Łaska losu (Nadzieja)
- Автор: Стил Даниэла
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Łaska losu (Nadzieja)». Краткое содержание книги:
– Pójdziesz tam ze mną? – spytał Dianę rankiem tego samego dnia, ale potrząsnęła przecząco głową. Zanim wyszedł do pracy, ponowił propozycję, ale tym razem w ogóle nie zareagowała. W agencji Bili zapytał go, czy udało mu się przekonać żonę, i Andy musiał zgodnie z prawdą przyznać, że Diana wpadła w szał. Nie przypuszczał, aby w ogóle zechciała spotkać się z kandydatką na matkę zastępczą. Bili spieszył się na ważne spotkanie, więc tylko życzył mu powodzenia.
Diana tymczasem siedziała w pracy, ale nie mogła się skupić, bo przez cały czas myślała, jak wygląda ta kobieta. W którymś momencie nie wytrzymała, zamówiła taksówkę i kazała się zawieźć do umówionej restauracji. Przybyła tam w pół godziny po Andym i Williamsach, ponieważ kobieta stawiła się na spotkanie z mężem. Andy, zaskoczony pojawieniem się Diany, przedstawił ją Williamsom.
Małżonkowie byli schludnie ubrani i nie wyglądali na ociężałych umysłowo ani na narkomanów. Wanda okazała się nie brzydką kobietą, i mówiła dużo o tym, że zależy jej na zrobieniu czegoś „pożytecznego”. John natomiast sprawiał wrażenie, jakby to wszystko mało go obchodziło. Oczywiście poza pieniędzmi, gdyż małżonkowie życzyli sobie pokrycia kosztów opieki lekarskiej, uzupełnienia garderoby Wandy i wyrównania jej utraconych dwumiesięcznych zarobków, niezależnie od honorarium rzędu dwudziestu pięciu tysięcy dolarów. W zamian Wanda deklarowała gotowość podpisania umowy gwarantującej nieużywanie przez nią alkoholu i narkotyków oraz unikanie ryzyka przez cały okres trwania ciąży. Zobowiązywała się też do oddania im dziecka zaraz po urodzeniu.
– A co będzie, jeśli pani w ostatniej chwili zechce jednak za trzymać dziecko? – spytała Diana, która tymczasem zamówiła sobie kawę.
– Na pewno tego nie zrobię – odpowiedziała szczerze Wanda, dodając coś na temat niesprzeciwiania się swojej karmie, czyli przeznaczeniu. Jej mąż wyjaśnił, że małżonka interesuje się religiami Wschodu.
– Nie przepada za dziećmi – dodał. – Tego ostatniego też nie chciała zatrzymać.
– A co pan będzie czuł, kiedy pańska żona zostanie zapłodniona nasieniem mojego męża? – zaatakowała go frontalnie Diana.
– Myślę, że pani mąż nie robiłby tego, gdyby nie musiał – od powiedział filozoficznie John, spoglądając wymownie na Dianę. Oczywiście natychmiast pojęła aluzję, ale nie dała tego po sobie poznać. – Uważam, że to jej sprawa, jeśli chce coś takiego zrobić.
Diana nie mogła się oprzeć wrażeniu, że oboje mieli nierówno pod sufitem, choć na zewnątrz wyglądali na zupełnie normalnych. Może dlatego cały projekt wydawał się jej tak odstręczający
Zjedli lunch, ale sprawę pozostawili nierozstrzygniętą, bo Andy obiecał, że zadzwoni do nich za kilka dni, kiedy przedyskutują wszystko z Dianą.
– Muszę jeszcze przeprowadzić wywiad z innym kandydatem – dodała Wanda. – Umówiłam się z nim na jutro.
– Ona to robi tylko dla ludzi, których lubi – wyjaśnił jej mąż, wbijając oskarżycielskie spojrzenie w Dianę. Najwidoczniej nie wzbudziła wystarczającej sympatii pani Williams, co stawiało pod znakiem zapytania całe przedsięwzięcie. Dianie z kolei robiło się słabo na samą myśl, że tych dwoje popaprańców przeprowadzało z nią „wywiad”!
Williamsowie wyszli z restauracji przed nimi, więc Diana miała szansę jeszcze raz zaatakować Andyego:
– Jak mogłeś zrobić nam coś takiego?
– A jak ty mogłaś być dla niego taka niemiła? Po co wspominałaś o moim nasieniu? Teraz mogą nas zdyskwalifikować jako kandydatów!
– Nie wierzę. – Gniewnie błysnęła oczyma. – Przecież nawijała ci o swojej karmie, a ty masz zrobić jej dziecko. Tfu, co za obrzydliwość!
– Mam zamiar zadzwonić do doktora Johnstona i spytać go, jak się do tego zabrać.
– Ja w każdym razie nie mam zamiaru się w to włączyć i chcę, żebyś to wiedział,
– Twoja sprawa. Przecież nie proszę cię, abyś to finansowała! – Diana wiedziała, że pieniądze na pokrycie kosztów całej operacji Andy będzie musiał pożyczyć od rodziców. Zastanawiała się, jak się z tego przed nimi wytłumaczy.
– Myślę, że ci odbiło. A w ogóle to żałosne, kiedy ludzie tacy jak my próbują za wszelką cenę mieć dzieci.
Wiedziała, że istnieje prostsze rozwiązanie i żałowała, że nie zastosowała go wcześniej. Na razie tylko potrząsnęła głową i bez słowa wyszła z restauracji. Wsiadła do taksówki i kazała się zawieźć do domu. Kiedy Andy wrócił po pracy, spostrzegł, że znikły jej wszystkie rzeczy, a na stole kuchennym została karteczka:
„Drogi Andy, powinnam była zrobić to już dużo wcześniej, bo teraz tak głupio wyszło. Tobie nie trzeba matki zastępczej, tylko prawdziwej żony, takiej, która może urodzić ci dziecko. Życzę ci powodzenia, bo cię kocham. Mój adwokat skontaktuje się z tobą. Pozdrawiam – Diana”. Andy stał jak wryty i wpatrywał się tępo w kartkę.
Jeszcze tego samego wieczoru zadzwonił do jej rodziców, aby sprawdzić, czy nie wróciła do nich – okazało się jednak, że nie.
Oczywiście matka Diany od razu wyczuła, że coś się musiało stać, była jednak na tyle dyskretna, że nie zadawała żadnych pytań. Ani ona, ani ojciec nie widzieli Diany od czasu jej pamiętnego wyskoku w Święto Dziękczynienia, ale regularnie rozmawiali z nią przez telefon.
Tymczasem Diana przeniosła się najpierw do hotelu, a potem wynajęła mieszkanie. Wiedziała już, że nie powinna się dłużej oszukiwać, bo sytuacja, w jakiej oboje się znaleźli, była nienormalna. Ten nieszczęsny lunch w „The Ivy” uświadomił jej to wyraźnie. Oboje się wygłupili, a już najbardziej Andy. Jak mógł myśleć o zapłodnieniu tej zwariowanej baby?
Andy codziennie wydzwaniał do Diany pod jej numer w pracy, ale nie odbierała telefonów. Kiedy chciał z nią porozmawiać – unikała go. Wszystko wskazywało na to, że skończył się zarówno ich cudowny sen, jak i towarzyszące mu koszmary.
ROZDZIAŁ TRZYNASTY
– No to jazda – zarządziła Pilar, włączając magnetowid. Na ekranie dwie kobiety oddawały się wyszukanym pieszczotom. Brad przyglądał się temu z niepewnym uśmiechem, czując się niewiarygodnie głupio.
– Nie jestem pewien, czy to odpowiedni film – zażartował smętnie.
– Cicho, już nic nie gadaj! – Pilar się roześmiała, bo ze wszystkich sił starała się robić dobrą minę do złej gry. Doktor Ward uprzedziła ją, że może powtórnie zajść w ciążę dopiero po dziesięciu lub dwunastu próbach, ale i tym razem nie ma gwarancji, że donosi ciążę.
Gdy Brad oglądał film, Pilar stopniowo zdjęła z niego wszystko, co miał na sobie. Sama też się rozebrała, podniecając go delikatnymi pieszczotami. W niedługim czasie mieli już gotową porcję nasienia, którą odebrała pielęgniarka, ale Pilar nie mogła powstrzymać się od docinków:
– Może kupimy sobie taką kasetę? Bo widzę, że ten film dobrze ci robi!
Oboje wiedzieli, że droga do upragnionego celu nie będzie łatwa. Wprawdzie zabieg sztucznego zapłodnienia udał się bez problemów, ale doktor Ward ostrzegła, że rzadko bywa skuteczny za pierwszym razem. Pilar musiała znów zacząć przyjmować chlomifen, który wprowadzał ją w stan stałego napięcia nerwowego. Przeżywała więc ciężki okres i nieraz zastanawiała się, czy kiedykolwiek otrząśnie się po tamtym poronieniu. Nie mogła przestać o nim myśleć i nawet kiedy ból zdawał się słabnąć – niewiele było trzeba, aby powrócił. Wystarczyło, że zobaczyła matkę z dzieckiem na ręku, kobietę w ciąży, dziecięce ciuszki na wystawie sklepowej albo ktoś ze znajomych, kto nie wiedział o nie szczęściu, gratulował jej błogosławionego stanu. Dopiero teraz się przekonała, jak nierozsądnie postąpiła, rozpowiadając o ciąży. Musiała tłumaczyć się przed każdym z osobna i wysłuchiwać albo przeprosin, albo niedyskretnych pytań w rodzaju, czy to był chłopiec, czy dziewczynka i jak to było duże.