki pojawił się w oczach Alicji, był doskonale zrozumiały dla nas trojga, Zosi, Pawła i mnie. Jakim sposobem można byłoby temu logicznie i po duńsku myślącemu człowiekowi wytłumaczyć, co łączy ją i co dzieli z Bobusiem i Białą Glistą? Jak przekonać go, że chodzi nie tylko o tę nie napoczętą butelkę napoleona, ale także o znacznie subtelniejsze rzeczy?…

Pan Muldgaard coraz bardziej posępniał.

– Pani własna osoba narobiła wybuch? – spytał surowo. – Ja pragnę odpowiedź!

– Nonsens! – odparła Alicja z nagłą irytacją. – Nie mam co robić, tylko dla tego kretyna niszczyć sobie meble! Nie mуwiąc już o szybie i magnetofonie!

– A! – powiedział pan Muldgaard i w oku mu nagle błysnęło. Przez chwilę przyglądał się rozwścieczonej Alicji z wielką uwagą i rozmyślał, po czym rozjaśnił pochmurne oblicze. – Ja myślę, że ja rozumiem. No tak… Dobrze. Ale on poszukiwa. Pani wie. Co?

Przez ładne kilkanaście minut ich wzajemna konwersacja brzmiała dość monotonnie. Pan Muldgaard mуwił swoje, a Alicja swoje. Obłędny upуr Alicji w kwestii grzebania w papierach w końcu zwyciężył. Gdyby to nie była Dania, niewątpliwie nie poszłoby jej tak łatwo i batalię wygrałby przedstawiciel władzy.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)